To co mówi Geomantka bardzo pasuje do czegoś co słyszałam w kontekście akceptacji - że paradoksalnie pozwolenie sobie na odczuwanie lęku bez walki z nim przynosi więcej ulgi niż próba jego wyeliminowania. Ale Goryczka, wracając do ciebie - czy ta rozmowa w ogóle idzie w kierunku który ci pomaga, czy potrzebujesz czegoś bardziej konkretnego?
Kunegunda, tak, to mi pomaga, chociaż czuję się trochę jak na lekcji gdzie rozumiem teorię ale nie wiem jak to przełożyć na jutrzejszy dzień. Mam za tydzień spotkanie z grupą ludzi których nie znam i już teraz czuję ten znany ucisk w klatce.
To może zamiast ogólnie o medytacji, to mogłybyście powiedzieć co konkretnie zrobić właśnie przed takim spotkaniem? Bo to wydaje się bardziej użyteczne niż teoria.
Wchodzę w połowie rozmowy, ale chcę zapytać o coś innego - czy któraś z was próbowała łączyć medytację z jakąś pracą nad przekonaniami? Bo mam wrażenie że sama uważność to za mało jeśli ktoś głęboko wierzy że inni go oceniają. Medytacja to by było jak leczenie objawu.
Dziedzilia, to dobre pytanie. Racjonalnie wiem że większość ludzi nie analizuje mnie aż tak bardzo, ale w środku czuję dokładnie odwrotnie. Jakby dwie części mnie wiedziały różne rzeczy jednocześnie. I medytacja jak dotąd nie zamknęła tej szczeliny, chociaż może jeszcze za wcześnie żeby oceniać.
To co mówisz Dziedzilia, o tych dwóch częściach które wiedzą różne rzeczy, to chyba najlepiej opisuje mój problem. I właśnie dlatego pytam czy medytacja w ogóle może coś z tym zrobić, skoro to nie jest kwestia wiedzy. Wiem że nie oceniają, czuję że oceniają. Jak tu cokolwiek zmienić samym oddechem?
To co opisujesz to klasyczna rozbieżność między korą przedczołową a ciałem migdałowatym, jeśli mam być precyzyjna. I tu właśnie medytacja może coś zrobić, ale nie przez przekonywanie ciała migdałowatego żeby 'wiedziało lepiej'. Tylko przez wielokrotne doświadczenie że napięcie przychodzi i odchodzi, i że można przy nim zostać. Czy miałaś kiedyś taki moment że lęk sam zelżał bez żadnego działania z twojej strony?
to jest właśnie to co mnie w tym temacie uderza. Rozum zapamiętuje że było dobrze, ale ciało jakby kasuje zapis. Słyszałam że to może być kwestia tego że podczas samego zdarzenia uwaga jest skupiona na zagrożeniu, a nie na tym że jest okej. I podobno uważność może właśnie to zmieniać, bo uczy kierowania uwagi. Ale nie wiem czy to sprawdzone czy tylko teoria.
Właśnie to co Sybilka mówi brzmi jak coś co u mnie zadziałało. Nie że medytacja nauczyła mnie nie bać, tylko że zaczęłam podczas samego spotkania zauważać też inne rzeczy, nie tylko sygnały zagrożenia. Jakby pole widzenia się poszerzyło. Ale to przyszło dopiero po jakimś czasie regularnej praktyki, nie od razu.
Trzy miesiące... to długo jak na coś co ma pomóc w konkretnej sytuacji. Goryczka ma to spotkanie za tydzień. Co zrobić żeby przeżyć ten tydzień, a nie żeby za trzy miesiące było lepiej?
To ciekawe co mówi Kunegunda, bo ja się zastanawiam czy uważność nie jest trochę przereklamowana właśnie dla osób z silnym lękiem społecznym. Bo kierowanie uwagi do środka, czyli obserwowanie siebie, to jest dokładnie to co osoba z takim lękiem i tak robi za dużo. Tylko że robi to w zły sposób. Nie za dużo medytacji, tylko za dużo skupienia na sobie w sensie oceniającym.
Ja bym jeszcze dorzuciła że ruminowanie zazwyczaj ciągnie w przeszłość albo przyszłość, a uważność jest o tym co teraz. Ale to też teoria, a Goryczka mówi że w środku lęku te dwie części działają osobno. Więc pytanie jest bardziej praktyczne, jak w tamtej chwili wybrać uważność zamiast ruminacji.
Może głupie pytanie, ale czy nie można po prostu jakoś trenować to przełączanie? Jak mięsień? Bo słucham tej rozmowy i mam wrażenie że wszyscy mówią co to jest, ale nikt nie mówi jak tego się nauczyć.
a zastanawiam się, czy ta analiza po jest jakoś połączona z tym jak wchodzisz w kolejne podobne sytuacje. Bo mówisz że ciało nie zapamiętuje tych dobrych doświadczeń, ale może zapamiętuje właśnie tę analizę i buduje na niej scenariusz zagrożenia?
Słucham tej rozmowy i trochę mi się miesza, bo mam podobnie z telefoniami do nieznajomych, ale nie ze spotkaniami twarzą w twarz. To w ogóle jest ten sam lęk społeczny czy coś innego?
To co opisuje Goryczka z tym zamrożeniem, ja to znam z własnego doświadczenia. Pytanie jest czy medytacja zmieniła to zamrożenie czy coś innego? U mnie nie zniknęło zamrożenie, ale zaczęłam je zauważać ułamek sekundy wcześniej. I ten ułamek sekundy wystarczał żeby nie reagować z automatu.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale czy ten ułamek sekundy to naprawdę daje radę? Bo z zewnątrz brzmi jak bardzo mała zmiana jak na trzy miesiące ćwiczeń.
Właśnie tak mi chodziło po głowie, że my tu dużo gadamy o medytacji siedzacej, ale czy w ogóle są jakieś techniki na ten konkretny moment na spotkaniu? Bo Goryczka nie może sobie usiąść i zamknąć oczu jak jej jest źle przy stole.
Ale czy to nie jest właśnie dysocjacja trochę? Uciekanie uwagą od sytuacji która jest trudna? Pytam serio, nie złośliwie, bo nie wiem gdzie jest granica między zdrowym zakotwiczeniem a unikaniem.
Chyba różnica jest taka że telefon izoluje cię od ludzi wokół, a zakotwiczenie w otoczeniu powoduje że dalej jesteś fizycznie obecna w tej samej przestrzeni. Chociaż nie jestem pewna czy to wystarczające rozróżnienie. Goryczka, jak ty to czujesz, bo ty jesteś w tej sytuacji a my tylko gdybamy?
To co mówi Goryczka o byciu w sali ale 'nie ze sobą', to brzmi jak dysocjacja właśnie. I teraz mam pytanie do Sybilki albo kogokolwiek kto wie więcej, bo pojawiło się tu wcześniej to rozróżnienie między obserwowaniem a ocenianiem siebie. Czy jest jakiś konkretny sposób żeby to ćwiczyć? Czy to przychodzi samo po czasie medytacji?
To co opisuje Goryczka z tym jednym tonem komentującym, to jest bardzo znajome. Ale mam pytanie, bo nie rozumiem mechanizmu, medytacja ma wyciszyć ten głos, zastąpić go, czy po prostu dodać drugi? Bo to są chyba trzy różne rzeczy i każda ma inne konsekwencje.
To jest ciekawe że to się tak etapami przenosi. Bo mi się wydawało że albo coś działa albo nie. A z tego co piszecie wynika że trzeba chyba trenować osobno w spokoju i liczyć że kiedyś wejdzie samo w trudniejsze sytuacje?
