Najbardziej powtarzalny sygnał u mnie to zmiana tonu w myśleniu o tej sprawie. Kiedy zaczynam myśleć o tym neutralnie, jak o czymś co już się stało i jest za mną, a nie jak o czymś co mam nadzieję że się stanie - wtedy zwykle sprawa jest zamknięta. I wtedy spalenie ma sens. Natomiast jeśli nadal myślę z napięciem albo z oczekiwaniem, to znaczy że coś jeszcze gra.
To co Klatwa56 opisuje zgadza się z moim doświadczeniem po tym jak spaliłem za wcześnie. Efekt przyszedł, ja uznałem że sprawa skończona, spaliłem. Ale emocjonalnie byłem nadal w środku tej historii i chyba właśnie dlatego ona wróciła w skomplikowanej formie. Jakbym zamknął coś co miałem zamknąć, ale wewnętrznie jeszcze tego nie przetworzyłem.
Ale jak poznać ze jestesm 'gotowa' skoro za każdym razem jest inaczej? Bo czytam tę rozmowe i chyba bardziej sie pogubilam niz przedtem 🙂 Tzn. rozumiem że to subiektywne, ale jest jakis punkt startowy dla kogos kto dopiero uczy sie to rozpoznawac?
Wracając do pytania Tymka z początku tej części rozmowy - o sygnały, które są powtarzalne - zastanawiam się czy ktoś prowadzi jakieś notatki z tego? Bo Klatwa56 wspominała wcześniej że prowadzi notatki i porównuje metody. Ciekawe czy w tych notatkach widać jakieś wzorce właśnie przy szybkich manifestacjach.
To jest bardzo trafna obserwacja. U mnie dokładnie tak samo. Rzecz się wydarza, a ja stoję z kartką i głowa nie nadążyła. I chyba właśnie dlatego te stare kartki u mnie zalegają - bo efekty szybko przychodziły, a ja nie miałem czasu świadomie zamknąć. I teraz mam szufladę wspomnień zamiast zamkniętych spraw.
Czytam i mam pytanie do Tymka - czy te kartki z szuflady jakoś na ciebie działają teraz? To znaczy, czy masz poczucie że są aktywne, czy raczej że są po prostu fizycznym śladem czegoś co minęło? Bo to chyba zmienia czy w ogóle warto coś z nimi robić.
A może te kartki z napięciem to nie są zamknięte sprawy, tylko rzeczy które po prostu nie zostały naprawdę zrealizowane, tylko częściowo? Efekt przyszedł, ale nie taki, jakiego tak naprawdę chciałaś - i kartka o tym 'wie', bo intencja nie była w pełni spełniona. To zdarza się przy szybkich manifestacjach chyba najczęściej, bo szybkość nie zawsze oznacza dokładność.
Wchodzę w tę rozmowę bo to zdanie Rozmarynki o tym że 'szybkość nie zawsze oznacza dokładność' mnie zatrzymało. W tarocie jak dostaję odpowiedź bardzo szybko i wyraźnie, to właśnie wtedy jestem najbardziej ostrożna z interpretacją. Bo ta szybkość może oznaczać albo że sprawa jest prosta, albo że pytanie zostało źle postawione i odpowiedź jest dosłowna zamiast trafnej. Może z intencjami na papierze jest podobnie?
To co napisała Rozmarynka o niekompletnej manifestacji - mam wrażenie że to jest klucz do całego problemu z tymi szufladowymi kartkami. Jak intencja jest napełniona, powiedzmy, dziewięćdziesięcioma procentami tego czego chcesz, a efekt przyszedł właśnie w tej okrojonej formie, to kartka nadal 'ciągnie' za brakujące dziesięć. I stąd to napięcie kiedy ją bierzesz do ręki. To nie jest kwestia aktywności czy nieaktywności zapisu, tylko niedopasowania między tym co zapisałaś a tym co dostałaś.
To rozróżnienie Jagienki jest dla mnie bardzo pomocne praktycznie. Sprawdziłem sobie mentalnie te kilka kartek z szuflady które dają mi napięcie - i faktycznie, przy dwóch z nich od razu wiem co konkretnie nie przyszło tak jak chciałem. Przy jednej to jest właśnie to rozmyte uczucie bez kotwicy. To sugeruje że nie powinienem ich wszystkich traktować tak samo.
Ale zaraz - to co Tymek mówi zakłada że kartka sama w sobie coś przechowuje albo że napięcie pochodzi z niej. Czy nie jest po prostu tak że napięcie jest w tobie i kartka jest tylko fizycznym wyzwalaczem wspomnień? Bo jeśli tak, to w ogóle nie ma znaczenia co z nią zrobisz - napięcie zostanie albo nie, niezależnie od papieru.
Ten wątek z placebo mnie trochę uwiera, bo sprawia że cały czas okrążamy to samo pytanie - czy medium ma znaczenie czy tylko intencja. Może zamiast tego skupiłabym się na innym aspekcie: czy jest jakaś różnica między kartkami pisanymi odręcznie a tymi drukowanymi albo wpisywanymi cyfrowo? Pytam bo nigdy nie robiłam tego cyfrowo, ale ciekawi mnie czy ktoś próbował i co z tego wyszło.
cyfrowo próbowałem, raz, na pliku tekstowym. Napisałem intencje, zamknołem plik, po kilku dniach usunąłem. I powiem szczerze - zupełnie nic, zero. Może to kwestia tego że nie bylo żadnej fizycznej manipulacji, może coś innego. Ale od tamtej pory wracam do papieru.
Jest na to zresztą coś w badaniach psychologicznych - pisanie ręczne angażuje inaczej pamięć i procesy poznawcze niż pisanie na klawiaturze. Wolniejsze tempo i inny rodzaj uwagi. Nie twierdzę że to tłumaczy mechanizm magii, ale może tłumaczyć czemu odręczne zapiski mają inną 'wagę' dla osoby która je pisze. Subiektywnie cięższą.
Przeczytałam całą tę rozmowę od góry i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś ma doświadczenie z tym że intencja na papierze zrealizowała się tak szybko, że nie zdążyłaś jej nawet przeczytać drugi raz? Bo u mnie ostatnio było coś takiego i nie wiem co z tym zrobić. Zapisałam, nie zdążyłam wrócić, a sprawa się sama rozwiązała po dosłownie kilku godzinach.
Kazimiera, to jest chyba najlepszy przykład tego o czym mówiłem na początku tego wątku. Efekt przyszedł tak szybko że kartka nie zdążyła 'pracować' w żadnym tradycyjnym sensie. I teraz masz tę samą sytuację co ja z szufladą - co z nią zrobić skoro nie ma już żadnej aktywnej roli do odegrania? Spaliłaś czy zostawiłaś?
zostawiłam bo nie wiedziałam co zrobić 🙂 leży i czekam na jakiś sygnał o którym tu mówiliście. Na razie jak na nią patrzę to jest poczucie lekkości a nie napięcia, więc może to jest ten zamknięty wariant o którym pisała Klatwa56?
Wracam do wątku Rozmarynki o niekompletnych manifestacjach, bo to mnie cały czas gryzie. Jeśli szybka manifestacja może być niekompletna, to co robisz z kartką w sytuacji kiedy dopiero po czasie zauważasz że dostałaś coś bliskiego ale nie to dokładnie? Piszesz nową, dopisujesz, czekasz z tamtą, czy jednak spalasz i zaczynasz od nowa?
To co Rozmarynka mówi o 'historii kartki' jest dla mnie kluczowe w kontekście szybkich efektów. Jeśli intencja spełniła się zanim zdążyłem kartkę powtórnie przeczytać, to kartka ma historię zakończoną. Nowa intencja na tym samym papierze byłaby jak pisanie na palimpseście - dwie warstwy i nie wiadomo która przebija.
Palimpsest to dobre porównanie. Miałam dokładnie takie poczucie przy jednej kartce której używałam dwukrotnie - nie dopisywałam, ale napisałam nową intencję na odwrocie. I przez cały czas miałam dziwne uczucie że coś się 'gryzie'. Efekt przyszedł ale jakby połowiczny, rozmyty. Potem spaliłam tę kartkę i napisałam od nowa na czystej.
Ale zaraz, bo to jest coś co zawsze mnie kręci w tych rozmowach. Jak mówicie 'efekt przyszedł ale nie taki jak chciałam', to skąd wiadomo że to efekt intencji a nie po prostu zmiana która by się wydarzyła i tak? To nie zarzut, naprawdę pytam, bo tego właśnie nie rozumiem.
Kilka lat. I uczciwie powiem że pierwsze półtora roku to były notatki zbyt chaotyczne żeby cokolwiek z nich wyciągnąć. Dopiero kiedy zaczęłam zapisywać datę, typ intencji, kiedy efekt i jak oceniałam 'zgodność' na prostej skali od 1 do 5, zaczęłam widzieć jakieś wzorce. Między innymi to że kartki przechowywane po szybkich efektach rzadko dawały mi poczucie napięcia - częściej właśnie tę lekkość o której mówiła Kazimiera.
Ale czy spalanie po szybkim efekcie jest jakimś zamknięciem samym w sobie, czy tylko dlatego że pozbywacie się fizycznego przedmiotu? Bo mam wrażenie że sama czynność spalania jest tu ważna jako gest, nie jako zniszczenie nośnika. Czy ktoś próbował np. po prostu wyrzucić kartkę zamiast spalić?
wyrzucałem, raz. I powiem że to nie to samo. Spalanie ma coś czego wyrzucenie nie ma - w tej chwili kiedy papier się pali jest jakiś punkt bez odwrotu. Wyrzucona kartka może leżeć w śmietach, można po nią sięgnąć, coś tam dalej istnieje. Przy spaleniu jest finał i to fizyczny, widzisz ten moment. Może to tylko psychologia jak mówi Wrenna, ale dla mnie robi różnicę.
Z tym co Roch mówi o wodzie - spotykałem to w kilku tradycjach gdzie woda jest używana do intencji procesualnych, takich gdzie zmiana ma być stopniowa albo gdzie chodzi o coś płynnego, zmieniającego się w czasie. Ogień bardziej do rzeczy jednorazowych, przełomowych. To nie jest moja teoria, to coś co wyłania się z różnych źródeł kiedy porówna się podejścia. Ale wracając do kartki po szybkim efekcie - myślę że ogień pasuje właśnie dlatego że szybki efekt to było coś przełomowego i gest powinien być adekwatny.
Wtrącę się tu bo to pytanie jest bardzo konkretne. W takiej sytuacji zależy mi bardziej na tym jak oceniam kompletność efektu niż na tym jak klasyfikowałam intencję w momencie pisania. Jeśli efekt który przyszedł szybko jest kompletny - Klatwa56 mówiła o tej lekkości - to spalam bez względu na to czy intencja miała być processualna. Jeśli czuję że jest niekompletny, to woda albo przechowuję i obserwuję dalej.
Jagienka, to jest coś co mogę potwierdzić z własnego doświadczenia. Miałem intencję którą z założenia pisałem jako długoterminową, coś co miało budować się przez miesiące. Efekt przyszedł w ciągu tygodnia. Byłem zaskoczony ale sprawdziłem czy to jest to czego chciałem - było. Pełne, nie rozmyte. Spaliłem i nie miałem z tym problemu mimo że planowałem inaczej.
