To co Zaklinacz mówi o byciu świadkiem - to jest chyba clou całej tej rozmowy jeśli chodzi o zasypianie. Nie ma chyba żadnej techniki która zadziała jeśli próbujesz ją przeprowadzić siłą. Moje pytanie do wszystkich: czy macie moment kiedy wiecie że 'puszczacie' i technika zaczyna działać? Jak to rozpoznajecie?
Ja mam taki moment - to jest właśnie ta fala ciepła o której mówiłam na początku wątku. Jak ona przychodzi to wiem że za chwilę zasnę. Ale nie wiem czy to efekt techniki czy po prostu naturalny etap przed snem i technika tylko go przyspiesza. Czy to ma w ogóle znaczenie?
Mnie się podoba to pytanie Gracji, bo to jest coś czego szukam - jakiegoś sygnału że 'idzie dobrze'. Bo jak medytuję to nie wiem czy robię to właściwie czy tylko leżę i myślę o tym że nie śpię. Czy ta fala ciepła to coś co każdy może poczuć, czy tylko niektórzy?
Sprawdzasz rano - czy spałaś, ile, jak się czujesz. Nie w trakcie. W trakcie najgorsze co możesz robić to oceniać. Technika to nie test który zdajesz, to bardziej warunki które tworzysz.
To co Czarownica mówi o 'tworzeniu warunków' - to mi jakoś pomogło zrozumieć. Przestałem myśleć o medytacji przed snem jako o czymś co muszę zrobić dobrze. Choć nadal mam ten problem z pętlami emocjonalnymi które Rusalka opisała - to chłodne powietrze z oddechu spróbuję dziś wieczorem.
A jak dlugo trwa to umiejscawianie? Bo jak zaczynam szukac gdzie siedzi np. złosć to zaczynam myśleć o tym co mnie wkurzyło i to jest gorsze niz bym nie szukała. Czy to normalene ze sie tak kręci?
Ja mam pytanie trochę z boku tego co mówicie - czy te wszystkie techniki zakładają że leżysz już w łóżku, czy można je robić wcześniej, np. godzinę przed snem? Bo mi się wydaje że jak już leżę to jest za późno na jakiekolwiek ćwiczenia, głowa jest już w trybie 'co mi nie wyszło dziś'.
To co Michasia mówi o robieniu wcześniej jest ważne - ale mam pytanie do tych co próbowali: czy wtedy medytacja jest inna jakościowo? Bo mi się zdaje że medytacja w łóżku z zamiarem zaśnięcia to jednak co innego niż 'czysta' medytacja wieczorna. Inaczej siedzę, inaczej oddycham, inaczej mi to przychodzi.
To ciekawe co Kobalt mówi o mieszaniu. Ja właśnie chyba to robiłem - próbowałem być 'uważny' leżąc w łóżku i to mnie nakręcało zamiast usypiać. Ale jak rozpoznać w którym momencie przestawić z jednego trybu na drugi? Czy to jest jakaś konkretna granica?
Dobra, ale ja trochę nie kupuję tej granicy światło/ciemność jako czegoś magicznego. Jeśli ktoś leży z telefonem po zgaszeniu światła to i tak mózg nie dostaje sygnału. Chyba że chodzi o coś innego niż samo światło jako takie?
A czy ten rytuał może być naprawdę cokolwiek? Pytam serio, bo ja np. mam taki nawyk że wypieram jakiś specyficzny herbatę i to mi chyba bardziej pomaga zasnąć niż jakiekolwiek ćwiczenia oddechowe które próbowałam. Czy to się liczy jako rytuał przejścia?
Wracam do tego co Kobalt mówił wcześniej o sygnałach przed zaśnięciem - ciepło, mrowienie, brak ostatniej myśli. Ja ostatnio zauważyłam coś jeszcze: taki moment kiedy obrazy zaczynają się same pojawiać, takie urywki bez sensu. To jest już granica snu czy jeszcze nie?
to są hipnagogiczne obrazy - czyli jesteś już na samej granicy, faza między jawą a snem. Jak je zauważasz i o tym myślisz to zwykle wracasz z powrotem. Ja kilka razy tak miałam i to jest frustrujące, bo człowiek wie że był blisko. Czy u ciebie też tak się kończy, że wracasz?
To co opisuje Gracja z tymi obrazami to jest chyba najlepszy dowód na to o czym Kobalt mówił wcześniej - że sprawdzanie czy zasypiam to właśnie to co nie daje zasnąć. Jak widzisz obraz i pytasz 'co to?' to już nie śpisz. Jak widzisz obraz i... po prostu go widzisz - to zasypiasz. Brzmi banalnie ale wcale nie jest łatwe.
Te obrazy przed snem to nie tylko jest 'granica snu' - to jest według mnie wejście w stan alfa który mozna tez osiągnąć inaczej, bez zasypiania wcale. Znam techniki bioenergetyczne gdzie się wchodzi w alf świadomie i człowiek jest półprzytomny ale kontroluje. Więc ta granica którą tu opisujecie to nie jest jednokerunowa.
Dobra, ale wracając do tego co mnie interesuje - czy jest jakiś sposób żeby te hipnagogiczne obrazy nie wybudzały? Bo skoro to jest theta i już jestem na tej granicy, to może jest jakaś technika żeby nie 'zaskoczyć' z powrotem do pełnej świadomości kiedy sie pojawią?
Ja próbowałam podejść do tego tak, żeby nie próbować ich oglądać jako czegoś konkretnego. Jak sie pojawia obraz to nie 'co to jest' tylko po prostu... daję mu przepłynąć? Ale to łatwo powiedzieć a trudno zrobić kiedy obraz jest np. wyrazisty albo dziwny.
Hmm, 'brak intencji' jako cel - to brzmi jak zen i trochę mnie to kręci w kółko. Czy ktoś ma na to bardziej przyziemny opis? Coś co można zastosować bez filozoficznego przygotowania?
A to zakotwiczenie w ciele o ktory mówi Zaklinacz - to nie jest to samo co body scan który był opisywany wcześnej w tym wątku? Bo jak tak to może dlatego ta technika działa na zasypianie, przez ten mechanizm z obrazami?
Czyli body scan lepiej robić wcześniej, przed pójściem do łóżka, a nie już leżąc? Bo mam wrażenie że im więcej słucham tej rozmowy, tym bardziej rozumiem że te techniki mają swój czas i miejsce i nie można ich wszystkich wrzucać do łóżka.
To mnie zastanawia - bo u mnie jest odwrotnie, moja herbata i kilka minut leżenia z oddechem właśnie w łóżku mi pomagają. Czy to znaczy że reguła 'nie pracuj w łóżku' nie działa na wszystkich, czy ja po prostu jeszcze nie czuję że mi szkodzi?
Nie wiem czy dobrze rozumiem - czyli jeśli ktoś już ma problem z zasypianiem i zaczyna robić techniki w łóżku, to może to pogłębić, ale jak ktoś nie miał problemu i zawsze tak robił to jest ok? Brzmi logicznie ale czy ktoś to sprawdzał na sobie po czasie?
Czyli wychodzi na to że nie ma jednej odpowiedzi na pytanie z tytułu i każdy musi trochę poeksperymentować. Ale mam wrażenie że ta rozmowa dała mi więcej niż jakikolwiek artykuł - bo rozumiem teraz dlaczego coś nie działa, a nie tylko dostaję listę technik do wypróbowania.
Właśnie, i chyba tym różni się rozumienie od przepisywania. Mam jeszcze jedno pytanie bo cały czas mnie to kręci - ten moment z obrazami, Gracja opisała że raz jej się udało nie wybudzić i zasnęła nie wiedząc co zrobiła inaczej. Czy to w ogóle da się powtórzyć świadomie czy to jest coś co po prostu czasem samo wychodzi?
To pytanie Hydromantki mnie zatrzymało. Gracja, czy pamiętasz co robiłaś inaczej tej nocy - czy byłaś bardziej zmęczona niż zwykle, czy może coś się wydarzyło co sprawiło że po prostu mniej zależało ci na wyniku? Bo mam wrażenie że to może być kluczowe.
Szczerze? Chyba właśnie to - byłam tak zmęczona że w pewnym momencie przestałam się starać. Nie pamiętam żebym cokolwiek robiła technicznie. Po prostu... przestałam śledzić te obrazy bo nie miałam już siły. I zasnęłam.
I właśnie na tym polega paradoks który cały czas krąży w tej rozmowie. Zmęczenie wykonało za ciebie całą robotę, bo zabrało intencję. Pytanie czy da się to odtworzyć bez bycia na granicy wyczerpania - i szczerze wątpię że jakakolwiek technika to zastąpi jeden do jednego.
