A czy można celowo budować nowe skojarzenie z zapachem który już coś ci kojarzy, czy to zawsze będzie walka z tym pierwszym? Pytam bo mam lawendę i w dzieciństwie kojarzyła mi się z babcią, teraz chcę z nią medytować i nie wiem czy to problem.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale czytam i mam pytanie trochę osobiste. Czy zapachy które wspomagają wyciszenie mogą też pomagać przy medytacji kiedy się przeżywa coś trudnego? Pytam bo ostatnio mam sporo w głowie i zastanawiam się czy to ma w ogóle sens siadać do medytacji z aromaterapią w takim stanie czy to tylko dla tych co już mają spokój.
Słuchajcie, a czy ktoś miał w ogóle negatywne doświadczenie z zapachem przy medytacji? Znaczy że zapach zamiast pomóc, wywołał coś nieprzyjemnego, czy tylko po prostu nie działał?
Celestyn, to jest ciekawe bo mirra pojawia się w literaturze jako coś wyciszającego i duchowego, a ty masz z nią dokładnie odwrotne doświadczenie. Zastanawiam się teraz czy to nie jest ważniejszy argument za słuchaniem siebie niż za jakimkolwiek podziałem na zapachy aktywizujące i wyciszające.
To co Celestyn mówi o mirze jest dla mnie naprawdę ważną obserwacją. Właśnie po to chyba jest ta rozmowa, żeby zbierać takie przypadki gdzie literatura mówi jedno, a nos i ciało mówią coś zupełnie innego. Zastanawiam się teraz czy ktoś ma podobną historię z innym zapachem, to znaczy takim który jest powszechnie polecany, a u danej osoby wywołał coś nieoczekiwanego?
Ja mam. Bergamotka, wszędzie opisywana jako rozjaśniająca i ułatwiająca skupienie, u mnie po prostu nie działa. Nie wywołuje nic nieprzyjemnego, ale jakby był przezroczysty. Siedzę, czuję go, i nic. Żadnej zmiany w jakości sesji. Może to kwestia indywidualnej wrażliwości na konkretne nuty?
Wracając do tego co Mlecznia powiedziała o słuchaniu siebie zamiast podziałów na zapachy 'dobre' i 'złe' do medytacji, to jest chyba najrozsądniejsza rzecz w tej dyskusji. Ale chcę dopytać, bo to nie jest takie proste, jak odróżnić że zapach ci 'nie służy' od tego że po prostu nie lubisz go estetycznie? Bo to są dwie różne sprawy.
Słuchajcie, to jak ja mam w ogóle zacząć jeśli każdy zapach może działać inaczej w zależności od dnia, nastroju, czy tego czy był w mieszance czy nie? Trochę mnie to przytłacza. Czy jest chociaż jeden olejek który większość z was uznałaby za w miarę bezpieczny start?
A mam pytanie które może być trochę z innej beczki, ale czy nie jest tak że my generalnie za bardzo komplikujemy ten temat? Stare tradycje medytacyjne, zen na przykład, nie używają aromaterapii i jakoś to działa od wieków. Może zapachy to po prostu wygoda dla ludzi z zachodu którzy nie potrafią siedzieć bez wspomagaczy?
Dziękuję za odpowiedź Kometce wcześniej, naprawdę pomogło mi to inaczej spojrzeć. Próbowałam ostatnio z lawendą i było zupełnie inaczej niż bez niczego. Nie wiem jak to opisać, ale jakby głowa trochę zwolniła. Czy to może być właśnie ten efekt zakotwiczenia który wcześniej opisywałyście, czy za wcześnie na takie wnioski?
