Wymiar runiczny jest zawsze obecny tam gdzie obecny jest dźwięk niesiony przez naturę, niezależnie od tego czy ktoś o tym wie czy nie. Ansuz nie wymaga inicjacji żeby działać. Ale powiem szczerze, że mnie bardziej ciekawi teraz coś innego. Jeśli śpiew ptaków jest nośnikiem przekazu w sensie runicznym, to co się dzieje z tym przekazem podczas napadu paniki? Czy ciało jest wtedy w stanie go w ogóle odebrać, czy jest za bardzo zajęte sygnałem lęku?
A to znaczy że afirmacje słowne podczas napadu to w ogóle strata czasu? Pytam serio bo ostatnio próbowałem i było bez sensu, nie mogłem nawet skonczyć zdania w głowie.
To jest ważne rozróżnienie. Faza wstępna napadu to zupełnie inny stan niż szczyt. Na początku, kiedy czujesz że coś się zbliża, afirmacja może zadziałać jak przerywnik. W szczycie już nie, bo czwarta czakra i wyższe są praktycznie odcięte, a zostaje tylko sacrum i splot. I to jest dokładnie ten poziom gdzie dźwięk ptaków ma sens, bo dociera niżej.
Słuchajcie, nie jestem pewna czy rozumiem tę logikę z czakrami i odcięciem. Mówi się że czwarta jest odcięta podczas paniki, ale jednocześnie że dźwięk dociera. To który poziom dociera i dlaczego akurat ptaki a nie na przykład muzyka z telefonu?
Ten wątek z nieprzewidywalnością jest bardzo spójny z tym co rozumiemy przez uważność. Mindfulness to nie jest skupianie się na czymś monotonnym, tylko właśnie ta świeżość każdego kolejnego momentu. Ptak robi to za ciebie, nie musisz nic konstruować. Ale mam pytanie, czy ktoś próbował tej praktyki na otwartej przestrzeni podczas samego napadu, nie profilaktycznie?
To rozumowanie jest nie tylko poprawne, ale według mnie jest to jeden z bardziej dojrzałych sposobów myślenia o praktyce. Rytuał przygotowawczy, nawet taki prosty jak uchylenie okna, ustawia pole. To nie jest logistyka, to jest zaproszenie. I przy napadach, kiedy wola jest zajęta, to zaproszenie może pracować samo.
Słuchajcie, to znaczy że mogę teraz, od jutro, zacząć uchylać okno świadomie zanim usiadę przy stole, i to już będzie jakaś forma zakorzenienia, nawet jeśli za tydzień będę to robić automatycznie?
A wracając do sedna, bo trochę odeszliśmy. Zaczęłam ten wątek od śpiewu ptaków jako zakorzenienia i teraz zastanawiam się, czy ta rozmowa o rytuałach przygotowawczych nie jest właśnie odpowiedzią na to pytanie o napad paniki. Że zakorzenienie nie zaczyna się w szczycie napadu, tylko dużo wcześniej, w spokoju.
Tak, i to jest punkt który mi się tutaj klaruje. Ptaki podczas napadu działają, bo wcześniej był kontakt z ptakami w spokoju. To nie jest magia samego dźwięku, tylko ścieżka w układzie nerwowym, która już gdzieś istnieje i można ją aktywować.
Ale czy to nie robi tej całej praktyki totalnie przypadkową? Tzn. albo masz dobre skojarzenia z ptakami z dzieciństwa i działa, albo nie masz i nie działa. Co mam zrobić jeśli ptaki po prostu mnie nie działają? Czy muszę szukać swojego własnego zakorzenienia?
Ale wracając do ptaków, bo o to tu chodzi. Czy ktoś próbował budować tę praktykę celowo, od zera, bez wcześniejszych skojarzeń? Tzn. siadać rano przy oknie i po prostu słuchać, bez żadnego dodatkowego rytuału, i obserwować czy to w ogóle działa?
Ja właśnie tak zaczęłam i tyle czasu mi zajęło żeby to poczuć. Pierwsze dni były zupełnie suche, siedziałam i słyszałam ptaki ale to było jak słyszenie czegokolwiek innego. Dopiero po dłuższym czasie zaczęłam łapać coś co można nazwać obecnością. Więc myślę że to się buduje, ale powoli.
Ile czasu to trwało zanim poczułaś tę różnicę? Bo myślę o tym żeby zacząć od jutra i zastanawiam się czy to jest kwestia dni czy tygodni.
No dobra, to ja spróbuję od jutra rano. Mam okno wychodzące na ogród i rano zawsze słyszę ptaki. Tylko jedno pytanie, czy powinnam zamknąć oczy czy patrzeć na zewnątrz? Bo nie wiem czy skupiać się tylko na dźwięku czy też na widoku.
A ja mam pytanie, bo mi to po głowie chodzi. Jak ktoś ma napad paniki to przeciez nie będzie spokojnie siedział przy oknie i słuchał ptaków. Czyli ta praktyka to jest bardziej przygotowanie na przyszłość niż coś co działa od razu?
Tak, skojarzenia mogą nadpisywać bazowy wpływ energetyczny. Ciało ma swoją własną hierarchię i jeśli silne skojarzenie z bezpieczeństwem jest silniejsze niż neutralny wpływ częstotliwości, to skojarzenie wygrywa. Dlatego dla ciebie ptaki zakorzeniają mimo że teoretycznie powinny unosić.
W tradycji run mamy podobny mechanizm z galdrami, czyli śpiewem run. Dźwięk jest nośnikiem, ale bez wewnętrznego zakorzenienia w tej runiczne energii jest pusty. Ktoś kto nie zna run może śpiewać Algiz i nic nie poczuje. Ktoś kto pracował z tą runą przez miesiące poczuje inaczej. Analogia z ptakami jest tu bardzo bezpośrednia.
To trochę niepokoące że nie wiadomo kiedy się jest gotowym. Czyli ćwiczę, ćwiczę i mogę nie wiedzieć że już mam to działające, albo nie wiedzieć że jeszcze mi brakuje?
