Ten obrazek z listem bez koperty jest dla mnie bardziej czytelny niż wszystko co powiedzieliśmy do tej pory. Czy możesz powiedzieć więcej o tym jak taki stan się wytwarza? Co konkretnie robisz żeby on był 'stanem' a nie 'celem'?
Ja to rozumiem inaczej. W pracy z runami - szczególnie z bind runes - forma sama w sobie niesie pewne kierunki działania. Nie musisz dopisywać intencji bo ona jest zakodowana w kombinacji symboli. Może to co Pyromanta robi z obiektami to jest podobna zasada, tylko wyrażona innym językiem.
Przepraszam ale zaczynam gubić wątek. Mamy temat o zaklęciach na wypadek i od kilku stron rozmawiamy o obiektach które same wiedzą co robić i listach bez kopert. Czy to jest w ogóle odpowiedź na pytanie tytułowe czy odeszliśmy gdzieś dalej?
Ja nadal nie rozumiem jednej rzeczy i chyba nie wstydzę się zapytać. Kiedy mówicie 'obiekt ma stan' albo 'jest naładowany' - co to fizycznie oznacza? Jak się to różni od zwykłego, nowego kamienia czy świeczki?
Wracając do tego co mówiła wcześniej Lelja o rozmytej intencji która ukrywa ładunek emocjonalny - zastanawiam się czy problem nie leży gdzie indziej. Może nie chodzi o to czy intencja jest konkretna czy nie, ale o to z jakiego miejsca w sobie ta praca wychodzi. Można mieć bardzo konkretną intencję i robić coś ze spokoju, i można mieć rozmytą i robić ze strachu.
Ale czy da się w ogóle sprawdzić z jakiego miejsca się robi coś co jest 'na przyszłość'? Bo gdy coś robisz na teraz, masz sytuację przed sobą i możesz zapytać siebie czy działasz ze strachu czy z czegoś innego. Przy pracy na wypadek nie masz punktu odniesienia.
Dobra, mam pytanie praktyczne bo ta rozmowa jest ciekawa ale trochę mi ucieka. Czy ktokolwiek z was faktycznie przygotował coś konkretnego na wypadek - nie ogólnie na gotowość, nie obiekt bez adresu, ale konkretnie: 'jeśli X się wydarzy, użyję tego' - i to zadziałało? Albo nie zadziałało? Chcę wiedzieć jak to wyszło w praktyce.
To jest chyba najuczciwsza odpowiedź jaką można dać na to pytanie. Nie wiadomo co zadziałało. I może to jest w ogóle problem tej dyskusji - chcemy ustalić czy 'technicznie' działa praca na wypadek, ale nie mamy jak wyizolować zmiennych.
Czyli rozmawiamy o czymś czego nie da się zweryfikować? To po co ta rozmowa?
Mnie też ciekawi to co Danka powiedziała o emocjach z danej chwili. Bo wydaje mi się że jest coś w tym że pewne zaklęcia czy rytuały potrzebują kontekstu żeby być celne. Jak piszesz list do kogoś bez powodu versus kiedy masz coś do powiedzenia - te dwa listy będą zupełnie inne nawet jeśli użyjesz tych samych słów.
Akurat zgadzam się z tym porównaniem. I to wraca do tego co mówiłem o obiektach - one mogą mieć stan gotowości, ale finalna precyzja pojawia się dopiero w momencie użycia. Nie wiem czy to jest 'aktywacja' jak mówi Nashira, ale coś w tym stylu. Pytanie czy można ten moment przewidzieć i zaplanować.
Ale czy zaklęcia ochronne o których mówiła Danka to nie jest trochę inna kategoria? Bo ochrona to coś co może działać ciągle, nie punktowo. Tutaj chyba nie ma tego problemu z 'emocjami z chwili' bo nie chronisz się przed konkretnym zdarzeniem, tylko ogólnie.
Wala coś ważnego dotknęła. Zaklęcia ochronne to może być osobna dyskusja bo tam logika jest inna - nie przygotowujesz odpowiedzi na sytuację, tylko tworzysz coś co ma działać prewencyjnie. Ale temat mówi o zaklęciach 'na wypadek' i ja rozumiem to raczej jako coś reaktywnego, nie prewencję.
Ja mam może głupie pytanie, ale - kiedy mówicie 'zaklęcia na wypadek', to mówicie o gotowych formułach zapisanych gdzieś, czy o przygotowanych obiektach, czy o czymś innym? Bo czytam tę dyskusję od początku i widzę że każdy rozumie to trochę inaczej.
Zestaw pierwszej pomocy to ciekawe porównanie. Tylko że w apteczce wiesz co na co - plaster na ranę, tabletka na ból głowy. Przy zaklęciach to nie jest takie oczywiste. Czy naprawdę można z góry wiedzieć że 'to' zaklęcie będzie odpowiednie na 'tamtą' sytuację?
Mi się podoba ten kierunek. Bo może pytanie 'czy to zadziała' jest złym pytaniem. Lepsze pytanie brzmi - czy mając to przygotowane, jesteś w lepszej pozycji niż nie mając nic? I tu wydaje mi się że tak, prawie zawsze, nawet jeśli to co masz nie jest idealnie dopasowane.
Ale to jest argument za tym żeby lepiej czytać sytuację przed sięgnięciem po cokolwiek, nie przeciwko przygotowaniu. Lelja nie miała złego kamienia, miała może złą ocenę sytuacji. To są dwa różne problemy.
Automatyzm to jest ciekawy wątek. Ale on dotyczy chyba każdej praktyki, nie tylko rzeczy przygotowanych na wypadek. Możesz mieć automatyzm w rozkładaniu tarota, w porannej medytacji, w czymkolwiek. Pytanie czy automatyzm w złym sensie jest problemem przygotowania, czy problemem praktyka.
Słuchajcie, ja wróciłam do początku wątku i Ballen wspominał tam coś o tym że fizyczne objawy u siebie podczas pracy mogą być sygnałem. Zupełnie o tym zapomniałam w tej dyskusji. Czy ktoś rozwijał ten wątek gdzieś dalej? Bo mnie akurat to bardzo interesuje w kontekście właśnie pracy na wypadek - jak w ogóle wiesz że to co przygotowałeś jest gotowe, a nie tylko 'zrobione'.
Wala, ten wątek o fizycznych objawach pojawił się dość wcześnie i trochę zginął w całej dyskusji o apteczkach i automatyzmach. Ja wspominałem że podczas pewnych prac czuję rodzaj napięcia - nie bólu, ale jakby ciśnienia gdzieś w klatce. Nie wiem czy to jest sygnał że 'coś działa', czy po prostu reakcja ciała na skupienie. I zastanawiam się czy ktoś kto pracuje z czymś przygotowanym z wyprzedzeniem też to czuje, czy dopiero przy pracy na żywo.
Też to mam, to napięcie o którym mówisz. U mnie objawia się głównie w okolicach ramion i karku - takie drętwienie, nie bolesne, ale wyraźne. Zauważyłem że przy rzeczach przygotowanych wcześniej jest słabsze albo nie ma go wcale. Nie wiem co z tego wynika, ale to spostrzeżenie mam od dłuższego czasu.
To jest ciekawy trop. Ale mam pytanie do obu - czy te objawy pojawiają się u was też wtedy, kiedy nic nie robicie aktywnie, a tylko jesteście w pobliżu czegoś naładowanego? Bo to by zmieniało interpretację.
U mnie tak, raz. Miałem w domu kilka rzeczy przygotowanych i zostawionych na półce przez dłuższy czas - i pewnego wieczoru to napięcie w klatce pojawiło się bez żadnej z mojej strony intencji. Byłem zmęczony, nie myślałem o żadnej pracy. Może przypadek, może nie. Ale zapamiętałem to.
Zaraz, to teraz mnie to bardzo wciąga. Bo jeśli objawy pojawiają się przy pasywnym kontakcie z przygotowanym obiektem, to znaczy że te rzeczy mają jakiś stan niezależny od ciebie w danej chwili? I co to mówi o zaklęciach przygotowanych 'na wypadek' - czy one też mogą w jakiś sposób oddziaływać zanim je 'użyjesz'?
Wracając do tego co mówiła Wala - mnie też zastanawia czy obiekt z intencją może 'działać' zanim go świadomie aktywujesz. I właśnie dlatego wydaje mi się że pytanie o zaklęcia na wypadek nie jest tylko techniczne. Jeśli to co przygotowujesz ma jakiś stan od momentu stworzenia, to musisz być świadoma też tego co dzieje się z tym stanem przez czas oczekiwania.
To jest coś co mnie zawsze trochę uwiera przy tej całej rozmowie o przygotowaniu. Zakładamy że zaklęcie czy obiekt siedzi spokojnie i czeka. Ale co jeśli nie? Co jeśli przez miesiące coś się z nim dzieje bez twojej wiedzy?
Nie wiem czy to takie proste. Ja miałem ten jeden przypadek, ale przez całe miesiące kiedy te rzeczy stały na półce - nic. Może ciało reaguje tylko przy jakimś progu, a nie cały czas. Albo ja po prostu nie byłem na to wystarczająco uważny.
