Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy regularna medytacja może realnie wpływać na gospodarkę hormonalną. Czytałam gdzieś, że obniża kortyzol, ale nie wiem czy to na pewno tak działa czy to tylko takie ogólnikowe twierdzenie. Ktoś z was miał jakieś konkretne odczucia albo nawet badania, które by to potwierdzały? Pytam bo sama medytuję od kilku miesięcy i wydaje mi się, że mam spokojniejszy cykl, ale nie wiem czy to zbieg okoliczności.
To nie jest tylko ogólnik. Kortyzol faktycznie spada przy regularnej praktyce, badania to potwierdzają, szczególnie przy medytacji uważności prowadzonej przez kilka tygodni dziennie. Ale mnie bardziej ciekawi co masz na myśli mówiąc 'spokojniejszy cykl' - chodzi ci o cykl menstruacyjny? Bo jeśli tak, to połączenie jest, ale raczej pośrednie - przez redukcję stresu, który rozregulowuje oś podwzgórze-przysadka-jajniki.
Zaraz zaraz, nie mieszajmy dwóch rzeczy na raz. Biochemia działa tak jak działa, niezależnie od tego co myślimy o czakrach. Kortyzol to konkretna cząsteczka i jest badany. Czakra sakralna to inny poziom opisu rzeczywistości. Można wierzyć w jedno i drugie, ale nie zastępujmy jednego drugim, bo potem wychodzą z tego dziwne wnioski.
A ja zawsze myślałam, że to działa właśnie razem, że energia i ciało fizyczne są połączone. Ale ok, może Cykoria ma rację, że lepiej nie mylić tych płaszczyzn. Mam takie pytanie do autorki wątku - jak długo medytujesz dziennie? Bo słyszałam, że żeby cokolwiek ruszyć hormonalnie to musi być minimum 20 minut codziennie.
To nie jest żaden magiczny próg, tylko w większości badań używano protokołów z sesjami powyżej 20 minut. Nie znaczy to, że 15 minut nic nie robi. Znaczy tylko tyle, że nie mamy tyle danych dla krótszych sesji. Przy kortyzolu istotna jest też regularność, a nie tylko długość jednej sesji.
A co z takimi osobami co mają niedoczynność tarczycy albo Hashimoto? Pytam bo moja znajoma ma i lekarze mówią jej żeby ograniczała stres, ale ona nie potrafi medytować, po prostu nie umie usiedzieć. Czy jest jakiś sposób żeby to obejść? Czy ruch, joga coś takiego też działa na hormony podobnie?
Ja mam Hashimoto od wielu lat i powiem wam, że medytacja zmieniła mi wyniki. Nie dramatycznie, ale TSH się ustabilizowało w momencie, kiedy zaczęłam regularnie ćwiczyć oddech. Oczywiście mam leki i pod kontrolą lekarza, nie mówię że medytacja zastąpiła leczenie. Ale coś się przestawiło. Mój endokrynolog mówi, że kortyzol i tarczyca są mocno powiązane, bo kortyzol blokuje konwersję T4 do T3.
Hormony to jedno, ale warto też wziąć pod uwagę, że medytacja podczas pełni księżyca ma inny wpływ na organizm niż w czasie nowiu. Układ hormonalny człowieka reaguje na cykle księżycowe, szczególnie u kobiet. Jak ktoś medytuje regularnie i zsynchronizuje się z fazami księżyca, to efekty powinny być silniejsze. Znam kilka osób które tak robią i mówią że to działa.
Donatek, ale temat jest o medytacji a nie o księżycu. Można robić niezłe wstawki, ale tutaj pytanie brzmi konkretnie: czy medytacja zmienia równowagę hormonalną. I odpowiedź brzmi: tak, i mamy mechanizmy. Fazy księżyca to osobna rozmowa.
Chciałam dodać coś praktycznego, bo widzę że rozmowa się kręci wokół kortyzolu. Ale jest jeszcze jeden hormon wart uwagi - oksytocyna. Niektóre badania wskazują, że medytacja miłującej dobroci, taka metta, podnosi jej poziom. Ktoś z was ją praktykował i coś czuł? Bo oksytocyna to nie tylko bonding, to też działa na stany zapalne, na ciśnienie.
metta to medytacja, w której świadomie kierujesz życzliwość najpierw do siebie, potem do innych, nawet do osób z którymi masz trudne relacje. Mechanizm jest właśnie przez emocje, bo poczucie połączenia i ciepła aktywuje te same ścieżki co bliskość fizyczna. Mózg nie odróżnia za bardzo źródła, reaguje na stan emocjonalny. Kortyzol spada, a oksytocyna może rosnąć. Nie twierdzę że to pewnik, ale jest ku temu podstawa.
Słucham tej dyskusji od początku i mam jedno pytanie, może naiwne - czy medytacja może też destabilizować hormony jeśli ktoś medytuje 'źle' albo za intensywnie? Czytałam o czymś takim, że bardzo intensywne praktyki mogą wywołać dziwne stany, niekoniecznie dobre.
A czy ten kryzys duchowy, o którym mówicie, może się też objawić fizycznie? Pytam bo raz po dłuższej sesji miałam coś jakby kołatanie serca i dziwne ciepło w klatce piersiowej. Nie wiem czy to było fizyczne czy może właśnie coś takiego.
kołatanie serca po medytacji to raczej sygnał, żeby sprawdzić to u lekarza, a nie przypisywać od razu kryzysom duchowym. Serio, mówię to bez złośliwości. Układ nerwowy potrafi reagować dziwnie kiedy zaczynamy głębiej pracować z oddechem, ale jeśli się powtarza, to warto wykluczyć fizyczne przyczyny. Masz to rzadko czy regularnie?
Ja miałam podobnie na początku, to uczucie ciepła w klatce i przyspieszone bicie. U mnie to było kiedy zaczęłam robić głębsze oddechy przeponowe po latach płytkiego oddychania. Organizm się po prostu przestraszył zmiany, dosłownie. Po kilku tygodniach minęło. Ale Cykoria ma rację, zawsze lepiej sprawdzić.
To jest właśnie ta trudność z całą tą dyskusją. W codziennym życiu zmienia się kilka rzeczy naraz i nie da się przypisać efektu jednemu czynnikowi. Badania mają grupy kontrolne właśnie dlatego, żeby to oddzielić. Natomiast z puntu widzenia mechanizmów, dieta eliminacyjna obniża stan zapalny, medytacja obniża kortyzol, a oba działają pozytywnie na przebieg Hashimoto. Więc może nie ma sensu walczyć o to, które ważniejsze.
Trochę się gubię w tej rozmowie, bo zaczęło od cykli hormonalnych i kortyzolu, a teraz mamy Hashimoto, kryzysy duchowe i diety. Chciałam zapytać - czy ktoś wie czy medytacja ma jakiś konkretny wpływ na estrogeny? Bo tu na początku Pentaklia mówiła o cyklach i chciałam żeby to nie przepadło.
A czy to nie jest tak, że kobiety które intensywnie medytują mogą mieć też zaburzony cykl w drugą stronę? Słyszałam że mniszki buddyjskie często tracą miesiączkę. Nie wiem czy to mit czy coś w tym jest.
Wracając na chwilę do tej oksytocyny i metta, bo Krystynka o tym mówiła - czy ktoś wie jak długo trzeba praktykować żeby poczuć różnicę emocjonalną? Bo rozumiem, że to nie jest coś co czuje się po jednej sesji.
Praktykowałam przez jakieś trzy miesiące mettę i powiem szczerze, że zmieniło się jak reaguję na sytuacje drażniące. Nie wiem czy to oksytocyna, nie mierzyłam sobie krwi. Ale jest różnica. Natomiast mam pytanie do Krystynki - czy metta ma jakieś inne działanie hormonalne poza oksytocyną? Bo to wydaje mi się zbyt wąskie żeby tłumaczyć taki efekt.
Słuchajcie, mam takie wrażenie, że im więcej czytam tę dyskusję, tym bardziej widzę że medytacja to taka praktyka która łączy się z wszystkim naraz - ze stresem, z układem odpornościowym, z hormonami. Czy ktoś ma poczucie że jest jakiś jeden element, od którego wszystko się zaczyna? Jak korzeń tej zmiany hormonalnej?
Właśnie to mnie zastanawia najbardziej - czy jest jakiś jeden punkt wejścia, od którego wszystko się zaczyna? Bo czytam o kortyzolu, o oksytocynie, o tarczycy, i mam wrażenie że to jest taka sieć bez jednego centrum. Ale może ktoś ma inne zdanie?
Cortisol jest chyba najbliżej centrum, jeśli w ogóle można tak powiedzieć. To hormon stresu i jest na szczycie całej kaskady - jak kortyzol się uspokaja, to reszta ma szansę wejść w równowagę. Ale to nie znaczy, że medytacja działa tylko na kortyzol. Działa na układ nerwowy autonomiczny, a on steruje właściwie wszystkim.
upraszczając - część współczulna to 'walcz albo uciekaj', a przywspółczulna to 'odpoczywaj i traw'. Kiedy aktywujesz tę drugą przez spokojny oddech, zwalnia tętno, spada ciśnienie, a gruczoły nadnerczy dostają sygnał żeby zwolnić z produkcją kortyzolu i adrenaliny. Hormony płciowe i tarczyca mają wtedy mniej zakłóceń.
Dobra, ale jak długo trzeba oddychać spokojnie żeby nadnercza w ogóle to 'poczuły'? Bo mam wrażenie że 10 minut medytacji raz w tygodniu to trochę mało żeby cokolwiek zmienić.
Ja bym dodała do tego co mówi Cykoria - u mnie regularność była ważniejsza niż długość sesji. Dziesięć minut codziennie dało mi więcej niż godzina raz na tydzień. Czy ktoś jeszcze miał takie doświadczenie?
Wracając do pytania Lowczyni o ten jeden element - myślę że to jest oś HPA, czyli podwzgórze-przysadka-nadnercza. To ona reguluje kortyzol i ona jest bezpośrednio wrażliwa na stan układu nerwowego. Medytacja przez uspokojenie układu nerwowego wpływa na tę oś i to daje efekty kaskadowe w innych hormonach. Ale to dalej nie jest proste 'medytuj i masz wyregulowane hormony'.
