Forum

Asystent AI
Zmiany w przyrodzie...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Zmiany w przyrodzie a magia - pory roku i ich wpływ na pracę

Strona 1 / 2

Wpisy: 643
Rozpoczynający temat
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

Zastanawiam się ostatnio, czy ktoś jeszcze czuje, że praca magiczna po prostu... staje się niemożliwa w pewnych momentach roku? Nie mówię o braku chęci, tylko dosłownie o tym, że coś nie idzie. Próbujesz zainicjować rytuał, a jakbyś robiła to przez szybę. U mnie tak bywa późną jesienią, gdzieś między końcem października a grudniem. Nie ma przepływu, nie ma skupienia, wszystko jakby ociężałe. I zastanawiam się, czy to przyroda daje wyraźny sygnał, żeby odpuścić i po prostu przeczekać, czy może to ja coś robię nie tak akurat w tym czasie. Bo słyszałam różne podejścia - jedni mówią, że zima to wręcz idealny czas na rytuały głębokiej intencji, inni że natura śpi i my powinniśmy robić to samo. Jak wy to odczuwacie?


Odpowiedz
121 odpowiedzi
Wpisy: 720
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Dokładnie to samo mam z pierwszymi tygodniami po przesileiu letnim. Niby słońce w zenicie, energia powinna być na maksa, a moje runy leżą i patrzą. Raz próbowałam zrobić cokolwiek w lipcu i naprawdę miałam wrażenie, że ciągam coś przez błoto. Czy to może być kwestia tego, że latem wszystko już jest w szczytowym momencie i nie ma dokąd rosnąć? Że magia działa lepiej na wznoszeniu niż na plateau?


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Mam odwrotnie i przez długi czas myślałam, że coś ze mną nie tak. U mnie właśnie grudzień i styczeń są absolutnie najlepsze do pracy z przedmiotami, z kryształami, z jakimikolwiek amuletami. Cisza, ciemność, coś jakby skupia się w jednym miejscu zamiast się rozprzestrzeniać. Ale wiosną mam totalny chaos - niby powinnam być pełna werwy, a tymczasem każdy rytuał się rozsypuje po kwadransie bo myślę już o pięciu innych rzeczach. Może to kwestia temperamentu, nie kalendarza?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 643

@Paprotka a to bardzo ciekawe, bo sugerujesz że może być jakaś indywidualna zgodność z porą roku, jak w astrologii z ascendentem czy dominującym żywiołem. Też miałam tę myśl - jestem ziemią, więc może jesienią, kiedy ziemia dosłownie zasypia, ja też. Ale to dość luźna hipoteza. Ciekawi mnie, czy ktokolwiek świadomie próbował dopasowywać rodzaj pracy do pory roku i naprawdę trzymał się tego przez dłuższy czas. Nie jednorazowo, ale przez kilka cykli.


Odpowiedz
Wpisy: 624
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Problem z tym, że większość tradycji, które mówią o cyklach rocznych w magii, opiera się na klimacie i rolnictwie konkretnego regionu - głównie Europa północno-zachodnia. Cały ten sabatowy koło roku, Samhain jako czas przejścia, Imbolc jako przebudzenie - to ma sens jeśli mieszkasz w Irlandii albo Szkocji, gdzie zima naprawdę jest mrokiem i śmiercią. W Polsce mamy kontynentalne zimy, ale też na przykład prawosławny wschód kraju z zupełnie inną kulturą duchową. Więc zanim ktokolwiek powie że "jesień to czas wyciszenia w magii" - pytam skąd ta wiedza pochodzi i dla kogo była pisana.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 720

@Jasiek98 no dobra, ale to nie musi być wiedza z konkretnej tradycji, żeby mieć sens. Ja nie odwołuję się do żadnych sabatów, po prostu obserwuję siebie i swoje rytuały od kilku lat i mam dość wyraźny wzorzec. Może to jest bardziej fizjologia niż kosmologia? Mniej słońca, mniej serotoniny, mniejsza energia mentalna - to przekłada się bezpośrednio na jakość skupienia podczas pracy. Nie musisz wierzyć w żadne bóstwa leśne, żeby to zaobserwować.


Odpowiedz
(@zaklinaczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 438

@Jasiek98 A ja się zastanawiam nad tym co powiedział Jasiek o tradycjach i ich kontekście geograficznym. Bo rzeczywiście - my często korzystamy z materiałów, które powstawały gdzieś indziej i dla kogoś innego. Ale z drugiej strony, skoro mamy swoje obserwacje, które są powtarzalne rok po roku, to może to wystarczy? Pytam bo sama używam głównie tarota i też czuję różnicę w czytaniach zależnie od pory roku, ale nigdy nie próbowałam tego usystematyzować. Może warto zacząć prowadzić jakiś dziennik z datami.


Odpowiedz
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 624

@Zaklinaczka dziennik magiczny to jedno z niewielu rzeczy, co do których nie mam zastrzeżeń w tej dyskusji. Serio. Własne obserwacje przez kilka lat to jedyne co ma realne podstawy, bo twój czas, twoje miejsce, twoje ciało. Ale właśnie o to mi chodzi - większość ludzi nie prowadzi takich zapisów i zamiast tego sięga po gotowe schematy, które mówią "teraz czas sadzić, teraz czas zbierać". To jest wygoda, nie wiedza.


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie zanim cokolwiek powiem: kiedy mówicie że "rytuał się nie udał" albo że "nie ma przepływu" - co dokładnie macie na myśli? Bo dla mnie to dwa zupełnie różne stany. Jedno to dyskomfort podczas pracy, drugie to brak efektu po. Które z tych dotyczy waszych obserwacji sezonowych?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 643

@Kunia dobre pytanie i sama nie byłam z siebie pewna odpowiedzi. Chyba oba, ale nie zawsze razem. Dyskomfort i brak skupienia - to jesień. Brak efektu - to bardziej letnie rozmycie, o którym pisała Monisia. Może to faktycznie dwie różne kwestie, które błędnie traktuję jako jeden problem.


Odpowiedz
Wpisy: 524
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja mam trochę inne pytanie do tego wątku - co z przerwami z innych powodów niż pory roku? Byłam chora przez kilka tygodni i kompletnie nic nie robiłam, bo fizycznie nie mogłam. Potem wróciłam do swoich rzeczy i coś było nie tak, ale nie wiem czy to był "koszt" przerwy, czy po prostu byłam jeszcze słaba i nie zauważyłam. Czy przerwa w ogóle cokolwiek robi z pracą magiczną, czy to tylko nasze wyobrażenie że musi?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Bluszczyk z tym wracaniem po chorobie to jest specyficzna sprawa. Ciało przez chorobę mocno sprowadza uwagę do siebie - bóle, gorączka, zmęczenie. To nie jest neutralny stan wyjściowy do czegokolwiek wymagającego skupienia. Myślę że w twoim przypadku pytanie nie powinno brzmieć "czy przerwa zaszkodziła" tylko "czy byłam gotowa wracać". Co ty sądzisz o tym? Czułaś że jesteś gotowa, czy wróciłaś bo już minęło dość czasu?


Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Otylka szczerze? Wróciłam bo tęskniłam i chciałam sprawdzić czy wszystko w porządku. Nie zastanawiałam się nad gotowością. I właśnie może to był błąd. Tzn. może nie błąd, ale może za wcześnie.


Odpowiedz
Wpisy: 697
(@tamarka-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

a nie myśleliście że to może też chodzić o planety? Bo astrologia transytów bardzo wyraźnie pokazuje kiedy na przykład Merkury retrograde albo Saturn wchodzi w coś trudnego - i to dokłanie wtedy mam wrażenie że ni c mi nie wychodzi. Nie tylko w magii, ale w ogóle. Przerwa wymuszona przez retrograda to chyba nie to samo co przerwa z lenistwa 🙂 Choć co do lenistwa to mam swoje zdanie...


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Tamarka.2 no właśnie, powiedz o tym lenistu bo mnie też to gryzie. Ja mam okresy że pół roku nic nie robię i potem wracam i jest okej. Zastanawiam się czy to w ogóle ma znaczenie - nie robić nic przez długi czas z czystej niechęci, nie z choroby, nie z retrograda, po prostu dlatego że nie ma się ochoty. Czy to "kosztuje" cokolwiek, czy nie?


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

To jest właściwie sedno całego tematu i mało kto to mówi wprost: przerwa z lenistwa to po prostu przerwa. Nie ma w niej żadnej kary wbudowanej. Rytuał to nie subskrypcja, nie traci ważności jeśli nie logujesz się co tydzień. Pytanie jest inne - co chcesz robić z tą pracą i czy przerwa zmieniła twoją intencję, kontekst, stan emocjonalny. Bo to zmienia wynik, nie sama przerwa jako taka.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 375

@Kunia Przepraszam że wchodzę w środku, ale to co napisała Kunia brzmi dla mnie logicznie nawet z perspektywy czakr. Jeśli wracasz po przerwie i masz inną energię - niekoniecznie lepszą ani gorszą, po prostu inną - to rytuał który robiłaś przed przerwą może w ogóle nie pasować do tego co teraz potrzebujesz. Zastanawiam się, czy nie powinno się wtedy zaczynać od czegoś innego niż się skończyło, zamiast kontynuować z miejsca przerwy?


Odpowiedz
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 643

@Tosia93 to akurat bardzo trafna obserwacja. Kiedyś robiłam błąd kontynuowania tam gdzie skończyłam, jakby przerwy nie było. A potem zastanawiałam się czemu coś zgrzyta. No bo zgrzytało - ja byłam już w innym miejscu, a rytuał był zaplanowany pod poprzednią siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 639
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wracając do kwestii pór roku, bo trochę odpłynęliśmy - istnieje dość stary podział w tradycji hermetycznej na pracę "aktywną" i "receptywną" i on całkiem dobrze koresponduje z cyklem słonecznym, ale nie w sposób jaki zwykle się przedstawia. Nie chodzi o to że wiosną działasz a zimą odpoczywasz. Chodzi o to że w określonym czasie łatwiej jest wysyłać intencję w świat, a w innym czasie łatwiej ją kształtować wewnętrznie. Zimowe rytuały w tej optyce nie są słabsze, one są po prostu inaczej skierowane. Praca z przedmiotami, z formą, z symbolem materialnym - to jest domena czasu zamkniętego, ciemnego. Letnia praca to projekcja na zewnątrz. Kiedy ktoś mówi że latem nic mu nie wychodzi, to może robić pracę receptywną zamiast projektywnej, i stąd uczucie że coś blokuje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 728

@Heliotrop to jest dokładnie to co próbowałam powiedzieć na początku ale nie umiałam tego tak nazwać. Zimą mi wychodzi praca z przedmiotami właśnie, kształtowanie, ładowanie, konstruowanie czegoś fizycznego. Latem - jeśli w ogóle coś robię - to bardziej medytacje, otwieranie, oddawanie. Ale to przyszło samo z obserwacji, nie z żadnej lektury. Ciekawe że to ma swoją nazwę.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam to z pewnym sceptycyzmem, bo jestem tu raczej z ciekawości - ale właśnie ta rozmowa jest ciekawa, bo mówicie o własnych doświadczeniach a nie o tym co "powinno" być. Mam pytanie do Heliotropa: skąd to rozróżnienie na aktywną i receptywną pochodzi? Z konkretnego tekstu czy to jest bardziej wspólna wiedza w tych kręgach?


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Marlenka50, konkretne źródła to głównie tradycja hermetyczna siedemnasto- i osiemnastowieczna, ale pojęcie to jest starsze - można je prześledzić do pism neoplatońskich, gdzie rozróżniano pracę "ergatyczną" czyli wytwórczą i "katoptyczną" czyli odbiorczą, lustrzaną. W kontekście magicznym to rozróżnienie dobrze opisuje coś co praktykujący i tak zwykle czują intuicyjnie, tylko nie mają na to nazwy. Aktywna - projektujesz intencję na zewnątrz. Receptywna - otwierasz się na to co przychodzi. I teraz cały trick polega na tym, że cykl słoneczny wpływa na to które z tych dwóch stanów przychodzi nam łatwiej, nie na to które "wolno" robić. Tej różnicy się często nie robi.


Odpowiedz
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 361

@Heliotrop okej, to rozumiem. Ale mam następne pytanie, bo jestem tu laik absolutny - skąd masz pewność że ta korelacja ze słońcem jest prawdziwa, a nie po prostu że ludzie sami sobie tłumaczą własne nastroje przez dostępny im schemat? Zimą czuję się śpiąca, więc mówię że to czas receptywny, i gotowe. Ale może po prostu brakuje mi witaminy D?


Odpowiedz
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 624

@Marlenka50 i właśnie to jest uczciwe pytanie. Serio. Większość tego co tutaj mówimy można zredukować do fizjologii, chronobiologii i sezonowych zmian hormonalnych. Kortyzol, melatonina, serotonina - to wszystko się zmienia z ekspozycją na światło. Nie trzeba żadnej hermetyki żeby wyjaśnić dlaczego zimą mamy mniej energii. Pytanie jest inne - czy to w ogóle ważne czy mechanizm jest "mistyczny" czy fizjologiczny, jeśli efekt jest ten sam?


Odpowiedz
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 720

@Jasiek98 No właśnie, Jasiek po raz pierwszy mówi coś z czym się w pełni zgadzam. To nie są wzajemnie wykluczające się wyjaśnienia. Jeśli moje ciało zimą jest w trybie "mniej", to rytuały wymagające dużego wydatku energii po prostu będą trudniejsze - niezależnie od tego jak to nazwę. Może hermetyczne pojęcia to tylko elegantszy język na opis czegoś biologicznego.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Monisia76 ale tu się nie do końca zgodzę. Redukcja do biologii jest wygodna, ale nie tłumaczy wszystkiego. Mam własne obserwacje które nie pokrywają się z moim ogólnym samopoczuciem sezonowym - bywało tak, że fizycznie czułam się świetnie, słońce, aktywność, a praca szła jak przez mgłę. I odwrotnie. Jeśli to tylko fizjologia, to te dwa stany powinny iść razem.


Odpowiedz
(@tamarka-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 697

@Kunia właśnie to o czym mówi Kunia jest dla mnie dowodem że planety jednak coś robią. Bo tranzyt Saturna przez twój ascendent albo dom szósty to jest coś zupełnie innego niż sezon. Saturn może nadejść w lipcu i być dosłownie jak ściana. Nie widziałam żadnej korelacji między tym jak się czuję fizycznie a tym czy mam dobry czas na pracę magiczną. Ale z astrologią - owszem.


Odpowiedz
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 728

@Tamarka.2 a jak w ogóle stwierdzasz że konkretny tranzyt wpłynął na pracę? Bo to jest dokładnie ten problem o którym mówiła Marlenka - możemy przypisywać efekty temu co mamy aktualnie na uwadze. Masz kiepski tydzień i sprawdzasz wykres, i rzeczywiście Saturn na jakimś kącie. Ale czy sprawdzasz równie skrupulatnie kiedy jest dobrze?


Odpowiedz
(@tamarka-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 697

@Paprotka tak właśnie to robiłam przez ponad rok, zaznaczałam w dzienniku. I naprawdę nie wymyślam - korelacja była. Ale też masz rację że mogłam nieświadomie przykładać większą wagę do złych momentów. Ciężko się od tego uwolnić.


Odpowiedz
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 643

@Jasiek98 Wracam do tego co powiedział Jasiek o biologii i hermetyce, bo mnie to ciekawi inaczej. Zakładam że mechanizm nie jest ważny - że ważna jest funkcja. I w takim razie pytanie brzmi: czy rozumienie tej funkcji zmienia to jak pracujesz? Bo jeśli wiem że jestem zimą w trybie receptywnym, to zamiast siłować się z rzutowaniem intencji, robię coś innego. I to mi się faktycznie sprawdza.


Odpowiedz
Wpisy: 524
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Słyszę tę rozmowę i mam wrażenie że wy wszyscy macie jakieś wewnętrzne termometry, które to mierzą. A ja po prostu nie wiem kiedy jestem w którym trybie. Jak to w ogóle rozpoznać? Czy to jest coś co czujesz natychmiast, czy to raczej widać dopiero po czasie?


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Bluszczyk to naprawdę nie jest coś co od razu wiesz. Przynajmniej u mnie przez długi czas to wyglądało tak że dopiero po fakcie rozumiałam co się działo. Rytuał się nie klei, jest jakiś ciężar, potem patrzę wstecz i widzę wzorzec. Myślę że zanim zaczniesz to rozpoznawać na bieżąco, musisz mieć pewną ilość takich "po fakcie" analiz za sobą. Stąd ten dziennik o którym mówił Jasiek - to nie jest mistyczny artefakt, to po prostu zbieranie danych o sobie.


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Bluszczyk Bluszczyk pytała jak to rozpoznać w praktyce - dodam jedno konkretne ćwiczenie, które mi pomogło. Przed każdą pracą zadaję sobie pytanie: czy chcę teraz coś wysłać, czy chcę coś odebrać? Nie jako metafora, ale dosłownie - jaki jest kierunek mojej uwagi w tej chwili. Jeśli jest chaotyczny albo rozproszony, to żaden. I to już jest informacja. Nie trzeba wiedzieć jaka pora roku ani jaki tranzyt - wystarczy ten jeden test przed pracą.


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Heliotrop a co jeśli ta uwaga jest chaotyczna przez tydzień albo miesiąc? To po prostu nie pracujesz? Bo ja mam takie okresy i zastanawiam się czy powinnam siłować się ze skupieniem, czy po prostu odpuścić.


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Darka to zależy od tego czego szukasz w tej pracy. Jeśli szukasz efektu na zewnątrz - czekasz. Jeśli chcesz zrozumieć co się z tobą dzieje - to może być najlepszy moment właśnie, bo chaos jest szczery. Ale to już jest inna praca, nie ta którą miałaś zaplanowaną.


Odpowiedz
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 720

@Heliotrop To co mówi Heliotrop o kierunku uwagi jest sensowne, ale mam z tym jeden problem. Kiedy jestem zmęczona albo chora, moja uwaga jest zawsze "do środka" - skupiona na sobie, na ciele. Czy to znaczy że wtedy jestem naturalnie receptywna? Bo to by tłumaczyło czemu po chorobie wracam jakoś miękko, a nie z impetem.


Odpowiedz
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 728

@Monisia76 a to jest ciekawe rozróżnienie - receptywna w sensie magicznym, a receptywna w sensie "wyczerpana i skupiona na przetrwaniu" to chyba nie to samo, nie? Pytam serio, bo sama nie jestem pewna gdzie ta granica przebiega. Kiedy słyszę "pracę receptywną" to myślę o otwartości, uważności. A nie o tym że ledwo wstaję z łóżka.


Odpowiedz
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 643

@Paprotka dokładnie ta granica mnie też zawsze interesowała. Bo pasywność z wyczerpania to nie jest to samo co pasywność z gotowości. Jedno jest puste, drugie jest ciche ale obecne. I myślę że to właśnie jest sedno tego co Heliotrop próbuje opisać - receptywność wymaga pewnego zasobu, żeby w ogóle cokolwiek odbierać. Jak masz zero, to nie masz czym.


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Terenia62 To co opisuje Terenia jest dla mnie ważne - ta różnica między pustą pasywnością a ciszą z gotowości. Ale jak to sprawdzić w praktyce? Znaczy, siedząc ze sobą w jakimś trudnym momencie, skąd wiesz że to jest "cicha gotowość" a nie po prostu zmęczenie które sobie racjonalizujesz jako coś głębszego?


Odpowiedz
Wpisy: 375
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Mam pytanie do Otylki albo do kogokolwiek kto robił taki dziennik dłużej - czy wy tam piszecie tylko co robiliście, czy też jak się czuliście przed i po? Bo wydaje mi się że samo "zrobiłam rytuał w czwartek" niewiele mówi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Tosia93 u mnie to ewoluowało. Na początku pisałam co robiłam. Z czasem dodałam stan przed, stan po, i uwagi zewnętrzne - faza księżyca, pora roku, ogólne samopoczucie tamtego tygodnia. I dopiero wtedy zaczęły się rysować jakieś wzorce. Jeden rok to za mało. Naprawdę.


Odpowiedz
Wpisy: 438
(@zaklinaczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam podobnie z tarotem - jedyny sposób żeby cokolwiek z tego wynieść to prowadzenie zapisów przez dłuższy czas. Przestałam ufać pojedynczym odczytom jako miarodajnym, bo zbyt dużo zależy od dnia. Ale kiedy mam kilkadziesiąt wpisów z podobnego okresu roku, to widać czy coś się powtarza. Nie wiem czy to magia czy po prostu ja, ale to naprawdę działa jako system obserwacji.


Odpowiedz
Wpisy: 639
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

To jest jedno z ważniejszych pytań w całej tej dyskusji i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Ale powiem jak to u mnie wygląda - zmęczenie chce żebym znikła, schowała się, nie myślała. Gotowość natomiast jest bardziej jak zawieszenie, jakby skóra była bardziej przepuszczalna ale nie obolała. Różnica jest subtelna i naprawdę trzeba to poczuć kilka razy, żeby zacząć to odróżniać. I nadal czasem się mylę.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Heliotrop "skóra bardziej przepuszczalna" - to jest celne. Ja bym powiedziała podobnie, że w stanie gotowości jest jakieś napięcie uwagi, nie napięcie mięśni, ale coś jak nasłuchiwanie. Kiedy jestem po prostu wyczerpana, to jest cisza przez nieobecność. Tam nic nie czeka. Przy gotowości jest jakieś coś na progu.


Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Kunia a jak długo wam zajęło żeby w ogóle zacząć to rozróżniać? Bo czytam to i myślę, że u mnie to wszystko brzmi tak samo. Nie wiem czy jestem zmęczona czy gotowa, szczerze.


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Bluszczyk to jest bardzo uczciwe. Myślę że to nie jest coś co się "nauczysz" ze słuchania opisu - to trzeba po prostu zbierać własne punkty odniesienia. Stąd właśnie te dzienniki o których mówiłyśmy wcześniej. Bo kiedy masz dwadzieścia zapisów z różnych momentów, to zaczynasz widzieć własny wzorzec, niekoniecznie taki jak mój.


Odpowiedz
Wpisy: 375
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Mam pytanie trochę z innej strony - czy wy z tymi porami roku i trybami pracujecie też z czymś zewnętrznym, czyli z jakimiś fizycznymi markerami? Bo rozmawiacie o wewnętrznych odczuciach i rozumieniu siebie, ale zastanawiam się czy jest coś co pomaga zakotwić to w konkretnym kalendarzu albo rytmie przyrody, nie tylko w samopoczuciu.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 720

@Tosia93 u mnie takim markerem jest światło, dosłownie. Nie księżyc, nie kalendarz, ale moment kiedy widzę że dzień wyraźnie się skrócił albo wydłużył. Coś we mnie przestawia się na tyle, że to jest fizycznie odczuwalne. Zaczynałam od dat w kalendarzu, teraz bardziej ufam temu co widzę przez okno.


Odpowiedz
(@tamarka-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 697

@Monisia76 to co mówi Monisia ma sens, ale mnie się zdarza że zupełnie nie jestem zsynchronizowana z porą roku w tym sensie. Tranzyt neptuna przez ascendent i w środku zimy czuję się jakby był maj, albo odwrotnie - piękny czerwiec i ciągnie mnie żeby siedzieć w domu i nie robić nic. Więc to dla mnie nigdy nie jest tak proste jak pory roku.


Odpowiedz
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 624

@Tamarka.2 co rozumiesz przez "czuć się jakby był maj"? Bo brzmi to jak nastrój, a nie jak stan gotowości do pracy. Pytam bo robisz tu skok między dwiema różnymi rzeczami - między subiektywnym samopoczuciem a jakością pracy magicznej. To nie musi być to samo.


Odpowiedz
(@tamarka-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 697

@Jasiek98 masz rację że mogę mieszać. Dla mnie to jest połączone - kiedy jestem w takim "majowym" trybie niezależnie od pory roku, praca idzie inaczej. Szybciej, jakby z mniejszym oporem. I to koreluje bardziej z tranzytami niż z kalendarzem. Ale może rzeczywiście nie oddzielam samopoczucia od efektu.


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wracając chwilę do Tosi i jej pytania o zewnętrzne markery - ja faktycznie używam kilku. Faza księżyca to jedno, ale też zaczęłam zwracać uwagę na to kiedy przyroda robi coś wyraźnego: pierwszy przymrozek, pierwsze długie wieczory, pierwsze śpiewanie ptaków o świcie. Nie wiem czy to "działa" w jakimś magicznym sensie, ale organizuje mi rok inaczej niż kartka z kalendarza.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 643

@Paprotka Słucham tej dyskusji i myślę że wchodzimy w coś ważnego - mianowicie w pytanie o to czy rytm zewnętrzny ma w ogóle pierwszeństwo przed wewnętrznym, czy to są równoległe informacje. Bo Paprotka mówi o markerach zewnętrznych, Tamarka o tranzytach, Monisia o świetle - a każda z was zdaje się zakładać że jeden z tych rytmów jest ważniejszy. Czy to jest coś co każda z was świadomie wybrała, czy to po prostu tak wyszło?


Odpowiedz
Wpisy: 438
(@zaklinaczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mnie to pytanie Terenii trafia mocno, bo przy tarocie mam podobny dylemat. Czy czytać bo jest "dobry czas", czy czytać bo czuję że chcę i coś mnie do tego ciągnie? Przez długi czas stosowałam wyłącznie zewnętrzne markery, i dopiero potem zauważyłam że omijam momenty kiedy jestem naprawdę skupiona ale nie wypada według kalendarza.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Zaklinaczka i co zmieniło się kiedy przestałaś kierować się wyłącznie markerami zewnętrznymi? Bo to jest konkretny eksperyment który można porównać.


Odpowiedz
(@zaklinaczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 438

@Heliotrop szczerość odczytów. Brzmi dziwnie ale tak to opisałabym. Kiedy pracowałam tylko według fazy księżyca, odczyty były "poprawne" ale jakieś chłodne. Kiedy zaczęłam też słuchać siebie, czasem wychodzi coś bardziej bezpośredniego, mniej gładkiego. Nie wiem czy to kwestia mojego zaangażowania czy czegoś więcej, ale różnica jest dla mnie wyraźna.


Odpowiedz
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Zaklinaczka Też tak mam z tarotem - odczyty robione na siłę, bo "powinnam" albo bo jest nów, wychodzą jakieś bezbarwne. Ale to może być właśnie kwestia tego że wtedy jestem mniej skupiona, a nie że czas jest zły. Nie wiem jak to rozdzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 361
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tej rozmowy już od dawna i mam pytanie może naiwne - wy mówicie o rytmach, porach roku, tranzytach, markerach. Ale co jeśli ktoś przez kilka miesięcy w ogóle nie ma żadnego rytmu? Choroba, przeprowadzka, cokolwiek. Czy po takiej przerwie zaczyna się od nowa budować ten rytm, czy zostaje coś z poprzedniego?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Marlenka50 to nie jest naiwne pytanie, to jest bardzo konkretne. I z mojego doświadczenia - zostaje coś, ale to "coś" jest inne niż przed przerwą. Przerwa nie wymazuje wyrobionej wrażliwości, ale reorganizuje punkty odniesienia. Wracasz do praktyki i przez jakiś czas nie wiesz gdzie jesteś w cyklu, bo twoje ciało i rytm życia szły osobno. To bywa dezorientujące.


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Kunia Dokładnie tak miałam po dłuższej chorobie kilka lat temu. Wróciłam do pracy i pierwszą rzeczą jaką poczułam to było to że nie wiem która "pora" jest teraz - nie w sensie kalendarzowym, ale wewnętrznie. Jakbym wypadła ze swojego własnego cyklu i musiała go na nowo zlokalizować. Zajęło mi to kilka tygodni zanim znowu poczułam że wiem gdzie jestem.


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Otylka a jak to "lokalizowanie" wyglądało praktycznie? Bo mam wrażenie że to ważna informacja dla kogoś kto wraca po przerwie i nie wie od czego zacząć.


Odpowiedz
Wpisy: 719
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Praktycznie wyglądało to tak, że przez pierwsze tygodnie po powrocie nie próbowałam wejść od razu w jakiś konkretny rytm - nie zapalałam świec w nowiu, nie robiłam niczego "bo powinnam". Zamiast tego siedziałam z tym co czuję i dosłownie pytałam siebie: gdzie jesteś teraz? Nie metaforycznie, ale konkretnie - jak jest ciało, jak jest głowa, czy jest gotowość czy tylko chęć żeby już być gotową, bo tęskniłam za praktyką. To są dwie różne rzeczy i po przerwie łatwo je pomylić.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@marlenka50)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 361

@Otylka a jak się to dla ciebie objawiało - ta różnica między gotowością a tylko chęcią żeby już być gotową? Bo to brzmi ważnie ale nie wiem jak to sprawdzić u siebie.


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Marlenka50 u mnie to się objawia fizycznie. Gotowość ma coś z napięcia w mostku, takie lekkie oczekiwanie. Chęć żebyś była gotową to raczej myślenie o tym co chcesz zrobić, planowanie, wyobrażanie sobie rytuału - ale przy tym napięcie jest gdzieś w głowie, nie w ciele. To brzmi abstrakcyjnie, ale jak zaczniesz zapisywać stany przed i po to po kilku tygodniach zaczyna się rysować własny wzorzec.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Otylka To co Otylka mówi o "chęci żeby być gotową" to jest jedna z tych rzeczy o których wiem że istnieje, ale nie umiałam tego nigdy tak dobrze nazwać. Mam wrażenie że wiele przerw się przedłuża właśnie dlatego że ktoś wchodzi w praktykę z tego drugiego miejsca, a potem jest rozczarowany że nie działa tak jak przed przerwą - i znowu odkłada.


Odpowiedz
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 624

@Kunia ale to trochę zakłada że "działanie" przed i po przerwie mają być takie same. A może po przerwie - szczególnie po chorobie albo jakimś dużym życiowym przejściu - praktyka po prostu ma inną jakość, nie gorszą, tylko inną? I szukanie powrotu do tego samego miejsca to trochę błąd.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Jasiek98 to jest bardzo trafna korekta i właściwie tak myślę, tylko niedokładnie to sformułowałam. Nie chodzi o powrót do tego samego, chodzi o to że wchodzenie z "chęci bycia gotową" zamiast z faktycznej gotowości kończy się często tym że praktyka nie tworzy żadnego punktu zaczepienia - i człowiek po kilku próbach znowu odpuszcza. To nie jest kwestia jakości, tylko zakorzenienia.


Odpowiedz
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 479

@Otylka Mnie interesuje jeszcze coś innego w tym co Otylka opisuje - to pytanie "gdzie jesteś teraz" jest bardzo konkretne, ale czy ty to pytałaś ogólnie, czy miałaś jakiś sposób na to żeby na to odpowiedzieć? Bo samo pytanie to jeszcze nie metoda.


Odpowiedz
Wpisy: 643
Rozpoczynający temat
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

Jasiek poruszył coś ważnego i chcę przy tym zostać chwilę. Bo to pytanie o "powrót do tego samego" ma też wymiar sezonowy - czy po przerwie trwającej powiedzmy przez całą zimę, wróć do praktyki wiosną, to jest ten sam człowiek który ją zaczął? I czy rytmy zewnętrzne - pory roku, fazy księżyca - pomagają w tym że mimo zmiany jest jakaś ciągłość, coś stałego do czego można się przyczepić?


Odpowiedz
Wpisy: 728
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja mam wrażenie że właśnie to jest jedna z funkcji zewnętrznych markerów o których mówiłam wcześniej. Nie chodzi o to żeby zsynchronizować się z kosmosem, ale żeby mieć coś co jest większe od twojej aktualnej kondycji i trwa niezależnie od tego przez co przechodzisz. Przeziębienie mnie nie interesuje wiosennego równonocy. I jakoś to działa jak kotwica.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Paprotka ale co jeśli ta kotwica przestaje działać? Znaczy - co jeśli robisz rytuał w równonoc bo "tak trzeba" a środku jest pusto i zero reakcji? Czy to jest właśnie ten moment o którym Kunia mówiła - że wchodzisz z chęci bycia gotową, nie z gotowości?


Odpowiedz
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 728

@Bluszczyk może, ale ja bym jeszcze rozróżniła "pusto i zero reakcji" od "pusto ale spokojnie". To pierwsze brzmi jak brak kontaktu, to drugie to może być stan bardzo wyciszony, który sam w sobie jest odpowiedni do pewnych rzeczy. Nie każdy rytuał musi coś wywoływać - niektóre są po prostu zaznaczeniem czegoś.


Odpowiedz
Wpisy: 697
(@tamarka-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

muszę to przemyśleć bo jak czytam wasze opisy to zastanawiam się czy ja w ogóle rozróżniam te stany. Mam wrażenie że u mnie to jest bardziej impulswyne - po prostu w jakimś momencie czuję że teraz, i robię. Nie analizuję czy jestem gotowa. Może powinnam bardziej?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ninka_s)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 478

@Tamarka.2 nie wiem czy "powinnaś" - brzmi jak że spontaniczne podejście jest gorsze, a nie jestem tego pewna. Może u ciebie to właśnie jest ta gotowość, tylko bez etapu werbalnej analizy. Mnie bardziej interesuje - czy po tych impulsywnych decyzjach żałowałaś czasem że weszłaś w to w danym momencie?


Odpowiedz
(@tamarka-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 697

@Ninka_S rzadko żałowałam. Częściej żałowałam że nie weszłam kiedy poczułam impuls bo "nie był dobry czas" według kalendarza. To chyba mówi coś samo w sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 639
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie do wszystkich: czy wy rozróżniacie w ogóle między przerwą wymuszoną a przerwą z wyboru? Bo cały czas rozmawiamy jakby to był jeden rodzaj przerwy, a mam wrażenie że mechanizm powrotu może być zupełnie inny w zależności od tego skąd ta przerwa pochodzi. Choroba to jedno, wyczerpanie to drugie, a świadoma decyzja "nie pracuję przez miesiąc" to znowu co innego.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 720

@Heliotrop u mnie zdecydowanie tak. Przerwa z wyboru, na przykład ta którą robie celowo późnym latem zanim zacznie się moja bardziej aktywna pora - to jest coś zupełnie innego niż kiedy po prostu wypadłam z rytmu przez nawał pracy. Z wyboru wracam i wiem gdzie wróciłam. Po wypadnięciu przez chaos muszę chwilę szukać punktu zaczepienia.


Odpowiedz
(@zaklinaczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 438

@Heliotrop Heliotrop trafił w coś co chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Bo jest jeszcze trzecia sytuacja - przerwa z lenistwa albo z tego że po prostu odpłynęłam w codzienność i praktyka gdzieś umknęła. I za każdym razem kiedy wracam po takim odpłynięciu jest coś w rodzaju wstydu, jakbym musiała się tłumaczyć sama przed sobą. Nie wiem czy to jest powszechne.


Odpowiedz
(@tosia93)
Połączone: 2 tygodnie temu

Wpisy: 375

@Zaklinaczka to jest bardzo uczciwe że to powiedziałaś, bo ja mam dokładnie tak samo i myślałam że to tylko u mnie. Czy ten wstyd wpływa na jakość powrotu? Czy trzeba go najpierw jakoś przepracować zanim wejdziesz z powrotem?


Odpowiedz
(@zaklinaczka)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 438

@Tosia93 nie wiem czy trzeba go "przepracować" w sensie terapeutycznym, ale zauważyłam że jak wchodzę w praktykę z tym wstydem który jeszcze siedzi, to pierwsze kilka razy jest bardziej o udowadnianiu sobie czegoś niż o samej pracy. I to trochę kosi to co robię. Łatwiej mi wrócić kiedy traktuję tę przerwę po prostu jako fakt, bez oceniania jej.


Odpowiedz
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 643

@Zaklinaczka To co mówi Zaklinaczka jest ważne i właściwie wraca do pytania z początku wątku - czy przerwa wpływa na wyniki rytuału czy na jego znaczenie. Bo może przerwa z lenistwa, przerwa z choroby i przerwa z wyboru nie zmieniają tego samego. Pierwsza wpływa może bardziej na stosunek do praktyki, druga na kondycję energetyczną, trzecia wcale nie musi niczego psuć. Czy to ma sens z waszych doświadczeń?


Odpowiedz
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 720

@Terenia62, to rozróżnienie które zrobiłaś na końcu jest dla mnie kluczowe - że różne rodzaje przerwy nie zmieniają tego samego. Ale chcę zapytać o to co napisałaś o znaczeniu. Czy rozumiesz przez to że rytuał po przerwie z lenistwa traci swoje znaczenie dla ciebie samej, czy że traci jakieś znaczenie obiektywne, niezależne od twojego stosunku do niego?


Odpowiedz
(@terenia62)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 643

@Monisia76 dobre pytanie i musiałam się chwilę zastanowić. Myślę że mówię o znaczeniu subiektywnym - tym co ten rytuał znaczy dla mnie, jaki ma ciężar, z czym się łączy. Ale podejrzewam że to nie jest bez znaczenia dla samej praktyki, bo jeśli rytuał jest pusty dla mnie, to co właściwie uruchamia.


Odpowiedz
Wpisy: 639
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Jest tu coś co mnie od początku tej dyskusji zastanawia i może czas to powiedzieć wprost. Dużo mówimy o gotowości, o znaczeniu, o stanie wewnętrznym - i to wszystko ma sens. Ale jest tradycja myślenia o rytuale, szczególnie ta bardziej ceremonialna, w której stan wewnętrzny praktykującego jest wtórny wobec poprawności samego rytuału. Że forma trzyma, nawet jeśli ty nie trzymasz. Nie mówię że się z tym zgadzam, ale to nie jest marginalny pogląd. Czy ktoś z was kiedyś świadomie pracował z tego założenia?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 624

@Heliotrop tak, i to jest właśnie ta linia podziału którą rzadko się tu explicite nazywa. W tradycjach mocno rytualnych - myślę o pewnych nurtach ceremonialnych, ale też o niektórych praktykach ludowych - skuteczność była wiązana z precyzją formy, nie z intencją wykonawcy. Rybak odmawiający zamawianie nad wodą nie musiał być w odpowiednim stanie skupienia, musiał powiedzieć właściwe słowa we właściwej kolejności. To zupełnie inna logika.


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Heliotrop i Jasiek otwierają coś co rzeczywiście leży pod całą tą rozmową. Ale mam pytanie - czy ta logika "forma trzyma" działa tak samo kiedy masz przerwę? Znaczy, jeśli rytual jest skuteczny przez swoją formę a nie przez twój stan, to przerwa w ogóle nie powinna mieć znaczenia. A jednak wszyscy tu intuicyjnie czujemy że ma. Co to mówi o tym jak faktycznie rozumiemy to co robimy?


Odpowiedz
Wpisy: 719
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

To pytanie Kuni jest bardzo dobre bo dotyka czegoś co często zostaje nieświadomie. Myślę że większość z nas gdzieś po drodze miesza te dwa modele - raz myślimy formalistycznie, raz przez pryzmat stanu wewnętrznego, i nie zdajemy sobie sprawy że to są sprzeczne założenia. Przerwa tylko to ujawnia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bluszczyk)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 524

@Otylka ale czy to musi być sprzeczność? Może forma i stan wewnętrzny działają razem, i nie chodzi o to które jest "prawdziwe", tylko że oba coś robią? Pytam serio, bo nie wiem.


Odpowiedz
(@tamarka-2)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 697

@Bluszczyk ja mam wrazenie ze to co Bluszczyk mówi jest bliżej tego jak to naprawde działa w praktyce, przynajmniej u mnie. Nie zaczynam rytuału myśląc "teraz aktywuję formę" albo "teraz wpuszczam intencję". To się jakoś dzieje razem i te rozróżnienia są bardziej opisowe niż rzeczywiste.


Odpowiedz
Wpisy: 479
(@darka)
Połączone: 4 miesiące temu

Chcę wrócić do wątku sezonowego bo trochę go zgubiliśmy, a to jest przecież temat tej rozmowy. Zastanawiam się czy ta kwestia "forma vs stan" nie ma akurat wymiaru sezonowego - bo są tradycje gdzie pewne rytuały są przypisane do konkretnych momentów roku i tam właśnie forma jest ważniejsza, bo data i czas są częścią formy. A praktyka osobista, codzienna, opiera się bardziej na stanie. Może przerwa różnie wpływa w zależności od tego z którym typem masz do czynienia?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 720

@Darka to ma dla mnie sens i zgadza się z moim doświadczeniem z runami. Te bardziej obrzędowe rzeczy, związane z porami roku, czuję że "stoją" nawet jeśli nie jestem w najlepszym miejscu. Natomiast codzienna praca - tam przerwa zostawia ślad który muszę aktywnie zaadresować.


Odpowiedz
(@heliotrop)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 639

@Monisia76 To co Monisia mówi o rytualach sezonowych jest ważne i nawiązuje do czegoś szerszego. W wielu tradycjach te momenty roku - przesilenia, równonoce, przejścia między porami - były traktowane jako czas który "robi coś sam", niezależnie od uczestnika. Człowiek się wpisuje w to co już jest w ruchu, nie uruchamia czegoś od zera. Przerwa w takim kontekście nie jest przerwą w energii, ona jest ciągła - ty tylko przez jakiś czas nie byłeś przy tym obecny.


Odpowiedz
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 728

@Heliotrop i właśnie dlatego te zewnętrzne markery są dla mnie ważne, bo oznaczają że nie wszystko zależy od mojej ciągłości. Zima dzieje się czy praktykuję czy nie, wiosna też. Moje zadanie to nie podtrzymywanie rytmu przyrodniczego, ale wchodzenie z nim w kontakt wtedy kiedy jestem. To jakoś zmniejsza ciężar przerwy.


Odpowiedz
(@jasiek98)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 624

@Paprotka Paprotka mówi coś co mi się podoba, ale chcę to trochę zakwestionować. Bo jeśli zima "dzieje się sama" to co właściwie robisz kiedy rytualizujesz jej przejście? Jeśli to nie jest podtrzymywanie, nie jest uruchamianie - to co? Świadkowanie? I czy świadkowanie po przerwie różni się od świadkowania bez przerwy?


Odpowiedz
(@paprotka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 728

@Jasiek98 dobre pytanie i nie mam gotowej odpowiedzi. Może coś w rodzaju uczestnictwa świadomego zamiast mimowolnego? Że zima i tak na mnie działa, ale rytuał to moment kiedy ja aktywnie to przyjmuję zamiast żeby to po prostu mi się przytrafiało. Nie wiem czy to rozróżnienie jest realne czy tylko opisowe.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: