To co opisujesz, Sigilia, to jest coś, co słyszałem od różnych osób na różnych etapach praktyki. Ale mam pytanie - czy ta zmiana z ciszy na dźwięki zewnętrzne zbiegła się z jakimś innym momentem w praktyce? Np. zaczęłaś dłużej siedzieć, albo zmieniłaś technikę?
Niekoniecznie przypadek, ale też bym nie zakładał od razu, że jedna zmiana techniki spowodowała drugą. Zmiany w praktyce rzadko są tak liniowe. Bardziej mi to pasuje do ogólnego 'dojrzewania' układu nerwowego do praktyki - w pewnym momencie cisza przestaje być potrzebna jako tarcza, bo masz już wystarczające zasoby wewnętrzne.
No to teraz mamy dwie osoby, które mówią to samo, więc chyba coś w tym jest. Ale mam pytanie do obu - czy wy celowo próbowaliście medytować w hałasie, żeby się 'nauczyć', czy to po prostu samo przyszło z czasem?
Ale to jest trochę trudne do zaakceptowania jako porada, nie? Czyli 'po prostu medytuj i poczekaj, aż coś się zmieni samo'. Czy jest jakiś sposób, żeby sprawdzić, na jakim etapie się jest w tej kwestii - zanim w ogóle zaczniemy próbować z dźwiękami?
A ja mam pytanie trochę z innej strony - czy te zmiany sensoryczne dotyczą tylko czasu medytacji, czy też poza nią? Bo ja ostatnio zauważam, że np. w sklepie czuję więcej zapachów naraz i nie jest to przyjemne. Zastanawiam się, czy to powiązane.
Ten 'przestawiony filtr' to dokładnie to słowo, które mi pasuje do tego, co sama przeżywałam. Jakby ktoś zmienił czułość całego systemu. I właśnie nie wiem, czy to cel medytacji, skutek uboczny, czy po prostu etap przejściowy - i to było moje główne pytanie na początku tego wątku.
No dobra, ale skoro mówimy o 'przestawionym filtrze' - to kto albo co go przestawia? Bo jeśli to dzieje się nieświadomie, bez decyzji, bez techniki, to trochę niepokojące, nie? Nie mam poczucia kontroli nad własnym układem nerwowym.
No dobra, ale skoro mówimy o 'przestawionym filtrze' - to kto albo co go przestawia? Bo jeśli to dzieje się nieświadomie, bez decyzji, bez techniki, to trochę niepokojące, nie? Nie mam poczucia kontroli nad własnym układem nerwowym.
Wracając do tego, co powiedział Janusz - mnie też to nurtuje, tylko inaczej. Nie chodzi mi o kontrolę, ale o kierunek. Czy te zmiany sensoryczne, które wszyscy opisujemy, idą w jakimś sensownym kierunku, czy to losowe skutki uboczne? Bo jeśli mój układ nerwowy po prostu 'przetasowuje' preferencje bez żadnej logiki, to trochę czuję się jak pasażer, a nie kierowca.
Sigilia, to 'pasażer zamiast kierowcy' - rozumiem to uczucie, ale mam wrażenie, że to może być odwrócone. Przez większość życia jesteśmy pasażerami własnych automatycznych reakcji na bodźce i nawet tego nie wiemy. Medytacja to nie przejęcie kierownicy, tylko może po raz pierwszy zobaczenie, że kierownica w ogóle istnieje.
Zastanawiam się, czy nie mieszamy tu kilku różnych zjawisk w jedno. Wzrost wrażliwości na bodźce to jedno. Zmiana oceny tych bodźców - czyli coś, co wcześniej było przyjemne, teraz jest neutralne albo odwrotnie - to drugie. I nie jestem pewna, czy mają to samo źródło.
A ja chyba mam to pierwsze - to z zapachami, o którym mówiłam. Więcej dociera, to jest na pewno. Ale nie mam wrażenia, żeby moje oceny się zmieniły. Kawa zawsze mi pachniała dobrze i nadal tak jest. Tylko teraz czuję ją mocniej.
Kalinei ma rację i to jest chyba klucz do tej rozmowy. Sigilia - zmiana preferencji, ocen, tego co jest potrzebne. Lunaki - wzrost intensywności odbioru. Oba są realne, oba zdarzają się po regularnej praktyce, ale to nie jest ten sam mechanizm i nie wiem, czy mają jedną wspólną odpowiedź.
No ale jak to rozróżnić u siebie? Bo jak mnie zapytacie, to szczerze nie wiem, czy moje wrażenia są silniejsze, czy ja je inaczej oceniam. Skąd mam to wiedzieć?
No i teraz mam pytanie - bo dla Janusza ta zmiana brzmi jak pogorszenie, a dla Sigili jak poprawa. Czy to zależy od etapu praktyki, czy może od osoby?
Nie taka daleka. Jeśli uczysz się być z własnym ciałem bez oceniania - to co boli, to co jest napięte, to co jest przyjemne - to może ten 'tryb bez oceniania' zaczyna się generalizować. Dźwięki z zewnątrz zaczynają być traktowane tak samo jak odczucia wewnętrzne. To hipoteza, ale coś mi w tym pasuje.
Właśnie notatki - ja mam kilka miesięcy wstecz i jak porównuję, to zmiana ocen u mnie była dość nagła. Nie stopniowa. Przez kilka tygodni nic, a potem w ciągu może dwóch sesji coś się przestawiło. Nie wiem, czy to ważne dla tej rozmowy, ale tempo chyba ma znaczenie dla tego, co to w ogóle jest.
Sigilia, to jest bardzo ważna obserwacja i szkoda, że dopiero teraz to powiedziałaś. Bo nagła zmiana kontra stopniowa to fundamentalna różnica - jedno sugeruje jakiś próg, przestawienie, drugie sugeruje kumulację. Czy pamiętasz, co było w tych sesjach? Inna technika, dłuższy czas, coś wyjątkowego?
A w ogóle - czy ktoś tu miał zmianę preferencji, która potem się cofnęła? Bo rozmawiamy o tym jakby to była jednokierunkowa droga, a może to oscyluje?
Mogę coś powiedzieć z własnego doświadczenia, ale to subiektywne. Po kilku latach część zmian została - na przykład to, że cisza mi smakuje inaczej niż kiedyś. Ale nie powiem, że to medytacja to zrobiła, bo przez te lata zmieniło się też dużo innych rzeczy. Nie umiem oddzielić.
Mam wrażenie, że ta rozmowa weszła w ciekawe miejsce - bo pytanie z tematu brzmi 'dlaczego zmieniają się doznania', a teraz pytamy też 'czy to w ogóle trwa i w jakim kierunku idzie'. Czy to jest nadal to samo pytanie, czy już inne?
A ja chcę wrócić do czegoś, co powiedział Pawelek wcześniej o generalizacji. Bo jeśli skanowanie ciała uczy mnie bycia z odczuciem bez oceny, to dlaczego akurat zmysły zewnętrzne miałyby na to reagować, a nie na przykład emocje? Emocje to też odczucia.
To teraz mam pytanie do Lunaki i Sigili razem - czy wy wiedziałyście z góry, że coś takiego może się stać, czy to przyszło bez żadnego oczekiwania? Bo zastanawiam się, czy oczekiwanie mogło mieć wpływ na to, że to zauważyłyście.
A to ciekawe, bo ja gdzieś czytałem, że medytacja może 'wyostrzyć zmysły' i przez to może właśnie tego szukałem i może dlatego to zauważam bardziej? Nie wiem. Czy to możliwe, że sugestia działa?
To jest chyba jedno z tych pytań, na które każdy musi sobie odpowiedzieć sam przez praktykę. I może nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich - bo różne osoby, różne techniki, różny czas praktyki. Ale przynajmniej teraz wiem, że moje zmiany to bardziej oceny niż intensywność, że były nagłe i że zaczęły się przy dłuższych sesjach. To już coś konkretnego.
To, co napisała Sigilia na koniec, jest dla mnie kluczowe - że zmiany to bardziej oceny niż intensywność. Bo to by tłumaczyło, dlaczego jedni mówią 'wyostrzyły mi się zmysły', a inni 'stałem się spokojniejszy na bodźce'. Może mówią o tym samym zjawisku, tylko opisują je z różnych stron?
To jest naprawdę ciekawa hipoteza. Ale Pawelek, jak byś odróżnił 'wyostrzenie' od 'spokojniejszy odbiór'? Bo mi się wydaje, że to mogą być jednak dwa różne mechanizmy, a nie jeden.
