Wracam do tego co mnie najbardziej nurtuje, czyli nagłe dźwięki. Nikt mi nie odpowiedział co robić kiedy sąsiad trzaśnie drzwiami i dosłownie podskakuję. Czy ciało jakoś z czasem przestaje tak reagować? Bo to nie jest kwestia nastawienia tylko odruchu.
Słuchajcie, ja mam proste pytanie, może trochę z boku. Czy wy medytujecie z zamkniętymi oczami czy otwartymi? Bo jak otwarte to może ten nagły dźwięk nie jest aż takim szokiem bo człowiek jest trochę bardziej w kontakcie z otoczeniem? Próbowałem raz z otwartymi i czułem się głupio ale może warto.
Ja medytuję z otwartymi od jakiegoś czasu i faktycznie mam poczucie że jestem mniej 'wystrzelona' z powrotem do rzeczywistości kiedy coś się dzieje, bo jestem już trochę w niej. Czy to jest moja racjonalizacja czy ktoś miał podobnie?
To ciekawe co piszecie o oczach, ale czy to nie sprawia że zamiast skupiać się na oddechu zaczynacie śledzić wzrokiem co się dzieje w pokoju? Bo jak ja próbuję z otwartymi to widzę kurz na półce i zaczynam myśleć żeby posprzątać.
Dobra, a wracając do sedna, bo trochę odpłynęliśmy. Ja wciąż nie wiem jak mierzyć postęp. Granacik pisała że jest jakaś pauza przed reakcją, Jaskier pyta o trzaśnięcie drzwiami, Kminek mówi o habituacji. Ale co jeśli po kilku tygodniach nie mam ani pauzy ani habituacji ani nic? Czy to znaczy że robię coś źle?
A ja mam pytanko, bo sama używam muzyki, to znaczy że robię ble? Bo mnie ona pomaga nie uciekać myslami, bez niej zupelnie mi odpływa uwaga co chwile.
Ja myślę że muzyka to nie jest od razu błąd, bo każde podejście jest inne i dla części osób to może być dobry start. Sam Kminek mówiła chyba wcześniej o prostocie, a muzyka może upraszczać na początku przez to że daje punkt skupienia. Chociaż mam podobne przeczucie co Kminek, że jak chodzi o hałas to muzyka jest omijaniem problemu a nie rozwiązaniem.
Słuchajcie, ja jestem tu bardziej obserwatorem, ale mam pytanie do Kminki. Mówiłaś wcześniej o habituacji i że ciało reaguje mniej na dźwięki które się powtarzają. Ale czy to dotyczy też muzyki? Czyli jeśli medytuję z muzyką długo, to czy ta muzyka w końcu przestaje przeszkadzać czy przestaje pomagać?
Och, to naprawdę ciekawa rozmowa, dziękuję wam wszystkim za taki wkład. Mam małe pytanko, może trochę z boku, ale jak ktoś mieszka z dziećmi to czy w ogóle ma szansę znaleźć chwilę bez nagłych dźwięków? Bo moje dzieci potrafią wejść w połowie i to jest gorsze od sąsiada Jaskier.
A wracając do tego co Kminek powiedziała o mojej muzyce, że to może być unikanie, to mam pytanie do wszystkich którzy nie używają muzyki. Jak wy w ogóle zaczynacie? Bo jak siadam w ciszy to pierwsze co słyszę to własne myśli i to jest gorsze niż jakikolwiek hałas z zewnątrz.
Dokaldnie to samo! Chcę obserwować i nagle jestem w środku myśli i planuje cały następny dzień. Jak się w ogóle zatrzymuje na tym obserwowaniu zamiast wchodzenia?
Dobra, bo tu kilka osób naraz pyta o to samo i to jest ważna rzecz. Obserwowanie myśli to nie jest patrzenie na myśl z zewnątrz, to jest po prostu zauważenie że myśl jest, zamiast bycia przekonanym że to ważna informacja do przetworzenia. Jak myślisz o chlebie, czy wiesz że myślisz czy już jesteś w planie zakupów?
Mnie to co Kminek napisała bardzo pomogło, ale mam jedno pytanie bo nie rozumiem. Mówisz że zauważenie to jeszcze nie wchodzenie, ale co po tym zauważeniu? Wracam do oddechu od razu czy jest jakiś krok pośredni?
Ale czy nie jest tak że jak jesteś z zamkniętymi oczami i skupiasz się na oddechu, to każdy nagły dźwięk robi jeszcze większy chaos właśnie dlatego że umysł i tak błądzi między myślami a oddechem, i dźwięk dodaje trzeci front? Czy to ma sens co mówię?
Przepraszam że wchodzę, ale mam pytanie do Welesa bo nie rozumiem. Mówiłeś o 'rodzaju skupienia', to co to znaczy w praktyce? Bo jak siedzę i próbuję się skupić to nie wiem na ile opcji skupienia w ogóle mam wybierać.
Ja też nie rozumiem tej różnicy, ale może to właśnie jest odpowiedź na to z czego wychodzi cały wątek, czyli hałas w środowisku. Może różne rodzaje skupienia reagują inaczej na dźwięki? To by tłumaczyło czemu jedni mają problem a inni mniej.
To co Porewit napisał brzmi sensownie, ale jak mam wybrać rodzaj skupienia skoro nie wiem jeszcze który mi pasuje? Czy jest jakiś sposób żeby to sprawdzić, czy trzeba po prostu próbować wszystkiego i patrzeć co wychodzi?
Ja myślę że ta rozmowa trochę za bardzo weszła w teorię i może warto ją ściągnąć z powrotem do pytania Kminki o tę częstotliwość u Egzorcystki. Bo ja sama ćwiczę regularnie od jakiegoś czasu i mam wrazenie że regularnosc robi więcej niż technika. Ale może sie myle, co myslicie?
Ja myślę że ta rozmowa trochę za bardzo weszła w teorię i może warto ją ściągnąć z powrotem do pytania o tę częstotliwość u Egzorcystki. Bo ja sama ćwiczę regularnie od jakiegoś czasu i mam wrazenie że regularnosc robi więcej niż technika. Ale może się mylę i chętnie posłucham co inni myślą.
Dobra ale ja nadal nie wiem co zrobić z tymi myślami w ciszy. Regularność to jedno, ale jak nie mogę usiąść dłużej niż dwie minuty bez wchodzenia w planowanie dnia, to ile razy mam to powtarzać żeby coś się zmieniło?
Ale czy ta stała pora działa też kiedy jesteś w głośnym miejscu? Bo mi się wydaje że regularność może pomóc z myślami, ale czy pomaga z hałasem zewnętrznym, który jest nieprzewidywalny? To są chyba dwa różne problemy.
To są faktycznie dwa różne mechanizmy, chociaż powiązane. Regularność buduje rodzaj progów uwagi, przez co zarówno myśli jak i dźwięki zewnętrzne mają mniejszą siłę przebicia. Ale nie powiedziałbym że jedno rozwiązuje drugie automatycznie.
Ja też nie rozumiem tego progu, ale zanim Weles odpowie, to chciałam zapytać Kryski, bo napisała że ciało zaczyna wiedzieć że zaraz medytacja. Jak to wygląda u ciebie konkretnie? Bo ja siadam i ciało absolutnie o niczym nie wie.
To co Kryska opisuje brzmi jak coś w rodzaju warunkowania, tak jak Pawłow z psem. Zastanawiam się czy to działa też w głośnym miejscu, czy ten 'sygnał' dla ciała musi być powtarzalny żeby działał, a hałas go zaburza.
A co jeśli nie masz stałego mejsca bo mieszkasz z rodziną i w każdym pokoju ktoś jest? Ja dosłownie nie mam gdzie usiąść żeby było ciche i moje. Łazienka to jedyne miejsce i to na pięc minut.
Ale łazienka to chyba nie jest złe rozwiązanie jeśli daje tę chwilę? Mnie bardziej ciekawi co zrobić z hałasem który przechodzi przez ściany, bo u mnie sąsiad słucha telewizji i to się dosłownie słyszy przez ścianę nawet w łazience.
To co Nekromantka opisuje z szumem wody to jest właściwie biały szum, tylko naturalny. Ja używam tego samego efektu ale przez telefon. Mam nagranie deszczu i to kompletnie przykrywa odgłosy z zewnątrz, włącznie z psem sąsiadów który szczeka o każdej porze.
