Chciałem zapytać o coś, co mnie ostatnio trochę blokuje. Próbuję regularnie medytować, ale za każdym razem, gdy siadam w tej klasycznej pozycji z nogami skrzyżowanymi, po jakichś dziesięciu minutach nogi mi całkowicie drętwieją i myśl o tym bólu wyrywa mnie bardziej z koncentracji niż cokolwiek innego. Kolega mi mówił, żeby spróbować na leżąco, ale sam kilka razy po prostu zasnąłem. Jak wy to rozwiązujecie? Siedzi, leży, a może stoi? Bo gdzieś czytałem, że pozycja podobno ma ogromne znaczenie, ale nie wiem czy to prawda czy mit.
To zależy od tego, co chcesz osiągnąć. Leżąc naprawdę bardzo łatwo zasnąć, szczególnie jeśli medytujesz wieczorem albo jesteś zmęczona. Ja przez pierwsze miesiące robiłam dokładnie to samo co ty - zasypiałam. Dopiero jak zaczęłam siadać na krześle z prostymi plecami, to coś się zmieniło. Klasyczna pozycja ze skrzyżowanymi nogami jest przereklamowana moim zdaniem, szczególnie dla dorosłych, którzy całe życie siedzieli na krzesłach.
Krzesło to dobry start, ale mam pytanie do ciebie, Ferdek - ile mniej więcej trwa twoja sesja, bo to dużo zmienia w kontekście tego, co ci doradzić z pozycją?
A co ze staniem? Pytam serio, bo widziałam gdzieś coś o medytacji chodzącej albo stojącej i zastanawiałam się, czy to w ogóle działa tak samo. Czy można naprawdę wejść w głębszy stan stojąc?
Zgadzam się z Domicelą co do krzesła. Chciałam tylko dodać, że kąt nachylenia bioder też ma znaczenie - jak podłożysz pod pośladki złożony koc albo poduszkę, to kręgosłup sam się prostuje i jest dużo wygodniej. Ja tak robiłam zanim przeszłam na inne rozwiązania.
Hej, a czy macie jakieś doświadczenia z leżeniem, ale nie zasypianiem? Bo ja słyszałam o jakiejś pozycji gdzie nogi są ugięte w kolanach i stopy stoją na podłodze - podobno wtedy ciało jest na tyle zaangażowane, że nie zasypiasz. Ktoś próbował?
Ja próbowałam ostatnio i... dalej zasnęłam 🙂 Może po prostu jestem beznadziejna do leżącej. Ale szczerze to mnie bardziej interesuje czy pozycja wpływa na efekty, czy to tylko kwestia wygody? Bo jeśli chodzi tylko o wygodę, to nie ma sensu się męczyć ze skrzyżowanymi nogami.
Przepraszam, że może głupio zapytam, ale skąd właściwie wzięło się to przekonanie, że trzeba siedzieć ze skrzyżowanymi nogami? Bo to wygląda mi trochę na mit kulturowy, który wszyscy powtarzają, a nikt nie sprawdza.
No właśnie, to mnie trochę uspokaja, bo miałem poczucie, że jak nie siedzę w tej klasycznej pozycji to jakoś meduję 'nieprawidłowo'. A co z podpórkami do medytacji, tymi specjalnymi poduszkami? Warto w to inwestować czy to bez sensu?
Zafu to się chyba nazywa ta okrągła poduszka, mam zapisane. Podobno właśnie chodzi o to uniesienie miednicy, o którym pisała Irenka. Sama jeszcze nie próbowałam, ale porównywałam opinie i wychodzi że dla osób z mniej elastycznymi biodrami robi sporą różnicę. Natka, a ty co słyszałaś o tej stojącej, bo to mnie szczerze zaciekawia.
Medytacja stojąca ma długą historię, to nie jest nowość. W qigongu, tai chi, w pewnych tradycjach zen. Ale znowu - jeśli ktoś dopiero zaczyna i ma problem z drętwieniem nóg w prostym siedzeniu, to wchodzenie w stojącą jest raczej dokładaniem sobie trudności, nie rozwiązaniem. Stanie też wymaga skupienia na równowadze ciała.
A może problem Ferdka nie leży w samej pozycji, tylko w tym że za bardzo się napina? Bo ja jak zaczęłam medytować, też miałam drętwienie, ale okazało się, że po prostu kurczowo spinałam uda i pośladki. Jak rozluźniłam, to dużo dłużej mogłam wytrzymać w tej samej pozycji bez dyskomfortu.
To bardzo częsta pułapka na początku. Ale wracając do pytania z tytułu - dla mnie najważniejsze odkrycie było takie, że zmieniam pozycję w zależności od celu. Krótka sesja rano, nastawienie na dzień - siedzę. Praca z ciałem, skanowanie - leżę, ale nie pod kołdrą 🙂 Chodzenie - kiedy chcę połączyć ruch z uważnością. Nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich.
To podejście z różnymi pozycjami do różnych celów bardzo mi się podoba. Domicela, a czy ty masz jakieś ulubione ustawienie kiedy pracujesz z czakrami? Bo zastanawiam się, czy przy tej pracy ma to szczególne znaczenie.
Przy czakrach siedzę zazwyczaj, ale nie ma tu żadnej reguły absolutnej. Bardziej istotne jest to, żeby kręgosłup był wyprostowany, bo to ma znaczenie energetyczne - przynajmniej w tradycjach, z których korzystam. Leżąca odpada, bo przy tej pracy łatwo mi odpłynąć nie tam, gdzie chcę. Ale to jest bardzo indywidualne, Fluorytka.
Dobra, wracając do mojego konkretnego problemu - zafu, krzesło, napięcie mięśni. Spróbowałem dziś rano świadomie rozluźniać uda, tak jak mówiła Kwarcowa. I faktycznie coś się zmieniło. Nie drętwieło tak szybko. Nie wiem czy to efekt placebo, ale byłem w stanie dociągnąć do dwudziestu minut bez przerywania.
No właśnie! I to nie jest placebo, po prostu napięte mięśnie uciskają nerwy i naczynia. Czysta fizjologia. A co z plecami, bo pisałeś wcześniej o krzesle - prostowałeś je aktywnie czy oparłeś się o oparcie?
Ma, choć nie jest to sprawa życia i śmierci na początku. Oparcie sprawia, że plecy przestają pracować i zaczynają się garbić po kilku minutach, nawet jeśli na początku siedzisz prosto. Aktywne trzymanie kręgosłupa angażuje trochę uwagi, ale z czasem wchodzi w nawyk i naprawdę pomaga w skupieniu. Przynajmniej u mnie tak było.
Hej, a ja mam takie głupie pytanie - czy ktoś medytuje regularnie na dywanie, zwykłe siedzenie na podłodze ze skrzyżowanymi nogami? Bo ja nawet nie mam żadnej poduszki i zastanawiam się czy warto kupować, czy to przeżytek.
Ja mam podobnie z zasypianiem i odkryłam, że pomaga medytować przed południem, nie wieczorem. Wieczorem po prostu ciało już wie, że czas spać i żadna pozycja tego nie pokona. Nie wiem, czy to coś oczywistego, ale mnie to zmieniło całkiem sporo.
Mam wrażenie, że ta rozmowa to doskonały przykład tego, jak wiele zmiennych wchodzi w grę, a wszyscy szukamy jednej odpowiedzi. Siedzieć, leżeć czy stać - i okazuje się, że to zależy od pory dnia, od tego co chcemy osiągnąć, od elastyczności bioder, od tego czy mamy poduszkę. To nie jest zarzut, tylko obserwacja.
No właśnie, jak zaczyna się, to człowiek szuka jakiegoś punktu odniesienia. Ale dobra, po tej rozmowie mam już jako takie pojęcie. Zostanę przy krześle z aktywnym trzymaniem pleców i popracuję nad tym rozluźnianiem. A zafu może kiedyś, jak poczuję że faktycznie czegoś mi brakuje w siedzeniu.
Brzmi rozsądnie. I jeszcze jedno, bo zapomniałam powiedzieć wcześniej - ręce też warto sprawdzić. Jak trzymasz ręce zaciśnięte albo w dziwnej pozycji, to też rośnie ogólne napięcie w ciele. Spróbuj po prostu położyć je swobodnie na udach, dłońmi w dół.
A co z mudra? Bo widziałam że dużo osób trzyma palce w takich specjalnych pozycjach i zastanawiałam się czy to ma jakieś praktyczne działanie czy bardziej symboliczne.
No dobra, ale wracając do mudra - Domicela masz rację, że to dodatkowy element, ale mam pytanie: czy w ogóle jest jakiś sens w tym żeby na początku uczyć się siedzieć 'poprawnie' z całą tą listą rzeczy do upilnowania? Plecy, uda, ręce, pozycja... To brzmi jak układanka, nie jak wyciszenie.
Dokładnie to samo u mnie. I właśnie dlatego pytałem na początku o pozycję, bo myślałem że może zmiana pozycji to zmiana jakości. Teraz po tej rozmowie widzę, że to raczej kwestia czasu i przyzwyczajenia. Choć nadal mam wrażenie że krzesło mi po prostu bardziej odpowiada niż podłoga i tyle.
A czy ktoś tu w ogóle próbował medytacji w pozycji stojącej? Bo temat wątku to też obejmuje, a jakoś mało o tym rozmawiamy. Domicela wspomniała o tym dawno na początku chyba, ale potem poszliśmy w siedzenie.
