Mam trochę dziwne pytanie, ale serio mnie to zaczęło zastanawiać. Mieszkam w bloku, ściany cienkie jak papier, słyszę każde kaszlnięcie sąsiadów. I teraz zaczynam się zastanawiać - jak głośno właściwie trzeba wypowiadać zaklęcia, żeby cokolwiek działało? Bo czytałem różne podejścia i jedni mówią, że wystarczy myśl, inni że musi być dźwięk, a jeszcze inni że wibracja głosu to podstawa. Ktoś to kiedyś przemyślał od strony praktycznej?
To wcale nie jest dziwne pytanie. Serio. W tradycji hermetycznej mówi się o tzw. vibration of divine names - chodzi o to, że pewne słowa mają działać przez rezonans fizyczny krtani i kości czaszki, nie tylko przez intencję. Ale to dotyczy specyficznych praktyk, głównie kabbalistycznych czy ceremonialnych. Pytanie co ty konkretnie robisz, bo to mocno zależy od systemu.
Ja przez jakiś czas mieszkałam w kawalerce i też się z tym borykałam. Skończyło się na tym, że większość rzeczy przeszłam na pracę wewnętrzną, bez głosu. I uczciwie mówiąc - nie czułam żeby coś straciło na sile. Ale mam też wrażenie, że to kwestia tego jak ktoś jest pouczony. Jak ktoś przez lata działał tylko z głosem, to nagle przejście na ciszę może mu po prostu nie wychodzić, bo ma głęboko zakorzenione że jedno bez drugiego nie istnieje.
W Wicca to naprawdę zależy od tradycji i od osoby, która cię uczyła. Są coveny gdzie wszystko jest śpiewane albo recytowane na głos, ale są też praktyki solarne i samotne gdzie nikt nigdy nie mówił że musisz krzyczeć na cały głos. Myślę że to bardziej kwestia twojego wewnętrznego przekonania niż jakiejś sztywnej reguły.
A to nie jest tak, że ten dźwięk ma znaczenie głównie przy pracy z duchami albo przy przyzywaniu? Gdzieś czytałam że duch musi fizycznie usłyszeć wezwanie. Ale przy odczycie tarot przecież nie przyzywasz czegokolwiek, więc po co głos?
No właśnie - połączenie tarot z rytuałem to osobna sprawa. Jak to u ciebie wygląda? Bo np. otwierasz okrąg, a potem kładziesz karty? Czy raczej używasz kart jako elementu wyroczni w ramach samego rytuału? Bo to dwie dość różne rzeczy i odpowiedź na pytanie o głośność też będzie inna.
Przepraszam że wchodzę, ale mam pytanie na boku - czy to łączenie tarot z rytuałem jest w ogóle popularne? Sama czytam karty, ale jakoś nigdy nie przychodziło mi do głowy żeby robić to w ramach jakiegoś rytuału. Co to daje ekstra?
Przy tarot to głos jest właściwie zbędny. Karty działają przez intuicję i synchroniczność, nie przez żaden dźwięk. To co opisujesz z mamrotaniem to bardziej autosugestia. Rytuał i tarot to dwa osobne systemy i na siłę łączone mogą sobie wzajemnie przeszkadzać.
No i właśnie - to mamrotanie półgłosem, o którym mówisz, jest ciekawe. Słyszałam kiedyś od kogoś z tradycji druidycznej coś o tym, że liczy się przede wszystkim to, że TY słyszysz swój własny głos. Nie sąsiad, nie kosmos - ty. Bo to twoje ucho i twój mózg zamykają pętlę. Nie wiem na ile to potwierdzone, ale mi to coś dało do myślenia.
A co z afirmacjami? Bo ja robię afirmacje przy kamieniach i staram się mówić na głos, ale mieszkam z rodziną i czuję się głupio. Skończyłam na szeptaniu do siebie i mam wrażenie że nadal coś działa. Czy to jest podobna sprawa?
Wróćmy do konkretów - Faddi, to mamrotanie które opisujesz i tak pewnie sąsiad nie słyszy przez ścianę. Ja w takim bloku działam od kilku lat i żaden sąsiad nie zapukał z pytaniem co bębni. Dźwięki rytmiczne i śpiewanie to inna sprawa, ale samo ciche recytowanie to naprawdę nie jest temat.
No właśnie to mnie uspokaja praktycznie, ale cały czas mam z tyłu głowy że może robię to za cicho i coś gubi po drodze. Akacja to co mówisz o własnym uchu jest dla mnie nową perspektywą - czyli jeśli sam siebie słyszę, to mam zamkniętą pętlę i nie muszę się martwić że sąsiad usłyszy?
Ciekawe pytanie w ogóle kiedy głos jest częścią magii, a kiedy jest tylko rytuałem społecznym, czyli czymś co robimy bo tak nas uczono i spodziewamy się że tak powinno wyglądać. W Kluczu Salomona jest sporo inwokacji, które mają być skandowane, ale komentatorzy różnią się co do tego czy chodzi o efekt fizyczny czy o skupienie umysłu praktykanta. Mathers pisał jedno, Regardie już trochę inaczej na to patrzył.
Przepraszam, nie znam tych nazwisk - Mathers, Regardie - to jakieś konkretne tradycje czy co to jest? Słyszałam o Kluczu Salomona ale nigdy nie czytałam.
Wracając do tego co mówiłam o werbalizowaniu tego co widzę na karcie - mam wrażenie, że to nie jest nawet kwestia magii jako takiej, tylko po prostu tego jak działa pamięć i skupienie. Jak powiem na głos 'widzę tutaj wieżę i czuję że to dotyczy czegoś nagłego', to ta myśl jakoś lepiej mi się układa. Ale to chyba bardziej psychologia niż rytuał?
Ale to jest właśnie ten problem - jak zaczynasz mówić że 'to samo tylko inne słowa', to przestajesz rozróżniać co faktycznie działa od tego co jest tylko ceremonią. Tarot ma swój mechanizm, rytuał ma swój. Mieszanie tego bez jasnej struktury to proszenie się o bałagan.
Muszę przyznać że sama przez długi czas traktowałam karty i rytuały jako oddzielne sprawy, bo tak mnie uczono. Ale jak zaczęłam się bardziej interesować praktykami przedchrześcijańskiej Europy, to tam przepowiadanie i rytuał były jedną rzeczą, nie dwiema. Wróżba to był sam w sobie akt sakralny, nie tylko odczyt techniczny.
Tylko że runy to nie tarot. Tarot pochodzi z kart do gry z XV wieku, nie ma w nim żadnej pradawnej tradycji mimo co niektórzy twierdzą. To ważne bo jak budujesz rytuał wokół tarot, to budujesz go wokół czegoś relatywnie młodego i eklektycznego. Nie mówię że nie działa, tylko że powoływanie się na 'tradycję' jest tu lekko naciągane.
Hm, ale czy wiek tradycji ma tu znaczenie? Rozumiem argument historyczny, ale jeśli system działa w praktyce, to czy fakt że ma dwieście lat zamiast dwóch tysięcy coś zmienia?
Ja właściwie nadal nie za bardzo rozumiem jak to wygląda fizycznie jak łączysz tarot z rytuałem. Mam na myśli - czy to jest tak, że np. zapalasz świecę, mówisz coś, potem ciągasz karty i interpretujesz? Albo coś bardziej złożonego? Bo wydaje mi się, że to się robi sens jak to zobaczę konkretnie.
Przy tym opisie mam pytanie do Faddiego - jak reagujesz kiedy karta ci powie coś czego się nie spodziewałeś albo coś nieprzyjemnego? Bo przy zwykłym odczycie możesz to odłożyć i przemyśleć, ale jak jesteś w środku otwartego okręgu, to jesteś jakby w zobowiązaniu do tej przestrzeni. Czy to nie tworzy presji?
Mam takie ogólne pytanie bo trochę zgubiłam wątek - czy to co opisujecie to jest coś z czego korzystają też osoby poza tradycją Wicca? Bo słucham i brzmi jakby te rzeczy - otwieranie okręgu, inwokacje - były specyficzne dla jednej tradycji, ale może się mylę.
A wracając jeszcze do głośności - cały czas kręcimy się wokół tego czy głos jest potrzebny, ale nie padło właściwie pytanie co dokładnie ma robić ten głos w rytuałach które łączą wyroczniję z magią. Czy ma kierować intencję? Przywołać coś? Utrzymać skupienie? Bo to chyba różne funkcje i może nie każda wymaga głośności.
Wydaje mi się że mieszacie dwie różne rzeczy. Głos w goecji to był protokół, dosłownie - nie możesz szepnąć zaproszenia do obcej osoby przez szybę i oczekiwać że wejdzie. To nie to samo co głośne czytanie karty dla siebie. Jedno to komunikacja z zewnątrz, drugie to organizowanie własnych myśli.
Mam wrażenie że pytanie Eweliniunii jest bardzo dobre i nie padła na nie żadna konkretna odpowiedź w tej dyskusji. Bo wszyscy mówimy o tym co głos robi dla praktykującego albo co robi w kontekście wezwania, ale co z samą kartą jako elementem systemu? Karta ma swój symboliczny ładunek niezależnie od tego czy na nią patrzysz czy nie.
Myślę że tutaj problem jest w samym pytaniu - zakładacie że karta jest 'obiektem który się czyta', a nie elementem w procesie. Jak pracujesz w tradycji gdzie wróżenie jest rytualne, to karta jest odpowiedzią na coś co zostało otwarte wcześniej. I wtedy głos nie jest skierowany do karty, tylko do tej otwartej przestrzeni. Karta jest tylko medium.
I to jest właśnie problem z tym podejściem - 'nie wiem do czego mówię, ale działa'. Jak nie wiesz co wywołujesz, to nie kontrolujesz rytuału, tylko improwizujesz. W tarocie masz przynajmniej system zamknięty - 78 kart, ustalone znaczenia, sprawdzalna interpretacja. Jak zaczniesz to łączyć z otwartym rytuałem bez adresata, to na jakiej podstawie interpretujesz co dostałeś?
