Nie dam ci liczby bo naprawdę nie wiem, a kłamanie byłoby bez sensu. Mogę powiedzieć że u mnie mycie rąk weszło szybko, może kilka tygodni. Ale korek - do tej pory nie jest w pełni automatyczny i praktykuję od lat. Zależy też od tego jak często masz kontakt z tą sytuacją.
to moze zamiast mycia rak sprobuje herbaty? nastawiam czajnik kilka razy dziennie wiec moze to lepszy kotwic dla mnie
Słuchajcie, mam trochę inne pytanie - czy ktoś z was próbował mindfulness w pracy? Mam na myśli naprawdę w biurze, przy biurku, a nie tylko w drodze do niej. Bo tam mam wrażenie że tempo jest za szybkie żeby cokolwiek obserwować.
W pracy to działa trochę inaczej. Nie siedzisz i nie obserwujesz oddechu. Ale jest coś prostego - moment przed otwarciem nowego maila, sekundowa pauza. Albo przejście między jednym zadaniem a drugim. Nie chodzi o to żeby zatrzymać tempo, tylko żeby w tym tempie nie być kompletnie nieobecnym.
Ta sekunda przed mailem - to brzmi wykonalnie nawet dla mnie. Chociaż i tak pewnie zapomnę. Ale Eremitko, czy to nie jest trochę za mało żeby coś dało? Sekunda to sekunda.
Jak tak słucham tej rozmowy to zastanawiam się czy mindfulness w pracy nie jest trochę sprzeczne z wymogami efektywności. Czyli czy pracodawca chciałby żebym robił te pauzy, czy woli żebym klikał jak automat szybciej?
No dobra, to rozumiem ten argument z jakością decyzji. Ale mam jedno ale - jeśli robię te pauzy i jestem wolniejszy o te sekundy, to czy szef w ogóle to zobaczy jako problem? Bo w open space każda przerwa jest widoczna.
Wracając do tego co Eremitka mówiła o pracy - mam wrażenie że to co opisuje jako pauzę przed mailem to trochę coś innego niż mindfulness w czystej formie. To bardziej taka mikro-przerwa, reset. Czy to na pewno to samo?
Ale skoro mówimy o tym continuum - to gdzie jest granica między byciem uważnym a po prostu byciem powolnym? Bo czuję że mogę sobie tłumaczyć każde zatrzymanie się jako mindfulness.
sprobowalam czajnika przez ostatnie kilka dni i wiecie co - to dziala! ten dzwiek gotowania mnie wybudza z automatycznego chodzenia. stoję przy czajniku i naprawde czuje te sekundy. moze przypadek ale daje znac
Czajnik to dobry pomysł, ale u mnie w pracy nie ma czajnika, tylko ekspres do kawy który robi wszystko sam. Nie ma tego momentu czekania. Szukam czegoś co zadziała w biurze.
A jak się ustawia tę intencję? Bo mówisz 'wchodzisz z intencją' ale to brzmi jak kolejna rzecz do zapamiętania i zrobienia i... no właśnie, zapomnę o intencji razem z całą resztą.
eremitko - napisałas ze wroce za tydzien ale wlasciwie to chce sie zapytac juz teraz bo boje sie ze wypadne z rytmu. jak to rozpoznac ze kotwica zaczyna 'wychodzic' z automatyzmu?
Słuchajcie, trochę odbiegliśmy od tego co Eremitka pisała na początku o życiu poza poduszką w ogóle. Mam pytanie do niej - czy jest jakiś moment dnia który szczególnie polecasz jako ten 'startowy' dla kogoś kto chce zacząć poza medytacją siedzącą?
Rano, zanim sięgniesz po telefon. Nie dlatego że rano jest jakieś magiczne, ale dlatego że telefon jest pierwszym automatem dnia i jeśli go złapiesz, wciągasz się w tryb reaktywny zanim w ogóle się obudziłaś. Dosłownie kilka oddechów zanim go dotkniesz.
To jest dla mnie abstrakcja bo budzik mam w telefonie i jak go wyłączam to jestem już w środku. Czy wyłączenie budzika z zamkniętymi oczami się liczy?
Kup budzik. Serio. Oddzielny budzik to chyba najlepszy zakup jaki zrobiłem jeśli chodzi o poranki. Telefon poza zasięgiem wzroku a budzik na stoliku. Nie mówię że ćwiczę mindfulness rano, ale przynajmniej mam tę chwilę przed wciągnięciem.
Szczerze? Nie zawsze wystarczyło. Kilka razy złapałem telefon zanim w ogóle zdążyłem pomyśleć że go biorę. Ale Eremitka mówiła coś o tym automatycznym ciągu - może właśnie to jest ten moment gdzie kotwica powinna być? Wstanie z łóżka, zanim nogi dotknął podłogi? Nie wiem czy to nie za wcześnie.
