Chciałam napisać o czymś, co mnie ostatnio zastanawia i nie wiem, czy to tylko u mnie. Medytuję od jakichś trzech lat, regularnie, różne techniki. I zauważyłam, że moje preferencje dotyczące tego, co czuję podczas medytacji, zmieniły się kompletnie. Na początku bardzo mi pomagała muzyka, dźwięki tybetańskich mis, cokolwiek. Teraz kompletna cisza jest dla mnie jedyną opcją, bo jakikolwiek dźwięk mnie rozprasza. Poza tym wcześniej potrzebowałam zapachu kadzideł żeby w ogóle wejść w stan skupienia, a teraz intensywne zapachy wręcz mi przeszkadzają. Ktoś to zna? Czy to normalna ewolucja praktyki, czy może coś innego?
Znam to bardzo dobrze. Sam przechodziłem podobną zmianę, chyba po roku regularnej praktyki. Pytanie jest jednak głębsze - skąd wiesz, że to ewolucja, a nie po prostu zmiana nastroju, sezonowość albo coś zupełnie innego? Mnie interesuje, czy te zmiany u ciebie były stopniowe, czy przyszły nagle.
Ja dopiero zaczynam z medytacją i trochę mnie niepokoi to, co piszesz. Znaczy, to dobrze czy źle, że zmienia się to, co nam odpowiada? Pytam serio, bo nie wiem, czy powinnam od razu szukać czegoś, co mi pasuje długoterminowo, czy po prostu eksperymentować.
Mam jedno pytanie, może głupie, ale czemu w ogóle kadzidła i muzyka mają pomagać? Wydawało mi się, że medytacja to siedzenie w ciszy i tyle. Skąd te bodźce na początku w ogóle?
Nie do końca. Nie chodzi o to, że są niepotrzebne, tylko że zmienia się ich funkcja. Albo raczej zmienia się to, co twój układ nerwowy uznaje za wspierające. Mnie interesuje inna strona tego zjawiska - czy ktoś zauważył zmiany nie tylko w słuchu i węchu, ale też w czuciu ciała? Bo u mnie na przykład przez długi czas czułem podczas medytacji głównie nogi i dłonie, a z czasem to przeniosło się bardziej do klatki piersiowej i głowy.
Właśnie chciałam zapytać o czakry w tym kontekście! Bo jak zaczęłam pracować z czakrą serca, to zauważyłam, że moje odczucia podczas medytacji przeniosły się właśnie ku górze. Myślę, że to nie jest przypadkowe, że jak otwieramy kolejne centra energetyczne, to nasze zmysły też inaczej reagują.
To jest jedno z tych pytań, na które nie ma jednej dobrej odpowiedzi i myślę, że obie strony mają rację w pewnym zakresie. Ale wróćmy do sedna - mnie bardziej interesuje to, o co zapytał Pawelek. Czy te zmiany są zawsze progresywne? Czy zdarzają się cofnięcia, że ktoś po latach wraca do potrzeby muzyki czy zapachu?
Słucham tej rozmowy z ciekawością, bo sama nie medytuję regularnie, ale kilka razy próbowałam. I za każdym razem byłam bardzo wrażliwa na dźwięki, ale nie na zapachy. Zastanawiam się, czy te preferencje sensoryczne mogą być też po prostu cechą wyjściową człowieka, niezależnie od praktyki. Czyli jedni z natury są bardziej wzrokowcami, inni słuchowcami - i to może wpływać na to, jak medytacja z nimi pracuje.
To może niemądre pytanie, ale czy te zmiany można jakoś przyspieszyć, czy po prostu czekać aż przyjdą same? Pytam, bo jak słucham tej rozmowy, to myślę, że chciałabym dojść do takiego etapu, gdzie cisza mi wystarczy.
A powiedźcie mi, bo jestem tutaj zupełnie z innej beczki - czy jeśli ktoś ma problemy z koncentracją na co dzień, to ta zmiana preferencji sensorycznych może być też sygnałem, że coś z jego uwagą generalnie się zmienia? Pytam, bo zaczynam medytację głównie z tego powodu i zastanawiam się, czy to coś, na co można liczyć.
Wracając do samego pytania z tytułu - bo trochę odeszliśmy od sedna. Mnie najbardziej ciekawi ten moment zmiany. Nie wiem, czy u was tak było, ale u mnie nie było żadnego przejścia, żadnej decyzji. Po prostu siadłam pewnego razu i kadzidło, które wcześniej bardzo mi pomagało, zaczęło rozpraszać. I to nie było stopniowe. Jeden dzień i tyle.
Mam podobne doświadczenie, tylko z muzyką. Przez długi czas medytowałem przy spokojnych dźwiękach i w pewnym momencie ten sam utwór zaczął mnie prowadzić nie do środka, ale na zewnątrz - zacząłem analizować melodię zamiast być przy oddechu. Zastanawiam się, czy to nie jest tak, że umysł po prostu przestaje potrzebować prowadzenia i wtedy każdy dodatkowy bodziec staje się konkurencją.
Mam pytanie z trochę innej strony - czy ktoś zauważył, że zmiana wrażliwości sensorycznej była powiązana z jakimś konkretnym wydarzeniem w życiu, nie tylko z ilością godzin medytacji? Pytam, bo wydaje mi się, że te zmiany mogą być też reakcją na coś emocjonalnego, a nie wyłącznie na postęp w praktyce.
Czytam i zastanawiam się, czy ktoś próbował notować te zmiany systematycznie? Sigilia wspominała o notatkach, ale nie wiem, czy właśnie pod tym kątem. Mam na myśli coś w stylu: data, co było bodźcem, jak wpłynęło, co czułam. Czy taki dziennik daje jakiś obraz w dłuższej perspektywie?
Może nie w szczegółach, ale ogólny zarys pewnie dałoby się powiązać z innymi notatkami z tamtego czasu. Wiesz, przez skojarzenie - co się działo w życiu, kiedy zaczęłaś inaczej reagować na te bodźce. To nie będzie dokładne, ale może pokazać jakiś wzorzec.
Wątek z notatkami jest ciekawy, ale mnie bardziej zastanawia co innego. Czy zmiany w preferencjach sensorycznych zawsze idą w stronę 'mniej'? Bo u mnie nie zawsze tak było. Był etap, gdzie zamiast muzyki wróciłem do rytmicznych dźwięków, bębnów - i to nie było cofnięcie, to był inny rodzaj wejścia. Jakby potrzeba bodźców została, ale zmieniła charakter.
Bo mnie ciekawi, czy to skupienie przez rytm było czymś stałym, czy tylko etapem. U mnie było przejściowe - kilka tygodni, potem i tak wróciłem do ciszy. Ale przez te kilka tygodni bębny działały lepiej niż cokolwiek innego. Jak to wytłumaczyć w kategoriach nawykowego skojarzenia, Brygida?
Dobra, ale ja wciąż nie do końca rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o układzie nerwowym, o nawykach, o elastyczności - tylko skąd wiadomo, że to nie jest po prostu znudzenie? Że te same dźwięki przestają działać nie dlatego, że coś się zmieniło w tobie, tylko dlatego, że masz ich dość?
A czy można w ogóle rozróżnić te dwa przypadki podczas medytacji? Bo zastanawiam się, czy to nie jest tak, że każda zmiana, którą czujesz jako znaczącą, zawsze będzie ci się wydawała prawdziwą przemianą, a nie znudzeniem. Trochę jak efekt placebo - skoro czujesz, to działa, skoro działa, to musiało być po coś.
To co Lunaki pisze jest w sumie ważne, bo nie wiem, czy można to w pełni rozróżnić z perspektywy własnego doświadczenia. Dlatego te notatki, o których mówiła Kalinei, mogłyby coś pokazać - nie to, co czujesz, ale co robiłaś i kiedy. Wzorzec zewnętrzny, nie wewnętrzny.
Dokładnie o to mi chodziło. Nie interpretujesz, tylko opisujesz. Dlatego najlepiej notować możliwie sucho: co, kiedy, ile. A potem patrzeć, czy coś się powtarza. Interpretacja może przyjść potem.
Tylko że większość z nas zaczyna notować dopiero wtedy, kiedy już coś czuje, że dzieje się coś znaczącego. Więc te notatki i tak są z retrospekcji, nie z bieżącego obserwowania. Zastanawiam się, czy to w ogóle coś zmienia w tym, co z nich wyczytasz?
Wracając trochę do tego, co Fortunat mówił o muzyce - czy ktoś miał tak, że zmiana sensoryczna dotyczyła nie tylko zewnętrznych bodźców, ale też wewnętrznych? Mam na myśli na przykład wizualizacje. Bo u mnie przez jakiś czas wizualizacje były bardzo żywe i kolorowe, a potem nagle przestały i medytacja stała się bardziej... ciemna? Ale nie negatywnie ciemna.
To co opisujesz - przejście z wizualnego na kinestetyczne - jest dość często dokumentowane. To nie jest anomalia. Wzrokowe obrazy angażują inne struktury niż czysto interoceptywne odczucia i przy głębszej praktyce część osób rzeczywiście przestawia się na odczuwanie ciała, a nie tworzenie obrazów. Ale chciałam zapytać - czy Serenity ta 'ciemność' była po prostu brakiem obrazów, czy było w niej coś aktywnego?
Jak wy w ogóle wiecie, że jesteście w medytacji, a nie po prostu siedzicie z zamkniętymi oczami i odpływacie? Serio pytam, bo dla mnie to wciąż nie jest jasne. Ta 'przestrzeń' bez obrazów - to nie brzmi jak coś, co bym odróżnił od zwykłego rozmyślania.
Ten 'posmak' to ciekawe słowo. Mnie uderzyło, bo właśnie chyba to jest ta zmiana sensoryczna, o którą chodzi w tytule tego wątku - nie tylko to, co słyszysz czy czujesz podczas, ale też to, jak po tym jest. Czy to się u was też zmieniało z czasem?
U mnie tak. Na początku po medytacji czułam głównie spokój. Potem zaczęłam czuć coś bardziej konkretnego w ciele - jakby lekkość albo ciężar w różnych miejscach. Teraz jest znowu inaczej - jest trochę bardziej obojętnie, ale nie w złym sensie. Jakby mniej efektów spektakularnych, a coś stabilniejszego. Chociaż nie wiem, czy to nie jest po prostu przyzwyczajenie.
