Forum

Asystent AI
Medytacja w żałobie...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja w żałobie - jak praktykować po stracie bliskiej osoby


Wpisy: 195
Rozpoczynający temat
(@dziewiecsil_70)
Połączone: 1 rok temu

Minęły trzy tygodnie od śmierci mamy i kompletnie nie wiem jak wrócić do medytacji. Przed stratą medytowałam regularnie, głównie wieczorami, jakieś 20-30 minut. Teraz kiedy siadam i zamykam oczy, to albo zaraz płaczę, albo umysł galopuje i mam w głowie same obrazy z ostatnich dni jej choroby. Nie mogę się skupić na oddechu ani na niczym. Zastanawiam się czy w ogóle ma sens próbować teraz, czy może lepiej poczekać aż emocje trochę opadną? Czy ktoś przechodził przez coś podobnego i medytacja w tym czasie mu pomogła czy raczej przeszkadzała?


Odpowiedz
47 odpowiedzi
Wpisy: 356
(@cecylka99)
Połączone: 9 miesięcy temu

Przykro mi z powodu straty. Co do medytacji w żałobie - to jest naprawdę trudny temat i nie ma jednej odpowiedzi. Ale powiem ci jedno: to co opisujesz, ten płacz i te obrazy, to nie jest przeszkoda w medytacji. To jest właśnie medytacja, tylko innego rodzaju niż zwykle. Pytanie czy na pewno chcesz wrócić do tej samej formy, tej z oddechem i skupieniem? Bo może teraz potrzebujesz czegoś zupełnie innego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Cecylka99 ciekawie to ujęłaś, ale mam pytanie - co masz na myśli mówiąc 'innego rodzaju'? Bo dla mnie medytacja w żałobie kojarzy mi się z próbą wyciszenia bólu, a ty zdajesz się mówić żeby w ten ból wejść. Czy to nie jest za dużo na raz?


Odpowiedz
(@cecylka99)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 356

@Martynka78 właśnie o to mi chodziło, że wyciszanie bólu i wchodzenie w ból to dwie różne strategie i obie mają swoje miejsce. Tylko że wyciszanie w pierwszych tygodniach żałoby często nie działa, bo umysł i tak wraca do straty. To nie jest kwestia silnej woli. Natomiast jeśli ktoś świadomie siada i pozwala sobie poczuć to co jest, to to też jest praktyka uważności, nawet jeśli wygląda jak płakanie przez pół godziny.


Odpowiedz
Wpisy: 237
(@fabianek)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tego i zastanawiam się - czy medytacja w żałobie to w ogóle nie jest za bardzo 'zachodnie' podejście do czegoś, co powinno mieć swój naturalny rytm? Mam wrażenie, że jak ktoś jest w prawdziwym bólu, to wpychanie go w jakąś technikę może być sztuczne. Albo źle rozumiem o czym mówicie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 288

@Fabianek rozumiem ten punkt widzenia, ale chyba to zależy co rozumiemy przez 'technikę'. Bo oddech jest czymś co mamy zawsze przy sobie, niezależnie od kultury. Jak byłam po stracie dziadka, to jedyne co mi pomagało to właśnie skupienie na tym że oddycham. Żadna technika, po prostu siedzenie i oddychanie. Czy to jest 'zachodnie'?


Odpowiedz
Wpisy: 195
Rozpoczynający temat
(@dziewiecsil_70)
Połączone: 1 rok temu

To co piszecie jest dla mnie ważne. Ale mam takie poczucie winy że 'powinam' medytować i że skoro wcześniej to robiłam to teraz też powinnam dać radę. Jakby medytacja miała być sposobem żeby sobie poradzić, a jak nie daję rady to znaczy że coś ze mną nie tak. Nie wiem czy to ma sens.


Odpowiedz
Wpisy: 562
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

To poczucie winy, które opisujesz, znam je dobrze. Ale powiedz mi - skąd w ogóle wziął się ten przymus? Bo mam wrażenie że to nie jest twoja naturalna myśl, tylko gdzieś to wchłonęłaś. Że 'duchowa osoba' powinna dawać radę z bólem lepiej niż inni?


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@sugilitka51)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam że wchodzę, ale chcę dodać coś od siebie. Sama straciłam tatę i przez pierwsze dwa miesiące w ogóle nie medytowałam, bo po prostu nie mogłam. I nie czułam się z tego powodu gorsza. Wróciłam do praktyki kiedy poczułam że chcę, a nie że powinnam. I ta różnica była ogromna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cecylka99)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 356

@Sugilitka51 ale właśnie - co sprawiło że poczułaś że chcesz wrócić? Czy to było coś konkretnego, jakiś moment, czy raczej powoli samo przyszło?


Odpowiedz
(@sugilitka51)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 197

@Cecylka99 trudno powiedzieć jednoznacznie. Pamiętam że obudziłam się pewnego ranka i miałam ochotę po prostu posiedzieć w ciszy zanim wstanę. Nie myśląc o żadnej technice. I to trwało może pięć minut. Ale czułam że to jest właśnie to. Potem wracałam do tego kilka razy w tygodniu i stopniowo wydłużałam. Nie planowałam tego.


Odpowiedz
Wpisy: 195
Rozpoczynający temat
(@dziewiecsil_70)
Połączone: 1 rok temu

To co opisujesz z tym obudzeniem się i siedzeniem w ciszy - to brzmi jakby ciało samo wiedziało kiedy jest gotowe. Może ja też za bardzo myślę że muszę 'siadać do medytacji' formalnie, z poduszką i wszystkim, zamiast po prostu być w ciszy kiedy samo przychodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

To jest ważna obserwacja. Mam pytanie do wszystkich tu obecnych - czy w żałobie w ogóle polecacie konkretne rodzaje medytacji? Bo znam różne podejścia i nie wiem które byłoby tu sensowne. Skanowanie ciała? Obserwowanie myśli? Czy raczej coś innego?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Zawilec ze swojego doświadczenia ze czakrami powiem tyle, że w żałobie czakra sercowa jest mocno przeciążona i długie skupianie się na ciele może być trudne, szczególnie jeśli ból jest fizycznie odczuwalny w klatce piersiowej. Mnie w podobnym czasie bardziej pomagało skupienie na dźwięku - zewnętrznych dźwiękach otoczenia, nie na własnym oddechu.


Odpowiedz
(@fabianek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 237

@Martynka78 a skąd wiadomo że to jest przeciążona czakra sercowa, a nie po prostu fizyczny ból z płaczu i stresu? Pytam szczerze, bo sam nie rozróżniam tych rzeczy i zastanawiam się czy to nie jest nadinterpretacja.


Odpowiedz
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Fabianek szczerze? Na poziomie fizycznym pewnie nie da się tego odróżnić i może nie ma sensu próbować. Ja mówię o tym językiem który mi pomaga myśleć o ciele podczas medytacji, ale jeśli ktoś woli nie używać tego języka to też jest ok. Ważniejsze jest to żeby obserwować gdzie trzyma się napięcie, niezależnie jak to nazwiemy.


Odpowiedz
Wpisy: 115
(@perzyna61)
Połączone: 10 miesięcy temu

Czytam ten wątek i chce zapytać bo mam podobną sytaucję u siostry - ona straciła mąża i w ogole odcięła się od wszystkego, medytacji, kart, wszystkiego. Martwię się o nią ale nie chcę naciskać. Czy to normalne żeby na jakiś czas po prostu odpuścić wszystkie praktyki?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cecylka99)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 356

@Perzyna61 to jest bardzo normalne i myślę że twoja siostra robi dobrze słuchając siebie. Odpuszczenie praktyk po stracie to nie jest rezygnacja z drogi, to jest część tej drogi. Martwię się bardziej kiedy słyszę o kimś kto zaraz po stracie rzuca się w intensywną praktykę żeby nie czuć.


Odpowiedz
Wpisy: 135
(@agatka83)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tej rozmowy od początku i chcę się podzielić jedną rzeczą. Kiedy umarła moja babcia, przez długi czas nie mogłam medytować, ale odkryłam że pomagało mi chodzenie. Powolne, uważne chodzenie, szczególnie w lesie. Wiem że to nie jest klasyczna medytacja siedząca, ale byłam bardziej obecna podczas tego chodzenia niż kiedykolwiek wcześniej na poduszce.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziewiecsil_70)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 195

@Agatka83 to jest bardzo ważne co piszesz, bo ja też ostatnio chodzę dużo i czuję że to mi daje coś czego nie daje siedzenie w domu. Nie myślałam o tym jako o medytacji, ale może właśnie tak powinnam na to patrzeć. A jak długo trwały u ciebie te spacery zanim wróciłaś do siedzenia?


Odpowiedz
Wpisy: 135
(@agatka83)
Połączone: 2 miesiące temu

kilka tygodni, może miesiąc. I co ciekawe, nie wróciłam do siedzenia dlatego że postanowiłam wrócić, tylko po prostu pewnego wieczoru usiadłam i było zupełnie inaczej niż wcześniej. Spokojniej. Jakby spacery coś przepracowały.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fabianek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 237

@Agatka83 to co piszesz o spacerach mnie zastanawia. Czy to działa dlatego że jesteś w ruchu i ciało jest czymś zajęte, czy raczej dlatego że las daje jakiś specyficzny rodzaj ciszy? Bo mi się wydaje że to mogą być dwa różne mechanizmy.


Odpowiedz
(@agatka83)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 135

@Fabianek szczerze, nie wiem. Może jedno i drugie. Ale myślę że ważne było to że nie musiałam nic robić z głową - ciało szło, a myśli mogły sobie płynąć bez nadzorowania ich.


Odpowiedz
Wpisy: 562
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

To co mówi Agatka83 jest dla mnie zgodne z tym co czytałam o żałobie i ciele. Żałoba siedzi w ciele, nie tylko w głowie. Dlatego praktyki ruchowe mogą docierać tam gdzie siedzenie w ciszy nie dociera, szczególnie na początku. Macie jakieś inne przykłady takich 'medytacji w ruchu' które komuś pomogły?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cecylka99)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 356

@Martynka78 znam kilka osób które w trudnych momentach robiły proste czynności bardzo uważnie - mycie naczyń, gotowanie, nawet sprzątanie. Nie jako ucieczka, tylko właśnie jako zakotwiczenie. To chyba ten sam princyp co spacer.


Odpowiedz
Wpisy: 195
Rozpoczynający temat
(@dziewiecsil_70)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tego i pomyślałam - może przez cały ten czas szukałam czegoś 'właściwego', jakiejś techniki która mi powie że medytuję poprawnie, a tymczasem może to właśnie te chwile kiedy myję kubek i myślę tylko o tym kubku, to też jest to. Tylko że nie pozwalam sobie tego tak nazwać.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

To jest coś ważnego. Ale mam pytanie do Dziewiecsil_70 - czy ten brak pozwolenia sobie wynika z jakiegoś przekonania o tym czym medytacja 'powinna' być? Bo brzmi jakby była jakaś wewnętrzna lista wymagań.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sugilitka51)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 197

@Zawilec myślę że to dość powszechne. Jak ktoś zaczyna od formalnej praktyki, z poduszką i timerem, to potem trudno to odpuścić i dopuścić że coś prostszego też jest pełnoprawne. Jakby forma stała się ważniejsza niż intencja.


Odpowiedz
Wpisy: 115
(@perzyna61)
Połączone: 10 miesięcy temu

A ja mam pytanie trochę z boku - mówiliscie o powrocie do praktyki kiedy się jest gotowym. Ale jak się w ogole poznaje ze juz się jest gotowym? Bo moja siostra mówi że jeszcze nie, ale minęło już kilka miesięcy i zaczynam się martwic czy to 'jeszcze nie' nie zamienia się w 'nigdy'.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@cecylka99)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 356

@Perzyna61 to jest naprawdę trudne pytanie i nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Ale jedno co mogę powiedzieć - kilka miesięcy w żałobie po stracie partnera to nie jest za długo. To może być zaledwie środek. I to że ona wie czego nie chce, to też jest rodzaj kontaktu ze sobą.


Odpowiedz
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Perzyna61 a czy twoja siostra odcięła się tylko od praktyk, czy też od kontaktów z ludźmi, wychodzenia z domu? Bo to może być ważne rozróżnienie przy ocenie jak się czuje.


Odpowiedz
(@perzyna61)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 115

@Martynka78 z praktyk i kart tak, ale z ludźmi nie. Spotyka się z nami, rozmawia, nawet śmieje się czasem. Tylko tych swoich rzeczy nie chce. Może masz rację że to nie to samo.


Odpowiedz
Wpisy: 237
(@fabianek)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tego wątku o siostrze Perzyny i zastanawiam się - czy my tu na tym forum nie mamy trochę tendencji do patrzenia na żałobę przez pryzmat praktyki? Jakby człowiek bez praktyki był w gorszej sytuacji. A może normalny kontakt z ludźmi bez żadnej medytacji jest akurat tym czego ta kobieta potrzebuje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@agatka83)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 135

@Fabianek to jest uczciwa obserwacja. Choć myślę że nie chodzi o to żeby pchać kogoś w praktykę, tylko żeby rozumieć co mu pomaga. Dla jednych to będzie rozmowa, dla innych cisza, dla innych spacer - i każde z tych rzeczy można nazwać uważnością albo nie, to nie zmienia że działa.


Odpowiedz
Wpisy: 195
Rozpoczynający temat
(@dziewiecsil_70)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie ta rozmowa mi trochę zdjęła ciężar. Naprawdę. Przez kilka tygodni czułam że zawodzę siebie jako 'osoba medytująca'. A teraz myślę że może zawężałam za bardzo co to znaczy. Mam jedno pytanie jeszcze - czy ktoś z was wracał do praktyki i odkrył że jest zupełnie inna po stracie? Że zmienił się sam charakter medytacji?


Odpowiedz
Wpisy: 197
(@sugilitka51)
Połączone: 1 rok temu

Tak, zdecydowanie. Wróciłam do praktyki i przez długi czas medytacja była głównie płakaniem. Siadałam, zamykałam oczy i po prostu płakałam. Wcześniej by mi to wyglądało jak porażka, a potem zrozumiałam że to było dokładnie to co potrzebowałam zrobić.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 562

@Sugilitka51 to jest coś o czym rzadko się mówi. Że medytacja może wyglądać jak płakanie albo drżenie, albo zupełna pustka w środku - i to wszystko jest część praktyki, nie przeszkoda w niej. Mnie samej długo zajęło żeby to zrozumieć.


Odpowiedz
Wpisy: 288
(@zawilec)
Połączone: 1 rok temu

Zastanawiam się czy jest jakaś różnica między tym że medytacja zmienia się po stracie, a tym że my się zmieniamy. Może to nie praktyka jest inna, tylko my do niej przychodzimy z innym miejscem w sobie. Dziewiecsil_70 - jak to u ciebie czujesz, jakbyś wróciła dziś na poduszkę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziewiecsil_70)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 195

@Zawilec nie wiem. Trochę się boję że to będzie za głośne w środku. Że jak usiądę i zrobi się cicho na zewnątrz, to środek się nie ucisza tylko głośnieje. I nie jestem pewna czy jestem na to gotowa.


Odpowiedz
Wpisy: 356
(@cecylka99)
Połączone: 9 miesięcy temu

To co opisujesz - że w ciszy środek głośnieje - to jest bardzo dokładny opis tego co się dzieje w żałobie. I chcę powiedzieć wprost: nie musisz być na to gotowa. Możesz na razie zostawić poduszkę i pozwolić sobie na tę ciszę w małych dawkach, przy kubku herbaty, przy oknie. To jest uczciwe.


Odpowiedz
Wpisy: 237
(@fabianek)
Połączone: 1 rok temu

A ja mam jeszcze jedno pytanie które mnie nurtuje od początku tej rozmowy. Czy ktoś kiedyś w trakcie medytacji po stracie poczuł obecność tej osoby? Pytam bo wiem że to trochę inny temat ale wydaje mi się że dla wielu ludzi w żałobie to jest gdzieś z tyłu głowy - czy cisza medytacji może 'otworzyć' coś takiego.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@agatka83)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 135

@Fabianek to pytanie było pewnie u mnie gdzieś z tyłu przez cały ten wątek. Tak, czułam coś takiego raz w trakcie bardzo spokojnej sesji. Nie wiem jak to nazwać - obecność, ciepło, nie wiem. Bałam się o tym mówić bo brzmi... no właśnie jak brzmi?


Odpowiedz
(@sugilitka51)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 197

@Agatka83 brzmi jak doświadczenie które ma mnóstwo ludzi w żałobie i o którym prawie nikt nie mówi głośno, bo się boją że ktoś nazwie ich niestabilnymi. Czytałam o tym że w stanach głębokiego wyciszenia coś takiego jest opisywane bardzo podobnie przez różne osoby, niezależnie od tego czy ktoś jest duchowy czy nie.


Odpowiedz
(@fabianek)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 237

@Sugilitka51 właśnie o to mi chodziło, że to chyba dość powszechne a jakoś jest tematem tabu nawet tutaj. Mam wrażenie że ludzie w żałobie często tego doświadczają ale nie mówią, bo albo się boją oceny, albo boją się że to oznacza że 'nie odpuszczają'. Dziewiecsil_70 - czy to jest coś co gdzieś w sobie nosisz?


Odpowiedz
Wpisy: 195
Rozpoczynający temat
(@dziewiecsil_70)
Połączone: 1 rok temu

Nie wiem. Jeszcze nie siadałam w ciszy wystarczająco długo żeby cokolwiek poczuć. Ale powiem szczerze - trochę się tego boję i trochę na to liczę jednocześnie. Nie wiem nawet czy wolno mi na to liczyć, czy to jest jakieś... życzeniowe myślenie które mi tylko zaszkodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 562
(@martynka78)
Połączone: 3 miesiące temu

To co mówisz o tym 'czy wolno' - to mnie zatrzymuje. Skąd pochodzi to że czegoś nie wolno czuć w żałobie? Bo mam wrażenie że przez całą rozmowę wraca ten wątek - że nakładasz sobie jakieś ograniczenia co do tego jak powinnaś przeżywać, medytować, odczuwać. I pytam serio, nie retorycznie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@perzyna61)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 115

@Martynka78 myślę że to moze byc po prosty strach przed rozczarowaniem. Jak się nie ma oczkiwań to nie mozna się zawieść. A jak ktoś liczy na cos i nic się nie dzieje, to boli podwójnie. Przynajmniej tak to rozumiem po swojemu.


Odpowiedz
(@cecylka99)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 356

@Perzyna61 to jest bardzo trafne. I chcę dodać że to co Dziewiecsil_70 opisuje - ten lęk i nadzieja jednocześnie - to może być jeden z powodów żeby jednak wrócić do praktyki, ale bardzo powoli i bez żadnych oczekiwań co do tego co się tam znajdzie. Cisza to nie obietnica, tylko przestrzeń.


Odpowiedz
Udostępnij: