Siedziałem ostatnio nad kilkoma starymi notatkami i zacząłem się zastanawiać nad czymś, co chyba rzadko ktoś traktuje poważnie - mianowicie nad przygotowaniem zaklęcia z wyprzedzeniem, tak jakby odkładać coś na czarną godzinę. Nie mówię o gotowcach z internetu, tylko o własnoręcznie skonstruowanym mechanizmie, który człowiek zna od podszewki i może uruchomić szybko, kiedy sytuacja tego wymaga. Jak to w ogóle wygląda u was? Bo z jednej strony rozumiem logikę - ktoś wie, czego może potrzebować, przygotowuje się zawczasu. Z drugiej strony zaklęcie bez konkretnego kontekstu i bez ładunku emocjonalnego w danej chwili to trochę jak pisanie listu, który nigdy nie trafi do adresata.
To jest właśnie ta kwestia, która dzieli praktyków od lat. Część tradycji, szczególnie te oparte na ceremonializmie, zna pojęcie sigilu uśpionego - tworzysz go, ładujesz intencją, a potem zapominasz o nim i aktywujesz dopiero wtedy, kiedy zajdzie potrzeba. Ale tu jest haczyk: żeby to działało, w momencie tworzenia musiałeś mieć wystarczająco jasne wyobrażenie o sytuacji, w której go użyjesz. Pytanie do ciebie, Ballen - o jakim typie zaklęcia mówisz? Ochronnym, ogólnym, czy coś bardziej sprofilowanego?
Ja ostatnio próbowałam czegoś podobnego z ochroną. Zrobiłam coś w rodzaju zapieczętowanego zamiaru - nakładam go na konkretny przedmiot i trzymam w gotowości. Nie wiem, czy to się kwalifikuje jako zaklęcie na wypadek, ale intencja była dokładnie taka: mam to pod ręką i w razie potrzeby wiem co zrobić. Problem który widzę to czas - jeśli minęło sporo czasu od stworzenia, muszę to reaktywować, bo czuję, że straciło swoją energię. Czy wy w ogóle robicie takie odświeżenia?
Z runami jest prościej pod tym względem. Bindruna zrobiona pod konkretny cel może czekać miesiącami. Ryjesz, ładujesz, zamykasz - i albo nosisz przy sobie, albo chowasz. Jak moment nadejdzie, po prostu ją aktywujesz świadomie, często przez oddech albo dotyk. Nie potrzebujesz pamiętać każdego detalu intencji, bo ona jest zakodowana w samym układzie run. To inny mechanizm niż sigil ogólnego zastosowania.
A skąd wiadomo, że bindurna nadal działa po długim czasie? Czytałam coś o tym, że runy mogą się jakby rozładować, ale nie do końca rozumiem jak to sprawdzić. Czy to jest coś widocznego, czy raczej czuć to intuicyjnie?
No właśnie, tu wychodzi problem z całą kategorią zaklęć przygotowanych z wyprzedzeniem - bardzo dużo zależy od tego, czy człowiek potrafi wyczuć stan swojej własnej pracy. I tu mam pytanie do bardziej doświadczonych: czy wy w ogóle wierzycie, że można zrobić zaklęcie dziś, które będzie tak samo aktywne za pół roku bez żadnego odświeżania?
Szczerze? Wątpię w przypadku większości metod. Może gdyby było osadzone w czymś fizycznym z dużą własną siłą - zapieczętowane w kamieniu, przywiązane do miejsca, wpisane w metal. Ale zaklęcie jako czysta intencja bez nośnika? Działa jak obietnica, którą złożyłeś na głos, ale potem nikt jej nie pilnował. Miałam kiedyś podobny eksperyment i po kilku miesiącach poczułam że to co zrobiłam jest dosłownie puste. Byłam zdziwiona, bo technicznie zrobiłam wszystko poprawnie.
Mnie tu bardziej zastanawia kwestia emocji. Zaklęcie tworzone pod wyimaginowany scenariusz kontra takie tworzone kiedy sytuacja już się dzieje - to jest ogromna różnica w ładunku. Pamiętam jak kiedyś byłem w bardzo trudnej sytuacji i robiłem coś dosłownie z marszu, bez żadnego przygotowania, z ogromnym skupieniem i bardzo wyraźną potrzebą. Do dziś uważam to za jedną z rzeczy, które zadziałały wyraźnie i szybko. Czy ktoś miał podobne porównanie - przygotowane versus spontaniczne?
Przepraszam że wchodzę, ale kompletnie nie rozumiem czym jest ta gnoza w tym kontekście. Myślałam że to coś religijnego, gnostycyzm czy coś takiego.
Ale żeby wrócić do tematu - czy ktoś ma konkretne doświadczenie z zaklęciem przygotowanym z wyprzedzeniem, które faktycznie zadziałało po kilku tygodniach czy miesiącach? Bo mnie interesuje czy to w ogóle ma sens praktycznie, a nie tylko teoretycznie.
Węzły to akurat bardzo stara metoda, można ją znaleźć w folklorze skandynawskim i słowiańskim jednocześnie. Ale ta słowiańska wersja działała nieco inaczej - nie tyle zapieczętowanie, co związanie czegoś niepożądanego. To ważna różnica przy interpretacji skuteczności, bo mechanizm intencji był odwrotny.
Ciekawe czy ta różnica w mechanizmie ma jakiekolwiek znaczenie dla wyniku, czy to tylko kwestia symboliczna. Bo jeśli intencja jest jasna i mocna, to chyba kierunek symbolu nie powinien wszystkiego wywracać do góry nogami. Albo jednak powinien?
Trochę zależy od tego co rozumiesz przez 'kierunek symbolu'. Jeśli chodzi o intencję, to myślę, że jasna intencja jest ważniejsza niż perfekcyjne odwzorowanie folkloru. Ale jeśli chodzi o to, jak dana forma działa na podświadomość wykonującego - tu już symbol może robić różnicę, bo pracujesz z własnymi skojarzeniami. Węzeł zawiązany jako blokada i węzeł jako 'kapsuła gotowa do otwarcia' to dwie różne mapy mentalne, nawet jeśli fizycznie wyglądają tak samo.
Poczekajcie - czyli problem z sigilem na wypadek jest taki, że sam fakt że wiesz o nim i czekasz na moment żeby go użyć, w jakiś sposób go osłabia? Dobrze to rozumiem?
Ale ja mam to węzłowe doświadczenie i przez cały czas wiedziałam że go mam i na co czeka. Nie zapomniałam. I mimo to coś się zadziało - albo zadziałało. Więc albo teoria Spare'a nie jest jedynym modelem, albo to co się stało nie miało z tym węzłem nic wspólnego i po prostu tak wyszło. Obie opcje są możliwe.
Przepraszam ale mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się wokół problemu którego chyba nie da się rozwiązać? Czyli jak odróżnić że magia zadziałała od tego że po prostu coś się stało. Czy to w ogóle jest dla was ważne, żeby to wiedzieć, czy po prostu pracujecie i tyle?
A wracając do tych zaklęć na wypadek - mnie zastanawia coś zupełnie innego. Czy jest jakaś granica czasowa? Znaczy, czy coś zrobionego rok temu i trzymanego w szufladzie nadal ma sens użyć, czy w pewnym momencie lepiej zacząć od nowa?
Mnie tu uderza coś innego w tej całej dyskusji. Mówicie o zaklęciach na wypadek jakby to było neutralne - przygotowujesz, czekasz, używasz. Ale sam akt przygotowania czegoś na konkretną sytuację zakłada że ta sytuacja nastąpi. Czy ktoś się zastanawia nad tym, że samo tworzenie tego rodzaju rezerwy może przyciągać te okoliczności? Nie mówię że tak jest, tylko że warto mieć to na uwadze przy wyborze co się przygotowuje.
Ten argument z przyciąganiem zawsze wraca w dyskusjach o magii ochronnej i szczerze mówiąc nie wiem co z nim zrobić. Z jednej strony rozumiem logikę, z drugiej - każdy kto robi jakąkolwiek ochronę jest na to narażony tym samym argumentem. I jakoś ludzie to robią i nie uważają że ściągają na siebie to od czego się chronią. Może rozróżnienie jest w tym jak się do tego siada - obronnie czy ofensywnie.
Dobra, ale mnie zaczyna trochę kręcić ta dyskusja w kółko. Praktycznie rzecz biorąc - czy ktoś tutaj faktycznie robi takie rzeczy na zapas i czy widzi jakiś sens? Nie teoria, tylko konkretnie co robicie.
Ten węzeł o którym mówiłam wcześniej to był właśnie taki przypadek - nie wiedziałam dokładnie na co, wiedziałam że coś się szykuje. Jak to się potem zdarzyło i go użyłam, miałam poczucie że forma pasuje do sytuacji. Ale to jest dokładnie to pytanie Nashiry - czy to jest na zapas, czy to jest coś innego.
Wracając do pytania Nashiry - bo to jest naprawdę dobre pytanie. Robię pewne rzeczy które można by nazwać przygotowaniem, ale nigdy nie myślę o nich jako 'na wypadek'. Bardziej jako utrzymywanie gotowości. Czy to jest ta sama kategoria?
Ciekawe rozróżnienie. 'Na wypadek' zakłada konkretny scenariusz. 'Gotowość' jest bardziej otwarta. Może to jest właśnie klucz do tego problemu który poruszałem na początku - że forma bez konkretnej intencji jest niekoniecznie wadą.
Ale to trochę zmienia to o czym rozmawialiśmy, nie? Jeśli robisz coś ogólnie na gotowość to nie ma tego problemu z lękiem który wymieniała Lelja, bo nie wyobrażasz sobie konkretnej złej sytuacji.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam wrażenie że mówicie o dwóch różnych rzeczach jednocześnie - o tym czy technicznie można coś zrobić na zapas, i o tym co ta osoba robi sobie z głową robiąc to. To nie jest ten sam problem?
Dobra ale wróćmy na chwilę do czegoś bardziej konkretnego - Pyromanta wspomniał o 'utrzymywaniu gotowości'. Jak to praktycznie wygląda? Co robisz?
To co opisuje Pyromanta z tymi obiektami które same wskazują moment - mam wrażenie że to jest klucz do całej tej rozmowy. Bo jeśli tak działa, to pytanie 'na wypadek' jest trochę źle postawione od początku. Nie przygotowujesz czegoś na konkretny wypadek, tylko tworzysz coś co będzie wiedzieć kiedy zadziałać. To zupełnie inna logika.
