To co piszecie o powrocie jest dla mnie ważne, bo to właśnie jeden z hamulców. Mam wrażenie że przez kilka lat budowałam coś i teraz jakby miałabym to zaprzepaścić. Ale jednocześnie słowa Jowitki o tym, że sama analiza wyczerpuje - bardzo do mnie trafiają. Siedzę nad tym wątkiem i czuję dokładnie to samo co opisałam na początku.
Może w tym czasie 'przy kawie' jest więcej uważności niż w trzydziestu minutach skanu ciała? Nie pytam retorycznie - serio zastanawiam się czy to nie jest właśnie ta forma, której teraz potrzebujesz, Geomantka_E.
No ale to już zupełnie spłaszcza czym jest medytacja. Siedzenie przy kawie to nie jest praktyka, nawet jeśli jest przyjemne. Można to wszystko tak rozmywać że w końcu każde chwilowe odprężenie będzie 'medytacją'.
A jak długie były te przerwy? Bo między tygodniem a kilkoma miesiącami chyba jest różnica?
Obserwuję tę dyskusję i mam jedno pytanie, bo nikt tego nie powiedział wprost - Geomantka_E, czy to wyczerpanie emocjonalne które opisujesz jest związane z jakimś konkretnym źródłem w życiu, czy bardziej jakieś ogólne, bez wyraźnej przyczyny? Bo to może zmieniać to, czy przerwa w ogóle wystarczy.
To właśnie ten rodzaj wyczerpania bywa najtrudniejszy do zauważenia i zaadresowania, bo nie ma wyraźnego winowajcy. Przy moim powrocie po przerwie też nie było jednej przyczyny - po prostu w pewnym momencie poczułam że mogę, i to był sygnał. Nie decyzja intelektualna.
To co Szafirek84 napisała o poczuciu 'mogę' jako sygnale - coś w tym jest. Sama też nie podjęłam decyzji o przerwie intelektualnie, po prostu w pewnym momencie ciało przestało chcieć siadać. I może to jest właśnie odpowiedź, której szukam, a ja próbuję ją zanalizować zamiast po prostu posłuchać.
Właśnie to mnie zastanawia od początku tej rozmowy - czy w ogóle jest tu decyzja do podjęcia, czy ona już została podjęta przez coś głębszego, a ty tylko szukasz racjonalnego uzasadnienia? Nie pytam złośliwie, naprawdę.
Ja przez długi czas mieszałam te dwie rzeczy i koniec końcow to mnie więcej kosztowało niż sam odpoczynek. Zmuszanie się do siedzenia gdy byłam naprawdę wypalona sprawiło że zaczęłam kojarzyć poduszkę do medytacji z czymś nieprzyjemnym. Potem trzeba było to odklejać.
To co Wikusia66 opisuje z poduszką brzmi jak coś, o czym rzadko się mówi - że wyczerpanie może się zakotwiczać w konkretnych obiektach i miejscach. Zastanawiam się czy Geomantka_E ma też jakieś takie skojarzenia ze swoją przestrzenią do medytacji.
Ale jak to możliwe, że miejsce 'przechowuje' coś? Pytam serio, bo to brzmi metaforycznie, ale może chodzi po prostu o skojarzenia psychologiczne? Czy to jest coś więcej?
Myślę że nowe. Przez długi czas to był mój azyl, dosłownie. To zmieniło się może trzy, cztery miesiące temu. Właśnie tyle trwa to wyczerpanie.
To jest istotna informacja - zmiana stosunku do miejsca i zmiana stanu emocjonalnego zaczęły się w tym samym czasie. Trudno tu mówić o przypadku. Raczej jedno z drugim.
No ale to nadal nie odpowiada na pytanie co teraz z tym zrobić. Czy przerwa, czy inny rodzaj praktyki, czy przepracowanie miejsca, czy co? Bo rozmowa kręci się wokół diagnozy a nie wyjścia.
Zgadzam się z Jowitką, ale też rozumiem Wieslawka63. Bo z doświadczenia wiem, że sama jasność bez żadnego kolejnego kroku potrafi wisieć w powietrzu i nic z tego nie wynika. Geomantka_E, czy jest coś co czujesz że chciałabyś teraz zrobić - nawet małego?
Geomantka_E właśnie powiedziała coś ważnego i chciałabym żeby to nie zginęło w dalszej dyskusji. To ocenianie siebie za przerwę - to często jest większy problem niż sama przerwa. I to jest coś, czego żadna technika medytacyjna nie rozwiąże zamiast pracy z tym przekonaniem.
Nebularia ma racje, to nie jest tak ze mozna po prostu zdecydować że się nie ocenia. Ja próbowałam i efekt był taki że oceniałam siebie za to że się oceniam. Takie kółko bez końca. Geomantka_E, czy ty też tak to czujesz czy bardziej jest to jeden konkretny głos, że 'powinnaś'?
To co opisujesz - te konkretne zdania - to jest ważne rozróżnienie. Czy ten głos brzmi jak twój własny, czy bardziej jak ktoś zewnętrzny? Pytam bo od tego zależy czy to praca z przekonaniami o sobie, czy może coś zostało zinternalizowane z zewnątrz i udaje twoje.
Przepraszam że wchodzę z boku, bo może to naiwne pytanie - ale czy medytacja w ogóle powinna być czymś, za co się oceniamy? Mam wrażenie że gdzieś tu jest coś odwróconego. Jakby praktyka stała się kolejnym sprawdzianem zamiast... nie wiem, odpoczynkiem od sprawdzianów?
Wracając do tego co Geomantka_E powiedziała o konkretnych zdaniach - mam podobne doświadczenie i dla mnie pomocne było zapisanie tych zdań i sprawdzenie skąd właściwie pochodzą. Czy to w ogóle jest jej własne kryterium, czy coś podchwyconego z jakiegoś kursu, książki, grupy. Czasem się okazuje że mamy cudze oczekiwania i bierzemy je za swoje.
