Ostatnio wróciłem do pracy z zaklęciami pisanymi i stanąłem przed pytaniem, które chyba każdy sobie w końcu zadaje - co robić z kartką po tym, jak zaklęcie zadziała albo gdy czas minął? Spalam, chowam, zakopuję? Przez jakiś czas trzymałem wszystko w szufladzie, ale coraz częściej mam wrażenie, że to nie jest dobry pomysł. Czytałem różne podejścia, jedni mówią że spalanie kończy i uwalnia, inni że zapisany zamiar trzyma energię aktywną dopóki kartka istnieje. Mnie najbardziej zastanawia jedna konkretna rzecz - co robicie gdy efekt przychodzi szybciej, niż się spodziewaliście? Bo wtedy ta kartka nadal gdzieś leży i nie wiadomo czy ją już można spalić, czy lepiej poczekać żeby nie urwać czegoś w połowie.
To dobre pytanie i akurat nie ma na nie jednej odpowiedzi, bo zależy od tego jak sam rozumiesz mechanizm działania zaklęcia pisanego. Jeśli traktujesz kartkę jako nośnik intencji, to po manifestacji nie ma powodu jej trzymać - intencja już się zrealizowała, nośnik można zwolnić. Ale jeśli traktujesz ją jako rodzaj aktywnego 'zakotwiczenia', to usunięcie jej przed zakończeniem całego procesu może rzeczywiście coś rozluźnić. Ja przeważnie czekam z decyzją o spalaniu przynajmniej do momentu gdy widzę, że to co miało się wydarzyć, faktycznie jest stabilne. Jedno szybkie pojawienie się czegoś to dla mnie jeszcze nie sygnał, że mogę zamknąć rytuał.
Właśnie o tym myślałam gdy czytałam pierwszy post. Mam notatki z różnych rytuałów i zauważyłam u siebie pewien schemat - kiedy spalam za wcześnie, coś jakby odpływa. Może to sugestia, może nie, ale kilka razy miałam tak że efekt był wyraźny, szybki, a potem po tygodniu czy dwóch jakoś rozwiał się zanim w ogóle zdążył się utrwalić. Zbieżność z momentem spalenia? Nie wiem, nie mam dowodów. Ale teraz raczej czekam z tym. Ciekawi mnie jedno - czy ktoś z was rozróżnia między zaklęciami pisanymi 'na jednorazowy efekt' a tymi, które mają coś długoterminowo podtrzymywać? Bo chyba to robi różnicę jeśli chodzi o to co robić z kartką.
Właśnie to rozróżnienie na 'jednorazowe' i 'ciągłe' jest tym czego mi brakowało żeby sensownie podejść do tematu. Sam do tej pory traktowałem każde zaklęcie pisane podobnie, co chyba był błąd. A wracając do sytuacji gdy efekt przychodzi bardzo szybko - mieliście kiedyś tak że to was zaskoczyło i nie byliście pewni co robić z kartką właśnie dlatego? Bo mnie się zdarzyło że napisałem coś z zamiarem że to będzie pracowało przez dłuższy czas, a efekt był widoczny właściwie po kilku dniach. I wtedy stałem z kartką w ręku i nie wiedziałem czy ten szybki efekt to znak że 'działa i można zamknąć', czy że 'działa i nie ruszać'.
Słucham tej rozmowy i trochę sceptycznie, ale mam jedno konkretne pytanie bo mnie to zastanawia bardziej od strony logicznej - skąd właściwie bierze się ten pomysł że kartka po spaleniu 'uwalnia' energię? To znaczy, czy to jest jakaś starsza tradycja czy po prostu intuicja zbiorowa która gdzieś narosła? Bo widzę że wszyscy to powtarzają, ale nie wiem czy ktoś wie skąd to pochodzi.
Ja sie dopiero uczyłam o zaklęciach pisanych i nie do końca rozumiem jednej rzczy - czy to ma znaczenie na czym piszemy? Bo czytałam że pergamin jest lepszy od zwykłej kartki ale nie wiem czy to prawda czy nie. I czy jak papier sie pali inaczej np. pergamin wolniej, to ma inne działanie? Przepraszam za pytanie może głupie ale naprawdę nie wiem.
Nie ma głupich pytań, serio. Kwestia materiału to ciekawy wątek. Pergamin jest gęstszy, więcej 'ciągnie' podczas pisania, co dla niektórych robi różnicę jeśli chodzi o skupienie i intencję podczas samego aktu pisania. Czy ogień z pergaminu jest 'mocniejszy'? Nie wiem, nie testowałam tego świadomie. Anetta85 ale powiedz - bo to idzie w kierunku tego co Tymek poruszył na początku - czy jak u ciebie coś działało szybko, to byłaś potem pewna co zrobić z tym co napisałaś?
Pół roku to już dosyć długo. Mnie zawsze zastanawiało czy 'stare' zaklęcia pisane które leżą w szufladzie nie zaczynają z czasem działać inaczej niż planowałeś. Jakby intencja mogła się z czasem rozmyć albo zmienić. Czy ktoś miał takie doświadczenie? Coś co pisał z jednym zamiarem, a po długim czasie leżakowania zaczęło się manifestować inaczej?
To jest dobre pytanie i trochę mnie niepokoi jeśli szczerze. Bo jak pomyślę o tym że mam stare kartki z różnych etapów, to część z nich pisałem z intencjami które dziś bym sformułował inaczej albo w ogóle bym nie robił. I co wtedy? Spalić wszystko żeby wyczyścić? Czy to cokolwiek zmienia? Henio, nie odzywasz się - a wydaje mi się że to jest temat w którym masz dość szerokie spojrzenie.
Czytam i mam jedną uwagę do całej tej rozmowy. Dużo tu rozmawiamy o 'co z kartką', ale mało o tym co się dzieje z tobą gdy efekt przychodzi szybko. Szybka manifestacja to nie zawsze powód do radości bo często oznacza że coś zostało uproszczone - albo że trafiłeś w dobry moment, albo że intencja była zbyt powierzchowna i odpowiedź jest proporcjonalna. Kartka to zapis zewnętrzny, ale zakotwiczenie rytuału siedzi w tobie, nie w papierze. Pytanie czy 'można spalić' jest trochę jak pytanie czy można wyrzucić kartkę z notatkami po zdanym egzaminie. Technicznie tak, ale to ty jesteś nośnikiem, nie ona.
To co napisał Henio jest dla mnie bardziej zrozumiałe niż większość tego co czytam na forach o magii. Ale mam do tego jedno 'ale' - jeśli kartka naprawdę nie jest istotna, to po co w ogóle pisać? Znaczy, jeśli nośnik to ty, to rytuał pisania jest tylko skupieniem uwagi i równie dobrze możesz to zrobić bez papieru. Dlaczego sama czynność pisania ma robić różnicę?
Wchodzę w temat bo od dłuższego czasu obserwuję pewną prawidłowość - i nie wiem czy to związane z cyklem księżyca, bo nie trzymam się sztywno tej zasady, ale zauważyłam że zaklęcia pisane podczas bliskiego pełni manifestują się znacznie szybciej, a zaraz potem mam ten dylemat którego Tymek opisał na początku. Kartka jeszcze ciepła, efekt już jest, i nie wiem co zrobić. Czy ktoś bierze w ogóle pod uwagę czas pisania gdy zastanawia się nad tym kiedy spalić?
Właśnie wrócę do pytania które zadałem wcześniej bo nikt nie odpowiedział na kwestię zakopywania. Próbował ktoś? Rozumiem że ziemia jako element różni się od ognia, ale praktycznie - jak to wygląda? Gdzie, na jak głęboko, czy papier nie gnije po prostu w ziemi i czy to ma jakieś znaczenie?
Zakopywanie mnie wciąga bo nigdy o tym nie myślałem jako o realnej opcji - zawsze byłem między 'spalić' a 'zachować w szufladzie'. Ale to co Jarowit mówi o wzrastaniu ma sens w kontekście długoterminowych zamiarów. Przy jednorazowych efektach które przyszły szybciej niż planowałem, spalenie nadal wydaje mi się naturalniejsze. Chociaż teraz mam nowe pytanie - co z zaklęciami które NIE zadziałały? Bo o tym nie rozmawiamy, a to chyba równie istotna sytuacja jeśli chodzi o decyzję co z kartką zrobić.
Wracając do zakopywania - mnie bardziej zastanawia aspekt czasowy. Jeśli papier zakopujesz przy rosnącym księżycu, to intencja 'rośnie' razem z tym co ziemia będzie przetwarzać. Ale co z czymś co już się wydarzyło szybciej niż planowałaś? Zakopujesz po fakcie i co wtedy symbolicznie robisz - zakorzenisz coś co już istnieje, czy próbujesz dosłownie zakopać sprawę?
Ta rozmowa o zakopywaniu i spalaniu jest interesująca, ale zauważam że nikt nie pyta o moment pomiędzy - kiedy efekt już przyszedł, a ty jeszcze trzymasz kartkę w ręce i nie wiesz co z nią zrobić. Co czujesz w tym momencie? Czy jest jakiś sygnał wewnętrzny że 'czas zamknąć' albo 'zostaw jeszcze'? Bo moim zdaniem to jest ważniejszy kierunkowskaz niż księżyc czy żywioł.
Słucham tej rozmowy o sygnałach wewnętrznych i nie jestem przekonana, ale mam pytanie do kogokolwiek kto to testował - czy kiedykolwiek ten sygnał was zawiódł? Czuliście że czas spalić, spaliliście, a potem żałowaliście albo efekt się odwrócił? Bo chętnie bym usłyszała że tak, żeby wiedzieć że to nie jest tylko mechanizm autosugestii.
A mozna w ogole powtorzyc rytuał jeśli sie spalilo za wczeniśnie? Tzn. napisać drugi raz tę sama intencje czy to bedzie działać inaczej? Bo teraz sie boje ze moja kartka z szufladki może byc 'przeterminowana' ale boje sie tez spalic bo co jak efekt przestanie
Mnie zastanawia co Anetta napisała o strachu przed spaleniem bo efekt przestanie. To jest chyba jedno z częstszych miejsc blokady przy szybkiej manifestacji - taki lęk dotknięcia czegoś co działa, żeby nie zepsuć. Jakbyś trzymała słoik z czymś delikatnym i bała się odstawić.
No właśnie - bo to jest pytanie które mnie chodzi po głowie od początku tej rozmowy. Czy rytuał kończy się w momencie pisania i spalenia albo chowania? Czy kończy się kiedy intencja się realizuje? Czy może kończy się kiedy ty decydujesz że się kończy, niezależnie od kartki? Bo te trzy odpowiedzi prowadzą do zupełnie różnych wniosków o tym co robić z papierem.
Powiem szczerze że dla mnie rytuał kończy się kiedy kartka trafia gdzieś świadomie - nieważne gdzie. Samo napisanie i odłożenie do szuflady bez decyzji to dla mnie rytuał zawieszony. I właśnie te zawieszone mi ciążą bardziej niż te zakończone, niezależnie od metody. Może Tymek.1 też o tym mówił wcześniej wspominając stare kartki.
Tak, dokładnie o to mi chodziło. Mam w głowie że te stare kartki z różnych etapów to są niedokończone sprawy - choć część efektów dawno przyszła. Jakby fizyczna kartka była dowodem że coś zostawiłem otwarte. Może muszę po prostu zrobić jeden wieczór i świadomie domknąć każdą z nich, spalając albo zakopując - nieważne co, byle z decyzją.
Przyznam że to co mówisz o tych starych kartkach brzmi jak coś co bardziej dotyczy porządkowania własnej głowy niż jakiegoś magicznego działania. Ale może w tym nie ma sprzeczności? To znaczy, porządkowanie własnej głowy i domykanie rytuału to w zasadzie to samo?
Czytam tę rozmowę i chcę wrzucić coś z boku - czy ktoś próbował nie robić nic z kartką po szybkiej manifestacji i po prostu patrzył co się dzieje dalej? Bez spalania, bez zakopywania, bez decyzji - po prostu zostawić i obserwować czy efekt się utrzymuje, narasta czy zanika? Byłoby to jakieś porównanie do tych wszystkich aktywnych metod.
To co Hazel74 zaproponowała jest w zasadzie jedynym uczciwym podejściem do tego tematu jeśli chcemy cokolwiek porównywać. Problem w tym że każda intencja jest inna, każdy człowiek jest inny, i nie ma jak trzymać zmiennych stałych. Więc ta rozmowa chyba z natury nie dojdzie do jednej odpowiedzi - i to jest w porządku, bo pytanie jest bardziej osobiste niż metodologiczne.
To co Henio napisał na końcu - że ta rozmowa z natury zmierza do nieokreślonych wniosków - trochę mnie zatrzymało. Bo z jednej strony rozumiem ten punkt, ale z drugiej chyba nie po to ludzie w ogóle piszą intencje na kartkach, żeby potem siedzieć z poczuciem że nic nie da się sprawdzić. Mnie interesuje bardziej praktyczna strona: jeśli manifestacja przyszła szybciej niż się spodziewałem, to co konkretnie powinienem wtedy zrobić z kartką? Spalić od razu? Poczekać? Zakopać? Bo mam wrażenie że w tej rozmowie dużo się mówi o odczuciach, a mało o jakichś konkretach.
Ale myślę że Jaroslaw75 ma rację że warto spróbować mimo wszystko wyciągnąć chociaż jakieś robocze zasady. Nie żeby były wieczne, ale żeby mieć od czego zacząć. Bo inaczej każda rozmowa o tym kończy się na 'to zależy' i wychodzi się z niej z niczym. Może nie zasady, ale jakieś sygnały do obserwowania? Które z tych co mówiliście tutaj są dla was najbardziej powtarzalne?
