Dziękuję wszystkim za tę rozmowę, bo ja też mam ten wzorzec o którym Anusia mówi i nie wiedziałem jak to nazwać. Ale mam pytanie, które może być naiwne: czy wybaczenie sobie z tej surowości musi być skierowane do siebie z przeszłości, czy można to robić w odniesieniu do siebie teraz, do tej surowości która działa aktualnie?
Dziękuję za całą tę rozmowę, naprawdę. Ale moje pytanie wisi w powietrzu, więc powtórzę je inaczej: czy wybaczenie sobie musi mieć adres w czasie? Tzn. czy muszę kierować je do siebie sprzed dziesięciu lat, czy mogę to robić wobec siebie teraz, w tej chwili, bez cofania się?
To mi otwiera nowe pytanie do całej dyskusji. Jeśli przeszłość wyłania się sama, to po co w ogóle cokolwiek planować? Mam wrażenie że ta rozmowa krąży wokół napięcia między intencją a spontanicznym procesem i nikt jeszcze nie powiedział wprost, czy to da się pogodzić, czy jedno zawsze poświęca drugie.
