Mam taki dylemat i nie wiem czy to w ogóle ma sens, czy mnie głowa myli. Jakiś czas temu wyrzuciłam kilka przedmiotów, które dostałam od osoby, z którą się rozstałam. Biżuteria, jeden kamień, jakaś figurka. Wyniosłam to do śmietnika, fizycznie pozbyłam się z domu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że od tamtej pory śnią mi się te przedmioty. Szczególnie ten kamień, czarny, nie pamiętam nawet co to był za rodzaj. We śnie leży na podłodze mojego pokoju i ja go widzę, ale nie mogę podejść. Czy to w ogóle ma jakiś związek z tym, że go wyrzuciłam bez żadnego rytuału, bez niczego? Bo zaczęłam się zastanawiać, czy przedmioty, którym coś 'zostało nadane', mogą jakoś wracać energetycznie, nawet jeśli fizycznie ich nie ma.
To jest ciekawy temat, bo ja miałam podobną sytuację, choć trochę inaczej. Nie śniły mi się przedmioty, ale czułam wyraźny dyskomfort w miejscu, gdzie wcześniej stały. Jakby powietrze tam było inne. Wyrzuciłam bez żadnego przygotowania, bo byłam zła i chciałam mieć spokój. I chyba właśnie ten emocjonalny kontekst ma tu znaczenie. Kiedy wyrzucamy coś w złości albo w strachu, to jest trochę jakbyśmy zamknęli coś niedokończonego. Kamień sam w sobie nic nie robi, ale ty masz do niego jakiś nierozwiązany stosunek emocjonalny i to się pojawia we śnie. Przynajmniej tak to rozumiem. Chociaż nie jestem pewna, czy nie ma czegoś więcej za tym.
Zatrzymajmy się na chwilę, bo tutaj mieszają się dwie różne rzeczy. Jedno to kwestia psychologiczna, czyli nieprzetworzone emocje po rozstaniu, które manifestują się we śnie przez symbole znane z tego okresu. Drugie to pytanie o to, czy przedmiot może być nośnikiem czegoś więcej niż tylko wspomnienia. W różnych tradycjach magicznych, od voodoo przez hoodoo po niektóre nurty słowiańskie, mówi się o tym, że przedmioty mogą przechowywać ładunek, który został w nie włożony celowo albo przez intensywny kontakt. Ale kluczowe słowo to celowo lub intensywnie. Czy ten kamień był jakoś przygotowany przez tę osobę, czy po prostu był kamieniem, który dostałaś?
Ja mam pytanie do tego co napisała Drozdzia - ten śen jest recyrujący? Bo to ma znaczenie. Jeśli przyśnił ci się raz to jedno, ale jeśli wracasz do tego samego obrazu wiele razy, to mózg (albo coś innego, zaleznie jak na to patrzeć) stara sie ci coś pokazać. Mnie kiedyś prześladował we śnie stary zegarek po babci, który wyrzuciłam bo był zepsuty. To były emocje, nie żaden ładunek magiczny, bo babcia nie zajmowała się magią. Ale efekt był podobny, nie dawało spokoju.
A ja się zastanawiam po co w ogóle czekać na kolejne sny i analizować. Czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić to teraz, nie przez sny tylko bezpośrednio? Bo jeśli coś wróciło energetycznie to można to wyczuć albo stwierdzić wahadłem czy jakimś innym sposobem, nie?
Może najpierw warto się zastanowić co tak naprawdę chcemy sprawdzić. Czy pytanie brzmi 'czy coś zostało w tym pokoju' czy 'czy mam z tym nierozwiązaną sprawę'. Bo to są dwa różne pytania i wymagają różnych podejść. Jak dla mnie ten śen z kamieniem, który leży ale nie można podejść, to klasyczny obraz niedokończonej sprawy. Nie twierdzę że nic magicznego nie ma, ale najpierw bym się skupiła na tym co psychologiczne, bo to jest łatwiej osiągalne.
To co opisujesz z mgłą i niemożnością podejścia mi coś mówi. W niektórych ujęciach pracy z energią mówi się o tym, że kiedy coś zostało 'zamknięte' za szybko albo bez intencji, zostaje pewien rodzaj niezakończonej pętli. Nie twierdzę że kamień fizycznie na ciebie oddziałuje z wysypiska, ale masz z nim coś niezamkniętego. To mogło być coś, co miało dla ciebie znaczenie, nawet jeśli nie byłaś tego świadoma w momencie wyrzucania. Czy pamiętasz w jakim stanie emocjonalnym byłaś kiedy to wyrzucałaś?
A nie jest tak, że właśnie przedmioty wyrzucone bez żadnej intencji są bardziej 'nieuporządkowane' energetycznie niż te wyrzucone z rytuałem? Gdzieś czytałem, że w niektórych tradycjach, zanim wyrzucisz coś co miało dla ciebie znaczenie, powinieneś to symbolicznie pożegnać albo oczyścić, żeby nie zostawiać otwartej 'bramy'. Nie mówię że dosłownie coś wraca, ale ta metafora wydaje mi się sensowna.
Temat jest szerszy niż się wydaje na pierwszy rzut oka. W tradycji hoodoo i rootwork istnieje pojęcie curio, czyli przedmiotów, które zostały celowo naładowane intencją przez kogoś innego, czasem bez wiedzy odbiorcy. Jeśli ktoś kto ci dał ten kamień miał jakieś praktyki, nie można wykluczyć że był on przygotowany. Ale żeby to sensownie ocenić, trzeba wziąć pod uwagę kilka rzeczy. Po pierwsze, jaki był charakter tej relacji, czy była toksyczna, kontrolująca, czy raczej obopólna. Po drugie, czy po rozstaniu działy się inne rzeczy poza snami, cokolwiek co wydawało ci się nie na miejscu. Po trzecie, i to jest ważne, czy sny pojawiły się bezpośrednio po wyrzuceniu, czy dopiero po jakimś czasie. Bo to by sugerowało różne źródła.
Jeśli relacja była kontrolująca to w ogóle nie dziwię się, że coś zostaje. Ale mam pytanie, bo mnie to zastanawia, czy to musi być kamień jako przedmiot fizyczny, który coś 'niesie', czy może chodzi o to że on jest symbolem tej relacji i twoja psychika go używa jako punktu skupienia? Bo wydaje mi się że te dwie interpretacje prowadzą do innych wniosków i innych działań.
Dobra, to mam konkretne pytanie. Jeśli przyjąć, że coś zostało niedokończone, to co można z tym teraz zrobić skoro przedmiot już nie istnieje? Nie wiem nawet czy ten kamień jeszcze gdzieś jest, bo od wyrzucenia minęło sporo czasu. Rytuał zamknięcia bez przedmiotu jest w ogóle możliwy?
Drozdzia, to że przedmiot zniknął fizycznie nie zamyka sprawy jeśli chodzi o pracę z tym co zostało. W tradycjach opartych na magii sympathetycznej można pracować z reprezentacją, czyli czymś co go symbolizuje. Kamień podobnego koloru, kształtu, albo nawet narysowany zarys. Część praktyk z kręgu hoodoo dopuszcza też pracę z imieniem osoby lub nazwą relacji zapisaną na papierze, jeśli nie ma fizycznego obiektu. Pytanie do ciebie Drozdzia, czy pamiętasz jak ten kamień wyglądał? Kolor, faktura, cokolwiek? To ma znaczenie przy doborze substytutu.
Obsydian to ciekawe jeśli faktycznie był obsydian. To kamień który w litoterapii przypisuje się do pracy z cieniami, z rzeczami które chcemy zamknąć, z granicami. Trochę paradoksalne że akurat on zaczął ci się śnić, bo część osób celowo używa go do ucinania połączeń. Może zadziałał, tylko nie do końca?
Ale jeśli to emocja jest impulsem, to czy to nie znaczy że Drozdzia sama 'aktywowała' ten kamień przez to co czuła w tamtym czasie? I wtedy całe pytanie o to czy osoba która dała miała jakieś intencje trochę odpada, bo źródłem byłaby sama Drozdzia.
Mam pytanie które mnie gryzie od kilku postów. Wszyscy zakładamy że coś wróciło albo zostało. Ale co jeśli nic nie wróciło i sny są po prostu przetwarzaniem nierozwiązanej relacji? Jak odróżnić jedno od drugiego w praktyce? Naprawdę da się to rozróżnić bez zakładania z góry że coś energetycznego się dzieje?
A Drozdzia, byłaś może w jakiejś terapii albo robiłaś cokolwiek z tą relacją poza wyrzuceniem kamienia? Jakieś pisanie, rozmowy, cokolwiek? Bo to pomogłoby ocenić czy psychologiczna strona jest w ogóle otwarta.
Dużo rozmawiałam z przyjaciółkami, pisałam dziennik przez jakiś czas. Emocjonalnie czuję się zdecydowanie lepiej niż rok temu, naprawdę. Dlatego właśnie te sny mnie dziwią, bo w głowie mam to zamknięte, ale te obrazy nocą jakby temu przeczyły.
To jest własnie ta rozbierzność ktora mnie zastanawia. Że głowa mówi zamknięte a nocne obrazy mówi coś innego. Pamiętam że gdzies czytałam, chyba u Levine'a albo Rothschilda, że ciało i nieświadomość przechowują rzeczy dłuzej niż świadomy umysł chce przyznać. To nie musi być magia żeby być realne.
Szczerze? Nie wiem co mi mówi. Może i jedno i drugie. Przyszłam tu bo chciałam posłuchać różnych perspektyw, nie dlatego że jestem pewna że to magia. Może szukam sposobu żeby coś zamknąć symbolicznie, nawet jeśli to 'tylko' psychologia.
Dorzucę jeszcze jedno bo wydaje mi się ważne. Drozdzia wspomniała że wyrzucała mechanicznie, bez refleksji. Może zanim zrobi jakikolwiek rytuał, warto żeby najpierw powiedziała sobie co tak naprawdę chce zamknąć. Nie przedmiot, ale co konkretnie. Relację, konkretny typ zależności, może lęk który tamten czas zostawił. Im dokładniej, tym lepiej.
Ta zmieniona forma to było coś w stylu że wcześniej śniło mi się bezpośrednio to co chciałam zamknąć, osoba, sytuacja. A potem zaczęły się sny w których byłam w miejscach z tej relacji, ale bez tej osoby. Jakby mózg wiedział że już nie o nią chodzi, ale jeszcze trzymał się dekoracji. Dopiero jak usiadłam i naprawdę rozgryzłam co konkretnie w tej relacji mi zostało, nie kto, ale co, jakieś przekonanie o sobie, jakiś schemat, to sny zaczęły odpuszczać. Twoja mgła brzmi podobnie, jakby był temat ale bez wyraźnego obiektu.
To jest bardzo pomocne. Bo faktycznie w tych snach nie ma konkretnej twarzy, jest właśnie jakaś przestrzeń i uczucie że coś tam jest ale nie wiem co. Zastanawiam się teraz czy to nie jest sygnał że sama jeszcze nie wiem co zamykam. Może wyrzuciłam przedmiot żeby nie myśleć zamiast żeby faktycznie kończyć.
A jak to u ciebie było z tym siadaniem i rozgryzaniem, Cynamonka? Robiłaś to jakoś metodycznie, pisałaś, mówiłaś do siebie, czy to było bardziej intuicyjne? Pytam bo to brzmi jakby miało konkretną formę, nie tylko siedzenie i myślenie.
Mam wrażenie że trochę kręcimy się w kółko. Drozdzia już wiemy że wyrzuciła mechanicznie i że coś zostało. Pytanie jest ciągle to samo, co z tym teraz zrobić. Rozumiem że diagnoza jest ważna, ale ile można diagnozować bez żadnego ruchu do przodu?
Dorzucę coś z innej strony bo mi to siedzi od kilku postów. W niektórych tradycjach jest rozróżnienie między przedmiotem który pełnił funkcję nośnika intencji a przedmiotem który był tylko symbolem relacji. Nośnik po wyrzuceniu faktycznie może tracić siłę szybko. Ale symbol, zwłaszcza jeśli był obecny w ważnych momentach, może działać inaczej, bo jest zakorzeniony w pamięci emocjonalnej, nie tylko w załadowaniu. Drozdzia, ten kamień był przy jakichś konkretnych chwilach z tamtą osobą? Nosiłaś go na ważnych spotkaniach, miałaś go przy sobie w trudnych momentach?
Ale chwila. Czy to nie jest tak że robimy coraz bardziej skomplikowaną teorię wokół czegoś co może być po prostu żalem po relacji? Nie mówię że magia nie istnieje, ale to co opisuje Drozdzia, sny, emocjonalna niezamkniętość, niemożność podejścia do czegoś w śnie, to brzmi dokładnie jak klasyczna żałoba po bliskiej relacji. Gdzie jest granica między 'przedmiot trzyma energię' a 'tęsknię za tym co było i nie chcę się pożegnać'?
Przepraszam że wchodzę bo czytam od początku, ale mam pytanie. Mówicie o rytuałach zamknięcia bez przedmiotu, z substytutem. Ale co jeśli Drozdzia nie chce robić żadnego rytuału i woli podejść do tego inaczej? Czy sny mogą ustąpić bez żadnego celowego działania, samoczynnie?
