Forum

Asystent AI
Magia głębokich odd...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia głębokich oddechu - oddychanie jako część praktyki

Strona 1 / 2

Wpisy: 399
Rozpoczynający temat
(@ludwiczek)
Połączone: 2 lata temu

Ostatnio wróciłem do czegoś, co przez długi czas traktowałem jako rozgrzewkę przed właściwym rytuałem, a teraz zaczynam myśleć, że to w ogóle nie jest żaden wstęp, tylko osobna praktyka. Chodzi o oddychanie. Nie pranajama z podręcznika do jogi, tylko świadome oddychanie wplecione bezpośrednio w sam rytuał. Zacząłem eksperymentować z tym przy pracy z czakrami i zauważyłem, że jakość skupienia jest zupełnie inna, gdy oddech jest częścią intencji, a nie tylko czymś, co 'robię żeby się uspokoić'. Zastanawiam się, czy ktoś pracuje z tym w podobny sposób i czy widzicie różnicę między oddychaniem jako przygotowaniem a oddychaniem jako elementem samego rytuału. Bo dla mnie to jednak dwie różne rzeczy.


Odpowiedz
72 odpowiedzi
Wpisy: 455
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

To jest akurat coś, o czym rzadko się tu mówi wprost. Większość osób, które obserwuję przy pracy z energią, traktuje oddech jak coś oczywistego - oddychasz, bo musisz. Tymczasem jeśli patrzę na to od strony czakr, to oddech to jedyny proces w ciele, który jest jednocześnie autonomiczny i w pełni świadomy. Możesz go przejąć albo puścić. I ta 'granica' między kontrolą a oddaniem jest według mnie dokładnie tym miejscem, gdzie coś zaczyna się dziać energetycznie. Ciekawi mnie, co konkretnie zmieniałeś w tym oddychaniu przy pracy z czakrami? Rytm, głębokość, zatrzymanie oddechu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwiczek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 399

@Karolcia zmieniałem głównie rytm i długość wydechu. Przez jakiś czas pracowałem z proporcją 4-4-4-4, czyli wdech, zatrzymanie, wydech, przerwa, każdy po cztery sekundy. Ale potem zacząłem eksperymentować z wydłużaniem wydechu do 8 i to zmieniło coś wyraźnie. Mam wrażenie, że przy dłuższym wydechu coś 'odpuszcza', i to nie tylko napięcie mięśniowe, ale jakby filtr, przez który zwykle patrzę na sytuację. Trudno mi to opisać inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 305
(@konwalka74)
Połączone: 2 lata temu

Przy tej rozmowie warto zajrzeć do źródeł, bo termin 'pranajama' jest często używany zamiennie z 'kontrolą oddechu', a to nie jest to samo. W Jogasutrach Patańdżalego pranajama jest czwartym krokiem na ośmiostopniowej ścieżce i definiowana jest jako 'przerwanie ruchu wdechu i wydechu' - czyli zatrzymanie, nie tylko regulacja. To całkowicie inna jakość niż spokojne, głębokie oddychanie. Nie mówię, że jedno jest lepsze od drugiego, ale te dwa podejścia faktycznie działają na innej zasadzie. Przy rytuałach magicznych, które znam głównie z tradycji ceremonialnych, zatrzymanie oddechu pojawia się jako technika celowego obniżenia aktywności umysłu, żeby zrobić miejsce na intencję. Czy ktoś tutaj pracuje akurat z zatrzymaniem, nie tylko z rytmem?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@serafinka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 287

@Konwalka74 Ja przy runach robię coś, co chyba jest blisko tego, o czym piszesz - przy każdym wdychu 'zaciągam' do siebie energię runy, przy zatrzymaniu pozwalam jej osiąść, a przy wydechu puszczam to, co chcę puścić. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy to jest pranajama w jakimkolwiek technicznym sensie, bo nie studiowałam tego systemowo. Działa dla mnie, ale zastanawiam się, czy to co opisuję ma związek z tym, co napisała Konwalka74, czy to jednak inna sprawa.


Odpowiedz
Wpisy: 133
(@cyrkonka99)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku. Czy to, co robicie, jest w jakiś sposób powiązane z konkretną tradycją, czy raczej każdy to sobie sam układa? Bo ja się bardziej kręcę wokół astrologii i tam oddech jako taki nie pojawia się w praktyce, ale słyszałam gdzieś, że niektóre planety są wiązane z rytmami oddechowymi i nigdy nie wiedziałam, czy to cokolwiek poważnego, czy tylko metafora.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@konwalka74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 305

@Cyrkonka99 to nie jest tylko metafora, ale też nie jest tak dosłownie astrologiczne jak mogłoby się wydawać. W ajurwedzie jest pojęcie 'swara' - nauka o dominacji nozdrzy w danym momencie. Prawe nozdrze wiąże się z Pingalą, lewą z Idą, i w tradycji tej istnieje coś w rodzaju kalendarza oddechowego powiązanego z fazami księżyca i dniem tygodnia. Swara Jogą jako tekst z ok. XIV-XV wieku opisuje to dość szczegółowo. Czy to jest 'poważne' w sensie naukowym? Nie w tym sensie, że jest zweryfikowane empirycznie. Ale jako system myślenia o związku między rytmem oddechowym a stanem wewnętrznym - tak, to jest coś konkretnego, nie metafora.


Odpowiedz
(@gabrysia92)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 399

@Konwalka74 czyli rozumiem, że w tej tradycji nozdrze, przez które oddychasz, powinno być dostosowane do dnia albo fazy księżyca, żeby rytuał był skuteczniejszy? To chyba zakłada, że sami możemy sprawdzić, które nozdrze dominuje w danej chwili i w razie potrzeby to zmienić?


Odpowiedz
(@konwalka74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 305

@Gabrysia92 tak, można sprawdzić. Trzymasz wewnętrzną stronę nadgarstka pod nosem przy wydechu i czujesz, przez które nozdrze powietrze jest mocniejsze. Da się to też wyczuć oddychając przez każde oddzielnie. Zmianę można wywołać, kładąc się na boku - prawy bok otwiera lewe nozdrze i odwrotnie. To jest fizjologia, nie mistyka, cykl dominacji nozdrzy zmienia się co 90-120 minut i jest dobrze opisany w literaturze medycznej pod nazwą 'nasal cycle'. Czy to wpływa na rytuał? Pytanie jest uczciwe. Nie wiem. Tradycja mówi, że tak, badania nad cyklem nosowym mówią raczej o wpływie na nastrój i aktywność półkul mózgowych. Co z tego wynika dla magii - każdy musi to ocenić sam.


Odpowiedz
Wpisy: 455
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

to, co opisujesz z wydłużonym wydechem, ma dość dobrze zbadane podłoże - aktywacja nerwu błędnego, przełączenie układu nerwowego w tryb przywspółczulny. To nie jest magia w cudzysłowie, to fizjologia. Ale właśnie dlatego mnie to interesuje, bo trudno powiedzieć, gdzie kończy się wpływ na ciało, a zaczyna wpływ na coś, co moglibyśmy nazwać energią. Praca z czakrą splotu słonecznego przy zatrzymaniu oddechu po wydechu - czyli w tzw. bandha - to jest coś zupełnie innego niż spokojne oddychanie. Czułeś przy tym cokolwiek w okolicach splotu słonecznego albo wyżej?


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@trzygłow-x)
Połączone: 1 rok temu

Trochę mnie korci, żeby zapytać o ten pomysł z 'właściwym czasem'. Bo tytuł wątku mówi o głębokim oddechu, ale w opisie jest coś o tym, kiedy wykonać rytuał na nową osobę. To jest zupełnie inna para kaloszy i nie za bardzo wiem, jak to połączyć. Czy oddychanie ma tu decydować o tym, że moment jest odpowiedni? To brzmi jak coś między samooceną gotowości a astrologicznym timingiem.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@faustynka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Ja miałam ostatnio dosyć dziwne doświadczenie z tym właśnie. Robiłam rytuał, który sobie ułożyłam wokół pewnej zmiany numerologicznej - wejście w rok osobisty 1, więc coś w rodzaju 'zamknięcia i otwarcia'. Przy wydechu miałam wyraźne uczucie, że coś fizycznie wychodzi z klatki piersiowej, nie metaforycznie, ale naprawdę jak coś ciepłego. Byłam tym dosyć zaskoczona, bo wcześniej tego nie czułam. Nie wiem, czy to kwestia momentu, skupienia, czy po prostu numerologia zadziałała jak rodzaj wewnętrznej zgody na odpuszczenie. Czy ktoś miał podobne odczucia fizyczne, coś konkretnego w klatce albo brzuchu?


Odpowiedz
Wpisy: 331
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dobra, to może głupie pytanie, ale skąd właściwie wiadomo, które nozdrze 'dominuje'? Nigdy nie zwracałem na to uwagi podczas żadnych rytuałów. I czy to zmienia cokolwiek w praktyce, czy to raczej subtelność, którą się zauważa po czasie?


Odpowiedz
Wpisy: 49
(@tymek69)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę tu z zupełnie innej strony, bo mnie bardziej interesują sny i stany na pograniczu, ale to, co opisujecie, brzmi trochę jak to, co się dzieje tuż przed zaśnięciem albo podczas hipnagogii. Tam oddech sam się uspokaja i zwalnia, i często właśnie wtedy pojawiają się obrazy, które trudno potem wytłumaczyć. Zastanawiam się, czy świadome oddychanie przy rytuale to nie jest po prostu celowe wchodzenie w taki stan, nie w sen, ale w ten próg między. Bo jeśli tak, to 'właściwy czas' na rytuał mógłby być po prostu wtedy, kiedy łatwiej osiągnąć ten próg?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwiczek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 399

@Tymek69 to jest ciekawe zestawienie, bo stan hipnagogiczny to rzeczywiście coś, co ma dużo wspólnego z tym, co czuję przy głębokim oddychaniu przed rytuałem. Ale chyba jednak jest jedna różnica: w hipnagogii tracisz kontrolę nad tym, gdzie 'idziesz', a przy świadomym oddychaniu utrzymujesz intencję. Może dlatego niektóre tradycje kładą taki nacisk na to, żeby nie zasypiać podczas medytacji - to nie chodzi o dyscyplinę, tylko o to, żeby nie zgubić kierunku.


Odpowiedz
Wpisy: 567
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

Trochę się gubię w tej rozmowie, ale jedno zdanie mnie zatrzymało - że oddychanie to jedyna funkcja, która jest i automatyczna, i świadoma. Nigdy tak o tym nie myślałam. I teraz zastanawiam się, czy to znaczy, że jest jakimś pomostem między tym, co świadome, a tym, co nie. Jeśli tak, to rozumiem, po co w ogóle wciągać to do rytuału. Ale mam pytanie do tych, co mają więcej doświadczenia - czy to ma sens robić na samym początku, kiedy człowiek jeszcze nie wie, co robi? Czy można coś 'zepsuć' przez nieumiejętne oddychanie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 455

@Honorata 'zepsuć' to nie jest słowo, którego bym tu użyła. Ale jest rzecz, na którą warto zwrócić uwagę: hiperwentylacja przy nieświadomym przyspieszeniu oddechu może wywoływać mrowienie, zawroty głowy, czasem stany lękowe. To nie jest kwestia magii, tylko fizjologii. Jeśli ktoś robi to pierwszy raz bez jakiegokolwiek przygotowania, a skupi się na samym 'głębszym' oddychaniu i zacznie przyspieszać - może mieć nieprzyjemne doświadczenie, które nie ma nic wspólnego z intencją. Dlatego właśnie proporcje, o których pisał Ludwiczek - wdech, zatrzymanie, wydech - mają znaczenie praktyczne, a nie tylko symboliczne.


Odpowiedz
(@nelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 41

@Karolcia bardzo, bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, bo właśnie tego się bałam i teraz czuję się dużo spokojniej z tym tematem! Naprawdę super, że to napisałaś tak jasno 🙂


Odpowiedz
Wpisy: 114
(@czeslawa81)
Połączone: 2 lata temu

Ja miałam kiedyś moment, który do dziś pamiętam. Robiłam wróżbę dla siebie, dość chaotycznie, bez żadnego przygotowania, i w pewnym momencie zorientowałam się, że oddycham naprawdę wolno i głęboko, jakby bez mojej decyzji. I to był ten moment, kiedy coś 'kliknęło' i odpowiedź, którą zobaczyłam, była jasna. Zastanawiam się właśnie, czy to znaczy, że ciało samo wie, kiedy jest gotowe, i że oddech jest wskaźnikiem, a nie techniką. Że może zamiast stosować jakiś schemat, lepiej po prostu obserwować, kiedy oddech się sam uspokaja?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@trzygłow-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Czeslawa81 ale to by oznaczało, że nie masz kontroli nad tym, kiedy rytuał 'się uda'. Polegasz na tym, że ciało samo coś uruchomi. Nie wiem, czy to jest podejście, które polecałbym komuś, kto chce pracować z konkretną intencją i w konkretnym celu. Bo jeśli czekasz na ten moment, to co robisz, gdy nie przychodzi?


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@serafinka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ta rozmowa to jest właśnie ten rodzaj dyskusji, za którym tęsknię na tym forum. Mam wrażenie, że pytanie o 'właściwy czas' jest tutaj kluczowe i nikt go jeszcze nie rozstrzygnął. Czy to jest moment zewnętrzny, astrologiczny, cykl księżycowy, czy wewnętrzny, taki jak stan oddechu albo gotowość ciała, czy może te dwa rzeczy muszą się zbiec? Bo jeśli oddech to wskaźnik stanu wewnętrznego, to może 'właściwy moment' to po prostu ten, w którym wewnętrzny stan osiąga pewien próg - i wtedy możesz go wywołać świadomą techniką, albo poczekać aż przyjdzie samo, tak jak Czesława opisała.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwiczek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 399

@Serafinka Wracam do tego, co napisała Serafinka o timingu. Mam wrażenie, że rozmawiamy o dwóch różnych pytaniach i trochę je mieszamy. Jedno to: kiedy ciało jest gotowe, czyli ten stan, który Czeslawa opisała jako 'kliknięcie'. Drugie to: czy istnieje czas obiektywnie lepszy, niezależnie od tego, co czujesz. I te dwie rzeczy mogą się rozjeżdżać. Można być w idealnym stanie wewnętrznym w środku dnia, w hałasie, przy pełni księżyca albo bez niej. I co wtedy?


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@trzygłow-x)
Połączone: 1 rok temu

No właśnie o to mi chodziło, tylko nie umiałem tego tak ładnie ubrać. Bo jeśli moment jest czysto subiektywny, to każdy może powiedzieć 'teraz mi się chce, więc to jest właściwy moment' i w zasadzie nie da się tego ani potwierdzić, ani obalić. To jest niepodważalne, ale też nic z tego nie wynika. Mnie bardziej interesuje, czy jest jakaś zewnętrzna logika w tym, że pewne momenty działają lepiej. Czy astrologia albo ta teoria z nozdrami daje jakiś konkretny sposób na weryfikację?


Odpowiedz
Wpisy: 294
(@celeste50)
Połączone: 1 rok temu

Zapytam inaczej: co miałoby znaczyć 'weryfikacja' w tym kontekście? Bo jeśli szukasz powtarzalnego, mierzalnego efektu, to astrologia jako system nie działa tak jak hipoteza naukowa. Ale to nie znaczy, że nie ma w niej wewnętrznej logiki. W tradycji hellenistycznej czas rytuału był dobierany przez katarchiczną astrologię, czyli szukano momentu, który sam w sobie ma określoną 'jakość' - kombinację planet, domów, aspektów. Nie po to, żeby zagwarantować skutek, ale żeby intencja trafiała w odpowiedni grunt.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gabrysia92)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 399

@Celeste50 to znaczy, że chodzi o coś w rodzaju dopasowania energii rytuału do energii momentu? Czy raczej o to, że pewne konfiguracje planet po prostu blokują albo wspierają pewne działania, niezależnie od tego, co praktykujący czuje w środku?


Odpowiedz
(@celeste50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 294

@Gabrysia92 różnica, którą wskazujesz, jest ważna. Tradycyjnie nie chodziło o 'dopasowanie energii' w takim new-age'owym sensie. Chodziło o to, że pewne momenty mają określony charakter i działanie podjęte w tym momencie niejako wchłania jego cechy. To bliższe myśleniu analogicznemu niż energetycznemu. Księżyc w fazie wzrastającej był przypisywany do działań narastających, schodzący do kończenia i oczyszczania. To nie jest kwestia blokowania - to kwestia dostosowania kierunku działania do rytmu cyklu.


Odpowiedz
Wpisy: 455
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słucham tego i zaczynam się zastanawiać, jak to się ma do oddychania, bo trochę odpłynęliśmy. Jeżeli przyjmiemy, że ciało ma swój rytm dobowy, to może właśnie dlatego o pewnych porach łatwiej wejść w ten stan, który Ludwiczek opisywał przy wydłużonym wydechu? Kortyzol jest wysoki rano, spada po południu, wieczorem układ nerwowy naturalnie zwalnia. Może 'właściwy czas' to po prostu moment, kiedy fizjologia sama idzie w tym kierunku, a nie przeciw.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cyrkonka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Karolcia tylko że kortyzol i fazy księżyca to zupełnie różne porządki, prawda? Jedno to biologia, drugie to astrologia albo coś kosmicznego. Da się te dwie rzeczy jakoś połączyć, czy to zawsze będzie porównywanie jabłek z gruszkami?


Odpowiedz
(@konwalka74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 305

@Cyrkonka99 są badania, które próbowały sprawdzić wpływ faz księżyca na sen, hormony czy zachowanie - i w większości nie wyszło nic przekonującego. Ale argument z biologii działa inaczej: nie potrzebujemy księżyca, żeby wytłumaczyć, dlaczego wieczór sprzyja głębszemu oddychaniu. Chronobiologia mówi o rytmach dobowych w sposób dość dobrze udokumentowany. Pytanie, czy to wystarczy do praktyki rytualnej, czy potrzebny jest jeszcze jakiś dodatkowy poziom.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@faustynka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się wokół pytania, które można postawić jeszcze ostrzej: czy 'właściwy czas' to coś, co odkrywasz, czy coś, co tworzysz? Bo może nie ma go przed rytuałem - może on powstaje w momencie, kiedy zaczynasz oddychać w określony sposób i coś w środku się ustawia. Trochę jak z tym, co Czeslawa opisała - że nie zaplanowała tego stanu, on się po prostu pojawił.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@trzygłow-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Faustynka ale to jest odpowiedź trochę za wygodna, nie? Jeśli właściwy czas 'tworzymy', to w zasadzie możemy zacząć kiedy chcemy i zawsze powiemy sobie, że to był właściwy moment. Nie ma żadnego kryterium, które pozwoli powiedzieć 'tym razem się nie udało, bo moment był zły'.


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@serafinka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale czy kryterium 'udania się' w rytuałach w ogóle istnieje? To osobne i dość trudne pytanie. Ja raczej patrzę na to inaczej: niektóre sesje z runami mają w sobie coś, co czuję jako spójność, inne są bardziej rozsypane. I zauważyłam, że ta spójność faktycznie koreluje z tym, jak oddycham na początku. Nie z księżycem, nie z godziną, ale właśnie z tym pierwszym wdechem. Jeśli od razu jest głęboki i spokojny, reszta idzie inaczej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 567

@Serafinka to co opisujesz jest bardzo podobne do tego, co ja czuję przy zwykłej medytacji, nie żadnym rytuale. Czy to znaczy, że to, co robisz, jest w połowie medytacją? Albo że medytacja sama w sobie jest rodzajem rytuału? Nie prowokuję, naprawdę nie wiem gdzie jest granica.


Odpowiedz
Wpisy: 331
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mnie też ciekawi to pytanie. Bo zaczynam sobie myśleć, że całe to przygotowanie - świece, godzina, nozdrze, faza księżyca - może być po prostu sposobem na wejście w stan skupienia. Że sam rytuał to trochę taki zestaw sygnałów dla mózgu: 'teraz jest inna przestrzeń'. I wtedy oddech jest po prostu jednym z tych sygnałów. Tylko nie wiem, czy to redukuje magię do psychologii, czy po prostu opisuje ten sam mechanizm innym językiem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 455

@Sylwester75 to jest dokładnie to napięcie, z którym pracuję od jakiegoś czasu. Nie uważam, że te dwa języki się wykluczają. Układ limbiczny, który reaguje na świecę, zapach, rytm oddechu - to jest fizjologia. Ale doświadczenie, które się pojawia, może być czymś więcej niż sumą jego elementów. Problem w tym, że nie mamy dobrego języka na to 'coś więcej'.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ja tu trochę z innej strony - przy tarocie też jest coś podobnego. Przed czytaniem zawsze robię kilka głębszych oddechów i to nie jest rytuał sam w sobie, ale bez tego karty jakoś nie 'mówią'. Tzn. technicznie czytam to samo, ale interpretacja jest płytsza. Może brzmi to dziwnie ale czuje to dosc wyraznie. Wracajac do tego pytania o czas - zastanawiam się, czy właściwy moment to nie jest po prostu ten, kiedy jesteś w stanie naprawde wsłuchać się w to, co rozkładasz przed sobą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tymek69)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 49

@Kazia84 a co jeśli nie możesz osiągnąć tego stanu, niezależnie ile oddychasz? Ja mam tak ze snami - bywają okresy, kiedy cokolwiek robię przed snem, nic ciekawego się nie śni, nic nie przychodzi. I nie mam poczucia, że to moja wina albo że zły czas wybrałem. Po prostu jest taka faza. Może z rytuałami jest podobnie?


Odpowiedz
Wpisy: 114
(@czeslawa81)
Połączone: 2 lata temu

To co Tymek opisuje, jest mi bliskie. Bywają okresy, kiedy wróżbę robię 'na sucho' - jakby wyniki były, ale bez tego czegoś. I doszłam do wniosku, że to nie jest kwestia techniki ani godziny. To jest kwestia tego, co się we mnie dzieje głębiej. Oddech można wyregulować, ale nie wszystko za nim pójdzie automatycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 399
Rozpoczynający temat
(@ludwiczek)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie - i to może być odpowiedź na to pytanie z tytułu, choć nie taka, jakiej szukałem, kiedy zaczynałem ten wątek. Może 'właściwy czas na nową osobę', nową intencję, nowy etap praktyki - to nie jest data w kalendarzu. To jest ten moment, kiedy twój oddech przestaje być wysiłkiem i staje się naturalny sam z siebie. Nie wiem, czy to jest odkrycie, czy oczywistość. Ale dla mnie coś tutaj klikło w tej rozmowie.


Odpowiedz
Wpisy: 399
(@gabrysia92)
Połączone: 4 miesiące temu

Ale chwila - Ludwiczek, a co z tymi wszystkimi tradycjami, które bardzo konkretnie wyznaczają czas rytuałów? Czy to znaczy, że się mylą, albo że to tylko rusztowanie dla osób, które nie potrafią jeszcze słuchać własnego oddechu? Bo jeśli tak, to trochę dziwne, że te systemy w ogóle przetrwały.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@konwalka74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 305

@Gabrysia92 nie myślałabym o tym w kategoriach 'mylą się albo mają rację'. Te systemy były budowane dla społeczności, nie dla jednostek. Jak masz grupę ludzi i musisz zsynchronizować ich działanie, zewnętrzny calendar ma sens - bo nie możesz czekać, aż każdemu indywidualnie 'kliknie'. Księżyc, pory roku, godziny planetarne - to były wspólne zegary. Pytanie, które Ludwiczek stawia, jest pytaniem praktyka solowego. I tam ta odpowiedź z oddechem jest bardziej uczciwa niż szukanie właściwego dnia w efemerydach.


Odpowiedz
(@gabrysia92)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 399

@Konwalka74 dobra, to rozumiem ten argument z synchronizacją grupową. Ale jak patrzę na tradycje, które były jednak mocno indywidualne - szamanizm, pewne gałęzie hermetyzmu - tam też były kalendarze, konkretne godziny, bardzo precyzyjne wskazówki. To nie był tylko problem logistyczny dla grupy.


Odpowiedz
(@konwalka74)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 305

@Gabrysia92 masz rację, że to nie jest tylko kwestia organizacji. W tradycji hermetycznej godziny planetarne - czyli podział doby na dwunastoczęściowe segmenty przypisane planetom - były czymś zupełnie innym. Chodziło o to, że dana godzina ma jakość, charakter, a nie tylko czas trwania. Merkury rządzi komunikacją i myśleniem, więc w godzinie Merkurego łatwiej o klarowność intencji. Ale zwróć uwagę, że to nadal zewnętrzna struktura. Pytanie Ludwiczka brzmiało, czy to jest konieczne.


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@serafinka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wchodzę tu z czymś konkretnym: przy runach zauważyłam, że nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Są rzuty, które robię 'w złym' momencie według kalendarza i które wychodzą bardzo klarownie. I odwrotnie - przygotowuję się, czekam na właściwą godzinę, a wynik jest jakiś rozmazany, bez punktu. Więc dla mnie kalendarz zewnętrzny przestał być wyznacznikiem czegokolwiek.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tymek69)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 49

@Serafinka a co w takim razie jest tym wyznacznikiem? Oddech, o którym tu wszyscy mówią? Bo szczerze - przy snach mam podobnie. Nie ma znaczenia, czy kładę się spać o 'magicznej' godzinie czy nie. Ważne jest coś innego, tylko nie potrafię tego dobrze nazwać.


Odpowiedz
(@serafinka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 287

@Tymek69 właśnie, i ja też nie potrafię tego perfekcyjnie nazwać. Coś w rodzaju gotowości? Ale to nie jest gotowość w sensie 'jestem spokojny i wypoczęty'. Raczej coś jak - jesteś otwarty na to, co przyjdzie, nie masz z góry oczekiwania co do wyniku. A oddech akurat bardzo konkretnie do tego prowadzi, bo zmusza cię do bycia tu.


Odpowiedz
Wpisy: 107
(@faustynka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słucham i myślę, że to słowo 'gotowość' jest kluczem. W numerologii jest coś podobnego - pewne daty są uznawane za okresy przejścia. Ale żaden dzień wibracyjnie ósmy sam w sobie nic nie zrobi, jeśli ty jesteś w środku rozkojarzony albo zablokowany. Data to rama, ale ty musisz wejść w tę ramę.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@cyrkonka99)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Faustynka a skąd wiadomo, że jest się gotowym? Pytam szczerze, bo to brzmi bardzo intuicyjnie i zastanawiam się, czy jest na to jakiś konkretniejszy sygnał, czy to jest po prostu 'czujesz i już'?


Odpowiedz
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 455

@Cyrkonka99 z perspektywy pracy z ciałem - jest parę rzeczy, które można dość konkretnie obserwować. Jakość oddechu to jedno: czy jest swobodny, czy jest napięcie w klatce piersiowej albo gardle. Drugie to napięcie w szczęce i barkach - to są pierwsze miejsca, gdzie trzymamy nieswoją gotowość. Trzecie, bardziej subtelne: czy twoje myśli w ogóle mogą się zatrzymać na jednej rzeczy przez kilka sekund. To nie jest magia, to fizjologia, ale opisuje dokładnie ten stan.


Odpowiedz
(@honorata)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 567

@Karolcia To co Karolcia opisuje, to jest właściwie lista tego, co robi dobra sesja uważności przed czymkolwiek. Pytam, bo zaczęłam się zastanawiać - czy w takim razie te 'magiczne' rytuały nie są po prostu bardzo konkretnym protokołem wejścia w stan skupienia? Nie jako deprecjacja, naprawdę jako pytanie.


Odpowiedz
(@ludwiczek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 399

@Honorata, to jest pytanie, z którym sam się mierzę. I moja odpowiedź jest teraz bardziej złożona niż była, kiedy otwierałem ten wątek. Myślę, że mechanizm jest wspólny - oddech, skupienie, ciało - ale to co się dzieje po wejściu w ten stan, może być różne w zależności od intencji i systemu, w którym pracujesz. Sama technika to nie wszystko.


Odpowiedz
Wpisy: 587
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Przy tarocie jest to samo. Gdyby chodziło tylko o skupienie, to każda medytacja przed tasowaniem byłaby równoznaczna. Ale jest różnica, kiedy tasujiesz z konkretną intencją i masz w głowie pytanie, a kiedy tasujiesz 'żeby się skupić'. Intencja zmienia coś w samym procesie, nie tylko w interpretacji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@trzygłow-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Kazia84 ale jak to możesz odróżnić od efektu placebo? Tzn. serio, nie zarzucam nic. Jak wiesz, że różnica w jakości czytania wynika z intencji, a nie z tego, że po prostu jesteś bardziej skupiona gdy ją masz?


Odpowiedz
(@kazia84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 587

@Trzyglow.x no i tu właśnie utykam, bo nie mam na to odpowiedzi, która byłaby 'twarda'. Mogę powiedzieć, że widzę tę różnicę u siebie konsekwentnie, że rozmawiałam z innymi kartomantami i mają podobne obserwacje. Ale dowód? Nie mam.


Odpowiedz
Wpisy: 305
(@konwalka74)
Połączone: 2 lata temu

Właściwie to pytanie Trzygłowa jest dobre, ale też samo w sobie otwiera coś ważnego. W badaniach nad efektem placebo wiemy, że sam efekt jest realny - zmienia markery fizjologiczne, zmienia percepcję, zmienia wyniki. Więc nawet jeśli 'to tylko placebo', to jest mechanizm, który coś robi. Pytanie czy to wystarczy jako opis, to już inna sprawa.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@gabrysia92)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 399

@Konwalka74 czyli mówisz, że może nie ma sensu rozróżniać 'naprawdę działa' od 'tylko placebo', bo mechanizm jest podobny? To by wywróciło sporo założeń.


Odpowiedz
(@celeste50)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 294

@Gabrysia92 nie do końca wywróciło, bo tradycje ezoteryczne i tak nigdy nie twierdziły, że działają 'niezależnie od praktykującego'. Wręcz przeciwnie - w większości systemów podmiot jest centralny. W astrologii hellenistycznej czas i miejsce urodzenia to nie był kontekst zewnętrzny, tylko konstytucja osoby. Podobnie z momentem rytuału - on musi współgrać z tym, kto go wykonuje.


Odpowiedz
Wpisy: 331
(@sylwester75)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wracając do oddychania - bo trochę odpłynęliśmy od tej konkretnej techniki - chciałem zapytać o coś, czego jeszcze nie poruszyliśmy. Czy jest różnica w tym, jak oddychasz zależnie od tego, co chcesz 'zrobić' w rytuale? Bo przy zamknięciu czegoś pewnie inaczej niż przy otwieraniu nowego etapu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@karolcia)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 455

@Sylwester75 jest, i to dość wyraźna różnica z perspektywy pracy z ciałem. Przedłużony wydech aktywuje gałąź przywspółczulną - to jest stan zamykania, przetwarzania, spokoju. Przedłużony wdech jest bardziej aktywizujący, angażuje część sympatyczną. Jeśli zaczynasz coś nowego, intuicyjnie możesz szukać czegoś bardziej pobudzającego. Jeśli zamykasz - czegoś wygaszającego. To nie jest wymyślona symbolika, to fizjologia.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: