Nie wiem skąd wziął się ten pomysł że piętnaście minut to mało, bo ja zaczęłam od pięciu i przez kilka miesięcy nie ruszałam dalej. I to naprawdę coś robiło, nawet jeśli brzmi śmiesznie.
Dziękuję Alinka za to, bardzo dziękuję, bo to mnie trochę uwalnia. Ja ciągle odkładam siadanie na potem bo 'teraz jestem za bardzo nakręcona'. Może właśnie to jest moje wymówkowe kółko.
Nebularia, to kółko jest chyba u co drugiej osoby na początku. Ja też tak miałam. Ale mam pytanie do ciebie - czy kiedy odkładasz, to naprawdę wierzysz że potem będziesz spokojniejsza, czy to jest trochę unikanie?
Auć. No chyba unikanie, jak tak patrzę. Właściwie nie pamiętam żebym kiedykolwiek doczekała się tego 'spokojnego momentu' który czekałam.
Wracając do tego co Florka pisała wcześniej, że złość zaraz po powrocie to może być kolejna myśl do zaobserwowania - próbowałam to dzisiaj rano zastosować i było dziwnie. Jakby złość trochę zmalała sama kiedy na nią spojrzałam bez walki. Ale nie wiem czy to nie przypadek.
To co Wahadlarka opisuje z tą 'papierową' złością - czy to nie jest przypadkiem tak, że kiedy obserwujesz myśl zamiast być w niej, to ona traci tę siłę bo nie dokładasz do niej energii? Jakby samo patrzenie ją rozładowywało?
To jest dla mnie jeden z tych momentów w medytacji które są trudne do opisania słowami, bo brzmią albo zbyt mistycznie albo zbyt prosto. Ale Wahadlarka opisała to chyba najuczciwiej jak można - że 'wiedziałam że jest ale nie musiałam z nią nic robić'. Czy to był jednorazowy błysk, czy od tamtej sesji coś się zmieniło?
Sigilia, szczerość - nie wiem jeszcze. Było to kilka dni temu i nie udało mi się tego powtórzyć z taką samą wyrazistością. Ale może to normalne że nie wychodzi za każdym razem?
Ale jak nie szukać czegoś co raz poczułaś i chcesz poczuć znowu? To chyba naturalne. Czy to znaczy że mamy siedzieć bez żadnego oczekiwania w ogóle?
Może różnica jest między intencją a oczekiwaniem konkretnego efektu? Intencja to bardziej kierunek - siadam żeby ćwiczyć obserwowanie. Oczekiwanie to roszczenie wobec sesji - ta sesja ma mi dać ten konkretny stan co ostatnio. Pierwsze jest okej, drugie chyba nie służy.
To wszystko jest trochę za filozoficzne jak na mnie. Czy moge zapytac praktycznie - jak wy w ogóle wiecie w trakcie sesji że obserwujecie myśl, a nie że się w niej topiecie? Bo u mnie nie ma takiego sygnału alarmowego że 'hej, odpłynęłaś'.
Koperek pyta o to co ja chciałam zapytać od dawna i się bałam że to głupie pytanie. Bo naprawdę, ten moment 'obudzenia się' z myślenia - skąd on się bierze? Czy on zawsze przychodzi sam czy można go jakoś wywołać?
a jak wy w ogole wiecie ze sie ocknelyscie? tzn dla mnie to wyglada tak ze nagle mysle 'o, odpylelam' i to samo myslenie jest juz kolejna mysla wiec chyba znowu jestem w glowie nie poza nia
Tak, i to jest jedna z tych rzeczy które mi zajęło za długo żeby zrozumieć. Ten moment 'znowu myślę' to nie porażka - to jest właśnie ta chwila powrotu. I potem pytanie co z nią robisz. Czy karzesz siebie że odpłynęłaś, czy po prostu wracasz do oddechu bez komentarza?
To co Sigilia właśnie napisała - 'bez komentarza' - to mnie uderzyło, bo ja mam zawsze ogromny wewnętrzny komentarz do wszystkiego. Odpłynęłam i zamiast wrócić to zaczynam przerabiać to odpłynięcie. Komentować komentarz. Czy ktoś miał coś takiego?
A może nie chodzi o to żeby dojść do dna tej matrioszki, tylko żeby w każdym momencie kiedy zauważasz że jesteś w którymkolwiek poziomie - po prostu wrócić? Bez rozwiązywania tej struktury?
Ja wracam do oddechu i to mi pomaga bo mam coś konkretnego - fizyczne poczucie że powietrze wchodzi i wychodzi. To jest takie kotwiczne. Ale ciekawe czy każdy tak robi czy są inne sposoby.
Koperek pyta o coś ważnego i myślę że to jest właśnie ta różnica między czuciem a myśleniem o czuciu. Oddech jako kotwica działa kiedy go czujesz fizycznie - powietrze w nozdrzach, ruch brzucha - a nie kiedy go oceniasz. Jak tylko wchodzi ocena 'czy oddycham dobrze' to już jesteś w głowie, nie w oddechu. Ale to też jest myśl którą możesz zauważyć i odłożyć, tyle że trochę podstępna bo udaje że jest częścią medytacji.
