Mnie to pytanie Idzika nie przeraża, bo sam je sobie zadawałem. Tylko doszedłem do wniosku że nie da się na nie odpowiedzieć bez ustalenia czym magia w ogóle jest. A każdy tu ma inną definicję, więc dyskusja kręci się w kółko.
Dobra, ale wtedy magia sprowadza się do samosugestii i nic więcej. Nie mówię że to złe, bo samosugestia robi swoje, ale mam poczucie że większość ludzi którzy mówią o magii ma na myśli coś więcej niż to.
Ja nie chcę rozstrzygać co jest 'czymś więcej' a co nie, bo to dyskusja na osobny wątek. Ale wracając do tematu, bo chyba trochę odpłynęliśmy, mnie nadal interesuje praktyczny aspekt. Ktoś tu mówił o krótkości intencji przed snem. Czy ktoś miał konkretne doświadczenie z tym co się dzieje kiedy ta intencja jest prosta kontra rozbudowana?
Przy runach pracuję podobnie, tzn. staram się żeby intencja była jednoznaczna. Jak kładę runę pod poduszkę przed snem i zaczynam kombinować co dokładnie chcę, to albo nie zasypiam, albo rano nie mam żadnego poczucia że cokolwiek się wydarzyło. Jak jest prosto, jeden temat, to sny są bardziej klarowne.
To co opisuje Kupalo to pasuje do tego jak działa inkubacja snów w tradycyjnym sensie, tzn. celowe myślenie o temacie przed zaśnięciem żeby sen o nim był. Starożytni Grecy robili to w świątyniach Asklepiosa, kładli się tam właśnie po to żeby przez sen dostać odpowiedź na pytanie albo wskazówkę co do zdrowia. Mechanizm jest podobny.
Miejsce ma znaczenie jeśli je naładujesz intencją przez czas. Kąt gdzie medytujesz codziennie staje się inny niż reszta pokoju, przynajmniej subiektywnie. Nie wiem czy to fizyczne, ale coś się zmienia. Więc świątynia po latach rytuałów to nie to samo co losowe miejsce.
Czekaj, ale to znowu wchodzi w ten sam problem. Jeśli kąt pokoju się zmienia bo medytujesz tam codziennie, to czy to zmiana w miejscu, czy zmiana w twoich skojarzeniach z tym miejscem? To drugie jest czysto psychologiczne.
Ja mam pytanie bardziej praktyczne bo się trochę pogubiłam. Mówimy o zaklęciach przed snem czyli o czym konkretnie? Bo dla mnie to brzmi jak afirmacja przed zaśnięciem, ale Hortensja mówiła o stanie hypnagogicznym jako czymś innym niż wieczorny rytuał. Jak to rozgraniczyć w praktyce?
To jest dobre pytanie i rozumiem że może być niejasne. Wieczorny rytuał to dla mnie coś świadomego, robionego przy świetle, kiedy jesteś jeszcze w pełni skupiona. Stan hypnagogiczny to coś co pojawia się samo jak już leżysz w ciemności i ciało zaczyna odpuszczać. Jedno jest działaniem, drugie jest stanem. Afirmacja może być w obu, ale działa inaczej.
Dobra to mam kolejne pytanie, może trochę nie na miejscu. Zakładamy że to przed snem ma być przygotowanie na coś, prawda? Albo zmiana czegoś. Ale nigdy nie widziałem żebyście mówili o tym co ma być tym dowodem że zadziałało. Skąd wiesz że zadziałało, a nie że po prostu jakoś wyszło samo?
Ale może to nie jest najważniejsze pytanie tutaj? Bo jeśli praca przed snem zmienia coś w tym jak myślisz, jak się czujesz rano, jak podchodzisz do dnia, to ma sens niezależnie od tego czy 'zadziałała magicznie'. Ja to rozumiem bardziej jako pracę nad nastawieniem niż nad rzeczywistością z zewnątrz.
To co Obsydianna mówi ma sens praktycznie, ale to jest właśnie ta pułapka której nie lubię. Jeśli redukujemy to do 'pracy nad nastawieniem', to po co w ogóle mówić o magii? Możemy powiedzieć po prostu że medytacja i wizualizacja pomagają i po sprawie. Cały ten kontekst rytualny, zaklęcia, runy, świece - to jest albo coś więcej niż samosugestia, albo to teatr który po prostu robi nam ładniej.
Właśnie tu wychodzi różnica o którą mi chodziło na początku. Nie pytałam czy zaklęcia działają 'naprawdę' w jakimś ostatecznym sensie. Pytałam czy czas wykonania - przed snem, w nocy, w ciągu dnia - ma wpływ na to jak je czujesz i czy coś z tego wychodzi. To jest pytanie do doświadczenia, nie do filozofii.
No dobra, ale wróćmy do tego. Mnie interesuje czy ktoś faktycznie porównywał te same intencje robione o różnych porach. Bo ja mam wrażenie że nocne prace działają inaczej, ale nie wiem czy to nie jest efekt tego że jestem bardziej zmęczony i mniej w głowie mi kręci się to co robiłem w ciągu dnia.
A czy ktoś robił coś konkretnie w środku nocy, nie przed snem ale np. budząc się o 3 czy 4 rano? Bo to mnie interesuje bardziej niż samo 'przed snem'. Stan w którym się budzisz po kilku godzinach snu jest inny niż zasypianie.
Godzina 3-4 w nocy to jest coś o czym się mówi w różnych tradycjach, nie tylko ezoterycznych. Podobno wtedy kortyzol jest najniżej, ciało jest najbardziej 'wyłączone'. Ale to właśnie sprawia że nie wiadomo czy intencja ustawiona wtedy ma siłę, bo umysł jest półprzytomny, czy może właśnie o to chodzi - żeby nie blokować jej analizą.
To trochę jak z tym co czytałam o stanie theta podczas zasypiania - że właśnie wtedy sugestia idzie najgłębiej bo nie ma tej warstwy oceniającej. Ale środek nocy to nie theta, to inne coś. Czy ktoś wie jak się to nazywa fachowo? Bo mam wrażenie że to ważne żeby wiedzieć z czym się pracuje.
