Czyli trochę jak inwentaryzacja własnej głowy przed robotą? Szczerze to nigdy mi to do głowy nie przyszło. Zawsze bardziej skupiałam się na tym co na zewnątrz, świece, przestrzeń, czas.
No i to jest chyba błąd który popełnia mnóstwo osób, ja też. Skupiamy sie na rekwizytach a nie na samej intencji i tym co do niej wnosi. Ciekawe ile przeprowadzonych rytuałów zadziałało gorzej właśnie dlatego.
Ja to miałam przy tej pierwszej próbie co opisywałam. Miałam intencję graniczną ale myśl mi się ciągle wracała do pytania czy lustro 'pokaże' mi coś o tej osobie. Teraz jak o tym czytam to rozumiem czemu ta praca nie miała sensu, bo miałam dwie sprzeczne funkcje lustra naraz w głowie.
Ja bym powiedział że w praktyce to sie miesza i nikomu to nie przeszkadza dopóki rytuał daje poczucie że zadziałał. Dopiero jak coś idzie nie tak to się szuka przyczyny w jednym albo drugim.
Czyli trochę jak z leczeniem, kiedy czujesz sie lepiej to nie pytasz dlaczego, a jak nie pomogło to szukasz co było nie tak z metodą. Ciekawe czy w ogóle można testować co działa w tych praktykach skoro efekty są tak subiektywne.
Czytałam o kimś kto przed rytuałem lustrzanym robił coś w rodzaju rozmowy z lustrem, tzn. wprost tłumaczył mu jaka jest jego rola w tej konkretnej pracy. Brzmi dziwnie napisane tak, ale chodzi o to żeby nadpisać stare skojarzenia nowym kontekstem. Nie wiem czy to działa ale logika za tym stoi.
Rozmowa z lustrem brzmi dziwnie tylko dopóty dopóki nie pomyslisz że to po prostu głośne zdefiniowanie kontekstu. Nie chodzi chyba o to że lustro słucha, tylko że ty mówisz do siebie i swoich skojarzeń z nim. Coś w rodzaju: w tej pracy jesteś granicą, nie wyrocznią. Jeśli to faktycznie nadpisuje stary obraz, to ma sens praktyczny bez żadnej mistyki.
Dokładnie tak to rozumiem. To jest bardziej protokół przygotowawczy niż sam rytuał. Antropologicznie podobne rzeczy pojawiają się przy poświęcaniu przedmiotów w różnych tradycjach, tyle że tam robi to ktoś z zewnątrz i zazwyczaj używa formuły nadającej obiektowi rolę. Tu robisz to sam dla siebie, bez świadka. Pytanie które mnie interesuje: czy efekt jest porównywalny, skoro nie ma żadnej zewnętrznej walidacji tego co zadeklarowałeś?
To znaczy że sam dla siebie mogę zdefiniować co lustro robi w danej pracy i to wystarczy? Bez żadnego rytuału wstępnego, okadzania, fazy księżyca? Pytam serio, bo to jest zupełnie inne podejście niż to co zazwyczaj czytam.
Może trochę poza temat ale właśnie mi przyszło do głowy że ta rozmowa z lustrem to coś co robię nieświadomie z innymi przedmiotami. Przed każdą poważniejszą pracą mam taki moment kiedy dosłownie patrzę na to co mam przed sobą i jakoś to ustawiam w głowie. Nie nazywałem tego nigdy przygotowaniem skojarzeń, ale chyba o to chodzi.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się czy to co opisujecie nie jest po prostu tym co w medytacji nazywa się intencją wstępną. Tylko że tu jest skierowana na przedmiot a nie na własny stan. Czy to istotna różnica czy tylko inna nazwa?
Dobra ale wracając do lustrzanego odbijania, bo trochę zgubiłam wątek. Czy ta 'rozmowa z lustrem' przed rytuałem ma pomóc w tym że negatywnosc faktycznie się odbija, czy chodzi o cos innego? Tzn. jakie to ma przełożenie na to co lustro ma zrobić z energią?
Dobrze że pytasz, bo mnie też trochę umknął środek tej rozmowy. Jak rozumiem to co tu padło, chodzi o to że jeśli wchodzisz do pracy z lustrem z jasno określoną jego rolą, to twoja uwaga nie błądzi po innych skojarzeniach. A skupiona uwaga to skupiona intencja. Czy to faktycznie wpływa na odbijanie negatywności, tego nikt tu chyba nie rozstrzygnął.
Ja wciąż mam wątpliwość która krąży mi po głowie od kilku postów. Całe to przygotowanie skojarzeń, rozmowa z lustrem, protokół wstępny, to wszystko zakłada że mechanizm jest psychiczny. Ale jeśli lustro działa energetycznie i realnie odpycha to co do niego wysyłasz, to po co ci te przygotowania? Nie rozumiem jak to pogodzić.
Czytam od dłuższego czasu i mam pytanie może naiwne. Czy ktoś tu w ogóle sprawdzał w jakiś sposób że praca zadziałała? Tzn. nie poczucie że zadziałała, ale że faktycznie coś się zmieniło z tą negatywnością co miała być odbita?
No właśnie, to jest ten problem. Jak dużo rzeczy w życiu zmienia się samo przez się, bez żadnej magii. Skąd wiadomo że to rytuał a nie czas albo inne okoliczności? Nie mówię że nie działa, szczerze zastanawiam się jak to oceniać.
To jest kwestia która nie ma dobrego rozwiązania metodologicznego w praktykach solowych. Ale jest jedna rzecz którą warto próbować: dokumentować stany przed pracą możliwie konkretnie. Nie tylko intencję, ale co się dzieje, jak często, co obserwujesz. Potem po kilku tygodniach masz przynajmniej własny zapis do porównania, nie pewność, ale coś więcej niż sama pamięć o poczuciu.
Zapisywanie zrobiło mi właśnie spory wyłom w tym co robiłam wcześniej. Okazało się że rzeczy które wydawały mi sie skuteczne, wcale nie korelowały z tym co zapisałam jako cel. Efekty były, ale inne niż zamierzone. Ciekawe ile prób zadziałało przypadkowo w inną stronę niż intencja.
To co Sigilia mówi jest ważne i ma bezpośredni związek z lustrem. Jeśli intencja jest graniczna ale skojarzenia ciągną w stronę wyroczni, może efekt jest taki że zamiast odbić negatywność zaczynasz szukać informacji o źródle. Nie wiem czy tak jest, ale ta niezgodność intencji ze skojarzeniami mogłaby produkować właśnie takie przesunięte efekty.
To mnie trochę niepokoi bo nie mam drugiego lustra i nigdy nie myślałam że powinnam mieć jedno tylko do rytuałów. Czy każdy tu tak robi, tzn. ma oddzielne przedmioty tylko do pracy? Czy to jest standard czy bardziej kwestia osobistego podejścia?
Ja nie mam oddzielnego lustra i jakoś mi to nie przeszkadzało do tej pory. Ale ta rozmowa trochę mi otworzyła oczy na pewne rzeczy. Kiedy robiłam prace o których wspominałam wcześniej, miałam małe lusterko kieszonkowe, dosłownie z torebki. I wiesz co, może dlatego to zadziałało bo to lusterko nie miało żadnej historii, żadnych skojarzeń, używałam go raz na jakiś czas poprawić makijaż i tyle. Przypadek czy jednak coś w tym jest że 'czyste' lustro działa inaczej?
Ehm, może naiwne pytanie ale jak w ogóle wiadomo ze cos sie do ciebie 'przyczepiło' i potrzebuje odicia? Pytam bo nie zawsze wiem czy złe samopoczucie to coś zewnętrznego czy po prostu mój własny zły dzień.
Słucham i mam wrażenie że ta rozmowa zrobiła się bardzo szeroka. Ale chcę wrócić do tego co Chiromantka mówiła o konkretnym przykładzie ze zmianą u tej osoby. Napisałaś że po kilku tygodniach ta osoba po prostu przestała do ciebie przychodzić ze swoimi sprawami. Ale czy miałaś jakiś kontakt z nią wcześniej że może coś u niej się zmieniło, czy ona po prostu odeszła?
No właśnie, i to jest ta pętla. Nie wiesz czy zadziałało bo lustro, czy bo czas, czy bo ona sama. Rozumiem że nie ma pewności, ale czy ktoś tu ma jakiś sposób żeby chociaż trochę to rozróżnić? Nie mówię o dowodzie naukowym, po prostu o jakiejś metodzie dla siebie.
Kontynuując to co mówiłem o dokumentowaniu stanów, jest jeden element który rzadko ktoś uwzględnia w notatkach, a który może trochę pomóc. Zapisuj nie tylko co chcesz osiągnąć i kiedy, ale też co konkretnie byłoby dla ciebie dowodem że zadziałało. Przed pracą, nie po. Bo po pracy łatwo przedefiniować co tak naprawdę 'liczyło się jako efekt'. Jeśli przed napiszesz 'ta osoba przestaje mi dzwonić z pretensją co tydzień', to potem masz punkt odniesienia. Bez tego każda zmiana może być interpretowana na korzyść albo niekorzyść i nic z tego nie wynika.
Ta dyskusja o weryfikacji jest słuszna, ale myślę że trochę zatracamy z oczu sam mechanizm odbicia. Lustro jako symbol w tradycji magicznej nie jest przypadkowe. W wielu systemach lustro traktuje się jako granicę między tym co widzialne i niewidzialne, a nie jako fizyczny obiekt z właściwościami. Odbicie w tym kontekście to nie jest dosłowne odsyłanie energii jak piłki, tylko przemiana, zamiana kierunku przepływu. To zmienia też jak się formułuje intencję, bo nie chodzi o 'wyrzuć to z powrotem', tylko o 'nie pozwól żeby weszło w moje pole'.
To co Astralna mówi o granicy i o tym że lustro nie decyduje samo, a tylko realizuje intencję, pasuje mi do tego co Gebda powiedziała wcześniej o formułowaniu. Może dlatego praca 'od czegoś' działa inaczej niż 'ku czemuś', bo lustro jako granica działa kiedy wiesz co po której stronie ma zostać. Jeśli tylko mówisz 'precz' bez sprecyzowania skąd i czym ja jestem, to nie ma wyraźnej granicy do narysowania.
