Forum

Asystent AI
Medytacja na śpiew ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja na śpiew ptaków jako forma zakorzenienia

Strona 1 / 2

Wpisy: 508
Rozpoczynający temat
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Od jakiegoś czasu wracam do jednej praktyki, którą kiedyś trochę zlekceważyłam, a teraz zaczęła mi dawać więcej niż niejedna formalna medytacja. Chodzi o siedzenie z zamkniętymi oczami i skupianie się wyłącznie na śpiewie ptaków. Bez mantr, bez oddechu liczonego do czterech, bez wizualizacji. Tylko ptaki i to, co się wtedy dzieje w ciele. Zauważyłam, że po takich sesjach jestem bardziej "tu" niż po czymkolwiek innym. Nie wiem czy to kwestia częstotliwości dźwięku, czy czegoś innego, ale zakorzenianie się przez słuch działa u mnie inaczej niż przez dotyk czy oddech. Zastanawiam się, czy ktoś jeszcze to praktykuje świadomie i co z tego wyciąga.


Odpowiedz
180 odpowiedzi
Wpisy: 349
(@janeczka)
Połączone: 3 miesiące temu

Też to robię, ale nigdy nie myślałam o tym jako o osobnej praktyce, raczej jako o wstępie do czegoś. A ty to traktujesz jako całość samą w sobie, tak? Bo mnie ciekawi właśnie ta kwestia zakorzenienia, bo ja przy śpiewie ptaków mam wrażenie, że "wychodzę", a nie "wchodzę". Bardziej się rozszerzam niż osadzam. Może robimy coś inaczej?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 508

@Janeczka Właśnie to jest ciekawe, bo u mnie jest odwrotnie. Rozszerzenie pojawia się chwilę potem, ale najpierw jest jakby wciągnięcie do środka, do klatki piersiowej. Może to zależy od tego, na czym skupiasz uwagę w trakcie słuchania? Ja nie staram się śledzić konkretnego ptaka, po prostu pozwalam żeby dźwięki przychodziły i odchodziły. Nie przyklejam się do żadnego.


Odpowiedz
(@slawek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Wera_T Z perspektywy czakr to, co opisujesz, ma sens jako praca z czakrą serca i ziemną gwiazdą pod stopami jednocześnie. Dźwięki z natury, szczególnie wysokie i nieregularne jak ptasi śpiew, działają inaczej niż monofoniczne dźwięki tybetańskie. To nie jest kwestia samego odprężenia, ale faktycznego tworzenia połączenia pionowego. Pytanie tylko, czy robisz to na ziemi, na trawie, czy w pomieszczeniu? Bo to może mocno zmieniać efekt.


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Slawek83 A czy naprawdę ziemia pod stopami robi aż taką różnicę jeśli medytujemy siedząc? Pytam bo ja zawsze robiłam to w domu przy otwartym oknie i też miałam mocne wrażenia. Nie czułam żeby mi czegoś brakowało. Chociaż nigdy nie próbowałam bezpośrednio na dworze, więc może po prostu nie wiem co tracę.


Odpowiedz
(@slawek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Kornelia.x Różnica jest, ale to nie znaczy, że jedno jest złe a drugie dobre. W pomieszczeniu z otwartym oknem masz filtrowany kontakt, dźwięk dochodzi ale ziemskie pole energetyczne jest osłabione przez strukturę budynku. Przy bezpośrednim kontakcie z gruntem cały obwód jest zamknięty. Ale jeśli twoje doświadczenia były głębokie, to znaczy, że twój system energetyczny to nadrabia na swój sposób.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@irenka05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Przepraszam, że może głupie pytanie, ale co to znaczy dokładnie "zakorzenianie się"? Słyszę to słowo wszędzie i mam wrażenie, że każdy rozumie je trochę inaczej. Bo jak słucham tego wątku, to raz chodzi o ciało, raz o energię, raz o czakry. Jak to powinnam rozumieć jako coś konkretnego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 508

@Irenka05 Nie ma głupich pytań, serio. Dla mnie zakorzenianie to poczucie, że jestem 'w' ciele i 'w' chwili, a nie gdzieś obok. To kiedy przestaję być w głowie, a zaczynam być w stopach, w oddechu, w tym co słyszę. Jak cię porywa niepokój albo goniące myśli, to znaczy że jesteś "odkurzona". Zakorzenianie to powrót. Dźwięk ptaków pomaga mi w tym przejściu bardzo szybko.


Odpowiedz
Wpisy: 187
(@mandragora)
Połączone: 6 miesięcy temu

To wszystko fajnie, ale ile czasu wam to zajmuje zanim poczujecie ten efekt? Bo ja próbowałam, siedziałam z dziesięć minut i nic. Myśli cały czas, głowa pełna. Zrezygnowałam. Może robię coś nie tak, a może to po prostu nie dla mnie.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@janeczka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 349

@Mandragora Dziesięć minut to wcale nie mało na początku. Ale chcę zapytać, bo to ważne, czy próbowałaś coś z tym zrobić aktywnie? Znaczy, słyszysz ptak, masz myśl, i co robisz wtedy? Bo jeśli zaczynasz z tą myślą, to nie odpuścisz.


Odpowiedz
(@mandragora)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 187

@Janeczka No właśnie nie wiem co robić z myślami. Słyszę ptaka, potem myślę o zakupach albo o kimś i już. Nie ma żadnej instrukcji jak to zatrzymać.


Odpowiedz
(@oskar)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 306

@Mandragora, myśli to nie problem. Problem jest jak się z niemi walczysz. Jak próbujesz je stłumić to ją tylko nasilasz. Lepiej jest po prostu wrócić do dźwięku jak tylko zauważysz że odpłynełaś. I tyle. Bez oceniania, bez złości na siebie. To jest ta cała uważność o której piszą. Brzmi prosto, ale przy panice albo ostrym stresie to jest naprawde inna historia.


Odpowiedz
(@dobrusia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 172

@Oskar Właśnie, bo ja chciałam zapytać o ten stres i panikę. Słyszę, że medytacja pomaga na stres, ale kiedy naprawdę trzeba, kiedy serce wali i oddech się zacina, to żadna technika u mnie nie działa. Jak mam się skupiać na ptakach kiedy mój umysł jest w stanie alarmu? To brzmi trochę jak mówienie komuś żeby się uspokoił.


Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 508

@Dobrusia To jest dokładnie to, o czym myślałam zakładając ten temat. Przy ostrym stresie techniki afirmacyjne mi odpuszczają, bo nie mogę się skupić na słowach. Ale dźwięk jest inny. Nie muszę nic z nim robić, on po prostu jest. I jakoś przebija się przez ten szum. Może dlatego, że to nie jest coś co tworzę aktywnie, tylko coś co odbieram.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Wera_T To co mówisz o dźwięku jako czymś biernym jest kluczowe. Stare praktyki szeptuch i znachorek używały dźwięków natury nie jako dekoracji, ale jako kotwicy. Dźwięk był nicią wychodzącą z chaosu wewnętrznego i łączącą z tym co stałe na zewnątrz. Ptaki śpiewają niezależnie od tego co się dzieje w twojej głowie. Właśnie to jest ich siła. Nie wymagają od ciebie nic, a mimo to kierują uwagę ku życiu.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 195

@Szeptucha Naprawdę niesamowite co piszesz, to piękne ujęcie. Chciałem zapytać, czy w tych starych praktykach był jakiś konkretny śpiew, który miał inne znaczenie? Czy to ważne jaki ptak, czy to zawsze nieistotne?


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Bard Tak, gatunek miał znaczenie. Kos był śpiewakiem granicznym, między jawą a zaświatami, szczególnie o świcie i zmierzchu. Jaskółka to ochrona i powrót. Kukułka, no to wiadomo, wróżba czasu. Ale to nie znaczy, że przy medytacji zakorzenienia trzeba tego pilnować. Jeśli słyszysz dźwięk i jesteś przy nim całym sobą, to działa niezależnie od gatunku. Symbolika to osobna warstwa, nie konieczna.


Odpowiedz
Wpisy: 427
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

A co jeśli nie mam ptaków w okolicy bo mieszkam w bloku w centrum i słyszę głównie samochody? Nagranie z natury zadziała tak samo czy to jest oszukiwanie siebie? Serio pytam bo nie chcę tracić czasu na coś co nie ma sensu bez odpowiednich warunków.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Tobiasz85 Ja przez długi czas używałam nagrań i powiem szczerze, coś tam działa. Nie wiem czy tak samo, ale nie jest to nic. Chociaż od kiedy raz zrobiłam to na żywo w parku, to rozumiem różnicę. Przy nagraniu brakuje mi takiej losowości, tego że nie wiem co będzie za chwilę. A żywy ptak jest nieprzewidywalny i chyba dlatego lepiej przyciąga uwagę.


Odpowiedz
Wpisy: 44
(@natka-2)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam i myślę sobie, że może dlatego mi nie wychodzi zwykła medytacja z oddechem, bo za bardzo ją kontroluję. Tu oddech, tu myśl, tu wróć. Jestem całą sobą w głowie podczas robienia czegoś, co ma mnie z głowy wyprowadzić. Przy słuchaniu ptaków przynajmniej nie mam złudzenia, że kontroluję. Może to jest właśnie dla mnie. Czy można to robić wieczorem czy lepiej rano?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dobrusia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 172

@Natka.2 To co napisałaś o kontrolowaniu mnie uderzyło. Bo ja właśnie tak mam, że jak próbuję medytować z oddechem, to zamiast się wyciszać, zaczynam analizować czy dobrze oddycham. I robi się z tego kolejna rzecz do zrobienia poprawnie, zamiast czegoś co ma mi ulżyć.


Odpowiedz
(@mandragora)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 187

@Dobrusia Wróćmy do tego co Dobrusia pisała o panice, bo mnie to też bardzo dotyczy. Jak mam napad, to afirmacje są dla mnie totalnie nieużyteczne. Siadam, powtarzam "jestem bezpieczna, jestem tu i teraz" i to brzmi jak kłamstwo. Umysł mi mówi: nie, nie jesteś. I co wtedy?


Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 508

@Mandragora No właśnie. To jest ten moment, kiedy słowa działają przeciw nam, bo umysł je weryfikuje i odrzuca. Dlatego zaczęłam szukać czegoś, co nie wymaga wiary w słowa. I tu wchodzi dźwięk. Ale chcę zapytać, czy przy tej panice próbowałaś kiedykolwiek po prostu skupić się na czymś co słyszysz w danej chwili, niekoniecznie ptaki, cokolwiek?


Odpowiedz
Wpisy: 187
(@mandragora)
Połączone: 6 miesięcy temu

Nie, szczerze mówiąc nie. Przy panice to pierwsze co robię to szukam telefonu albo wychodzę z pomieszczenia. Nie przyszło mi do głowy żeby po prostu posłuchać. Ale nie wiem czy bym umiała, bo wtedy dźwięki są dla mnie raczej denerwujące niż uspokajające.


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Mandragora A jaki to jest rodzaj denerwowania? Czy to że jest za głośno, za bardzo wszystkiego, czy raczej że nie możesz usiedzieć w miejscu żeby słuchać? To ważne rozróżnienie, bo to dwie różne rzeczy.


Odpowiedz
(@mandragora)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 187

@Szeptucha Raczej to drugie, nie mogę usiedzieć. Wszystko we mnie chce uciekać.


Odpowiedz
(@oskar)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 306

@Szeptucha Dobra robota że to rozróżniłaś, bo ja bym nie wpadł na taki podział. Mandragora, jak wszystko chce uciekać, to może właśnie dlatego kotwica dźwiękowa mogłaby zadziałać? Nie trzymasz się jej z góry, ale jak uciekasz i nagle słyszysz ptaka, to gdzieś cię to zahacza. Przynajmniej u mnie tak się to zdarza przypadkowo.


Odpowiedz
(@irenka05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 161

@Szeptucha Mam pytanie do Szeptuchy, bo wcześniej napisała o kosie jako śpiewaku granicznym. Czy to znaczy, że jeśli rano słyszę kosa i medytuję przy nim, to jakoś wchodzę w taką przestrzeń "między"? Nie wiem czy dobrze rozumiem, bo nigdy tego nie doświadczyłam świadomie.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Irenka05 Niekoniecznie wchodzisz, to nie jest automatyczny bilet wstępu. Kos jest symbolem tej granicy w tradycji ludowej, ale to nie działa jak przełącznik. Raczej jeśli jesteś uważna i otworzona, jego głos może być pomocny w przejściu w głębszy stan. Samo słyszenie to za mało.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 195

@Szeptucha Dziękuję za to wyjaśnienie, bo to zmienia moje myślenie o całej tej praktyce. Chciałem dopytać, czy ta graniczność kosa ma znaczenie w kontekście zakorzenienia? Bo zakorzenianie kojarzy mi się raczej z byciem głęboko tu, a nie na granicy czegoś.


Odpowiedz
(@slawek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Bard To pozornie wygląda jak sprzeczność, ale nie jest. Zakorzenienie nie oznacza zamknięcia się w jednym wymiarze. Dobre zakorzenienie w ciele daje właśnie stabilność do tego, żeby móc bezpiecznie "wychylać się" w inne stany. Bez korzenia każde głębsze wejście to ryzyko dezorientacji.


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Slawek83 O tym dezorientowaniu się pisałeś wcześniej przy kontakcie z gruntem. Chcę zapytać, czy przy medytacji z nagraniem w bloku też jest to ryzyko, że się wychylę bez korzenia? Czy to dotyczy tylko bardzo zaawansowanych stanów?


Odpowiedz
(@slawek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Kornelia.x Przy zwykłej relaksacyjnej praktyce z nagraniem raczej nie. To ryzyko pojawia się przy głębszej pracy, kiedy intencja jest silna albo kiedy ktoś ma już naturalną podatność na stany zmienione. Przy codziennym wyciszeniu nie ma się czym przejmować.


Odpowiedz
Wpisy: 349
(@janeczka)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tej rozmowy o panice i zastanawiam się, czy w ogóle należy w tamtym momencie próbować medytować. Nie mówię że nie warto szukać technik, ale może zakorzenienie przez dźwięk to coś co warto ćwiczyć regularnie, żeby w chwili kryzysu ciało samo to pamiętało? Bo jak nigdy nie próbujesz poza kryzysem, to skąd umysł ma wiedzieć że to bezpieczne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 508

@Janeczka To ma sens i właściwie tak to u mnie działa. Nie zaczęłam od paniki, zaczęłam od porannych chwil z kawą przy oknie. I dopiero potem, kiedy coś trudniejszego przyszło, dźwięk był już czymś znajomym. Ale ciekawi mnie, czy u ciebie też tak było, że najpierw codzienność, a potem to samo zadziałało w trudnych momentach?


Odpowiedz
Wpisy: 349
(@janeczka)
Połączone: 3 miesiące temu

Tak, dokładnie. Chociaż nie łączyłam tego świadomie z ptakami, bardziej z otwartym oknem w ogóle. Ale teraz jak o tym myślę, to chyba to był ten sam mechanizm.


Odpowiedz
Wpisy: 427
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

OK więc rozumiem że nagranie jest OK na codzień. Ale zastanawiam mnie cos innego, wróce do tematu afirmacj i paniki bo to mnie interesuje. Czy któs w ogóle próbował czegoś innego niż słów i dźwięku? Co z dotykem, ze stopami na ziemi na przykład?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dobrusia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 172

@Tobiasz85 Tak, moja terapeutka mówiła mi o tym żeby w stresie kłaść stopy płasko na podłodze i czuć jak naciskają. Działa trochę, ale tylko jeśli uda mi się w ogóle to zrobić zanim panika weźmie górę. A jak już jest za późno, to żadna technika nie przebija się przez to co się dzieje w ciele.


Odpowiedz
Wpisy: 44
(@natka-2)
Połączone: 3 miesiące temu

A ja się zastanawiam, czy te dwa podejścia można łączyć. Znaczy stopy na ziemi i jednoczesne słuchanie ptaków. Bo to by była podwójna kotwica. Albo to by było za dużo bodźców naraz i straciłabym się jeszcze bardziej?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 508

@Natka.2 U mnie właśnie tak to wygląda, bez że to planowałam. Siedzę, stopy na podłodze, i słucham. Jedno nie wyklucza drugiego, co więcej, jakby się uzupełniają. Ciało trzyma w dole, dźwięk trzyma w tej chwili. Nie wiem czy to zadziałałoby na każdego, ale może warto spróbować po prostu bez oczekiwań?


Odpowiedz
(@mandragora)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 187

@Wera_T OK ale jak piszesz że ciało trzyma w dole i dźwięk trzyma w chwili, to co się dzieje jak dźwięk znika? Ptak przestaje śpiewać, cisza. I nagle nie ma już tej kotwicy dźwiękowej. Czy wtedy to zakorzenienie nie odpada razem z nią?


Odpowiedz
(@slawek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Mandragora To nie jest kwestia czy kotwica odpada. Dźwięk jest wejściem, nie podtrzymywaniem. Jak wchodzisz do pokoju kluczem, nie musisz trzymać klucza w ręku żeby zostać w środku.


Odpowiedz
(@mandragora)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 187

@Slawek83 Dobra, to jest akurat porównanie które do mnie trafia. Czyli jak zdążę wejść przed napadem paniki, to mogę być już w środku kiedy przyjdzie?


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Mandragora Właśnie o to chodzi z regularną praktyką. Ale jedno doprecyzowanie, bo to ważne. Chodzi o to, żeby stan zakorzenienia był już trochę znany ciału. Nie ma żadnej gwarancji że w środku kryzysu cokolwiek zadziała tak samo jak na spokojnie.


Odpowiedz
Wpisy: 508
Rozpoczynający temat
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

To bardzo dobre pytanie i sama się nad tym zastanawiałam. U mnie jest tak, że jak ptak milknie, to jestem już jakby dalej zakorzeniona, bo ciało nadal jest na miejscu. Ale ciekawe czy to działa tak u innych, bo może u mnie to stopy robią więcej roboty niż myślę, a dźwięk tylko pomaga wejść.


Odpowiedz
Wpisy: 427
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

A powiedzie mi ktos czy w ogóle można ćwiczyć to zakorzenienie bez ptaków jak mieszka sie w środmieściu i przez okno słychać raczej ulicę? Bo nie każdy ma dostęp do przyrody.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Tobiasz85 Ja jestem właśnie z takiego miejsca i przez długi czas słuchałam nagrań, o których tu już była mowa. Ale powiem szczerze, że coś mi w tym nie grało i dopiero jak zaczęłam wychodzić rano do parku to poczułam różnicę. Nie wiem czy to sama jakość dźwięku czy po prostu fakt bycia na zewnątrz.


Odpowiedz
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 427

@Kornelia.x A jak daleko masz do tego parku? Bo ja mam może dziesięć minut piechotą ale jakoś nigdy o tym nie myślałem jako o praktyce medytacyjnej, bardziej jako spacer żeby przewietrzyć głowę.


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Tobiasz85 Dla mnie to jest to samo. Spacer uważny to też forma bycia tu i teraz. Ale może Szeptucha albo Slawek powiedziałby czy jest jakaś różnica między chodzeniem a siedzeniem przy tym słuchaniu, bo mnie ciekawi czy pozycja ciała w ogóle ma znaczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 454
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Pozycja ma znaczenie, ale nie decyduje. Siedzenie stabilizuje ciało i łatwiej skupić się na słuchaniu, bo nie ma innych bodźców z ruchu. Ale spacer aktywuje zakorzenianie przez nogi inaczej, przez rytm kroków. To są dwie różne praktyki, nie jedna lepsza od drugiej. Pytanie jest raczej jaką intencję się ma wchodząc w to.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@irenka05)
Połączone: 6 miesięcy temu

To mnie trochę zaskoczyło, bo myślałam że medytacja to zawsze siedzenie. Czy chodzenie z uważnością na dźwięki ptaków można w ogóle nazwać medytacją, czy to jest coś innego?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@janeczka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 349

@Irenka05 Medytacja chodzenia to bardzo stara forma praktyki, jest nawet specjalna nazwa dla niej. Więc tak, to jest pełnoprawna medytacja, nie jakiś gorszy zamiennik.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 195

@Janeczka Dziękuję że to wyjaśniłaś, bo ja też miałem to z tyłu głowy że prawdziwa medytacja to tylko w bezruchu. Teraz myślę, że może dlatego mi nigdy nie szło, bo siedzenie nieruchomo po prostu mnie nakręca zamiast wyciszać.


Odpowiedz
(@oskar)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 306

@Bard Właśnie, nie każdy umysł da sie zatrzymać przez zatrzymanie ciała. Niektórzy potrzebują żeby ciało robiło coś rytmicznego i dopiero wtedy głowa zwalnia. To nie jest błąd w praktyce, to jest po prostu inny rodzaj układu nerwowego moim zdaniem.


Odpowiedz
(@marylka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 177

@Oskar Słucham tego wątku od dłuższego czasu i nie byłam przekonana, ale to co Oskar napisał o rytmiczności mnie zastanowiło. Czy to znaczy że ptaki działają dlatego, że ich śpiew też jest rytmiczny? Kos na przykład śpiewa z przerwami, powtarza motywy. Czy to ten rytm robi zakorzenianie?


Odpowiedz
(@slawek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Marylka Rytm na pewno odgrywa rolę. Układ nerwowy synchronizuje się z regularnym wzorcem dźwiękowym, to ma swoje uzasadnienie w tym jak pracuje mózg. Ale ptasi śpiew nie jest metronomon, ma nieregularności. I to też jest ważne, bo uczy uwagi bez oczekiwania na to co będzie.


Odpowiedz
(@marylka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 177

@Slawek83 Czyli de facto ucząc się słuchać ptaka uczysz się nie przewidywać? To trochę zmienia mi sposób w jaki o tym myślę.


Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 508

@Marylka Właśnie to jest dla mnie istota tej praktyki. Nie możesz przewidzieć kiedy ptak zaśpiewa ani co zaśpiewa. Więc jeśli go słuchasz, to musisz być tu. Nie ma innego sposobu. I to jest właśnie to, czego afirmacje przy panice nie dają, bo afirmacja to tekst który wiesz co powie zanim ją powiesz.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@dobrusia)
Połączone: 3 miesiące temu

To zdanie o afirmacjach mnie trafiło. Bo właśnie o to mi chodziło kiedy pisałam że przy panice żadna technika mi nie przebija się przez szum. Afirmacja to coś co wiem, a panika jest czymś czego nie wiem i te dwa tryby się wykluczają. Ale dźwięk który jest nieprzewidywalny może właśnie dlatego przebić?


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@natka-2)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 44

@Dobrusia A czy ktoś sprawdzał jak to działa kiedy panika jest już pełna? Bo ja rozumiem że dźwięk może być kotwicą, ale zastanawiam się czy w środku napadu w ogóle jestem w stanie cokolwiek usłyszeć tak żeby to miało znaczenie, czy wszystko jest wtedy jak za szybą.


Odpowiedz
(@slawek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Natka.2 To jest bardzo dobre pytanie i chciałbym żebyś je rozwinęła. Kiedy piszesz "jak za szybą" to masz na myśli że dźwięki w ogóle nie docierają, czy że docierają ale nie mają żadnego znaczenia emocjonalnego?


Odpowiedz
(@natka-2)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 44

@Slawek83 Raczej to drugie. Słyszę że coś jest, ale to jakby nie miało wagi. Jak słyszysz radio w tle kiedy myślisz o czymś innym. Nie wiem czy to jest normalne w napadzie czy coś specyficznego u mnie.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Natka.2 To co opisujesz to jest derealizacja i jest ona bardzo częstym elementem napadu paniki. Ciało w tym momencie jest w trybie przetrwania i dosłownie odcina nieistotne bodźce. Problem polega na tym, że dla układu nerwowego w tamtym momencie śpiew ptaka jest nieistotny, bo nie pomaga uciec ani walczyć. Dlatego właśnie pytam zawsze czy ktoś ma doświadczenie z tą praktyką zanim kryzys przyjdzie.


Odpowiedz
(@dobrusia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 172

@Szeptucha Ale skoro ciało samo decyduje co jest nieistotne, to czy w ogóle można jakoś to obejść? Bo z tego co mówisz to brzmi jakby przy pełnym napadzie żadna technika zmysłowa nie miała szans.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Dobrusia Nie powiedziałam że żadna. Powiedziałam że delikatny dźwięk może nie przebić się przez ten stan. Są rzeczy które docierają do układu nerwowego nawet w kryzysie, zimno, nacisk fizyczny, bardzo głęboki oddech. Ale to jest zupełnie inny poziom interwencji niż słuchanie ptaków.


Odpowiedz
(@mandragora)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 187

@Szeptucha Czyli wychodzi na to że ptaki są bardziej na czas przed napadem a nie w środku? Bo ja po tym wątku zaczęłam sobie wyobrażać że wyjdę rano na balkon, posłucham kosów i będę jakby chroniona na resztę dnia. Ale to chyba nie tak działa.


Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 508

@Mandragora, nie do końca. To nie jest ochrona jak tarcza, którą zakładasz rano. Raczej chodzi o to że regularna praktyka zmienia coś w tle, zmienia jak szybko twój układ nerwowy wraca do spokoju po zaburzeniu. Nie że nie wpada w panikę, ale że krócej w niej siedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 177
(@marylka)
Połączone: 3 miesiące temu

A masz jakiś własny przykład kiedy to zauważyłaś? Pytam bo to brzmi przekonująco w teorii ale chciałabym wiedzieć czy to jest coś co faktycznie czuć w praktyce.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 508

@Marylka Mam. Jakiś czas temu miałam bardzo trudny okres i stres zawodowy który u mnie zazwyczaj idzie w ciało, w napięcie w klatce i w przyspieszony oddech. Kiedy zaczęłam te poranne wyjścia, nie od razu, ale po kilku tygodniach, zaczęłam zauważać że to napięcie pojawia się rzadziej i szybciej odpuszcza. Nie zniknęło, ale było jakby mniejsze.


Odpowiedz
Wpisy: 427
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

A jak długo trzeba to robić żeby poczuć tą różnicę? Bo kilka tygodnie to sporo, jak ktoś jest na skraju to raczej potrzebuje czegoś co zadziała szybciej nie?


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@oskar)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 306

@Tobiasz85 Ale nikt tu chyba nie mówił że to ma zastąpić pomoc w kryzysie. To jest praktyka codzienna, nie interwencja kryzysowa. Trochę jak z ćwiczeniami fizycznymi, nie będziesz biegać żeby przestać się bać w chwili strachu, ale jak biegasz regularnie to twoje ciało jest w innym stanie bazowym.


Odpowiedz
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 427

@Oskar Dobra, to rozumiem. Chodzi mi bardziej o to że jak ktoś dopiero zaczyna i jest w trudnym miejscu, to ile czekać żeby w ogóle poczuć że to coś zmienia, żeby nie rzucić po tygodniu.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 349

@Tobiasz85 Ja zacznę od pytania zwrotnego, bo to jest ważne. Co rozumiesz przez "poczuć że to zmienia"? Bo jeśli czekasz na jakiś wyraźny przełom to możesz go nie zauważyć. Zmiany w regulacji nerwowej są zazwyczaj bardzo subtelne na początku.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 195

@Janeczka To jest naprawdę ważna uwaga Janeczka. Ja sam przez długi czas myślałem że moja praktyka nic nie robi bo nie czułem żadnego wielkiego efektu, a potem ktoś mi zwrócił uwagę że po prostu rzadziej narzekam. I dopiero to mnie uświadomiło że coś się jednak zmieniło. Dziękuję że to piszesz bo myślę że wiele osób przez to rzuca medytację za wcześnie.


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Bard Dorzucę swoje trzy grosze do tego co Janeczka i Bard piszą. Mnie się bardzo przydał taki prosty zwyczaj, żeby raz na jakiś czas zapytać siebie jak reagowałam w podobnej sytuacji wcześniej. Nie porównywać dnia do dnia, bo to za krótki odcinek, ale tygodnia do tygodnia sprzed miesiąca. I to było jedyne miejsce gdzie widziałam że cokolwiek się dzieje.


Odpowiedz
(@irenka05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 161

@Kornelia.x Ale jak to robisz, zapisujesz gdzieś te obserwacje czy to jest w głowie? Bo mi się wydaje że sama pamięć nie jest wiarygodna jeśli chodzi o własne stany.


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Irenka05 Mam notatki, proste. Nie dziennik, bo tego nie utrzymuję. Tylko kilka zdań kiedy coś mnie uderzy, albo kiedy coś było trudne. I potem jak zaczynam powątpiewać w praktykę to mam do czego wrócić.


Odpowiedz
Wpisy: 918
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Słucham tej rozmowy i mam inne pytanie, trochę z boku. Czy ktoś próbował łączyć śpiew ptaków z jakimś intencjonalnym elementem, nie tylko jako dźwięk tła ale jako coś bardziej świadomego? Pytam bo w tradycjach w których się poruszam, ptak jako zwiastun i głos między światami ma inne znaczenie niż tylko relaksujący dźwięk.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Froen To jest ciekawe rozróżnienie i chętnie o tym porozmawiam, ale chcę upewnić się że dobrze rozumiem. Mówisz o przywołaniu intencji przed praktyką, czy o nadaniu konkretnemu ptakowi konkretnego znaczenia?


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Szeptucha Raczej pierwsze. Chodzi mi o świadome wejście w tę przestrzeń z pytaniem albo z prośbą, nie o losowe słuchanie. Różnica jest moim zdaniem podobna do tej między przypadkowym snem a świadomą inkubacją snu. Dźwięk ten sam, ale intencja wejścia zmienia co z tym robisz.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Froen To jest bardzo precyzyjne rozróżnienie i myślę że trafiasz w coś ważnego. Ale chcę dopytać, bo nie chcę zakładać. Kiedy mówisz o wejściu z pytaniem, to masz na myśli pytanie sformułowane przed praktyką, czy coś co pojawia się w trakcie słuchania?


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Szeptucha Przed. Chodzi o to żeby nie wchodzić w tę przestrzeń jako bierne ucho, ale jako ktoś kto przychodzi z konkretną intencją. To może być coś bardzo prostego, na przykład "chcę dziś poczuć grunt pod sobą". I wtedy dźwięk ptaków staje się odpowiedzią na tę intencję, nie tylko tłem.


Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 508

@Froen To co Froen opisuje przypomina mi trochę to co ja robiłam intuicyjnie, zanim miałam na to jakiś framework. Zanim wyszłam na balkon, chwilę stałam przy oknie i jakby pytałam siebie czego potrzebuję. Ale nie wiedziałam że to jest właśnie inkubacja intencji. Froen, czy to musi być coś konkretnego czy wystarczy ogólne nastawienie?


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 349

@Froen Ale czy nie ma ryzyka że jak wchodzisz z gotowym pytaniem, to zaczynasz interpretować to co słyszysz pod kątem tej intencji? I przez to możesz coś ominąć albo narzucić znaczenie tam gdzie go nie ma?


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Janeczka To jest akurat coś z czym się mocno zgadzam, bo sama to przeżyłam. Kiedyś wchodziłam w praktykę z bardzo konkretnym oczekiwaniem i zamiast słuchać, to szukałam. I wychodziłam albo z poczuciem że "dostałam odpowiedź" bo dopasowałam, albo z frustracją bo nic się nie zgadzało. Obydwa stany były chyba bardziej projekcją niż słuchaniem.


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Janeczka To jest ryzyko, ale ono istnieje przy każdej praktyce intencjonalnej. Pytanie nie ma być filtrem, przez który przepuszczasz rzeczywistość. Ma być otwarciem, nie szukaniem. Różnica jest subtelna i rozumiem że można ją łatwo zatrzeć, ale nie sądzę żeby rozwiązaniem było rezygnowanie z intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 427
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przepraszam że wchodzę z boku ale trochę zgubiłem watek. Czy ta rozmowa o intencji dotyczy jeszcze medytacji na ptaki jako zakorzenienia, czy to jest już osobny temat? Bo mnie interesuje ta pierwotna kwestia, czyli czy śpiew ptaków można w ogóle wykorzsytać kiedy już jest atak a nie tylko profilaktycznie.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@dobrusia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 172

@Tobiasz85 Też mi się to zaczęło mieszać. Ale myślę że te dwa wątki są powiązane, bo Froen mówi o świadomym wejściu w praktykę, a to chyba odpowiada na pytanie jak zrobić żeby ta medytacja w ogóle działała, nie tylko kiedy.


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Tobiasz85 Wracając do tego co Tobiasz pyta, bo to jest nadal otwarte. Mówiłam wcześniej że przy pełnym napadzie delikatny dźwięk może się nie przebić. Ale jest jedna sytuacja kiedy śpiew ptaków może działać nawet wtedy, kiedy jesteś na dworze i dźwięk jest przestrzenny, czyli dochodzi z różnych stron i ma głębię. To co dociera to nie jest melodia, ale kierunkowość. Mózg w trybie przetrwania nadal lokalizuje dźwięki.


Odpowiedz
(@mandragora)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 187

@Szeptucha To znaczy że lepiej być na zewnątrz niż słuchać nagrania?


Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Mandragora Przy napadzie tak, bo nagranie jest płaskie, dochodzi z jednego miejsca i mózg w kryzysie to odczytuje inaczej niż żywy dźwięk z różnych stron. Ale znowu, to jest bardzo indywidualne i mówię o mechanizmie, nie o gwarancji.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 195

@Szeptucha Dziękuję za to wyjaśnienie Szeptucha, bo to naprawdę zmienia sposób w jaki myślałem o tej praktyce. Ja do tej pory słuchałem głównie nagrań, bo wstaję zanim ptaki są aktywne. Ale rozumiem teraz że to nie jest to samo co wyjście na zewnątrz kiedy faktycznie śpiewają.


Odpowiedz
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 508

@Bard A próbowałeś kiedyś po prostu poczekać? Nie wiem jak masz zorganizowany poranek, ale jeśli możesz przesunąć praktykę o trochę, to może warto sprawdzić czy różnica jest odczuwalna.


Odpowiedz
Wpisy: 161
(@irenka05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mam pytanie może głupie, ale skąd wiadomo który rodzaj śpiewu ptaków lepiej działa na zakorzenienie? Bo słyszałam że kos to jedno, a na przykład sikorki to coś innego. Czy to ma jakieś znaczenie ezoterycznie czy tylko chodzi o sam fakt słuchania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 524

@Irenka05 To nie jest głupie pytanie. W tradycjach nordyckich konkretne ptaki mają konkretne przypisania, kruk jest oczywiście najbardziej znany, ale na przykład drozd był związany z przejściem między stanami świadomości. Nie wiem jak to się ma do medytacji zakorzeniającej, bo tu chyba chodzi bardziej o ziemski rejestr, ale sam dźwięk kosa jest niższy i wolniejszy niż na przykład sikorki, więc na poziomie fizycznym może inaczej działać na układ nerwowy.


Odpowiedz
Wpisy: 278
(@slawek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Z perspektywy czakr powiedziałbym że kos działa bardziej na czakrę korzenia, bo jego dźwięk ma tę basową przestrzeń. Sikorka jest wyżej w rejestrze, bardziej serce albo gardło. Ale to jest moje subiektywne odczucie z praktyki, nie dogmat.


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@marylka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 177

@Slawek83 Ciekawe, ale jak to sprawdzić? Mam na myśli czy jest jakiś sposób żeby poczuć że dany dźwięk działa na konkretną czakrę, czy to jest bardziej interpretacja po fakcie?


Odpowiedz
(@slawek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Marylka Dla mnie to jest odczucie z ciała, nie analiza. Kiedy słucham kosa to czuję coś w okolicach brzucha i nóg, taki jakby ciężar w dobrym sensie. Ale nie mówię że każdy tak poczuje. Możesz spróbować ze świadomością skierowaną na różne części ciała podczas słuchania i obserwować co się pojawia, bez oceniania.


Odpowiedz
(@irenka05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 161

@Slawek83 Przepraszam że może trochę zbaczam, ale wróćcie mi do tej kwestii z kosem i sikorkami. Slawek pisał że kos bardziej korzeń, sikorka bardziej serce. To jak słucham ptaków rano i nie wiem który to gatunek, to jak mam wiedzieć gdzie kierować uwagę?


Odpowiedz
(@slawek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Irenka05 Nie musisz wiedzieć który to gatunek. Skieruj uwagę na własne ciało i sprawdź gdzie czujesz że dźwięk "ląduje". To jest ważniejsze niż identyfikacja ptaka. Ciało powie ci co potrzebuje, jeśli je zapytasz przez skupienie.


Odpowiedz
(@marylka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 177

@Slawek83 Ale to nie jest trochę tak, że skoro sami sobie "kierujemy" uwagę, to sami decydujemy gdzie ląduje? Mam wrażenie że można to trochę podświadomie kręcić w stronę tego czego szukamy.


Odpowiedz
(@slawek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Marylka To jest uczciwa uwaga. Dlatego właśnie proponuję żeby nie szukać, tylko obserwować bez oczekiwań. Różnica jest realna, choć wiem że brzmi jak slogan. Jeśli przychodzisz z pytaniem "gdzie to trafia" zamiast "niech trafi w serce", to wynik jest inny.


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Marylka Przy okazji tego co Marylka mówi, ja miałam kiedyś moment kiedy słuchałam śpiewu i czułam wyraźne mrowienie w dłoniach. Totalnie nie spodziewane, nie było to "w planie". I to był dla mnie właśnie przykład że coś się dzieje poza moją interpretacją.


Odpowiedz
(@dobrusia)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 172

@Kornelia.x A mrowienie to nie mogło być zwykłe, nie wiem, napięcie mięśni albo coś fizjologicznego? Pytam serio, bo sama czasem mam takie rzeczy przy skupieniu i nie wiem co o tym myśleć.


Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Dobrusia Może być i tak, nie wykluczam. Ale dla mnie w praktyce ezoterycznej to rozróżnienie jest wtórne, bo jeśli coś w ciele się zmienia w związku z praktyką, to jest informacja niezależnie od mechanizmu. Ważne jest żeby nie ignorować ani nie nadinterpretować.


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 524

@Irenka05 Wracając chwilę do ptaków i ich symboliki, bo Irenka pytała, a chcę dodać jedną rzecz. W runach mamy Ansuz, który jest związany z przekazem i głosem, i niektóre tradycje nordyckie łączyły go z dźwiękami natury jako nośnikiem wiedzy. Więc śpiew ptaków to nie jest tylko tło, to jest dosłownie język w tym systemie. Nie wiem czy to komuś pomoże w medytacji, ale taki kontekst mam.


Odpowiedz
(@irenka05)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 161

@Berkana O, tego nie wiedziałam. To znaczy że sama medytacja na ptaki może mieć jakiś wymiar runiczny, nawet jeśli się nie pracuje z runami świadomie?


Odpowiedz
Wpisy: 44
(@natka-2)
Połączone: 3 miesiące temu

Mam pytanie do całego wątku o napadach, bo sama przez to przeszłam i trochę inaczej to widzę. Czy ktoś próbował połączyć śpiew ptaków z fizycznym kontaktem z ziemią, na przykład boso na trawie? Bo jak miałam te trudniejsze okresy, to samo chodzenie boso działało na mnie szybciej niż jakikolwiek dźwięk.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 861

@Natka.2 Tak, i to jest właśnie earthing w praktyce. Ja to łączę, wychodząc boso i jednocześnie skupiając się na dźwiękach. Efekt jest dla mnie silniejszy niż każde z osobna. Ale wtedy to jest już pełna praktyka multisensoryczna i pytanie czy to nadal jest "medytacja na śpiew ptaków" czy coś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 861
(@kornelia-x)
Połączone: 6 miesięcy temu

To jest właśnie pytanie które mnie też zajmuje, bo jak to nazwiemy "medytacją" to jedna sprawa, a jak to jest chodzenie boso po trawie ze świadomością dźwięków to już inna. Ale może te granice są trochę sztuczne? Zakorzenianie przez ciało i przez słuch to mogą być po prostu dwie bramy do tego samego miejsca.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@natka-2)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 44

@Kornelia.x Dokładnie o to mi chodziło. Jak miałam gorsze momenty, to samo zamknięcie oczu i próba skupienia się na oddechu działała słabo. Ale jak byłam boso i czułam tę trawę pod stopami, to jakby miałam punkt zaczepienia dla całej reszty. Dźwięk ptaków był wtedy takim drugim punktem, nie jedynym.


Odpowiedz
Wpisy: 427
(@tobiasz85)
Połączone: 5 miesięcy temu

To coraz brdziej mi to wygląda na to że przy napadach kluczowa jest ta wielozmysłowość, nie sam dźwięk. Ale pytanie do tych co to przeżyli, czy to musi być wszystko naraz, czy można najpierw jednym i dokładać kolejne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Tobiasz85 To jest bardzo dobre pytanie i myślę że ono prowadzi do czegoś ważnego. Przy silnym napadzie ty nie masz zasobów żeby orkiestrować kilka bodźców naraz. Więc to nie jest kwestia strategii, tylko co akurat trafia. Dlatego tak naprawdę to nie ty wybierasz technikę, to ciało wybiera wejście.


Odpowiedz
Wpisy: 187
(@mandragora)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ale jak ciało "wybiera wejście" to co ja mam w ogóle robić? Stać i czekać aż coś zadziała?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@szeptucha)
Połączone: 3 tygodnie temu

Wpisy: 454

@Mandragora Trochę tak. To znaczy, przygotować się wcześniej w spokoju, żebyś wiedziała co masz pod ręką, dosłownie. Boso na trawie to jest dostępne natychmiast jak jesteś w ogrodzie. Dźwięk ptaków jak okno jest otwarte. To nie jest bierność, to jest gotowość.


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 195

@Szeptucha To co Szeptucha mówi o gotowości bardzo mi pomaga, bo ja do tej pory myślałem że medytacja to musi być coś co robię aktywnie. A tu wychodzi że to jest też kwestia tego co przygotowałem wcześniej, jakby tor startowy.


Odpowiedz
(@janeczka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 349

@Bard A próbowałeś w związku z tym zmieniać coś w swoim otoczeniu zanim zaczniesz praktykę? Mam na myśli nie samo ćwiczenie, tylko już samo przygotowanie przestrzeni, na przykład uchylenie okna rano zanim jeszcze zaczniesz się skupiać?


Odpowiedz
 Bard
(@bard)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 195

@Janeczka Jeszcze nie, ale teraz naprawdę zaczynam rozumieć że to może mieć znaczenie. Do tej pory traktowałem otoczenie jako coś neutralnego, a nie jako część praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 508
Rozpoczynający temat
(@wera_t)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ten wątek z przygotowaniem przestrzeni to jest dla mnie ważny, bo sama robię coś takiego intuicyjnie, uchylam okno wcześniej zanim usiadę. Ale nie myślałam o tym jako o części medytacji, raczej jako o logistyce. Może jednak granica między przygotowaniem a samą praktyką jest płynna?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 918

@Wera_T To co mówi Wera bardzo zgadza się z tym co obserwuję. Intencja nie zaczyna się kiedy siadasz i zamykasz oczy. Zaczyna się w momencie kiedy robisz pierwszą świadomą czynność w kierunku praktyki. Może być to właśnie uchylenie okna. Albo wybranie miejsca. To jest już wejście.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: