Chyba już przy intencji, jeszcze przed frazą. Jak wiem że zaraz będę się kierować do siebie, to już jest napięcie. Faye, skąd to pytanie, bo brzmi jakbyś miała podobne doświadczenie?
Coś podobnego, ale przy innym rodzaju medytacji. Ciało wiedziało co ma nadejść zanim głowa zdążyła cokolwiek powiedzieć. I to mi powiedziało że problem nie był w technice, tylko w tym co myślę o sobie poza poduszką.
To ważne co mówi Faye. Metta wobec siebie to trochę jak lustro - pokazuje co masz w środku zanim zaczniesz cokolwiek praktykować. I to nie jest powód żeby z tym walczyć, ale też ciężko jest sobie życzliwości 'ćwiczyć' jak fundament jest chwiejny. Martusia, ty mówiłaś o zaczynaniu od mamy - czy uważasz że to tymczasowe obejście czy może po prostu inne dojście do tego samego?
Ale czy nie ma tu ryzyka że zostaniesz przy mamie na zawsze i nigdy nie wrócisz do siebie? Pytam serio, nie złośliwie - bo jeśli przy sobie jest trudno a przy mamie łatwo, to mózg może po prostu wybrać łatwą ścieżkę i unikać tej drugiej.
