Kornfield jest dobry, ale warto też pamiętać że on działa w bardzo konkretnym nurcie który świadomie łączy buddhizm z psychoterapią. To nie jest jedyne podejście i nie każdy się z nim zgadza w środowiskach bardziej tradycyjnych. Nie mówię że złe, tylko że to już jest pewna interpretacja.
Słucham tej rozmowy i myślę że Dominisia stoi teraz przed wyborem który nie jest tylko techniczną kwestią medytacji. To pytanie o to czy chcesz obserwować swój umysł jak sugeruje tradycja, czy chcesz wejść w dialog z tym co się pojawia jak sugeruje podejście bardziej psychologiczne. Oba są wartościowe, ale wymagają różnego nastawienia.
Izoldka, to jest bardzo celne sformułowanie. I szczerze nie wiem jeszcze co wybieram. Może to głupie, ale mam wrażenie że sama ta rozmowa jest już jakimś dialogiem z tym co się pojawia, i to jest inne niż siedzenie z tym sam na sam na poduszce.
To nie jest głupie. Rozmowa jako praktyka uważności to coś co różne tradycje znają pod różnymi nazwami. Ale Dominisia, chciałem się upewnić - ta technika z oddechem którą opisałem, to może być dobry punkt wejścia właśnie dlatego że ominiesz na chwilę pytanie 'do kogo kieruję'. Nie musisz tego rozstrzygać przed pierwszą sesją.
To jest chyba najważniejsza rzecz jaką tu przeczytałam. Że brak celu w jednej sesji zmienia dynamikę. Bo mam wrażenie że ja każdą medytację zaczyna z jakimś oczekiwaniem i potem jestem rozczarowana że nie wyszło tak jak w opisie. Dominisia, czy masz podobnie?
Tak, zdecydowanie mam podobnie. I teraz myślę że może właśnie to jest mój główny problem, nie tylko blok przy sobie. Zaczynam z listą wymagań i potem sprawdzam czy je spełniłam. To brzmi absurdalnie powiedziane na głos, ale chyba tak właśnie robię.
Szczerze? Chyba każdej. Jak siadam do medytacji z oddechem to też gdzieś z tyłu mam 'czy mój umysł jest wystarczająco cichy'. Jakby medytacja była egzaminem.
To jest właśnie ta pułapka. Medytacja jako kolejna rzecz do zaliczenia. I metta szczególnie na to narażona bo ma bardzo konkretną strukturę - frazy, kierunki, etapy - i łatwo z tego zrobić checklistę.
Właśnie tak, uczyłam się głównie z guidedów na YouTube i tam prawie zawsze jest ten schemat - zacznij od siebie, potem ktoś bliski, potem neutralny, potem trudny, potem wszyscy. I jak utknęłam na sobie, czułam że robię to źle bo nie przechodzę dalej.
To brzmi jak przepis na frustrację. Jakby ktoś powiedział że masz gotować zupę i przepis wymaga że najpierw wrzucasz cebulę, a ty masz kuchnię bez cebuli. Nie możesz iść dalej i czujesz że przepis jest nie dla ciebie.
Tak, kilka razy zaczynałam od mamy i to szło dużo płynniej. Ale potem czułam się dziwnie bo przecież 'tak nie powinno być'. Właśnie teraz myślę że to bez sensu, ale wtedy naprawdę czułam się jakbym oszukiwała.
To nie jest oszukiwanie, to jest właśnie to co mówią niektórzy nauczyciele - żebyś zaczęła tam gdzie jest dostęp. Nie ma jednej obowiązującej kolejności. Ta z siebie-na-zewnątrz jest pedagogicznie wygodna, ale nie jest dogmatem.
Cieleśnie zdecydowanie. Jest coś w klatce, trochę jak ciepło albo rozluźnienie. To jest właśnie ta różnica - przy sobie jest ten skurcz o którym pisał Jaromir, przy mamie jest otwarcie.
I teraz masz konkret. Masz punkt odniesienia dla tego co 'działa'. To ciepło przy mamie - czy możesz je opisać dokładniej? Gdzie dokładnie, jak duże, czy się przemieszcza?
Jaromir, pytasz bardzo szczegółowo i rozumiem po co, ale zastanawiam się czy Dominisia nie będzie teraz analizować tego uczucia tak mocno że je straci. Nie masz takiej obawy?
Nie, nie blokuje, lubię takie pytania bo muszę się zatrzymać i naprawdę sprawdzić. Jest gdzieś w centrum klatki i trochę w górze, nie przemieszcza się, ale jakby... gęstnieje kiedy zwracam na to uwagę. Nie wiem czy to dobre słowo.
Gęstnieje to świetne słowo. Mam teraz pytanie może trochę z boku - czy próbowałaś kiedyś zacząć medytację metta właśnie od tej fizycznej sensacji przy mamie, bez frazy, bez słów, tylko od tego uczucia w klatce?
To ciekawy kierunek. Bo tradycyjne frazy mają być właśnie sposobem na wywołanie tej sensacji, a tu jest odwrotna kolejność - sensacja najpierw, słowa potem albo wcale. Zastanawiam się czy ktoś tu miał podobne doświadczenie z takim podejściem.
Dokończę myśl bo ucięło - nie wiem czy to 'poprawna' metta według żadnej tradycji, ale ta jakość była prawdziwa. I potem słowa miały do czego się przykleić. Dominisia, czy próbowałaś kiedyś podejść tak jak Izoldka sugeruje - od tego ciepła w klatce, bez frazy na start?
Nie próbowałam celowo, ale teraz jak o tym myślę, to chyba kilka razy tak mi się spontanicznie zdarzyło - że zanim zaczęłam frazę, już coś tam było. I wtedy sesja wychodziła inaczej. Nie zauważałam tego wzorca, dopiero teraz.
To jest właśnie coś. Bo fraza może być pomostem do uczucia, ale jak uczucie jest już przed frazą, to fraza może też przeszkadzać - nakładasz słowa na coś co już żyje. Ciekawe czy ktoś z was miał poczucie że tradycyjne prowadzenie głosowe faktycznie mu przeszkadzało zamiast pomagać?
Mnie guided medytacje generalnie nie służą. Cudzysłów w głowie non stop. Ale to może być kwestia temperamentu, nie metta jako takiej.
To jest ciekawy punkt bo w niektórych podejściach mówi się wprost że rozbudowane frazy są dla początkujących jako rusztowanie, a z czasem powinny się skracać albo zanikać. Dominisia, jak długo praktykujesz metta w ogóle? Bo może jesteś w miejscu gdzie rusztowanie już niepotrzebne.
Jakieś dwa lata z przerwami. Ale te przerwy są długie, więc nie wiem czy to się liczy jako ciągłość. Nigdy nie miałam okresu że robiłam to regularnie przez kilka miesięcy bez pauzy.
Dwa lata z przerwami to nadal dwa lata. I coś ty już wiesz o sobie z tej praktyki - choćby ten skurcz przy sobie i otwarcie przy mamie. To nie jest mała wiedza. Pytanie czy te przerwy wynikały z tego że coś nie działało, czy z życia ogólnie?
Mieszanka. Raz porzuciłam bo właśnie czułam że robię źle i się zniechęciłam. Raz po prostu wpadłam w pęd i przestałam w ogóle siadać do medytacji. Ale za każdym razem wracałam do metta, nie do innego rodzaju - więc chyba coś mi daje.
To że wracasz, dużo mówi. Ja się zastanawiam nad inną rzeczą - czy ten skurcz przy sobie pojawia się już w momencie gdy siadasz z intencją metta do siebie, czy dopiero gdy zaczniesz frazę? Bo to by zmieniało gdzie właściwie jest blokada.
