Właśnie tego mi brakowało, żeby zrozumieć, po co w ogóle budować to kotwiczenie. Myślałam, że to bardziej kwestia nastroju, ale to, co mówi Protazy, brzmi jak coś o wiele bardziej użytecznego. Tylko mam pytanie praktyczne: czy powinnam używać tylko jednego zapachu, czy mogę mieć dwa, jeden do medytacji porannej, jeden do wieczornej?
O, to dla mnie bardzo ważna informacja, bo właśnie myślałam o dodaniu czegoś wieczornego. Dzięki Zdzichu, naprawdę. To zatrzymuje mnie przed pochopnym eksperymentowaniem. A jak długo trwało u Ciebie zanim te dwa zapachy przestały interferować?
Mam wrażenie, że ta rozmowa trochę odpłynęła w stronę techniki budowania kotwic, a zapomnieliśmy o czymś, co się pojawiło wcześniej. Madzialena pytała, czy nostalgia to to samo co spokój, i Hela zaczęła odpowiadać, ale nie dokończono tego wątku. Bo to jest dla mnie nadal otwarte pytanie. Czy zapach, który wywołuje bardzo silne, pozytywne wspomnienie, może prowadzić do głębokiego stanu medytacyjnego, czy raczej utrzymuje nas na powierzchni przez aktywację emocji?
Wracam do tego, co mówiłam o nostalgii, bo Ninka_73 słusznie zauważyła, że wątek się urwał. Ta brama, o której pisałam, działa u mnie tak, że nostalgia pojawia się na początku, ale jeśli za nią idę, to ląduje w myśleniu, nie w ciele. Natomiast jeśli tylko ją zauważę i zostanę z oddechem, to po chwili robi się coś głębszego. Nie wiem, czy każdy tak to czuje, czy to jest mój specyficzny wzorzec.
To co opisuje Hela brzmi jak to, co w mindfulness nazywają rozróżnieniem między doświadczaniem a narracyjnym ja. Tylko mam pytanie, bo jestem ciekaw, czy zapach w tej sytuacji pomaga zatrzymać się przy czuciu, czy raczej jest neutralny i to jest kwestia samej techniki uważności, niezależnie od zapachu.
To jest akurat spójne z tym, jak działa układ węchowy, bo węch to jedyny zmysł, który trafia do kory bez przekaźnika przez wzgórze, działa bezpośrednio. Więc może właśnie dlatego zapach jest tak skuteczny jako kotwica w teraźniejszości, bo jest natychmiastowy. Choć to też nie tłumaczy nostalgii, bo nostalgia też jest często silnie zapachowa.
To znaczy, że jeśli przypadkowo zacznę używać jako kotwicy zapachu, który mam gdzieś ze wspomnień, to po prostu nie zadziała? Albo co gorsza, zadziała źle? Bo właśnie myślałam, że użyję czegoś, co mi się zawsze kojarzyło spokojnie, ale może to zły pomysł.
Mam wrażenie, że to o czym mówi Blanka_D, to jest właśnie to, co mnie się raz przydarzyło z lawendą. Wzięłam nowy olejek, który pachniał bardziej ziołowo niż słodko, i przez całą sesję miałam jakiś dziwny niepokój. Dopiero po fakcie skojarzyłam, że ten konkretny zapach miałam gdzieś wcześniej w nieprzyjemnym kontekście. Więc tak, skojarzenie robi różnicę.
Wracając do pytania Protazego z początku wątku, bo mam wrażenie, że po tej całej rozmowie mamy już kilka różnych odpowiedzi i nie wiem, którą przyjąć jako wiodącą. Czy zapach wpływa na głębokość stanu, czy tylko na szybkość wejścia w stan, czy może na oba? Bo słyszałam tu argumenty za każdą z tych wersji.
Myślę, że po tej rozmowie powiedziałbym, że jedno nie wyklucza drugiego. Szybkość wejścia to praktyczna korzyść, którą można zbudować świadomie przez kotwiczenie. Głębokość to bardziej złożona sprawa i tu nie jestem pewien, czy zapach sam z siebie ją generuje, czy raczej usuwa przeszkody, które normalnie utrudniają wejście głębiej. Rozróżnienie może być ważne, ale nie wiem, czy daje się je sprawdzić inaczej niż przez własną obserwację.
Chciałam jeszcze dodać do tego, co mówił Protazy o wejściu w głębszy stan w trudnych warunkach. Miałam podobne doświadczenie podczas jednego wyjazdu, gdzie warunki były naprawdę niesprzyjające, i właśnie zakotwiczony zapach był tym, co w ogóle umożliwiło mi jakąkolwiek praktykę. Nie twierdzę, że to był stan równie głęboki jak w domu, ale bez zapachu w ogóle bym nie mogła zacząć. Więc może pytanie nie powinno brzmieć czy zapach pogłębia stan, ale czy umożliwia wejście w stan tam, gdzie bez niego byłoby to niemożliwe.
Ja miałam dokładnie to samo pytanie co Pankracy i sama nie umiałam się zdecydować. Zaczęłam z zapachem od początku i teraz faktycznie zastanawiam się, czy jak nie mam swojego olejku, to w ogóle mi nie wyjdzie. Nie wiem, czy to zły znak, czy po prostu za wcześnie żeby oceniać.
