Medytuję od jakichś czterech miesięcy, codziennie rano, zazwyczaj dwadzieścia do trzydziestu minut. I ostatnio zauważyłam coś dziwnego - skóra na twarzy jakby się wyrównała, mniej tłusta na czole, mniej suchych plam przy nosie. Na początku myślałam, że to zmiana pory roku albo nowy krem, ale zmieniłam trochę rutynę i dalej jest lepiej. Zastanawiam się czy to może mieć związek z medytacją? Czytałam gdzieś coś o kortyzolu, ale nie do końca rozumiem mechanizmu. Czy ktoś miał podobne odczucia?
To akurat nie jest takie abstrakcyjne jak mogłoby się wydawać. Kortyzol rzeczywiście wpływa na pracę gruczołów łojowych, a regularna praktyka obniża poziom stresu, więc logika jest prosta. Pytanie tylko czy te cztery miesiące to wystarczający czas żeby coś zauważyć, bo u każdego inaczej. Jak wyglądała twoja praktyka na początku - czy od razu codziennie, czy stopniowo wchodziłaś w rytm?
Ja też coś podobnego zauwarzył, ale u mnie to był okres kiedy naprawdę intensywnie pracowałem z czakrą splotu słonecznego. Skóra na klatce piersiowej przestała się tak pieprzyć jak wcześniej, myślałem że to alergia sezonowa, ale to zbiegło się dokładnie z praktyką. Przypadek? Nie wiem. Ale chętnie posłucham co inni mają na ten temat.
Chcę tu trochę pohamować rozbudowywanie teorii, bo to jest po prostu fizjologia. Stres przewlekły podnosi kortyzol, kortyzol nasila stan zapalny i nadprodukcję sebum, co przekłada się na trądzik, zaczerwienienia, przesuszenia. Medytacja redukuje odpowiedź stresową, więc skóra może na to reagować. To jest udokumentowane, nie magia. Natomiast jeśli ktoś chce dorzucać do tego warstwę energetyczną, proszę bardzo, tylko nie mieszajmy tego jako jednego wyjaśnienia.
Badań stricte na temat skóry i medytacji jest niewiele, bo to niszowa dziedzina. Natomiast jest cały obszar psychodermatologii, który bada związek między psychiką a stanami skórnymi. Sen też jest istotny - podczas snu skóra się regeneruje, więc jeśli medytacja poprawia jakość snu, to może działać dwutorowo. Ale nie szukałabym tu jednej przyczyny, to układ naczyń połączonych.
U mnie medytacja z kamieniami - używam głównie ametystu i rodonitu - i też zauważyłam zmianę. Ale szczerze mówiąc nie wiem czy to kamienie, sama medytacja, czy po prostu spokój. Ktoś tu kiedyś mówił że to wszystko jedno, ale mnie to nie przekonuje. Jak oddzielić te zmienne?
A ja w ogóle nie wiedziałam że medytacja może wpływać na skórę, to dla mnie totalnie nowe. Znaczy, słyszałam o stresie i cerze, ale żeby medytacja tak bezpośrednio... Czy to dotyczy każdego rodzaju medytacji czy jakiejś konkretnej? Bo ja próbowałam raz takiej z wizualizacją i raz z samym oddechem i nie czułam żadnej różnicy w sobie, ale może za krótko.
Robię głównie uważność na oddech, czasem body scan. Nie jakieś wizualizacje ani afirmacje, po prostu siedzę i obserwuję. Na początku byłam niecierpliwa i uciekało mi co chwilę, ale teraz jakoś łatwiej. Czy typ medytacji faktycznie może mieć znaczenie dla tych efektów fizycznych?
Body scan to ciekawy wybór właśnie jeśli mówimy o efektach cielesnych, bo skupiasz uwagę dosłonie na ciele. Czytałam że to może pobudzać układ przywspółczulny mocniej niż samo siedzenie w ciszy. Ale mogę się mylic, to nie moja specjalizacja. Celestyn, ty chyba więcej wiesz o tej stronie praktyki, co sądzisz?
Bardzo dziękuję za ten wątek, naprawdę! Sam mam problemy ze skórą od lat i nigdy nie łączyłem tego z praktyką. A medytuję dość regularnie, ale głównie przy zasypianiu, nie rano. Czy pora dnia ma znaczenie? Bo czytałem gdzieś że rano działa inaczej na organizm niż wieczorem, ale nie pamiętam dlaczego.
Moim zdaniem kluczowe są tu kamienie i intencja, którą wkładasz w praktykę. Czysty kwarc przy medytacji potrafi oczyścić pole energetyczne wokół skóry, które bywa źródłem problemów skórnych kiedy jest zaburzone. Znam kilka osób które zaczęły nosić kamień przy ciele i cera się poprawiła w ciągu tygodnia.
Wróćmy do sedna - zmiany skórne po medytacji są obserwowane przez różne osoby w tym wątku i to jest wartościowe. Pytanie które mnie interesuje to czy ktoś notował te zmiany, czy opiera się wyłącznie na wrażeniu? Bo między 'wydaje mi się że skóra jest lepsza' a 'faktycznie jest mniej krost od trzech miesięcy' jest różnica. Czy ktoś prowadził jakieś obserwacje bardziej systematycznie?
Notowanie zmian to klucz. Sama wrażeniowa ocena skóry jest podatna na efekt placebo i na nastrój danego dnia - jak czujesz się dobrze, możesz oceniać skórę lepiej niż jest. Czy ktoś z was robił coś konkretnego? Zdjęcia, dziennik, jakiekolwiek zewnętrzne potwierdzenie?
A propos napięcia twarzy - to jest coś o czym za mało się mówi. Zacisnięte szczęki, zmrużone czoło, ściągnięte brwi - większość z nas tak chodzi przez cały dzień i w ogóle tego nie czujemy. Dopiero jak zaczynam medytację i świadomie odpuszczam te mięsnie, to czuje jak twarz wręcz 'opada'. Może po tym lepiej krąży krew?
Właśnie to mnie w body scanie najbardziej zaskoczyło! Że pierwsze tygodnie to byłam w szoku ile trzymam w szczęce i czole. Teraz jestem bardziej świadoma i łapię się na tym w ciągu dnia, nie tylko podczas medytacji. Czy to może być jeden z mechanizmów wpływu na skórę? Że po prostu mniej fizycznie napinamy twarz?
To jak najbardziej wiarygodny mechanizm, niezależnie od kortyzolu. Chroniczne napięcie mięśni twarzy to zmniejszony przepływ krwi w tych obszarach, co może przekładać się na gorsze odżywienie skóry. Do tego napięcie szczęki potrafi prowokować bóle głowy, które same w sobie nasilają stres. To jest koło.
To co Eufemia mówi o łapaniu się na napięciu w ciągu dnia - ja to też mam i zastanawiam się czy to jest efekt samej medytacji czy też pracy z kamieniami. Bo noszę rodanit przy sobie i on ma pomagać z napięciem emocjonalnym. Jak odróżnić?
Ciekawa dyskusja o intencji. Ale chciałem zapytać o coś innego - tu się dużo mówi o twarzy i cerze, ale co ze skórą na reszcie ciała? Eufemia02 zauważyłaś zmiany gdzieś poza twarzą? Bo mi się wydaje że jeśli to kortyzol, to powinno być systemowe.
Tak, mam AZS na łokciach od lat i ostatnio jest wyraźnie spokojniejszy! Właśnie dlatego zaczęłam się zastanawiać czy to medytacja. To był jeden z głównych powodów dla których zaczęłam prowadzić te obserwacje. AZS reaguje na stres bardzo mocno, więc ten związek wydaje mi się całkiem możliwy.
AZS to bardzo dobry przykład, bo jest mnóstwo literatury o psychodermatologicznym wymiarze tej choroby. Stres immunologiczny jest w AZS kluczowy - to nie jest tylko kwestia bariery skórnej, ale też reakcji immunologicznej. Redukcja stresu przez medytację ma tutaj realne podstawy żeby działać. Kiedy zaczęłaś i jak długo minęło zanim zauważyłaś zmianę?
Ej, a czy AZS może reagowac też na jakosć snu? Bo medytacja poprawia sen, wiem ze sam doswiadczenia, i może to jest łańcuszek - lepszy sen - mniej stanu zapalnego - spokojniejszy AZS? Pytam bo sama mam wrażliwą skórę i słyszałam że sen to podstawa regenercji.
To co Ametystka mówi o hormonie wzrostu i śnie wolnofalowym - to całkiem spójne. Ale mam pytanie do Eufemii: mówisz że AZS jest spokojniejszy od mniej więcej miesiąca, sześciu tygodni. Czy w tym czasie zmieniło się coś innego poza medytacją? Bo AZS potrafi reagować też na zmianę pory roku, dietę, proszek do prania... Jakbyś mogła wykluczyć te zmienne?
A mozesz chocaz powiedziec kiedy zaczelas medytować - wiosna, jesien, zima? Bo AZS u mnie na przyklad zawsze jest gorzej jesienia i wiosna, i jakbys zaczynala w najgorszym momencie a teraz jest spokojniej to moze byc sezonowossc a nie medytacja. Pytam bo sama chciałabym sprobowac i zalezy mi zeby wiedziec czy to ma sens.
Wiosna jako gorszy czas dla AZS to akurat dość typowe ze względu na alergeny. Jeśli mimo tego wiosennego okresu skóra zachowuje się spokojniej niż zwykle, to jest to przynajmniej obserwacja warta uwagi. Ale pytanie do Eufemii - czy bierzesz jakiekolwiek leki na AZS albo stosujesz maści regularnie? To jest kluczowe do oceny.
Wracając do tego snu - bo Gabrysia poruszyła ciekawy wątek - ja medytuje od kilku miesiecy i faktycznie moj sen zmienil się wyraznie. Sypiam głębiej, rzadziej się budze. Ale zastanaiwam się czy to tylko medytacja czy tez to ze wieczorna rutyna w ogole się zmieniła - mniej telefonu, spokojniej przed snem. Jak wy to rozgraniczacie?
Muszę powiedzieć że ta dyskusja o śnie bardzo mi otwiera oczy, bo ja też zacząłem lepiej spać po zaczęciu medytacji i w ogóle mi do głowy nie przyszło że to może mieć związek ze skórą. Mam pytanie - czy jest jakaś minimalna liczba godzin snu przy której ta regeneracja skóry w ogóle ma szansę zajść? Czytałem gdzieś o 'oknie naprawczym' ale nie pamiętam szczegółów.
Ale czy to da się w ogóle sprawdzić bez urządzenia mierzącego fazy snu? Bo rozumiem że opaski fitness podobno mierzą fazy, ale słyszałam że są mało dokładne. Czy macie jakieś doświadczenie z tym jak weryfikować że sen faktycznie się poprawił, a nie tylko tak czujemy?
