Mam pytanie które mi chodzi po głowie od kilku postów - czy te praktyki przy fazach księżyca są dla was raczej regularną rutyną, czy raczej sięgacie po nie kiedy coś jest 'w powietrzu'? Bo zastanawiam się czy planowanie medytacji pod kalendarz nie zabija trochę spontaniczności.
U mnie to wygląda tak że kalendarz daje mi zaproszenie a nie obowiązek. Jak patrzę że za dwa dni pełnia, to zaczynam się trochę uważniej obserwować. Ale jeśli akurat w ten dzień jestem po ciężkim tygodniu i jedyne co mnie czeka to zasypiam po dziesięciu minutach, to nie siadam na siłę.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i w końcu muszę zapytać o rzecz podstawową - skąd wiecie kiedy dokładnie jest nów albo pełnia? Używacie jakiejś konkretnej aplikacji czy strony? Bo próbowałam sprawdzać w różnych miejscach i czasem daty się różniły o jeden dzień.
Dobra ale wracając do pytania Erazm79 o rutynę vs spontaniczność - ja myślę że to fałszywy wybor. Rutyna przy fazach jest jak wyznaczenie czasu na cokolwiek ważnego. Jak nie wyznaczyłbys nigdy nie zrobisz. A jeśli w danym dniu nie wyjdzie to po prostu nie siadasz. Nie ma tragedii. Ksiezyc bedzie nastepnym razem.
To co mówi Augur ma sens ale mam inne wątpienie - jeśli co miesiąc siadam przy pełni bo 'tak trzeba', a potem przy nowiu bo 'tak trzeba', to gdzie tu jest faktyczny kontakt z naturą o którym jest tytuł wątku? Bo brzmi to bardziej jak wykonywanie zadań z listy niż synchronizacja z czymkolwiek.
Ale to co mówi Michalinka brzmi jak racjonalizacja. Jeśli zaczynasz od listy zadań, skąd wiesz że to się kiedyś 'odwróci'? Co jeśli po prostu dalej wykonujesz zadania, tylko już się do tego przyzwyczaiłeś i przestałeś to kwestionować?
Chyba różnica jest w tym skąd idzie to brakowanie. Kawa to brakowanie fizyczynego czegoś. A tu chodzi o coś bardziej jak... poczucie że przegapiłeś okno. Nie wiem czy to dobrze opisuję ale mam właśnie tak z pełnią - jak ją przegapię to mam wrażenie że coś minęło obok, nie że mi czegoś fizycznie nie ma.
Mnie to 'okno' bardzo trafia. Mam tak samo z pewnymi tranzytami w horoskopie - jak wiem że coś się dzieje i tego nie używam, to czuję coś w rodzaju zmarnowanej szansy. Tylko że u mnie to jest bardziej głowa niż ciało. Przy pełni macie to gdzieś fizycznie czy też tylko mentalnie?
Dokładnie tak to u mnie działa. Nie decyduję że 'dziś pełnia więc medytuję' jako pierwsza myśl - najpierw czuję że coś się zmienia, potem sprawdzam kalendarz i najczęściej się zgadza. Z czasem to przestaje być weryfikacja a zaczyna być rozpoznawanie.
Macie to fizycznie, Michalinka, Jasnowidka, ale ja tego w ogóle nie czuję ciałem. Sprawdzam kalendarz i idę. Czy to znaczy że moja praktyka jest mniej autentyczna? Serio pytam, bo zawsze miałem wrażenie że u mnie to bardziej intelektualne niż odczuciowe.
To co Franek opisuje to jest chyba efekt placebo, nie? Oczekujesz więcej, więcej znajdujesz. Jak to odróżnić od faktycznego wpływu fazy księżyca? Nie mówię że jej nie ma, ale jak macie pewność?
Pewności nikt tu chyba nie ma i nie sądzę żeby ktoś twierdził że ma. Ale to samo pytanie można postawić wobec snu - czy sen jest 'naprawdę' regenerujący czy tylko placebo bo wierzysz że się zregeneruje? W pewnym momencie efekt i rzeczywistość zaczynają być tym samym.
Cieszę się że Mistral to przyznaje bo rzadko słyszę żeby ktoś w takiej dyskusji powiedział 'sam nie wiem'. To mi bardziej sprzyja niż kategoryczne odpowiedzi w jedną lub w drugą stronę. Wracając do tematu - Franek, a sprawdzałeś kiedyś swoje notatki pod kątem tego czy te 'głośniejsze' sesje układają się przy pełni? Ciekawi mnie czy dane ci potwierdzają intuicję.
A jak długo trzeba by prowadzić taki dziennik żeby mieć coś miarodajnego? Kilka miesięcy, rok? Pytam bo właśnie zaczynam i mam wrażenie że zanim zbiorę jakiś materiał to minie wieczność.
Powiem coś może niepopularnego - mam wrażenie że za dużo tu rozmawiamy o dokumentowaniu a za mało o samej praktyce. Dziennik jest pomocny ale nie jest warunkiem. Przez pierwsze dwa lata nie prowadziłam żadnego i jakoś budowałam tę synchronizację. Ciało zapamiętuje samo, zanim głowa zacznie notować.
Ale jak nie masz notatek to skad potem wiesz że to nie jest tylko wrażenie? Serio pytam, nie jako zarzut. Mnie zawsze kusi żeby myśleć że czuję rytm, a potem okazuje się że pamiętam selektywnie te momenty które pasują.
No ale notatka robiona zaraz po sesji jest jednak bliżej zdarzenia niż wspomnienie sprzed kilku tygodni. Michalinka, mam wrażenie że trochę bronisz swojej metody zamiast przyznać że dokumentowanie jednak pomaga w weryfikacji. Czy nie?
A propos czucia kontra notowania - wrócę do czegoś co było wcześniej. Jasnowidka pisała że ciało reaguje jeszcze przed pełnią, gorzej śpi, wyraźniejsze sny. Ja mam podobnie z nowiem - jest jakaś cisza w głowie. Czy ktoś pracuje specjalnie z nowiem, nie tylko z pełnią? Bo cały czas rozmawiamy głównie o pełni.
Jak słucham tej rozmowy o nowie i pełni to zaczynam myśleć że traktujecie cały miesiąc księżycowy jako jedną ciągłą praktykę, nie oderwane punkty w kalendarzu. To chyba jest sedno czego mi brakowało w rozumieniu tego tematu. Tylko czy ktoś faktycznie utrzymuje tę ciągłość przez cały cykl czy to bardziej ideał?
