Zastanawiam się od jakiegoś czasu, od czego w ogóle zacząć. Nie mówię o żadnych zaawansowanych rzeczach, po prostu chcę wiedzieć - czy magia to coś, do czego trzeba mieć przewodnika, czy można samodzielnie zacząć cokolwiek robić? Pytam, bo wszędzie czytam sprzeczne rzeczy. Jedni mówią, że bez mistrza to się człowiek tylko pokręci, inni, że mistrz jest zbędny. Nie wiem co o tym myśleć. Macie jakieś doświadczenia z tym?
To zależy w dużej mierze od tego, czego szukasz i w jakim kierunku chcesz iść. Sama zaczynałam bez nikogo i przez dłuższy czas chodziłam po omacku. Nie uważam, że to był błąd, bo wiele rzeczy zrozumiałam dopiero przez własne próby i wpadki, ale gdybym miała kogoś, kto powiedziałby mi pewne rzeczy wcześniej, zaoszczędziłabym sobie sporo zamieszania w głowie. Z drugiej strony - zbyt wczesne podpięcie się pod czyjś system myślenia może sprawić, że człowiek nigdy nie wypracuje własnego podejścia.
Kwestia mistrza jest mocno przereklamowana. W tradycjach runicznych, którymi się zajmuję, relacja między uczniem a mistrzem była zupełnie inna niż to sobie dziś ludzie wyobrażają. To nie był ktoś, kto tłumaczy ci krok po kroku co robić. Raczej ktoś, kto wskazuje kierunek i zadaje pytania. Dużo zależy też od tego, skąd bierzesz materiały. Jeśli ktoś zaczyna od random postów w internecie, to faktycznie może się pokręcić - ale nie dlatego, że nie ma mistrza, tylko dlatego, że te materiały są kiepskiej jakości.
Mam pytanie, które może brzmieć naiwnie, ale - czy w ogóle trzeba się gdzieś 'zapisać'? Mam na myśli jakiś konkretny system, tradycję. Ostatnio dużo pracuję z afirmacjami i czakrami i zastanawiam się, czy to już jest 'magia', czy to jest coś innego. Gdzie przebiega ta granica?
Afirmacje to nie magia, to psychologia. Magia zaczyna się wtedy, gdy świadomie pracujesz z energiami i intencją wykraczającą poza zwykłe myślenie pozytywne. Czakry mogą być elementem praktyki magicznej, ale same w sobie to raczej system energetyczny ciała, nie magia jako taka.
Chaos magick to podejście, które powstało gdzieś w latach 70., głównie przez Petera Carrolla i Raya Sherwinaera. Zakłada, że systemy magiczne same w sobie nie mają żadnej 'prawdziwej' mocy - są raczej zestawem technik, które pomagają pracować z podświadomością. Możesz brać elementy z różnych tradycji i mieszać je według własnych potrzeb. Dla kogoś zaczynającego bez mistrza może być ciekawe właśnie dlatego, że nie wymaga inicjacji ani trzymania się jednego systemu. Ale to też jego słabość - łatwo wpaść w chaos, który nic nie daje.
Ale ile czasu trzeba, żeby zobaczyć jakiś efekt? Pytam serio. Czytam, ćwiczę, próbuję różnych rzeczy i nic. Kiedy cokolwiek powinno zacząć działać?
Mam tak samo jak Milosz.ka, szczerze mówiąc. Rozumiem, że to nie jest na natychmiastowe efekty, ale są jakieś pierwsze rzeczy, które powinny się pojawić? Bo trochę bez sensu ćwiczyć coś bez żadnej informacji zwrotnej.
Rozumiem tę frustrację, ale powiem wam, że pytanie o 'znaki, że to działa' to jeden z tych momentów, gdzie można się bardzo łatwo nabrać. Zaczynacie szukać potwierdzeń i nagle wszystko zaczyna być znakiem. Poślizgnąłeś się na schodach - to znak. Trafiłeś na zielone światło - to znak. Mózg jest świetny w znajdowaniu wzorców, których szuka. Nie mówię, że nie ma żadnych mierzalnych efektów pracy magicznej, ale ta potrzeba natychmiastowego potwierdzenia to pierwsza pułapka, w którą się wpada.
Ale Hortensja, to co, w ogóle nie ma żadnego sposobu, żeby to jakoś zweryfikować? Czytałem, że niektórzy prowadzą dzienniki praktyki i po czasie widzą jakieś korelacje. To miałoby więcej sensu niż szukanie znaków na bieżąco?
Mam może głupie pytanie - czy magia w ogóle wymaga jakichś specjalnych przedmiotów na start? Słyszałam, że do run potrzeba specjalnych kamieni albo drewna, ale nie wiem, czy to prawda, czy tylko taka tradycja. Bo jak nie mam nic, to w ogóle mogę coś zacząć?
Co do run - Konwalka84 ma rację, że tradycyjnie robi się je samodzielnie, z drewna lub kamienia. Ale to nie dlatego, że kupione nie działają, tylko że sam proces robienia jest częścią praktyki. Uczysz się przez robienie, nie tylko przez czytanie o symbolach. Choć szczerze, jeśli ktoś dopiero zaczyna i chce po prostu poznać runy, może zacząć od zwykłego kartonu i markera. Ważniejsze jest to, co robisz z symbolem, niż z czego jest zrobiony.
Wracając do tych run - Wieslaw, piszesz, że robienie ich samemu jest częścią praktyki. Ale co jeśli ktoś jest kompletnie niezręczny manualnie? Serio, ja jestem w stanie spalić kawałek drewna w taki sposób, że nikt nie rozpozna co to było. Czy wtedy kupione są okej, czy to po prostu nie dla mnie?
No właśnie, ja mam dokładnie ten sam problem. Oglądałam filmy jak ludzie wycinają runy i to wygląda spokojnie, ale potem sama próbowałam cokolwiek zrobić w drewnie i efekt był... powiedzmy że symboliczny. I nie mam narzędzi do rytownictwa ani nic takiego.
Hej, wracając do tego co pisał wcześniej Pereplut - dziennik praktyki. Prowadzę go od jakiegoś czasu i szczerze, na początku nie wiedziałem co w ogóle zapisywać. Co wy tam piszecie? Bo u mnie to wychodzi albo 'zrobiłem medytację, nic się nie stało' albo 'miałem dziwny sen'. Czy to w ogóle coś daje?
Przy dziennikach to jest jeszcze jedna kwestia - co z tym robisz jak coś zapiszesz. Sama przez długi czas prowadziłam dziennik i zapisywałam sny, praktyki, wszystko. Ale nie wracałam do tego. Dopiero jak zaczęłam co kilka tygodni przeglądać starsze wpisy, zobaczyłam, że niektóre karty tarota pojawiają się u mnie konsekwentnie w określonych okolicznościach. Bez tego przeglądania to był tylko pamiętnik.
Okej, ale jak Dionizy - ja też prowadzę i też mam wrażenie, że piszę 'nic się nie stało' dziesięć razy pod rząd. Hortensja, piszesz o pół roku - to naprawdę tyle to trwa? Bo trochę to brzmi jak 'cierpliwie czekaj i może kiedyś'.
A propos zapisywania - czytałem gdzieś, że niektóre tradycje mają coś w stylu 'księgi cieni', czyli taki rozbudowany dziennik z nie tylko doświadczeniami, ale też notatkami z lektur, rysunkami symboli. Czy to jest dla kogoś naprawdę przydatne, czy to taki romantyczny dodatek?
Księga cieni to termin głównie wicański, Pereplut. Gerald Gardner go spopularyzował w latach 50-tych. Ale samo prowadzenie czegoś w tym rodzaju - cokolwiek byś to nazwał - ma sens niezależnie od tradycji. Ja mam zwykły notatnik i to mi wystarcza. Nie ma potrzeby robić z tego ceremonii.
Przy Wicca to trzeba uważać, bo Gardner dużo rzeczy po prostu wymyślił i przedstawił jako starożytną tradycję. Ronald Hutton to dość dobrze opisał w 'Triumph of the Moon'. Więc jeśli ktoś zaczyna od wicca myśląc, że sięga po coś prehistorycznego, to wchodzi w mit.
Ale czy to w ogóle jest ważne dla kogoś kto dopiero zaczyna? Pytam serio. Jeśli Gardner wymyślił rytuały i one dla kogoś działają - działa to jako praktyka, nie jako historia - to czy musi wiedzieć że to XX wiek?
Myślę, że tak, i powiem dlaczego. Jeśli wchodzisz w coś i myślisz, że to pradawna mądrość, a potem się okazuje że to konstrukt z lat 50-tych, to niektórych to całkowicie wytrąca z praktyki. A jakbyś wiedziała od początku - to inna jakość nastawienia. Chaos magick jest uczciwy w tym sensie, że mówi wprost: to jest system stworzony świadomie, żeby działać na podświadomość.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale przy tym co pisze Hortensja - jest jakiś dobry punkt startowy do czytania o historii magii w ogóle? Bo sama nie wiem od czego zacząć żeby odróżnić co jest wiarygodne, a co jest romantyczną fikcją sprzedaną jako tradycja.
Właśnie się zastanawiam nad jedną rzeczą - w tym wątku dużo rozmawiamy o tym co jest 'prawdziwe' historycznie, a co wymyślone. Ale czy to nie jest trochę obok tematu? Zaczęłam ten wątek właśnie dlatego, że nie wiedziałam od czego zacząć praktycznie. I teraz mam wrażenie, że zanim w ogóle zacznę cokolwiek robić, muszę być historykiem.
Dosia ma punkt. Można to paralelnie robić - czytać i próbować. Nie trzeba najpierw wiedzieć wszystko o historii Wicca żeby zapalić świecę i skupić się na intencji. Te dwie rzeczy mogą iść razem.
No to może wróćmy do bardzo podstawowego pytania - co konkretnie można zrobić żeby zacząć, bez mistrza, bez drogich przedmiotów, bez certyfikowanej tradycji. Coś co ma ręce i nogi. Bo po tym całym wątku nadal nie mam prostej odpowiedzi.
Milosz.ka, dobra, to spróbuję odpowiedzieć konkretnie. Zapalenie świecy i skupienie się na tym czego chcesz - to jest punkt startowy. Nie potrzebujesz nic więcej. Serio. Możesz zacząć od dziś wieczór. Jedna świeca, chwila ciszy, konkretna myśl. To nie jest skomplikowane, tylko my to komplikujemy pytaniami o historię, autentyczność i certyfikaty.
