Ostatnio wróciłam do tematu zaklęć lustrzanych i mam mieszane uczucia. Chodzi mi o klasyczne odbijanie negatywnej energii z powrotem do nadawcy. Próbowałam kilka razy, raz z czarną świecą i lustrem, raz tylko z wizualizacją. Za pierwszym razem miałam wrażenie, że coś się zmieniło w relacji z pewną osobą, ale nie wiem czy to był zbieg okoliczności. Za drugim razem kompletnie nic. Zastanawiam się, czy ktoś z was podchodził do tego bardziej systematycznie, czyli powtarzał kilka razy, obserwował, notował efekty? Bo mam wrażenie, że większość opisów w sieci to albo coś w stylu 'zrób i zapomnij', albo gotowe przepisy bez żadnego wyjaśnienia dlaczego akurat tak, a nie inaczej.
Lustrzane zaklęcia to temat, przy którym ludzie bardzo szybko wpadają w pułapkę dosłowności. Lustro jako obiekt fizyczny pełni w takich rytuałach głównie funkcję pomocniczą, skupia uwagę, wyznacza kierunek intencji. Problem polega na tym, że większość opisów, które krążą po internecie, pochodzi z tradycji hoodoo albo z późniejszych synkretycznych mieszanek i są pisane dla kogoś, kto rozumie kontekst. Wyrwane z kontekstu wyglądają jak przepisy kulinarne. Ciekawi mnie jedno, bo pytasz o systematyczność: czy w obu przypadkach stan emocjonalny podczas rytuału był porównywalny? To nie jest pytanie retoryczne, naprawdę to ma znaczenie w tym, co opisujesz.
Czytam i myślę o tym, jak to wygląda od strony intencji versus mechaniki. W tarocie mam podobny dylemat, kiedy robię spread pod wpływem silnego napięcia, karty układają się inaczej niż przy spokojnym odczycie. Ale to nie znaczy, że jeden jest 'lepszy'. Może po prostu dotykają innej warstwy. Przy zaklęciach lustrzanych mogłoby być tak samo, silna emocja nadaje kierunek, ale czyni rytuał mniej precyzyjnym. Trochę jak strzelanie na oślep w dużej złości kontra celne trafienie na zimno. Pentagrama, a co miałaś na myśli mówiąc 'coś się zmieniło w relacji'? Zmiana była u tej osoby, u ciebie, czy oboje coś poczuliście?
Przepraszam że się wtrącam ale mam pytanie trochę z boku. Czy zaklęcia lustrzane są w ogóle bezpieczne dla osoby, która je robi? Bo czytałam gdzieś że jeśli ktoś odbija energię z powrotem i ta osoba jest silniejsza, to może to wrócić do nadawcy ze zdwojona siłą. Nie wiem czy to prawda czy straszenie dla żartu ale trochę mnie to niepokoi.
Wtrącę się bo mam inne zdanie niż Donatek. Nie chodzi o zasade trójki, tylko o to że lustro w róznych tradycjach ma własny symbolizm i nie jest neutralne. W numerologii np. liczba stojąca za lustrzanymi odbiciami to dwójka, czyli dwoistość, ale też iluzja. Robiłam kiedyś coś podobnego i przez jakiś czas miałam wrażenie, że widzę sytuacje jakby przez szybę, trochę odrealnione. Nie wiem czy to był efekt rytuału czy po prostu zbieg okoliczności, ale od tamtej pory zawsze zamykam takie działania jakimś zamknięciem, spaleniem lub zakopaniem przedmiotu.
Słucham tej dyskusji i mam takie pytanie, czy zaklęcia lustrzane mają w ogóle sens, jeśli osoba, która robi rytuał, nie jest pewna co do źródła negatywności? Bo zakładam, że można odbijać coś, co sami sobie projkujemy, prawda? Jak w ogóle odróżnić, że negatywność pochodzi z zewnątrz, a nie z własnej głowy?
Przepraszam że pytam o podstawy, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Czy zaklęcie lustrzane to zawsze coś fizycznego, czyli trzeba mieć lustro, czy można to zrobić tylko w głowie, przez wyobraźnię? Bo czytałam różne opisy i jedne mówią o fizycznym lustrze, inne o wizualizacji tarczy lustrzanej wokół siebie i nie wiem które podejście jest bardziej popularne.
Ale to jest chyba trudne w praktyce? Bo jeśli robisz zaklęcie lustrzane właśnie dlatego, że ktoś konkretny cię niepokoi, to ta osoba naturalnie pojawia się w myślach. Jak Pentagrama to robiła, skupiając się na tarczy czy jednak ta sytuacja się wkradała?
Szczerze? Wkradała się. Zwłaszcza przy pierwszym razie, bo byłam mocno nakręcona na konkretną sytuację. Próbowałam to obejść przez skupienie na odczuciu w ciele, na tym ciepłym miejscu przy mostku, zamiast na wizualnym obrazie lustra. Nie wiem, czy to klasyczna metoda, ale jakoś pomagało mi nie wchodzić w myślenie o tej osobie.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówimy teraz o tym, że zaklęcia lustrzane mogą działać przez zmianę własnego stanu, nie przez dosłowne odbicie czegoś na zewnątrz? Bo to by zmieniało dużo w tym, jak o tym myślę.
Donatek to ciekawy punkt bo jak myślę o tym w kontekscie snów ochronnych, to właśnie o granicę chodzi a nie o odwet. Jak ustawiam intencję przed snem to bardziej chodzi o to że przestrzeń snu jest moja i nic jej nie naruszy, nie o to żeby coś odrzucic na skad przyszło. Moze to jest to samo co mówi Donatek tylko inaczej opisane.
Czy zaklęcie lustrzane bez elementu odbicia to w ogóle jest zaklęcie lustrzane? Mam wrażenie że rozmawiamy już o kilku różnych rzeczach pod jedną nazwą.
A czy jest jakaś tradycja, która mówi wyraźnie żeby NIE używać lustra? Bo czytałam gdzieś że w pewnych tradycjach lustro to przetjście, nie granica, i że można coś przez nie wciągnąć zamiast zatrzymać. Ale nie pamiętam gdzie to było.
Chyba w jakimś tekście o hoodoo czytałam że lustra są traktowane ostrożnie, nie jako coś złego, ale wymagającego uwagi przy zamykaniu rytuału. Nie jestem pewna szczegółów.
To wraca do tego, co mówiła wcześniej Chiromantka o zamykaniu rytuału. Jeśli lustro ma podwójną naturę, to pominięcie zamknięcia byłoby poważniejszym błędem niż w przypadku innych zaklęć?
A jak ktoś nie domknął rytuału, bo np. nie wiedział że powinien, to co wtedy? Pytam bo moja pierwsza próba była trochę improwizowana i nie jestem pewna czy robiłam cokolwiek świadomie na zakończenie.
Można domknąć z opóźnieniem. Ja robiłam tak raz, kiedy zorientowałam się że spread zostawiłam energetycznie otwarty. Wystarczy intencja domknięcia i jakiś wyraźny gest lub fizyczne działanie, np. odwrócenie lustra albo zakrycie go. Nie trzeba powtarzać całego rytuału.
To mi ulżyło szczerze, bo przy tej pierwszej próbie nic nie zamknęłam świadomie. Skończyłam rytuał, bo skończyłam i tyle. Czy ktoś to czuł jakoś, że zostało coś niezamkniętego? Bo ja nie pamiętam żebym miała jakieś sygnały, że coś jest nie tak.
Ja raz miałam takie uczucie lekkiej 'zawieszki', trudno to opisac, ale przez kilka dni miałam wrażenie że coś jest niedokończone, nie wiązałam tego z rytuałem od razu. Dopiero jak wróciłam myślami do tamtego wieczoru to połączyłam jedno z drugim. Może to był zbieg okoliczności, nie twierdzę że na pewno to był ten rytuał, ale jak domknęłam po tych kilku dniach to uczucie przeszło.
A to ciekawe rozróżnienie, że Augur wspomina o otwartości w głowie. Bo jak to odróżnić od zwykłego zamartwiania się sytuacją, która skłoniła do rytuału? Mam wrażenie że to może być bardziej skomplikowane niż wygląda.
Wchodząc w ten wątek, jest jeszcze coś co warto tu dodać. W tradycji hekateańskiej zamknięcie rytuału nie jest tylko formalnością, ale jest traktowane jako odrębna część pracy. Niektórzy praktykujący mówią o tym jako o 'releasing', czyli dosłownym puszczeniu intencji, żeby mogła działać bez twojej ciągłej uwagi. Z tej perspektywy brak domknięcia to nie tyle niebezpieczeństwo, co utrzymywanie intencji w stanie zawieszenia, co osłabia jej działanie. Ale to jeden z kilku modeli, nie powszechna zasada.
Nigdy tak o tym nie myślałam, że przedmiot to kotwica dla intencji. Czytałam różne teksty o magii lustrzanej i wszędzie pisano o fizycznych właściwościach lustra, o odbijaniu, o symbolice, a tu nagle zupełnie inny kąt widzenia. To zmienia dużo w moim rozumieniu po co w ogóle sięgać po konkretne przedmioty.
Donatek, to prawda o symbolice, ale mam wrażenie że zbyt łatwo przechodzimy od historii lustra do wniosku, że ta historia jest funkcjonalna w rytuałach. Lustro w kontekście przejść między światami to jedna tradycja, lustro jako granica ochronna to inna. Mieszanie tych dwóch narracji może dawać piękne teksty, ale praktycznie nie jest neutralne, bo jeśli pracujesz z lustrem i masz w głowie obraz przejścia, to twoja intencja jest rozszczepiona.
To brzmi jakby ważne było co się wie i co się ma w głowie zanim w ogóle zaczniemy pracę z lustrem. Tzn. że przygotowanie to nie tylko oczyszczenie przestrzeni, ale też coś w rodzaju sprawdzenia własnych skojarzeń z tym przedmiotem. Czy ktoś to robi celowo, pyta siebie co dla mnie znaczy lustro zanim zacznie?
Ja nie robiłem tego świadomie ale teraz jak o tym czytam to widze że powinno sie to robić. Moje pierwsze skojarzenia z lustrem to raczej codzienne, toaleta rano, a nie portal, więc może dlatego nie miałem problemów ze spójnością intencji. Ale ktoś kto wychował sie z baśniami o zlych lustrzanych czarownicach to może miec zupełnie inny bagaż.
To jest dobry przykład tego co Pentagrama próbowała chyba uchwycić wcześniej. Skojarzenia nie muszą być tradycyjne ani ezoteryczne, żeby wpływać na pracę. Bajkowe lustro wyrocznia to obraz wystarczająco zakorzeniony kulturowo, żeby aktywować się podczas rytuału bez zaproszenia. Stąd część praktyków zaleca coś co można roboczo nazwać przeglądem wyobrażeniowym przed pracą z nowym przedmiotem.
A jak taki przeglad wyobrażeniowy wygląda w praktyce? Bo brzmi poważnie ale nie do końca rozumiem co to znaczy zrobić.
