Elektryczność da się zmierzyć. Intencji przed snem nie zmierzysz i nie wiesz czy zadziałała bez czegoś zewnętrznego. To nie jest dobra analogia, przepraszam.
Dobra, ale co jeśli nic się nie zmienia? Bo my cały czas rozmawiamy o przypadkach gdzie zadziałało. Ktoś ma jakiś przykład gdzie była praca, były oczekiwania i nic z tego nie wyszło?
A czy nie jest tak, że ta trudność z rozróżnieniem jest problemem samym w sobie? Jeśli nie wiem czy coś zadziałało, to jak mam się uczyć co robić lepiej następnym razem?
No i tu właśnie mam problem z całą tą rozmową. Okej, coś się zmieniło. Ale skąd wiem że to przez pracę przed snem, a nie przez to, że po prostu minął czas albo że zacząłem inaczej myśleć bo skupiłem się na temacie? Sama uwaga już zmienia rzeczy.
Czyli praktycznie mówimy że magia działa bo uwaga zmienia człowieka. To jest trochę inne niż to co rozumiałem przez 'zaklęcie przed snem'. Myślałem że chodzi o coś bardziej... zewnętrznego.
To jest właśnie ten moment gdzie różne osoby rozumieją przez to kompletnie różne rzeczy i rozmowa zaczyna się rozjeżdżać. Dla jednych zaklęcie to wpływ na zewnętrzną rzeczywistość, dla innych to praca z własną psychiką. I oboje siedzą na tym samym wątku.
Ale to nie musi być albo albo. Może to działa na oba poziomy jednocześnie i nie da się tego rozdzielić. Przynajmniej z perspektywy osoby która to robi.
Mnie to bardziej interesuje od strony tego tytułowego pytania, bo trochę odpłynęliśmy. Czy jest jakaś różnica między pracą przed zaśnięciem wieczorem a tą w środku nocy? Konkretnie, nie filozoficznie.
Ja mogę powiedzieć co czuję różnicę praktycznie. Wieczorem jestem jeszcze w trybie dnia, głowa goni, lista spraw, zmęczenie z pracy. Środek nocy to jest zupełnie inny stan. Ciszej, spokojniej w głowie, jakby mniej warstw między mną a tym co czuję. Nie wiem czy to magia, ale coś jest innego.
To jest sedno moim zdaniem. Czy liczy się pora, czy stan. Bo jeśli chodzi o stan, to wieczór i środek nocy są tylko najłatwiejszymi momentami do jego osiągnięcia, a nie jedynymi możliwymi.
Ale są pewne rzeczy które są specyficznie nocne i tego nie przeskoczysz porą popołudniową. Cisza akustyczna, ciemność, brak bodźców społecznych, brak oczekiwań że zaraz zadzwoni telefon. To tworzy kontekst który ma znaczenie.
Jest jeszcze jeden aspekt który pominęliśmy. Temperatura ciała spada w nocy, oddech zwalnia, ciśnienie się obniża. To nie jest tylko psychologia - to są realne zmiany fizjologiczne które wpływają na stan świadomości. Nie bez powodu niektóre tradycje wschodnie przywiązują wagę do konkretnych godzin.
I co, siedzieć o czwartej rano żeby zaklęcie zadziałało lepiej? Serio?
Wracając do tego co powiedziała Hortensja o kontekście - jest różnica między stworzeniem warunków a wierzeniem że pora sama z siebie coś robi. Mogę stworzyć ciszę i ciemność o dowolnej godzinie. To że normalnie jest cisza o trzeciej w nocy to tylko statystyka, nie magia.
Zgadzam się, że to można odtworzyć. Ale nie zawsze masz na to zasoby i czas w ciągu dnia. W nocy to po prostu się zdarza samo. Z tego powodu traktuję nocne przebudzenia jako okazję, nie jako wymóg.
Czyli ostatecznie odpowiedź na pytanie z tytułu brzmi: zaklęcia przed snem działają inaczej głównie dlatego że jesteś w innym stanie, nie dlatego że jest magiczna pora? Czy ktoś ma inne zdanie?
Ja mam. Uważam że pora też ma znaczenie, ale nie da się tego oddzielić od stanu bo jedno wynika z drugiego. To nie jest ani to ani tamto, jest ze sobą splecione i rozdzielanie tego tylko dla klarowności może być mylące.
Dokładnie to miałam na myśli wcześniej mówiąc o kontekście. Noc nie jest magiczna dla każdego identycznie. Znam osoby które są typowymi rannymi ptaszkami i późna noc im po prostu nie służy, są zmęczone i rozkojarzone. Dla nich brahma muhurta o świcie ma więcej sensu niż czuwanie do trzeciej.
Czyli chronotyp ma znaczenie? To by tłumaczyło czemu dla jednych środek nocy działa, a dla innych nie.
No dobrze, ale jeśli ktoś jest sową i praca o drugiej w nocy mu odpowiada, to znaczy że zaklęcia będą skuteczniejsze po prostu dlatego że jest bardziej rozbudzony? To trochę ironiczne, że sowy mają naturalną przewagę w magii nocnej bez żadnego wysiłku.
Ja jestem nocną osobą i zawsze zakładałam że to mi po prostu pasuje. Ale teraz jak o tym myślę, to nie wiem czy kiedykolwiek próbowałam poważnie czegokolwiek wcześnie rano. Może ignoruję połowę możliwości bez powodu.
Mnie zastanawia co dokładnie znaczy 'przed snem' w tytule tego wątku. Bo to może znaczyć dosłownie minuty przed zaśnięciem, kiedy jesteś już w łóżku, albo wieczorny rytuał który robisz godzinę przed snem przy świetle. To są bardzo różne stany fizjologiczne.
A hypnagogiczny to znaczy co dokładnie? Słyszałam to słowo ale nie jestem pewna czy dobrze rozumiem.
Tylko że stan hypnagogiczny jest ulotny i trudny do utrzymania. Jak próbujesz coś intencjonalnie robić, często albo się wybudzasz z powrotem, albo zasypiasz zanim cokolwiek dokończysz. Wymaga pewnej wprawy żeby w nim funkcjonować.
Ja próbowałam różnych sposobów i ostatecznie wyszło mi że praca intencyjna w tym stanie musi być bardzo prosta, wręcz jednozdaniowa. Cokolwiek złożonego i albo się wybudzam żeby nad tym myśleć, albo to znika. Krótkie, wyraźne, powtarzalne.
To wychodzi na to że zaklęcia przed snem powinny być krótkie nie z wyboru estetycznego, tylko z konieczności fizjologicznej. Długi tekst po prostu nie przejdzie przez ten stan bez zakłóceń.
No to teraz mam pytanie które mnie gryzło od początku tego wątku. Skoro rozmawiamy o fizjologii, stanach świadomości i chronotypach, to gdzie tu jest magia? Czy nie mówimy przypadkiem o czymś co można opisać bez żadnej magii?
