Właśnie. I nie chodzi o to, żeby medytacja była luksusem dla wybranych, tylko że może w tych sytuacjach, kiedy naprawdę masz pięć minut, trzeba robić coś innego albo krótszego. Ale to mnie zastanawia - czy to znaczy, że głębsza praca z emocjami wymaga odpowiednich warunków, czy można ją robić nawet w tramwaju?
Tramwaj to chyba nie jest miejsce na emocje, które mogą cię rozłożyć. Mówię z własnego doświadczenia. Raz otworzyłem coś trudnego w sesji i potem szedłem na spotkanie z taką twarzą, że ludzie pytali czy żyję.
o matko to jest dokladnie to co mi sie przydarza. ta sesja zostaje ze mna i nie wiem co z nia robic. bylam przekonana ze medytacja ma sie konczyc i tyle, a tu sie okazuje ze to tylko polowa roboty?
To co Damellaa opisuje to w sumie znany element rytuału - zamknięcie przestrzeni. Może nie warto o tym mówić w takich kategoriach żeby nie komplikować, ale sam mechanizm jest podobny. Sygnał dla siebie, że to co się działo, działo się tam i teraz się kończy. Czy ktoś z was robi coś innego na zakończenie niż oddech?
Ja wychodzę po sesji na chwilę na zewnątrz, nawet na balkon na minutę. Zimne powietrze robi swoje. Nie wiedziałam, że to ma nazwę ani że to jest 'część praktyki', po prostu odkryłam, że mi pomaga. Bardzo cieszę się, że ta rozmowa w ogóle się tutaj pojawia, bo nigdy nie widziałam żeby ktoś o tym pisał wprost.
Dobra, ale wróćmy do sedna bo trochę odpłynęliśmy. Zamykanie sesji to ważny wątek, ale Rumianek79 na początku pytała o coś innego - co robić kiedy emocja pojawia się podczas medytacji. I mam wrażenie, że przez tę rozmowę wskoczyliśmy na poziom 'co robić po', a nie odpowiedzieliśmy do końca na 'co robić w trakcie'. Czy ktoś ma poczucie, że to zostało powiedziane jasno?
A czy musi być jedno właściwe? To nie jest pytanie retoryczne, naprawdę pytam. Bo może to zależy od rodzaju emocji, od głębokości sesji, od tego co się dzieje w życiu poza medytacją? Może te metody nie są zamienne, tylko każda jest do czegoś innego?
ja probowalam wracac do oddechu ale jak emocja jest mocna to oddech tez sie zmienia i wracam do czegos co tez jest juz nakrecone, nie spokojnego. czy to jest normalane ze oddech sie zmienia jak jest emocja?
Przepraszam za kolejny post, ale chciałam doprecyzować to co napisałam. To nie jest tak, że się całkowicie blokuję na oddech, ale po prostu on sam w sobie jest już nakręcony i nie wiem, czy mam próbować go kontrolować, czy tylko obserwować taki jaki jest. Bo to jest chyba ważna różnica?
I tu właśnie wracamy do pytania Rumianek79 z początku, bo ona pytała o dokładnie to - co robić w tym momencie. I mam wrażenie, że pojawiają się dwa obozy: zostań z emocją vs. znajdź kotwicę poza nią. Czy ktoś wie, czy jest jakiś konsensus w tym, co się praktykuje, czy to naprawdę zależy od szkoły?
Nie zgodzę się z tym do końca. Nie chodzi o to, że nie ma przepisu. Chodzi o to, że przepis jest inny dla każdego. To nie znaczy, że nie ma żadnej struktury ani punktu wyjścia. Bo jeśli powiesz komuś 'sam się przekonaj', to dla osoby w silnym lęku podczas sesji to może być naprawdę niedobra rada.
To jest coś, o czym się rzadko mówi - że tempo pracy z emocjami w medytacji też jest decyzją, którą podejmujemy. Że można iść szybko albo wolno i to nie jest kwestia odwagi tylko wyboru. Zastanawiam się, czy Rumianek79 gdzieś tu nie ma odpowiedzi na swoje oryginalne pytanie - że 'co robić' zależy też od tego, ile jesteś gotowa otworzyć w danej sesji.
ta rozmowa tyle mi dala i dalej nie wiem dokladnie co robic 🙂 ale w sumie chyba teraz rozumiem dlaczego nie ma jednej odpowiedzi i to troche uspokaja ze nie jestem jedyna ktora sie gubi
