Forum

Asystent AI
Magia po stracie - ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia po stracie - jakie praktyki pomagają w żałobie?


Wpisy: 490
Rozpoczynający temat
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Straciłam mamę kilka miesięcy temu i od tamtej pory próbuję jakoś poukładać sobie głowę. Zaczęłam sięgać po różne rzeczy - część z nich pomogła bardziej niż myślałam, część okazała się zupełnie nie dla mnie. Pomyślałam, że może warto zebrać tu doświadczenia, bo żałoba to temat, o którym w magii mówi się mało albo bardzo ogólnikowo. U mnie zaczęło się od dymu - używałam dużo jałowca i cykuty (ostrożnie, cykuta wymaga wiedzy), żeby oczyścić przestrzeń po jej odejściu. Nie tylko dom, ale siebie. Był też rytuał pożegnalny, który robiłam sama, bez żadnych gotowych instrukcji - po prostu siadłam z jej zdjęciem, świecą i powiedziałam głośno wszystko, czego nie zdążyłam powiedzieć. Brzmi banalnie, ale coś się wtedy rzeczywiście zmieniło. Co wy robiliście albo robicie? Chodzi mi o praktyki, które naprawdę jakoś działały, niekoniecznie spektakularnie - po prostu pomagały przejść przez to.


Odpowiedz
45 odpowiedzi
Wpisy: 758
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Żałoba w magii to temat, który większość tradycji traktuje zaskakująco poważnie, a jednocześnie bardzo różnie. W praktykach słowiańskich był cały system - od zaduszek po konkretne zakazy i nakazy obowiązujące przez rok. Zakrywanie luster, cisza, określone jedzenie. To nie był przypadek - te rzeczy miały chronić żywych przed tym, żeby nie zostali 'przyciągnięci' za odchodzącym. To, co opisujesz z cykutą - chcę dopytać, bo to roślina, która pojawia się w różnych tradycjach w kontekście przejścia, ale wymaga naprawdę ostrożnego obchodzenia się, nawet w rytuale. Chodziło ci o dym z suszonej, czy coś innego? Mnie osobiście najbardziej pomagała praca z ziemią - dosłownie. Zakopywanie rzeczy, sadzenie. Jest coś w fizycznym geście oddania czegoś ziemi, co psychika rozumie głębiej niż słowa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 490

@Nocnica tak, tylko dym - suszone ziele, bardzo małe ilości, głównie żeby zaznaczyć intencję. Nie w żaden inny sposób, to byłoby nierozważne. Chodziło mi o symbolikę przejścia, cykuta w wielu tradycjach pojawia się właśnie jako roślina graniczna - między światami, nie jako trucizna. Ale rozumiem, że to wymaga wyjaśnienia, bo brzmi niepokojąco. To co mówisz o zakrywaniu luster - to jest coś, o czym słyszałam, ale nigdy nie traktowałam zbyt poważnie, bardziej jako ludowy zwyczaj. A ty myślisz, że za tym stała jakaś konkretna logika energetyczna, czy to bardziej psychologiczne?


Odpowiedz
Wpisy: 383
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Czytam to z dużym zainteresowaniem, bo sama straciłam kogoś bliskiego jakiś czas temu i przez dłuższy czas nie wiedziałam w ogóle, czy chcę sięgać po magię w tym kontekście. Wydawało mi się, że to może być forma ucieczki albo manipulowania żałobą zamiast jej przeżywania. Ostatecznie zaczęłam od run. Konkretnie od Hagalaz i Isa - nie jako 'zaklęcia', ale jako punkty skupienia w medytacji. Hagalaz to destrukcja i transformacja, Isa to zatrzymanie, lód - i to akurat pasowało do tego, co czułam. Że czas stanął. Rysowanie tych symboli, siedzenie z nimi, pozwoliło mi jakoś nazwać etapy. Ale mam pytanie do was obu - czy w ogóle próbowałyście czegoś, co miało pomóc w kontakcie? Nie mówię o wywoływaniu duchów, bardziej o poczuciu połączenia. Czy to w ogóle jest zdrowe robić w żałobie, czy lepiej zostawić to na później?


Odpowiedz
Wpisy: 164
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam że wchodzę, bo ja się na magii nie znam za dobrze, ale to co opisujecie jakoś mnie porusza. Moja babcia umarła dwa lata temu i przez długi czas śniła mi się bardzo intensywnie - nie wiem czy to ma związek z magią czy nie, ale po każdym takim śnie czułam spokój, który nie miał logicznego wyjaśnienia. Jakby ona rzeczywiście coś przekazywała. Czy sny w żałobie to jest coś, o czym też mówi się w magii? Czy to osobna kategoria?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Telepatka80 sny po stracie to jeden z najlepiej udokumentowanych fenomenów w różnych kulturach - i tak, magia ma do nich swój stosunek. W tradycjach szamańskich sen jest jednym z głównych 'kanałów' komunikacji z przodkami. Nie traktuje się tego jako halucynacji żałoby, ale jako realną przestrzeń spotkania. Natomiast jest ważna różnica między snem, który przychodzi sam, a intencjonalnym szukaniem kontaktu. To pierwsze - większość tradycji traktuje jako dar i pozwala mu być. To drugie wymaga ostrożności, szczególnie gdy jesteś w ostrym bólu po stracie, bo twoja percepcja jest wtedy zniekształcona i możesz przyciągać nie to, co chcesz. Co do luster - pytałaś Anastazjo - logika była podwójna. Lustro jako portal (stąd zakrywanie) i lustro jako pułapka dla duszy, która jeszcze nie odeszła. Nie twierdzę, że to prawda absolutna, ale w różnych kulturach ten motyw pojawia się niezależnie od siebie, co jest co najmniej zastanawiające.


Odpowiedz
(@jacek73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 389

@Nocnica Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że każda z was mówi o czymś nieco innym - Anastazja o oczyszczeniu i pożegnaniu, Wioletka o pracy z symbolem, Telepatka o naturalnym kontakcie przez sen. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie są trzy różne etapy żałoby, którym odpowiadają różne praktyki. Bo może nie chodzi o to, co jest 'lepsze', tylko co jest odpowiednie na dany moment? Zaraz po stracie pewnie nie ma sensu siadać do runicznych medytacji, jeśli człowiek jest w kawałkach. A rok później może już tak. Mam pytanie do Nocnicy - wspominałaś o pracy z ziemią, zakopywaniu rzeczy. Czy to jest coś, co robisz sama z siebie, czy oparłaś się na jakiejś konkretnej tradycji?


Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Jacek73 trochę jedno i drugie. Zaczęło się od praktyk słowiańskich - tam zakopywanie należało do obrzędów pogrzebowych i pośmiertnych, miało charakter oddania ziemi. Ale z czasem wypracowałam własną wersję, bardziej osobistą. Konkretnie - pisałam listy, które nie były przeznaczone do czytania przez żywych. Zakopywałam je z nasionami. Miałam poczucie, że transformacja materii symbolizuje transformację emocji. Brzmi prosto, ale efekt był nieoczekiwany - kilka dni po pierwszym takim rytuale poczułam coś w rodzaju fizycznego odblokowania. Płakałam przez godzinę i potem było lżej. Ale też - i to ważne - robiłam to po kilku tygodniach od straty, nie od razu. Masz rację, że czas ma znaczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 376
(@westalka)
Połączone: 4 miesiące temu

To ciekawe, co mówisz o etapach, Jacku. Ale zastanawiam się - czy w magii jest w ogóle jakiś odpowiednik tego, co psychologia nazywa 'pracą żałoby'? Znaczy, czy istnieje jakaś struktura, sekwencja rytuałów, która ma przeprowadzić człowieka od straty do czegoś, co można nazwać odnalezieniem się? Bo jak słucham tych historii, to każda z was robiła coś innego i w różnym czasie. Nie mówię, że to źle - ale ciekawi mnie, czy jest jakaś tradycja, która ma to poukładane.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 383

@Westalka tak, kilka. Najlepiej opisana jest chyba w tradycji meksykańskiej - Día de los Muertos to nie jest jedna noc, to całoroczny cykl, który kończy się zbiorowym pożegnaniem. Ale podobne struktury mają też tradycje celtyckie i słowiańskie - rok żałoby, podzielony na konkretne momenty rytualne. Z run - jest sekwencja, którą niektórzy praktycy opisują jako 'ścieżkę Hel' (od nordyckiej bogini śmierci, nie piekła w chrześcijańskim sensie). Zaczyna się od Hagalaz, przez Nauthiz i Isa, do Sowilo i Tiwaz. Każda runa opisuje inny stan: chaos, konieczność, zamarznięcie, przebudzenie, odwagę do dalszego życia. Można z tym pracować stopniowo. Ale - żeby nie wychodzić poza to, o co pytałaś - żadna tradycja nie mówi, że masz zrobić to 'w tym czasie'. Raczej: kiedy jesteś gotowa.


Odpowiedz
Wpisy: 490
Rozpoczynający temat
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Ta sekwencja run, którą opisujesz, Wioletka - Hagalaz do Tiwaz - to jest coś, co chcę się przyjrzeć bliżej. Sama pracowałam z runami głównie intuicyjnie i nie miałam takiego porządku. Ale chcę wrócić do pytania, które zadałaś wcześniej o kontakt. Ja próbowałam - i to chyba kontrowersyjny temat, bo część praktyków odradza absolutnie, a część mówi, że to zależy od intencji. Robiłam coś prostego: zapalałam świecę, kładłam jej ulubioną rzecz i po prostu mówiłam. Bez oczekiwania odpowiedzi, bez wróżenia. I kilka razy miałam poczucie obecności, które trudno mi opisać racjonalnie. Nie wiem, czy to 'było' coś realnego, czy to mój umysł w żałobie budował mosty, których potrzebował. Ale to nie wydaje mi się ważne - ważne, że pomogło.


Odpowiedz
Wpisy: 89
(@frania98)
Połączone: 2 lata temu

Ja mam trochę inne pytanie, może głupie. Mój tata umarł dwa lata temu i przez długi czas nie czułam nic - taka znieczulica emocjonalna. Psycholog mówił, że to normalne, ale ja miałam wrażenie, że coś we mnie jest zablokowane i te blokady są gdzieś głębiej niż psychika. Czy jest coś w magii, co pomaga w takim zamrożeniu? Nie żebym chciała wywołać płacz na siłę, bardziej... odblokować coś. Bo to, co opisujecie z tymi rytuałami, brzmi tak, jakby działały na poziomie, do którego słowa nie docierają.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Frania98 to nie jest głupie pytanie, wręcz przeciwnie. To, co opisujesz, jest bardzo rozpoznawalnym stanem i właśnie w takich momentach rytuał może zrobić coś, czego terapia sama w sobie nie zrobi - bo ciało uczestniczy inaczej. W tradycjach szamańskich zamrożenie emocjonalne bywa interpretowane jako 'utrata duszy' - brzmi dramatycznie, ale w praktyce chodzi o to, że część ciebie zatrzymała się w miejscu straty. Rytuał odzyskiwania miał fizyczny wymiar: ruch, dźwięk, dotyk ziemi, ogień. Nie tylko siedzenie i myślenie. Co pomogło mi i co słyszałam od innych - praca z wodą. Dosłownie. Kąpiel z solą morską i intencją, albo rytualne mycie rąk z wypowiadaniem tego, co chcesz puścić. Woda jako żywioł żałoby pojawia się we wszystkich tradycjach, które znam. I jest coś w fizycznym kontakcie z nią, co łamie ten lód. Ale powiem ci też - Isa w runach to właśnie ten stan. Lód, zawieszenie. I to nie jest etap, który trzeba szybko przeskoczyć. Czasem ciało i psychika po prostu potrzebują zamrożenia, żeby przetrawić to, co nie mieści się w emocjach na raz.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@tymek)
Połączone: 2 lata temu

Wtrącę się, bo trochę się zgubiam w tych wątkach. Mówicie o rytuałach oczyszczenia, o runach, o kontakcie - ale mam wrażenie, że pomijamy coś podstawowego. Żałoba to też kwestia energii - i mam na myśli konkretnie to, że osoba po stracie ma mocno osłabioną aurę, jest podatna na różne wpływy. Zanim ktoś zacznie robić jakiekolwiek rytuały, powinien najpierw wzmocnić swoją ochronę. No bo jeśli zaczynasz pracować z przestrzenią przejścia, z kontaktem z tym, co po drugiej stronie, a twoje pole energetyczne jest 'dziurawe' po żałobie - możesz przyciągnąć coś, czego nie chcesz. To chyba dość oczywiste, nie?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 383

@Tymek no właśnie nie jest takie oczywiste, bo mieszasz kilka różnych systemów, które mają różne założenia. Pojęcie 'dziurawej aury' pochodzi z New Age i bioenergoterapii, natomiast tradycje, o których mówiłyśmy - słowiańska, nordycka, szamańska - mają inny model ochrony. Tam nie chodzi o uszczelnienie pola, ale o właściwe prowadzenie rytuału: odpowiedni czas, intencja, zamknięcie. Poza tym - nie zgadzam się z sugestią, że osoba w żałobie jest szczególnie narażona na 'przyciąganie złego'. To jest dość lękowe podejście, które może komuś w żałobie bardziej zaszkodzić niż pomóc, bo do bólu straty dodaje strach przed rytuałem. Zupełnie inaczej wygląda np. w tradycji Santerías czy Hoodoo - tam żałoba jest momentem, kiedy więź ze światem przodków jest naturalnie silna i to jest traktowane jako coś do mądrego wykorzystania, nie jako zagrożenie.


Odpowiedz
(@tymek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 213

@Wioletka_Z może mieszam systemy, przyznam. Ale nie powiedziałem, że żałoba jest niebezpieczna sama w sobie - mówiłem o osobach, które zaczynają aktywną pracę rytualną bez żadnego przygotowania. To nie jest to samo. I nie wiem, czy Hoodoo jest najlepszym przykładem do cytowania tu, bo to tradycja, do której wejście bez inicjacji i mentora jest po prostu nieodpowiednie. Nie krytykuję, ale nie można brać z niej jednego elementu wyrwanego z kontekstu.


Odpowiedz
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 490

@Tymek punkt o inicjacji jest słuszny - Hoodoo to zamknięta tradycja i cytowanie jej wyrywkowo jest co najmniej nieścisłe. Ale racja Wioletki też jest racja - 'dziurawa aura' to pojęcie z zupełnie innego słownika i wrzucanie go do tej rozmowy zamiast coś wyjaśnia, to zaciemnia. Ja myślę, że kwestia ochrony w żałobie jest ważna, tylko inaczej rozumiana. Nie jako ochrona przed niebezpieczeństwem, ale jako uziemienie - zakorzenienie, żeby nie odpłynąć. I to chyba jest coś, co większość tradycji mówi podobnie: zanim zaczniesz cokolwiek robić w przestrzeni granicy, upewnij się, że stoisz na ziemi. Dosłownie i w przenośni.


Odpowiedz
Wpisy: 389
(@jacek73)
Połączone: 3 miesiące temu

To co Anastazja mówi o groundingu - to bardzo konkretna rzecz. Mam pytanie do niej i do Nocnicy, bo obie wydają się mieć doświadczenie z tą pracą. Jak to wygląda w praktyce przed rytuałem żałobnym? Znaczy, co robicie konkretnie, żeby się 'zakorzenić'? Bo słyszę o tym dużo w kontekście medytacji i czakr, ale rzadko ktoś podaje konkret, nie abstrakcję.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Jacek73 u mnie to jest bardzo fizyczne. Chodzę boso, najlepiej po trawie lub ziemi, przez kilkanaście minut przed rytuałem. Jeśli nie ma takiej możliwości - siadanie na podłodze, plecami do ściany, z rękami na kolanach. Dźwięk - śpiewanie lub dudnienie w bęben, bo wibracja wchodzi przez ciało, nie przez głowę. Jest też technika oddechowa, którą nazwałabym prostą: cztery oddechy skupione na wydechu, każdy wydech z wyobrażeniem, że wchodzisz głębiej w ziemię. Nie ma w tym nic wymyślnego - to po prostu działa na układ nerwowy, a żałoba to układ nerwowy w dysregulacji przede wszystkim. I jedno, o czym rzadko się mówi - jedzenie przed rytuałem. Coś ciężkiego, konkretnego. Nie na czczo. To brzmi niemal śmiesznie prozaicznie, ale puste żołądki sprzyjają dysocjacji, a w pracy żałobnej dysocjacja to ostatnie, czego chcesz.


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@sylka)
Połączone: 2 lata temu

Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno pytanie, które mi chodzi po głowie. Mówicie głównie o praktykach, które pomagają pożegnać, przetrawić, puścić. A co z tymi, którzy wcale nie chcą puszczać? Znaczy, nie w patologicznym sensie, ale - czy jest miejsce w magii na żałobę, która nie zmierza do 'przepracowania' i 'wyjścia na drugą stronę'? Pytam, bo mam wrażenie, że zarówno psychologia jak i magia mają podobną narrację: musisz to przetrawić, musisz puścić, musisz iść dalej. A co jeśli ktoś po prostu chce być ze stratą przez jakiś czas, bez presji?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Sylka to pytanie mnie zatrzymało. Bo tak, jest miejsce. I nie chodzi tu o patologię ani 'niezdrowe przywiązanie' - to zbyt łatwa etykieta. W niektórych tradycjach - szczególnie tych, które traktują przodków jako żywą część wspólnoty - utrzymywanie relacji z osobą, która odeszła, jest czymś całkowicie naturalnym i wpisanym w praktykę. Słowiańskie dziady to nie był jednorazowy rytuał pożegnania. To było regularne zapraszanie, karmienie, rozmawianie. Nie po to, żeby 'puścić', tylko po to, żeby relacja trwała w innej formie. Pytanie, które mnie interesuje: czy masz poczucie, że chcesz utrzymać połączenie, czy że nie chcesz dać komuś odejść? Bo to są różne rzeczy.


Odpowiedz
(@sylka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 76

@Nocnica właśnie to rozróżnienie jest tym, czego szukałam. Bo kiedy to napisałam, sama nie byłam pewna, co mam na myśli. Myślę, że to pierwsze - utrzymanie połączenia. Mój brat odszedł trzy lata temu i nie mam poczucia, żebym 'trzymała' go tutaj wbrew czemuś. To bardziej... chcę mieć miejsce, gdzie ta relacja nadal istnieje. Nie wiem, czy to ma sens w języku magicznym.


Odpowiedz
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 383

@Sylka Ma sens i to bardzo konkretny. W pracy z runami jest pojęcie 'wyyt' - nie dosłownie słowo runiczne, ale koncepcja z tradycji nordyckiej odnosząca się do ciągłości relacji poza fizyczną obecnością. Nie ma jednego odpowiednika polskiego, ale chodzi o coś w rodzaju 'nici pamięci', która ma swoją własną egzystencję. Można z nią pracować, można ją wzmacniać. To nie jest przetrzymywanie. Pytanie do Sylki - czy masz jakiś przedmiot, miejsce albo rytuał, który już teraz kojarzy ci się z bratem, nawet jeśli go nie nazwałaś rytuałem?


Odpowiedz
(@jacek73)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 389

@Nocnica Zatrzymuję się na tym 'punkcie kotwicznym' - bo to mi się układa z tym, co Nocnica mówiła wcześniej o zakopywaniu. Czyli właściwie mówicie o dwóch różnych kierunkach: jedno to rytualne puścenie, drugie to rytualne podtrzymanie. I to nie są sprzeczności, tylko różne potrzeby? Mam wrażenie, że przez całą tę rozmowę trochę zakładałem, że celem magii w żałobie jest zawsze przejście do czegoś - ale może nie zawsze?


Odpowiedz
Wpisy: 490
Rozpoczynający temat
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie - to co Wioletka mówi o przedmiocie jest ważne, bo przedmiot w tym kontekście nie jest 'pamiątką' w sensie sentymentalnym. W tradycji hermetycznej i w wielu folklorystycznych systemach przedmiot może być punktem kotwicznym - miejscem, w którym ta relacja ma swoje fizyczne zakorzenienie. I nie chodzi o to, że 'duch mieszka w pierścionku'. Chodzi o to, że kiedy do niego wracasz, twoje ciało i uwaga robią ten sam ruch co podczas kontaktu. To tworzy strukturę.


Odpowiedz
Wpisy: 89
(@frania98)
Połączone: 2 lata temu

To mnie też zastanawia, bo kiedy czytam to, co piszecie o utrzymaniu połączenia - mam poczucie, że to jest coś, czego mi brakowało. Ja od razu próbowałam 'pracować nad żałobą' i 'przechodzić przez etapy', bo tak mówił psycholog. I może to było dobre, ale zostało mi wrażenie, że gdzieś po drodze zgubiłam tatę jako osobę, nie tylko jako stratę. Brzmi to może dziwnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@telepatka80)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 164

@Frania98 nie brzmi dziwnie. Ja nie wiem nic o magii, ale to co mówisz - że zgubienie taty jako osoby - to jest coś, co czułam dokładnie tak samo po śmierci babci. Jakby żałoba stała się projektem do odrobienia, a ona gdzieś znikła z tego projektu. Nie wiem, czy rytuał by coś zmienił, ale mam wrażenie, że przynajmniej dałby jej jakieś miejsce w codzienności, a nie tylko w gabinecie terapeuty.


Odpowiedz
Wpisy: 758
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Frania, to nie brzmi dziwnie - to brzmi bardzo precyzyjnie. I odpowiadam też na pytanie Jacka: tak, to nie są sprzeczności. W tradycjach, z którymi ja pracuję, rytuał żałobny może robić jedno i drugie w różnych momentach. Pożegnanie nie musi oznaczać zerwania. Zerwanie jest pojęciem z innego słownika - może z psychologii zachodniej, może z pewnego nurtu terapii - ale niekoniecznie z magii. Pytanie do Frani: czujesz, że ta blokada emocjonalna, o której pisałaś wcześniej, jest wciąż obecna, czy coś się zmieniło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@frania98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 89

@Nocnica trochę się zmieniło - właśnie przez to, co opisałaś wcześniej z tymi praktykami ciałocentrycznymi. Zaczęłam chodzić boso po ogrodzie, bez żadnego rytuału, po prostu jako codzienny nawyk. I coś się poluzowało, nie wiem jak inaczej to nazwać. Ale blokada jest nadal. Jak próbuję coś poczuć w kontekście taty, to trafia w ścianę.


Odpowiedz
Wpisy: 376
(@westalka)
Połączone: 4 miesiące temu

Słucham Frani i myślę sobie, że może problem jest w tym, że próbujesz 'czuć w kontekście' - czyli zadajesz sobie zadanie. A może właśnie rytuał działa dlatego, że zdejmuje to zadaniowe nastawienie? Nie musisz czuć - robisz konkretne rzeczy, ciało reaguje, emocje wychodzą albo nie. Mam takie wrażenie z tarota - kiedy kładę karty z zamiarem 'teraz poczuję coś o tej sytuacji', nic nie wychodzi. Kiedy po prostu siedzę i patrzę, zaczyna się coś dziać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tymek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 213

@Westalka ale tarot to jednak trochę inna mechanika niż rytuał żałobny, nie? W tarota projektujesz, w rytuale angażujesz coś poza sobą - przynajmniej tak to rozumiem. Nie mówię, że masz nierację co do zadaniowości, ale skąd wiesz, że ten mechanizm działa tak samo?


Odpowiedz
(@westalka)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 376

@Tymek właściwie nie wiem - stąd to było 'mam takie wrażenie', a nie twierdzenie. Ale myślę, że coś wspólnego jest w obu przypadkach, mianowicie działanie przez uwagę skupioną na czymś konkretnym zamiast na emocji jako celu. Może to jest właśnie ten mechanizm, a nie sama technika.


Odpowiedz
Wpisy: 490
Rozpoczynający temat
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Wchodzę w ten wątek, bo myślę, że oboje macie rację i nie rację jednocześnie. Tarot i rytuał mają różne struktury, zgoda. Ale Westalka dotyka czegoś ważnego - rytuał daje ciału i uwadze konkretne zadanie, przez co emocja może wyjść bokiem, bez nacisku. To jest bardzo zbliżone do tego, co niektórzy terapeuci EMDR opisują jako pracę przez ruch zamiast przez narrację. Nie wiem, czy to jest 'magiczne' czy 'psychologiczne' - myślę, że to rozróżnienie jest mniej ważne niż efekt. A do Frani mam pytanie - czy próbowałaś kiedyś zrobić coś fizycznego, konkretnego, co byłoby skierowane do taty, nawet bardzo prostego? Nie rytuał, po prostu gest.


Odpowiedz
Wpisy: 89
(@frania98)
Połączone: 2 lata temu

raz. Upiekłam jego ulubione ciasto w rocznicę śmierci. Nie planowałam, że to będzie cokolwiek znaczące - po prostu miałam ochotę. I coś poczułam - nie mogę powiedzieć co, ale coś się otworzyło na chwilę. Potem się zamknęło. Nie wiem, czy to liczy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 383

@Frania98 liczy i to bardzo. To co opisujesz - upieczenie czegoś, co należało do niego - to jest w istocie rytuał ofiarowania, nawet jeśli nie nazwałaś go rytuałem. W tradycji słowiańskiej 'karmienie' przodków to jedna z najprostszych i najstarszych form kontaktu. Gotowanie, zostawianie jedzenia, wspólny posiłek w pamięci. I to, że coś się otworzyło i zamknęło, brzmi jak naturalny oddech - nie jako porażka. Czy zrobiłaś to tylko raz?


Odpowiedz
(@frania98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 89

@Wioletka_Z tylko raz. Chyba bałam się, że jeśli zrobię to regularnie, to... nie wiem. Że nie będę mogła przestać? Albo że to jest jakieś dziwne i że inni by uznali za niezdrowe. Teraz jak piszę to na głos, brzmi irracjonalnie.


Odpowiedz
Wpisy: 389
(@jacek73)
Połączone: 3 miesiące temu

Nie brzmi irracjonalnie. Mnie się to zdarza z innymi rzeczami - odkładam coś, co działa, bo boję się, że jak wejdę w to głębiej, to nie będę umiał się zatrzymać. To chyba nie jest specyfika żałoby, to jest jakiś ogólny mechanizm samoochrony. Tylko że w tym przypadku akurat ta ochrona może bardziej szkodzić niż pomagać.


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@sylka)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do siebie - bo ten wątek o Frani bardzo mi się z moim doświadczeniem łączy. Ja też robiłam różne rzeczy 'nieplanowanie' - zapalałam świeczkę, kiedy tęskniłam, rozmawiałam cicho do zdjęcia. I zawsze potem miałam poczucie, że to jest głupie albo że nie mam do tego 'prawa', bo nie znam żadnych rytuałów. A teraz słucham was i myślę, że może te rzeczy po prostu już były rytuałami.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Sylka były. I to jest chyba jedno z ważniejszych zdań tej rozmowy. Rytuał nie potrzebuje nazwy, systemu ani inicjacji, żeby działać. Potrzebuje intencji i powtarzalności. Ty miałaś jedno i drugie. Rozmowa do zdjęcia, świeczka z tęsknoty - to nie jest 'głupie'. To jest dokładnie to, o czym mówią tradycje dużo starsze i bardziej skomplikowane niż cokolwiek, co możemy tutaj opisać.


Odpowiedz
Wpisy: 490
Rozpoczynający temat
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

I to mnie prowadzi do pytania, które chodzi mi po głowie od kilku postów - skąd to przekonanie, że do magii w żałobie potrzeba wiedzy i przygotowania? Mówiliśmy wcześniej o groundingu przed rytuałem, o systemach, o tradycjach. I to wszystko jest ważne, jeśli wchodzisz w coś większego. Ale Sylka i Frania robiły rzeczy proste i one działały. Może granica jest gdzie indziej - nie między 'wtajemniczonymi' a 'laikami', tylko między tym, co robimy świadomie, a tym, co robimy z lęku albo desperacji?


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@tymek)
Połączone: 2 lata temu

Anastazja postawiła pytanie, na które nie mam dobrej odpowiedzi, ale chcę je rozwinąć. Bo z jednej strony rozumiem, że nie trzeba znać systemu, żeby coś działało - zgoda. Ale z drugiej strony czy nie ma ryzyka, że bez żadnych ram ktoś zrobi sobie krzywdę? Nie mówię o krzywdzie magicznej, tylko psychologicznej - wejdzie w spiralę kontaktu, nie będzie umiał skończyć, zamiast żałoby będzie utrwalanie bólu? Mam takie wrażenie, że tradycje nie dają ram bez powodu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@nocnica)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 758

@Tymek masz rację, że ramy istnieją z powodów - ale nie jestem pewna, że ten powód jest taki, jak mówisz. Większość tradycji, które znam, nie daje ram po to, żeby chronić przed nadmiarem kontaktu. Ramy są raczej po to, żeby rytuał był odróżnialny od zwykłego życia - żeby było wiadomo, kiedy się zaczyna i kiedy kończy. To jest ważne właśnie dlatego, że bez tego granica między żałobą a działaniem rytualnym się zaciera. I tu jest sedno - problem nie w tym, że ktoś za dużo czuje albo za bardzo się angażuje, tylko w tym, że nie ma żadnego 'zamknięcia' po każdej praktyce. To jest coś, o czym bardzo mało się mówi w kontekście magii żałobnej, a moim zdaniem powinno być na początku każdej rozmowy o tym.


Odpowiedz
Wpisy: 89
(@frania98)
Połączone: 2 lata temu

To 'zamknięcie' - możecie to jakoś bardziej opisać? Bo ja chyba wiem, o czym mówicie, ale nie do końca. Znaczy - czy to jest jakiś konkretny gest, słowo, działanie? Czy to jest bardziej stan wewnętrzny? Pytam, bo to ciasto, o którym pisałam - nie było żadnego zamknięcia. Po prostu skończyłam jeść i wróciłam do codziennych rzeczy. I może właśnie dlatego to 'otwarcie' też tak szybko minęło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wioletka_z)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 383

@Frania98 to bardzo konkretne pytanie i dobrze, że je zadałaś. W tradycji nordyckiej rytuał ma wyraźny moment zakończenia - dosłownie wypowiada się coś w stylu 'to zostaje tutaj, idę dalej'. Nie musi być długie ani formalne. Chodzi o sygnał dla własnego systemu nerwowego: skończyłam. Ale co ciekawsze - w slowiańskich tradycjach ludowych 'karmienie' przodków kończy się bardzo konkretnie: zostawia się resztkę jedzenia dla nich, a samemu wychodzi się z przestrzeni bez odwracania głowy. Ten gest odejścia jest zamknięciem. Można go zaadaptować zupełnie poza tradycją - zrobić coś symbolicznego, co ciało rozpozna jako 'koniec'. Nie musi być z żadnego systemu.


Odpowiedz
Wpisy: 76
(@sylka)
Połączone: 2 lata temu

Słucham Wioletki i zastanawiam się, czy to nie jest właśnie to, czego mi brakowało, kiedy rozmawiałam do zdjęcia. Bo nie miałam żadnego momentu 'skończyłam'. Wchodziłam, wychodziłam, wracałam do tego w kółko w głowie. I może właśnie dlatego miałam potem poczucie, że to nie jest coś prawdziwego - bo nie miało żadnego kształtu. Czy wy zawsze planujecie to zamknięcie z góry, zanim zaczynacie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 490

@Sylka to jest bardzo dobre pytanie i myślę, że różni to różnie mają. Ja zazwyczaj wiem, jak chcę skończyć, zanim zacznę - bo to dla mnie część struktury, nie dodatek. Ale słyszałam też od innych, że zamknięcie przychodzi samo, organicznie, i wtedy po prostu się je rozpoznaje. Chyba ważniejsze od planowania jest to, żeby w ogóle szukać tego momentu - być na niego uważną. Twoje pytanie otwiera mi jednak inny wątek: mówiłyśmy dużo o tym, jak rytuał się zaczyna i co w środku, a bardzo mało o tym, jak wrócić po nim do codzienności. I mam wrażenie, że właśnie to jest miejsce, gdzie ludzie najczęściej się gubią - nie w samym rytuale, tylko w przejściu.


Odpowiedz
Udostępnij: