To rozróżnienie jest ważne. Zaburzenia osobowości w sensie klinicznym - BPD, DID, osobowość unikająca z historią traumy - to konkretna kategoria, gdzie ryzyko jest lepiej udokumentowane. Wrażliwość jako cecha temperamentu to co innego. Mylenie tych dwóch rzeczy prowadzi albo do bagatelizowania, albo do nadmiernego straszenia.
Myślę, że najbardziej uczciwa odpowiedź to: zacznij od krótkich, zakorzenionych technik, patrz co się dzieje, i nie rób tego w samotności na początku. Nie chodzi o to, żeby nie medytować. Chodzi o to, żeby nie zaczynać od dwugodzinnych sesji vipassany w ciemnym pokoju, jeśli nie wiesz, co masz w środku. To nie jest zakaz, to jest rozsądna kolejność.
Tylko że to trochę zakłada, że masz kogoś takiego w otoczeniu. A co jeśli nie masz? Pytam serio, bo wiele osób zaczyna medytować właśnie dlatego, że jest im ciężko i nie mają do kogo mówić.
Dobra, wróćmy na chwilę do tego, co powiedziała Bernadka87, bo mi to dalej siedzi w głowie. Że zaburzenia osobowości to konkretna kategoria kliniczna. Ale z tego co czytam, diagnoza BPD na przykład zajmuje latami, bo lekarze się boją ją stawiać. Czyli przez te lata ktoś jest w szarej strefie - ani zdrowy, ani z diagnozą. I co wtedy?
Właśnie o to mi chodziło od początku. Ta szara strefa jest chyba największa i o niej nikt nie mówi wprost. Wszyscy piszą 'skonsultuj z psychiatrą', ale jeśli ktoś nie wie, że powinien, bo nie wie, że ma coś do skonsultowania, to ta rada jest trochę abstrakcyjna.
Mam zapisane coś z jednej rozmowy z psycholożką, która pracuje z medytacją - mówiła, że sygnałem ostrzegawczym nie jest diagnoza, tylko wzorzec. Jeśli po medytacji regularnie czujesz się gorzej niż przed - nie raz, nie od przypadku, ale regularnie - to jest sygnał niezależnie od tego, czy masz papier od lekarza.
Z mojego doświadczenia to widać po tym, jak funkcjonujesz między sesjami. Jak medytacja sprawia, że jesteś bardziej obecny, spokojniejszy, lepiej śpisz - to idzie w dobrą stronę. Jak po sesji masz rozregulowany sen, jesteś bardziej drażliwy, trudno ci się skupić na pracy - to sygnał, że coś nie gra. Przynajmniej tak to obserwuję u siebie.
Właśnie i to 'nie zawsze da jednoznaczną odpowiedź' to chyba najbardziej uczciwe, co można powiedzieć. Medytacja nie działa w laboratorium, mamy za dużo zmiennych naraz. Ale wracając do sedna tego wątku - czy ktoś ma jakieś konkretne przykłady tego, jak zaburzenia osobowości, nie wrażliwość ogólna, ale faktyczne zaburzenia, wpływały na przebieg praktyki?
Dziękuję za to wyjaśnienie, bo teraz rozumiem więcej. Ale mam jeszcze jedno pytanie - czy to znaczy, że dla takich osób medytacja jest całkowicie wykluczona, czy tylko pewne jej formy?
A mnie właśnie uderzyło to, co Anusia napisała wcześniej o 'zakotwiczeniu w zewnętrznym środowisku'. Bo ja zawsze myślałam, że im głębiej do środka, tym lepsza medytacja. I teraz trochę przewracasz mi to do góry nogami.
Ja miałam dokładnie to samo przekonanie. I ta psycholożka, o której wspominałam, mówiła że to wręcz jeden z mitów, który utrudnia pracę z wrażliwymi osobami. Że głębokość nie zawsze równa się lepiej. Dla kogoś z niestabilną tożsamością zbyt głębokie zanurzenie w sobie może być jak wejście do pokoju bez ścian.
To znaczy, że tak naprawdę każdy powinien przed medytacją jakoś sprawdzić swoje poczucie tożsamości? Brzmi to trochę absurdalnie - nie mamy testu, który to zmierzy.
Może zamiast szukać jakiegoś protokołu, po prostu zacząć od bardzo krótkich sesji? Pięć minut, nie pół godziny. I obserwować nie podczas medytacji, ale to, co jest po. Jak się czujesz godzinę później, wieczorem, następnego dnia.
To co mówisz o krótkich sesjach wydaje się bardzo praktyczne, ale mam pytanie - czy rodzaj medytacji też ma znaczenie na początku? Bo jest tyle technik, oddechowe, wizualizacje, skanowanie ciała. Czy wszystkie są równie bezpieczne dla kogoś, kto nie wie, czy ma jakieś problemy?
Słuchajcie, ja rozumiem tę całą dyskusję o bezpieczeństwie, ale mam wrażenie, że trochę przeginamy w stronę straszenia. Ludzie medytują od tysięcy lat bez żadnych diagnoz psychiatrycznych i jakoś sobie radzili. Czy na pewno to jest tak niebezpieczne?
Dokładnie. I wiesz, jak zaczęłam ten temat, to nie myślałam, że skończymy na traumie somatycznej i DID. Ale z drugiej strony to jest właśnie ta głębia, której mi brakowało w innych miejscach. Nadal zostaje mi jedno pytanie bez odpowiedzi - gdzie szukać pomocy, jeśli czujesz, że coś idzie nie tak po medytacji, ale nie jesteś na etapie psychiatry?
Dokładnie. I wiesz, jak zaczęłam ten temat, to nie myślałam, że skończymy na traumie somatycznej i DID. Ale z drugiej strony to jest właśnie ta głębia, której mi brakowało w innych miejscach. Nadal zostaje mi jedno pytanie bez odpowiedzi - gdzie szukać pomocy, jeśli coś pójdzie nie tak podczas medytacji? Do kogo iść?
To jest naprawdę kluczowe pytanie i mam wrażenie, że większość przewodników po medytacji kompletnie to pomija. Ta psycholożka, o której mówiłam, pracuje w nurcie mindfulness-based, ale nie wiem, czy takich specjalistów jest w Polsce dużo. Norbert85, czy ty wiesz coś więcej o tym, jak się szuka kogoś takiego?
Ale chwila - czy to nie jest trochę przerost formy nad treścią? Rozumiem, że dla osób z ciężką traumą to ma sens, ale dla kogoś kto po prostu chce zacząć medytować i trochę się wyciszyć, naprawdę potrzebny jest specjalista od traumy?
Dobra, ale wróćmy do pytania Bernadki - gdzie konkretnie szukać? Bo 'trauma-informed therapist' brzmi dobrze, ale jak wpisujesz to w wyszukiwarkę po polsku, to nie za wiele wyskakuje. Czy ktoś tu miał doświadczenie z szukaniem takiego wsparcia?
Powiem tyle - znam osoby, które trafiły do psychologa przez gabinety pracujące w nurcie somatycznym. W Polsce to się powoli rozwija, ale trzeba szukać. Stowarzyszenia psychoterapeutyczne mają listy specjalistów z opisem nurtów. Czasem warto po prostu zadzwonić i zapytać wprost, czy dana osoba ma doświadczenie z praktykami medytacyjnymi. Dobry terapeuta nie będzie zdziwiony takim pytaniem.
Słuchajcie, ja rozumiem te obawy, ale mam wrażenie, że znowu kręcimy się w kółko wokół skrajnych przypadków. Większość ludzi, którzy tu piszą, to nie są osoby z ciężką traumą. Czy nie moglibyśmy też porozmawiać o tym, jak medytacja POMAGA - bo to chyba też jest częścią odpowiedzi na pytanie z tytułu?
