A propos tego co mówi Cyla, i mam pytanie do Wiesława albo Inkantatora, bo oni mają więcej doświadczenia z tym. Czy jest jakiś sposób żeby odróżnić ciężkość która jest realnym energetycznym efektem niedokończonej pracy, od tej która jest po prostu psychologiczną reakcją na zdarzenie? Nie kwestionuję że psychologiczna też jest prawdziwa, bo jest, ale od strony praktycznej warto wiedzieć czy reagować na poziomie energetycznym czy po prostu dać sobie czas.
Jeśli czujesz to bardziej w przestrzeni niż w sobie, to może faktycznie pójście w kierunku oczyszczenia miejsca jest lepszym krokiem niż skupianie się na zamykaniu czegoś od strony intencji. Bo jeśli sól rozlała się i nie skończyła pracy, a potem trafiła do śmietnika w domu, to zamieszanie energetyczne jest raczej przestrzenne. To co mówiła Wandka wydaje mi się w tej sytuacji bardziej konkretne niż szukanie właściwego rytuału zamknięcia.
Kastor, dobry punkt. Jeśli sól nie zdążyła domknąć oczyszczania, a poszła do śmietnika razem z rozlaną energią, to może rzeczywiście przestrzeń jest w takim dziwnym zawieszeniu. Nie wiem tylko jak to sprawdzić inaczej niż przez własne odczucia, a te mam teraz mocno zaburzone przez to co się stało.
To zawieszenie to chyba dobry opis. Miałam podobnie po rytuałe który urwał się w połowie, nie z mojej winy, po prostu zaczęło się coś dziać w domu i musiałam przerywać. Zostało takie wrażenie niedokończoności przez kilka dni. Dopiero jak zrobiłam coś bardzo prostego, dosłownie zapalenie świeczki z konkretną myślą zamknięcia, poczułam że coś odpuściło. Nie wiem czy to działało energetycznie czy to był efekt psychologiczny, ale zmieniło stan.
Hej, ale nie rozbudowujmy z tego za bardzo teorii zanim Iwetka w ogóle sprawdzi podstawy. Najpierw test z pokojem który zaproponowała Dzidka, potem ewentualnie pory dnia. Jak zaczniemy teraz analizować harmonogram ciężkości to Iwetka się zagubi w obserwacjach zamiast po prostu poczuć co się dzieje.
To rozróżnienie które robi Kastor jest ważne, pęknięcie po zebraniu energii a pęknięcie na początku procesu to chyba różne rzeczy. Iwetka, czy ten pojemnik był nowy, czy wcześniej był używany do czegoś?
To może być istotne, ale nie chcę teraz otwierać kolejnego wątku analizy bo mam wrażenie że Iwetka ma już za dużo rzeczy do przemyślenia naraz. Powiem tylko że słoik po dżemie który nie był oczyszczony mógł wnieść jakieś swoje rzeczy, ale to spekulacja. Najpierw ten test z wyjściem z mieszkania, reszta może poczekać.
Zgadzam się z Fluorytką że nie ma co teraz generować kolejnych analiz. Iwetka, jak zrobisz ten test z pokojem i wyjściem, napisz tu co poczułaś, bo ta rozmowa kręci się trochę w kółko bez nowych danych od ciebie. Wszyscy tutaj spekulujemy na podstawie tego co już wiemy, a ty siedzisz z tym na co dzień.
Dobra, wróciłam z małym raportem. Siedziałam wieczorem w sypialni, która jest oddzielona od salonu gdzie robiłam rytuał. I faktycznie, coś się różniło. Nie znikło całkowicie, ale było jakby słabsze, mniej gęste. Nie wiem czy to dobra metafora, ale w salonie to jakby powietrze jest trochę inaczej, a w sypialni po prostu jest ok. Więc chyba macie rację że to bardziej przestrzeń niż ja. Co teraz?
Ale poczekajcie, jeśli to zostało w miejscu, to czy to nie jest trochę niepokojące? Znaczy się, jeśli intencja nie poszła dokąd miała pójść i tkwi teraz w salonie, to co to właściwie jest? Czy to jest neutralna energia która po prostu wisi, czy coś co może działać samo z siebie?
Wracając do pytania Amethysty, bo Wiesław ją trochę uciął. Myślę że ta granica między energią która wisi neutralnie a czymś co zaczyna oddziaływać to jest właśnie pytanie o czas. Świeże, kilkudniowe to jedno. Ale jeśli to siedzi tygodniami bez zamknięcia, to może zaczynać ciągnąć uwagę osoby która to zaczęła. Iwetka, ile czasu minęło od tamtej nocy?
Trzy tygodnie to sporo, ale nie dramatycznie. Najważniejsze że teraz masz już więcej informacji niż na początku, wiesz że to w przestrzeni, wiesz że sypialnia jest inna. To jest punkt wyjścia do konkretnego oczyszczenia. Pytanie tylko jakie metody Iwetka ma w domu i co jej leży jako podejście, bo nie ma sensu proponować czegoś czego nie będzie chciała użyć.
Trzy tygodnie i to pęknięte naczynie, w sumie nieźle że nic ekstra się nie działo przez ten czas. Miałam kiedyś sytuację z przerwaną pracą gdzie przez dłuższy czas nic nie czułam, a potem nagle jeden dzień był bardzo ciężki. Nie twierdzę że Iwetka będzie miała tak samo, ale może dobrze że teraz się za to bierze a nie czeka kolejny miesiąc.
Słuchajcie, ta analiza słoika jest interesująca jako teoria, ale chcę wrócić do praktyki. Iwetka ma niezamkniętą przestrzeń od trzech tygodni, wie już gdzie jest problem, wie że w niej samej jest ok. Teraz potrzebuje prostego kroku. Iwetka, czy masz w domu sól, którą możesz rozsypać wzdłuż progu salonu i zostawić na noc? To nie oczyszczenie, to tymczasowe odcięcie żeby zobaczyć jak przestrzeń reaguje na jakikolwiek gest granicy.
Dobra, sól mam, zrobię to jak napisałeś, Wiesław. Ale mam jeszcze jedno pytanie zanim zacznę, bo nie chcę czegoś przekombinować. Czy robię to raz i powtarzam po kilku dniach, czy wystarczy jednorazowo? Bo różnie czytałam na ten temat i nie wiem czy intensywność zależy od tego ile czasu minęło.
Dobrze że pytasz zanim zaczniesz, bo to ma znaczenie. Przy trzech tygodniach ja bym zrobiła to dwuetapowo, nie naraz. Najpierw granica, potem po kilku dniach sprawdzisz jak się czujesz w salonie i zdecydujesz czy potrzeba czegoś więcej. Jedna próba na raz daje ci też informację zwrotną, bo jak zrobisz wszystko jednocześnie to nie wiesz co zadziałało a co nie.
Ja bym jednak nie rozciągała tego w czasie. Skoro to już trzy tygodnie, to nie widzę powodu żeby jeszcze czekać kilka dni między etapami. Moim zdaniem zrób to wszystko w jednym dniu, ale nie w jednej chwili, z przerwą. Rano sól, wieczorem coś dla siebie. Wiesław co ty o tym myślisz, bo wiem że masz inne zdanie?
Mam inne pytanie, trochę odchodząc od logistyki. Iwetka, jak ty się czujesz przez ostatnie dni, nie chodzi mi o salon, ale o ciebie samą? Pytam bo przy niezamkniętych pracach obserwuję u siebie że ten dyskomfort w przestrzeni przekłada się po czasie na jakieś rozdrażnienie albo trudność z koncentracją. Nie zawsze, ale wystarczająco często żeby zapytać.
Ale to co Geomanta pyta to też jest ciekawe z innej strony. Jeśli sama wiedza o niezamkniętej pracy może wpływać na odczucia, to znaczy że świadomość tego co zrobimy teraz też będzie działać, prawda? Tzn. jak Iwetka będzie sypiąć tę sól z myślą że coś zamyka, to ten efekt psychologiczny też zadziała na plus. Czy to nie jest argument za tym że intencja jest kluczowa, niezależnie od tego skąd pochodzi ta zmiana?
Zanim Iwetka odpowie, chcę wrócić do pytania Geomanty o szkło. Nikt tak naprawdę nie odpowiedział na to porządnie. Sama niedawno szukałam czegoś o szkle jako materiale w kontekście magicznym i znalazłam wzmiankę o tym że w tradycji hoodoo szklane pojemniki są traktowane jako rzeczy które przetrzymują, nie pochłaniają. Czyli coś co do nich trafi, ma tendencję do pozostawania. Jeśli tak patrzeć na słoik po dżemie, to jest sens że coś w nim zostało po jego pęknięciu, prawda?
To co Kastor mówi o szkle mi się zgadza z czymś co czytałam, ale dotyczyło to lustra a nie słoika. Lustra w wielu tradycjach są traktowane jako portale albo przynajmniej jako coś co utrwala obraz. Może to jest ta sama zasada, że szkło jako materiał ma tę właściwość przetrzymywania. Ale słoik po jedzeniu to jednak trochę co innego niż czyste naczynie magiczne, bo miał już swoją historię.
Wandka, to jest ciekawe że tak mówisz, bo ja też teraz zaczynam myśleć że może zbyt dużo skupiłam się na emocji w tym momencie, kiedy to robiłam. Byłam trochę... nie wiem jak to nazwać, nakręcona? I może ten ładunek który poszedł do słoika był intensywniejszy niż przy spokojniejszej pracy. Czy to ma znaczenie przy takich pęknięciach?
Dobra ale jak ona ma to poczuć? Pytam serio, bo to brzmi jak coś co albo się ma naturalnie albo nie. Czy jest jakiś konkretny sposób żeby sprawdzić gdzie to jest, czy to bardziej intuicja?
Sama robiłam coś w stylu powolnego przechodzenia przez pomieszczenie i zatrzymywania się w miejscach gdzie coś mnie spowalniało, nie wiem jak to inaczej nazwać. Nie każdy to czuje tak samo, ale zwykle jest jakieś miejsce gdzie człowiek po prostu nie chce siedzieć albo szybciej wychodzi. Iwetka, ty masz jedno konkretne miejsce w tym salonie gdzie jest gorzej, czy to bardziej ogólne?
Wandka, tak naprawdę myślałam o tym ostatnio. Jest jedno miejsce, przy tym biurku gdzie pracuję, chociaż słoik tam nie stał, stał po drugiej stronie pokoju. Nie wiem co o tym sądzić, może to po prostu stres z pracą a nie cokolwiek innego.
To że miejsce odczucia nie pokrywa się z miejscem gdzie stał słoik wcale nie jest dziwne. Przy rozproszeniu to co czujesz niekoniecznie osiada tam gdzie był nośnik. Twój mózg i ciało reagują na to gdzie ty jesteś najczęściej, a biurko to pewnie centrum twojego dnia w tym pokoju. To jest logiczne nawet bez wchodzenia w metafizykę.
Mam pytanie może trochę z innej beczki. Czy ten słoik był w ogóle zakopany, schowany, czy stał na wierzchu? Bo czytałam że jeśli praca jest odkryta, tzn. widać ją codziennie, to też może na coś wpływać, na energię miejsca chyba.
