Chcę poruszyć temat, o którym rzadko się mówi wprost. Medytuje regularnie od jakichś trzech lat i ostatnio zaczęłam zauważać coś niepokojącego - po sesjach zamiast spokoju czuję się bardziej zmęczona niż przed. Nie fizycznie, bardziej... opróżniona. Jakby ktoś wyjął ze mnie poduszkę powietrzną. Zaczęłam się zastanawiać, czy to znak, że powinnam zrobić przerwę, czy może robię coś źle. Czy ktoś to zna? Kiedy w ogóle wiadomo, że praktyka przestaje służyć, a zaczyna drenować?
Znam to uczucie i to bardzo dobrze. U mnie było tak że im bardziej się starałam medytować tym gorzej się czułam po. Terapeuta powiedział mi że to może być tak zwane przeładowanie emocjonalne - ciało sygnalizuje że potszebuje odpoczynku a nie kolejnej pracy z umysłem. Ale nie wiem czy przerwa to jedyne wyjście, może chodzi o zmiane techniki?
Przepraszam, że wchodzę, bo dopiero zaczynam z medytacją, ale właśnie to mnie też trochę przeraża. Czytałam że medytacja ma pomagać, a tu wychodzi że może też zaszkodzić? Jak w ogóle odróżnić normalne zmęczenie po głębszej sesji od tego złego wyczerpania, o którym piszesz?
To co opisujesz, to nie jest rzadkość. Ciało i psychika mają swoją pojemność i medytacja - zwłaszcza głębsza, z pracą z emocjami - nie jest neutralna. Pytanie do Ciebie: czy ten stan pojawił się nagle, po jakimś trudnym okresie życiowo? Czy narastał stopniowo bez wyraźnego powodu?
Co rozumiesz przez 'grunt'? Pytam serio, bo jeszcze nie znam wszystkich pojęć.
Ale chwila, bo nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro medytacja miałaby szkodzić przy wyczerpaniu, to dlaczego wszyscy wszędzie mówią że jest dobra na stres? To jedno czy drugie.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad czymś innym. Mówicie o przerwie od medytacji, ale czy chodzi Wam o całkowitą przerwę, czy może o zmianę formy? Bo to duża różnica. Geomantka_E, jakiego rodzaju medytację robisz na co dzień?
Dobra, to może powiem wprost co czuję po tych sesjach ze skanem ciała - nie tyle zmęczenie, co coś w rodzaju rozszczelnienia. Jakby po wszystkim byłam bardziej odsłonięta na zewnętrzne bodźce, trudniej mi się 'zamknąć'. Czy to ma sens dla kogoś z Was?
Od mniej więcej trzech, czterech miesięcy. Wcześniej skan działał na mnie inaczej - wychodziłam z sesji spokojniejsza. Teraz jest odwrotnie.
To brzmi jakby gdzieś w trakcie tych miesięcy coś się zmieniło. Nie w technice, ale w Tobie. Geomantka_E, pisałaś że ostatnio dużo stresu w pracy i trudne sprawy rodzinne - kiedy to się zaczęło w stosunku do tej zmiany w medytacji?
To jest ważna obserwacja. Zmiana nie jest w technice - technika ta sama. Zmienił się kontekst wewnętrzny, w którym ją stosujesz. I to jest właśnie to, o czym mówiłam od początku. Skan ciała zakłada pewne minimum stabilności, żeby nie wyciągać więcej niż jesteś w stanie w danej chwili przetrawić.
Czy to znaczy że powinnam zwracać uwagę na to jak się czuję po każdej medytacji, nie tylko w jej trakcie? Bo ja raczej oceniałam czy było spokojnie w czasie sesji, a nie co potem.
Dobre pytanie Teodorka. Ja bym dodała jeszcze następny ranek - czasem efekty wychodzą z opóźnieniem. Geomantka_E, jak śpisz w noce po intensywniejszych sesjach?
Hmm. Zazwyczaj kończę, biorę kilka głębszych oddechów i tyle. Nie ma żadnego konkretnego rytuału zamknięcia sesji.
No właśnie, brak domknięcia to błąd podstawowy. Skan ciała to otwieranie kanałów i jak nie zamkniesz tego porządnie to potem chodzisz 'otwarta'. Dlatego to rozszczelnienie które opisujesz.
Właśnie chciałam to powiedzieć - domknięcie to dobra praktyka, ale to nie odpowiada na pytanie z tytułu wątku. Czyli kiedy w ogóle brać przerwę, nie jak poprawiać sesje. Geomantka_E, a Ty już podjęłaś jakąś decyzję w tej sprawie czy jeszcze szukasz?
Ale właśnie to jest sedno - skoro nie da się oddzielić, to może ta przerwa jest jedynym sposobem żeby to sprawdzić? Tzn. nie medytujesz przez tydzień i patrzysz czy jest lepiej czy gorzej?
To nie jest takie oczywiste jak brzmi. Przerwa to nie jest tylko 'sprawdzian' - czasem samo wzięcie przerwy jest już działaniem, nie testem. Geomantka_E, a myślałaś o tym żeby zamiast rezygnować całkowicie, po prostu skrócić sesje drastycznie? Z ilu minut teraz korzystasz?
Ja przez jakiś czas robiłam coś co chyba nie ma nazwy - po prostu siedziałam i słuchałam dźwięków na zewnątrz, dosłownie trzy, cztery minuty. Zero skupienia na ciele, zero oddechu 'z intencją'. I to paradoksalnie więcej mi dawało w trudniejszym czasie niż pełna sesja. Nie wiem czy to jest medytacja w sensie technicznym ale działało.
No ale to nie jest żadna medytacja wtedy, tylko zwykłe siedzenie i patrzenie. Po co to nazywać praktyką?
Wtrącę się bo to mnie ciekawi od strony praktycznej. Prowadzę notatki z sesji od dłuższego czasu i zauważyłam pewien wzorzec u siebie - w miesiącach z dużym obciążeniem zewnętrznym moje 'skuteczne' sesje trwały krócej i były prostsze. Głębsza praca wchodziła sama kiedy życie było spokojniejsze. Geomantka_E, czy próbowałaś kiedyś notować co czujesz po każdej sesji, nawet dwa zdania?
Dokładnie. Bez notowania trudno zobaczyć wzorzec. Jeden zły dzień to nie trend, ale pięć podobnych obserwacji pod rząd - to już coś mówi. Pytanie czy chcesz teraz zacząć notować i poobserwować jeszcze chwilę, czy czujesz że potrzebujesz decyzji już teraz?
Szczerze mówiąc czuję lekkie zmęczenie samą tą analizą. Jakby każde podejście do tematu medytacji wymagało teraz dużo głowy, a wcześniej było naturalne. To też chyba coś mówi.
To co właśnie napisałaś - to dla mnie brzmi jak odpowiedź na pytanie z tytułu wątku. Kiedy sama analiza praktyki wyczerpuje, a nie ożywia, to chyba moment żeby po prostu odpuścić na jakiś czas bez rozkminiania dlaczego i jak. Czy ktoś tu miał taki moment i wie co potem?
Miałam. Kilka lat temu po bardzo trudnym okresie zupełnie przestałam na kilka tygodni. Nie zastępowałam niczym, nie szukałam łagodniejszych form. Po prostu przerwa. I kiedy wróciłam, technicznie wszystko było inne - spokojniejsze, bardziej moje. Czasem ciało wie lepiej niż głowa kiedy potrzebuje pustki, a nie pracy.
Ale czy po takiej dłuższej przerwie nie traciło się czegoś, co wcześniej było wypracowane? Pytam serio, bo to mnie też powstrzymuje przed odpuszczaniem gdy jest gorzej - takie wrażenie że cofnę się o kilka miesięcy.
Tez miałam to przekonanie przez długi czas i szczerze - po przerwie skupienie wróciło szybciej niż myślałam. Chyba ciało pamięta więcej niż się spodziewamy. Ale przy bardzo dużym wyczerpaniu i tak nie byłam w stanie normalnie siedzieć, więc pytanie czy to w ogóle ma sens porównywać.
