Może zamiast szukać techniki która da ten sam efekt, warto zapytać - co sprawia że nie jesteśmy w stanie odpuścić bez ekstremalnego zmęczenia? Bo to może być ważniejsze pytanie niż 'która technika'.
Czekaj, bo trochę mi się gubi - zaczęliśmy od pytania jak nie wybudzać się przy hipnagogicznych obrazach, a dochodzimy do wniosku że problem leży w tym że za bardzo się staramy? Czy dobrze rozumiem kierunek tej rozmowy?
Ja mam pytanie może głupie, ale - czy to znaczy że jak ktoś bardzo chce zasnąć, to właśnie przez to nie może? Bo to brzmi jak coś co mogłabym powiedzieć mojej córce i ona by mi nie uwierzyła, a jednak...
To jest po prostu napięcie psychiczne ktore podtrzymuje aktywność kory, z bioenergetycznego punky widzenia to jest to samo - jak masz za dużo energi w centrum czolowym to nie możesz sie rozluźnić. Dlatego te techniki z ziemią i uziemienem tak dobrze działają przed snem, bo sprowadzają energię niżej.
Wracając do tego co mnie intereuje - skoro skupienie na ciele pomaga, to czy chodzi o dowolne skupienie na ciele, czy jednak ważne jest gdzie? Bo np. skupienie na głowie chyba by nie pomogło, prawda? Pytam bo jak robię te swoje wieczorne oddechy to instynktownie skupiam się na klatce i brzuchu.
A co z dźwiękiem? Bo ja czasem puszczam jakiś szum albo deszcz w tle i to mi pomaga - ale nie wiem czy to jest medytacja czy po prostu zagłuszanie myśli. Czy to ma sens jako technika czy to tylko proteza?
Ale czy ktoś zauważył że po czasie szum przestaje działać? Mnie przez kilka tygodni pomagał deszcz, a potem mózg jakby się przyzwyczaił i zaczął go ignorować i wróciły myśli. Czy to się komuś zdarzyło i co wtedy?
Dobra, to może głupie pytanie, ale skoro dźwięk przestaje działać i skupienie na technice też ma swoje limity - to co właściwie ma być celem medytacji przed snem? Bo słucham tej rozmowy i mam wrażenie że każde rozwiązanie ma swoją datę ważności. Czy chodzi o to, żeby w ogóle nie mieć żadnej metody i jakoś nauczyć się tej naturalności o której mówił Kobalt?
