Ta zasada 'zmiana w odczuciu' brzmi rozsądnie i zgadza się z tym co słyszałam od osób pracujących terapeutycznie z ciałem. Emocja przeżyta do końca zazwyczaj w jakiś sposób zmienia kształt - nie znika od razu, ale coś w niej się porusza. Stagnacja jest tym czego szukamy żeby rozpoznać pętlę.
Właśnie dlatego warto równolegle pracować z energią czakr, bo to jest inna warstwa dostępu - nie przez ciało fizyczne tylko przez ciało energetyczne. Nawet jeśli ktoś jest odcięty od fizycznych odczuć, może poczuć blokadę w polu energetycznym. To jest alternatywna droga do tej samej pracy.
Ciekawe że rozmawiamy coraz bardziej o tym jak w ogóle wejść w tę pracę, a nie o samym bólu z którym się pracuje. Może to ważniejsze niż myślałam - ta kwestia dostępu, zanim w ogóle dotrze się do sedna.
Tak, i ja to czuje na sobie bo moj problem z medytacją przy starym bólu był właśnie taki że siedziałam i nic nie czułam. Kompletna pustka. I nie wiedziałam czy to znaczy że sobie nie radzę czy że właśnie jestem ta odcięta o której mówi Modrzewka.
To co Runiarka mówi o pustce mnie uderza bo ja też to znam. I zastanawiam się teraz czy ta pustka to jest odcięcie od emocji, czy może emocja jest tak duża że umysł po prostu blokuje dostep. To chyba dwa różne mechanizmy ale od zewnątrz wyglądają tak samo.
To rozróżnienie które robisz jest ważne. Odcięcie jako stała cecha to jedno, a obrona przed konkretnym bólem to drugie. I masz rację że z zewnątrz - i od wewnątrz - mogą wyglądać identycznie. Jak w ogóle to odróżnić we własnej praktyce?
Ja słucham tej dyskusji i zaczynam się zastanawiać czy ja w ogóle jestem gotowa żeby tak siedzieć ze swoim bólem. Bo to brzmi naprawdę wymagająco i nie jestem pewna że wejście w to bez żadnego przygotowania nie jest jakimś ryzykiem.
No właśnie, Karolciaa to powiedziała dobrze, bo ja właśnie o tym myślę. Że niby chcę pracować z tym bólem przez medytację, ale co jeśli otworzę coś czego nie będę umiała sama zamknąć? I nie mam terapeuty ani niczego. Czy to w ogóle bezpieczne robić samemu?
To jest pytanie które sam sobie zadawałem zanim zacząłem głębiej wchodzić w tę pracę. I szczerze nie mam jednej odpowiedzi. Dla mnie kluczowe było zacząć powoli i mieć jakieś kotwice - coś do czego wracam jak jest za dużo. Ale każdy jest inaczej zbudowany więc nie wiem czy moja droga cokolwiek ci mówi.
Co masz na myśli mówiąc kotwice? Konkretne techniki czy raczej coś zewnętrznego - ludzie, miejsca?
Ja mam podobnie z oddechem, ze on mnie ratuje kiedy za bardzo wchodzę w stary ból. Ale zastanawiam się czy to nie jest właśnie ta ucieczka o której była mowa wcześniej - czy wracanie do oddechu żeby się uspokoic to praca ze emocją czy uciekanie od niej?
Słucham i myślę że ta rozmowa kręci się wokół czegoś ważnego - że żadna technika sama w sobie nie jest ani dobra ani zła, wszystko zależy od tego po co jej używamy w danym momencie. Tylko jak masz to wiedzieć w środku sesji kiedy jest trudno i nie myślisz za bardzo?
