Ruch to na przykład tai chi albo qigong - tam jest bardzo konkretna sekwencja, powtarzalna, z zewnętrznym wzorcem do śledzenia. Słyszałam, że osoby z ADHD reagują na to dobrze, ale ADHD i autyzm to nie to samo. Leokadia, czy próbowałaś kiedyś czegoś ruchowego?
Trzy kanały naraz - to jest chyba klucz do zrozumienia całego problemu z grupowymi praktykami. Każda grupowa medytacja zakłada, że możesz słuchać instrukcji, czuć ciało i jednocześnie 'być obecna'. Ale co jeśli te trzy rzeczy konkurują o ten sam, ograniczony zasób uwagi?
Dominiczka, ale uważność jako 'trening wielokanałowości' to tylko jedna interpretacja, i dość zachodnia, psychologiczna. W tradycji zen na przykład liczy się kompletne zaangażowanie w jedną rzecz. A sortowanie kamieni ze stu procentowym skupieniem to jest zen jak nic.
Tego jeszcze nikt mi nie powiedział, że moje sortowanie kamieni może być bliższe zen niż standardowa medytacja uważności. To jest... no właśnie nie mam słowa. To jest odwrócenie tego co zawsze słyszałam. Że robię coś zamiast medytacji, a nie że robię coś może głębiej.
Leokadia, ale uważaj - nie chcę żebyś teraz wyszła z tego wątku z przekonaniem, że twoja praktyka jest 'lepsza'. Bo Terenia mówi o podobieństwie strukturalnym, nie o hierarchii. To ważna różnica, żebyś nie budowała kolejnego sztywnego porównania, tym razem na swoją korzyść.
Zgadzam się z Wioletką. I wracając do sedna - czy ktoś wie, czy są jakieś grupy, społeczności, nauczyciele, którzy świadomie pracują z osobami neurodywersyjnymi? Nie chodzi mi o terapię, tylko o praktykę duchową albo medytacyjną. Zastanawiam się czy to w ogóle istnieje jako świadome podejście.
A gdyby tak pomyśleć inaczej - może polska próżnia instytucjonalna to nie jest tylko problem? Znaczy, może brak gotowych ram oznacza, że jest przestrzeń na budowanie czegoś od zera, bez gotowego szablonu który i tak by nie pasował? Trochę na wzór tego co Leokadia sama wypracowała.
Zastanawiam się, czy ten wątek na forum nie jest właśnie taką wymianą. Mówię serio, nie żartuję. Forum to tekst, tekst to jeden kanał, bez konieczności przetwarzania mowy i mowy ciała jednocześnie. Czy to nie jest akurat format który Leokadia opisywała jako mniej przeciążający?
a to ciekawe, bo właśnie forma pisemna usuwa te same warstwy które utrudniają praktykę grupową - mimika, intonacja, synchronizacja w czasie rzeczywistym. Zastanawiam się, czy instrukcje medytacyjne pisemne albo nagrania do samodzielnego odsłuchania działają u ciebie lepiej niż żywy prowadzący?
Zdecydowanie nagrania lepiej niż żywy prowadzący. Mogę zatrzymać, przewinąć, odsłuchać fragment kilka razy. Ale jest jeden problem z nagraniami - prawie każde zaczyna się od 'rozluźnij ciało, poczuj jak oddech przepływa'. I to jest właśnie ta instrukcja która u mnie nie działa na wejściu. Potrzebuję czegoś wcześniej.
Leokadia, a co jest 'wcześniej' w praktyce? Opisywałaś kamienie, mantrasy z liczbą powtórzeń. Ile czasu to trwa zanim jesteś gotowa na tę 'właściwą' część? I czy to jest stałe, czy zależy od dnia?
To co teraz opisujesz to jest ważne zdanie - 'to też jest coś'. Bo w wielu tradycjach medytacyjnych jest takie rozróżnienie między przygotowaniem a właściwą praktyką, a to rozróżnienie jest trochę sztuczne. Kto zdecydował, że właściwa jest ta część z zamkniętymi oczami i cichym siedzeniem?
Przy kamieniach jestem naprawdę tam. To jest właśnie ta osobliwość której nie umiałam wcześniej opisać. Przy sortowaniu odpływam mniej niż przy siedzeniu z zamkniętymi oczami. Może dlatego że ręce i oczy są zajęte, więc nie ma wolnych zasobów na błądzenie.
To co Leokadia napisała o wolnych zasobach - to brzmi bardzo logicznie, ale czy to oznacza, że potrzebuje więcej bodźców żeby się skupić, a nie mniej? Bo to jest dość odwrotne od tego co mówi się o medytacji.
Ja mam analogiczne pytanie do Dzidki - bo zastanawiam się, czy ta rozmowa nie buduje trochę za ostrego podziału 'autystyczne kontra nie'. Może to jest spektrum które dotyczy nas wszystkich, tylko różnie wyraźne? Nie chcę umniejszać doświadczeniu Leokadii, ale zastanawiam się czy szukamy różnicy tam gdzie jest różnica stopnia.
Leokadia, to co opisujesz o braku adaptacji jest dla mnie kluczowe. Bo u mnie cisza też bywa trudna, ale jeśli siedzę kilka razy, to w końcu mózg się do niej przyzwyczaja. Ty mówisz, że u ciebie tego nie ma. To jest jakościowa różnica, nie tylko ilościowa, i to chyba odpowiada na pytanie Dominiczki.
Ale właściwie - co to znaczy, że wchodzi przeciążenie? Leokadia, czy możesz to jakoś opisać z zewnątrz? Tzn. jak to wygląda, jak zaczyna się przeciążenie podczas próby siedzenia w ciszy? Coś fizycznego, myślowego?
To co opisujesz brzmi jak aktywacja układu nerwowego w tryb obronny. Czytałam o tym w kontekście terapii sensorycznej. Tylko zastanawiam się - czy kamienie i mantry naprawdę regulują ten stan, czy tylko go odraczają?
Leokadia, a czy próbowałaś kiedyś prowadzić te notatki bardziej szczegółowo? Nie jako zadanie domowe, tylko właśnie żeby to sprawdzić? Bo to co teraz powiedziałaś o tym że nie wiesz - mnie zastanawia czy odpowiedź by coś zmieniła w tym jak praktykujesz.
Wracam do tego co mówiła Terenia o jakości uwagi. Leokadia powiedziała, że przy kamieniach jest 'naprawdę tam'. Ale chcę zapytać - czy ta obecność zmienia coś po praktyce? Tzn. czy czujesz się inaczej po sortowaniu niż przed? I jak to opisać?
Tak, zdecydowanie. Po sortowaniu jest ciszej w środku. Trudno to precyzyjniej opisać, bo to nie jest 'szczęście' ani 'spokój' w popularnym sensie. Bardziej jakby zmniejszył się kontrast. Wszystko jest nadal obecne, ale nie nakłada się na siebie w taki sam sposób.
To co napisałaś o zmniejszeniu kontrastu - czy to jest podobne do tego co opisuje się jako 'equanimity' w buddyjskiej terminologii? Pytam bo to słowo zawsze wydawało mi się abstrakcyjne, a teraz myślę, że twój opis jest bardzo konkretnym przykładem.
Regulacja kontra wyciszenie - to mi daje do myślenia. Bo większość instrukcji medytacyjnych które znam jest nastawiona na wyciszenie jako cel. A to co opisujesz sugeruje, że cel może być inny i że to jest całkowicie uprawnione. Czy ktoś zna tradycję która wprost mówi o regulacji zamiast wyciszeniu?
Właśnie o to mi chodziło wcześniej kiedy pytałam o wspólnotę. Bo jeśli Leokadia wypracowała coś czego nie ma w żadnej tradycji którą zna Terenia - to jak to zweryfikować? Jak wiedzieć, że to jest praktyka duchowa a nie mechanizm radzenia sobie który wygląda jak praktyka?
Właśnie to mnie tutaj zatrzymuje. Bo sama mam rytuały które zaczęły jako radzenie sobie z lękiem, a gdzieś po drodze stały się czymś głębszym. Nie wiem kiedy nastąpiło przejście. Leokadia, czy ty to w ogóle rozróżniasz we własnej praktyce?
I to jest chyba najważniejsza rzecz jaką napisałaś przez cały ten wątek. Naprawdę. Nie dlatego że rozwiązuje pytanie o definicje - bo nie rozwiązuje. Ale dlatego że pokazuje, że można budować praktykę od własnego centrum, a nie od cudzej instrukcji. Tylko mam jedno pytanie do reszty: czy my tu nie robimy czegoś odwrotnego? Tzn. czy nie próbujemy mimo wszystko przypisać jej praktyki do jakiejś tradycji, żeby się upewnić że to 'legalne'?
...tylko mam pytanie do Leokadii i do wszystkich: czy budowanie praktyki 'od własnego centrum' to jest coś, co da się przekazać? Tzn. czy jest tu jakaś powtarzalna droga, czy każdy musi tę ścieżkę wymyślić od nowa?
