A co z sytuacją odwrotną - jak ktoś jest w środku nawyku i nawet nie ma zamiaru go zmieniać, tylko chciałby się mniej z nim źle czuć? Bo mam wrażenie że część osób nie szuka zmiany, tylko ulgi od poczucia winy. Czy medytacja może dawać tę ulgę bez zmiany zachowania i czy to jest w porządku?
Ale skąd wiedzieć w którą stronę to idzie? Renia pyta o coś co chyba dużo osób przeżywa - to uczucie że 'przepracowałam' ten nawyk na medytacji i teraz mi lepiej, ale za dwa dni wszystko wraca. Czy to znaczy że medytacja nie działa, czy że jest za krótka, czy że chodzi o coś innego?
To chyba jest sedno tego całego wątku, nie? Że medytacja może zmieniać jak się czujesz, ale zachowanie ma własną inercję. I te dwie rzeczy nie zawsze chodzą w parze. Lena, czy to jest twoje doświadczenie z tymi kilkoma tygodniami które masz za sobą?
Szczerze? Tak. Czuję się lepiej po medytacji, bardziej spokojna, ale scrolluję tyle samo. Może nawet trochę mniej, ale nie wiem czy to efekt medytacji czy po prostu zmienna. I właśnie to mnie zastanawiało kiedy zaczynałam ten temat - czy to w ogóle ma sens kontynuować jeśli zachowanie nie zmienia się wyraźnie.
To że zachowanie zmienia się wolniej niż samopoczucie to nie jest awaria systemu, to jest właśnie jego mechanizm. Nawyki behawioralne mają swój czas i zmieniają się przez powtarzanie innego wyboru, a nie przez samo zrozumienie. Medytacja może tworzyć warunki do tego innego wyboru, ale nie zastępuje samego wyboru. Lena, czy w tych tygodniach był choć jeden moment w którym zauważyłaś impuls i wybrałaś inaczej - nawet raz?
To co Nefrytka napisała na końcu to dla mnie klucz - 'warunki do wyboru', nie sam wybór. Ale mam pytanie do całej dyskusji: czy ktoś próbował świadomie obserwować moment, w którym sięga po telefon? Nie zmieniać, tylko patrzeć? Bo u mnie to dało więcej niż jakakolwiek technika oddechowa.
Słucham i zastanawiam się - jeśli ta sekunda pojawia się sama, to co ją wyzwala? Regularność praktyki, czas, coś innego? Bo to brzmi jak efekt którego nie da się zaplanować i trochę nie wiem co z tym zrobić.
Ale to sprawia że cały projekt jest dość nieprzewidywalny, nie? Lena zaczęła ten temat z konkretnym pytaniem - czy medytacja może pomagać przy uzależnieniach behawioralnych - i odpowiedź zdaje się brzmieć: może, ale nie wiesz kiedy i jak. To mało pocieszające jeśli ktoś jest w środku problemu.
Renia mówi dokładnie to co czuję. Nie żałuję tej rozmowy, bo dużo mi dała do myślenia, ale mam poczucie że im dalej jedziemy, tym bardziej wynika że to jest długi i nieprzewidywalny proces. A ja trochę szukałam czegoś co daje jakiś punkt oparcia, niekoniecznie gwarancję.
Ale co zamiast tego? Lena pyta o punkt oparcia i myślę że to jest uczciwa potrzeba. Czy jest coś co działa jako taki punkt - nie jako gwarancja, ale jako coś do czego można się odnieść kiedy nie widać efektów?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie może głupie: czy jeśli ktoś kompletnie nie radzi sobie z siedzeniem w ciszy, to jest jakaś inna forma uważności która w ogóle ma sens przy nawykach? Pytam bo medytacja kojarzy mi się z czymś co wymaga dyscypliny jakiej nie mam.
To jest ciekawe rozróżnienie które Mantra postawiła - robienie czegoś wolniej kontra uważność. Myślę że jest między tym różnica, ale żeby ją poczuć trzeba doświadczenia z oboma. Ktoś bardziej zaawansowany w praktyce chciałby się tu wypowiedzieć? Bo sam nie jestem pewien jak to opisać.
To co Anetta mówi o 'tym samym mięśniu' jakoś do mnie trafia. Może nie chodzi o medytację jako taką, tylko o cokolwiek co ćwiczy ten moment zauważenia. I może właśnie dlatego moje kilka oddechów rano ma sens, nawet jeśli potem scrolluję - bo mimo wszystko coś ćwiczę?
to co mówisz o kilku oddechach rano - chcę dopytać, bo sama mam podobny schemat. Czy te oddechy to coś ustrukturyzowanego, jakiś konkretny licznik, czy po prostu siadasz i tyle ile wyjdzie? Bo zastanawiam się czy u mnie ten problem z regularnością nie bierze się właśnie z tego, że nie mam żadnej kotwicy - raz robię pięć minut, raz pół godziny, i nie wiem do czego wracać.
A wracając do tego co Anetta mówiła o 'tym samym mięśniu' - czy ktoś próbował świadomie przenieść tę uważność na konkretny nawyk który chciał zmienić? Bo mi trochę brakuje tego połączenia między 'ćwiczę obserwację przy myciu naczyń' a 'nie sięgam po telefon'. Jak ten transfer miałby w ogóle działać?
