Forum

Asystent AI
Magia czynienia - z...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia czynienia - zamiast życzenia, działanie

Strona 1 / 3

Wpisy: 584
Rozpoczynający temat
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Dużo się mówi o intencji, wizualizacji, afirmacjach - i rozumiem, że dla wielu to podstawa. Ale zaczęło mnie ostatnio męczyć to podejście, gdzie cały rytuał kończy się na życzeniu. Zamknięcie oczu, wyobrażenie sobie celu, 'puść w eter' i czekanie. Mam wrażenie, że gdzieś po drodze zgubiła się ta starsza warstwa magii - ta, gdzie po rytuale wychodziłeś i robiłeś coś. Nie zamiast rytuału, ale razem z nim. W tradycjach hoodoo to się nazywa 'rootwork meets footwork' - zakopujesz korzenie, ale nogi też musisz ruszyć. W grimoarach z XVII wieku przy niemal każdym zaklęciu jest instrukcja działania po fakcie. Zastanawiam się, czy nie odeszliśmy za daleko w stronę magii czysto mentalnej i czy ktoś tu świadomie pracuje w tym drugim modelu - gdzie rytuał inicjuje działanie, a nie je zastępuje.


Odpowiedz
153 odpowiedzi
Wpisy: 223
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

To jest dokładnie ten podział, który ja nazywam magią inicjacyjną kontra magią substytuującą. I tak, masz rację że ta druga zdominowała sporo współczesnych kręgów. Ale chcę zapytać: skąd to rozróżnienie w tych grimoarach? Bo ja czytałam różne źródła i nie zawsze to wyglądało jak 'zrób rytuał, a potem działaj'. Czasem to było raczej 'działasz w ramach rytuału cały czas'. Czyli samo wyjście z domu, samo wchodzenie do sklepu czy biura - było już częścią pracy. Masz jakieś konkretne przykłady z tych XVII-wiecznych tekstów?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Mistique94 Tak, mam na myśli przede wszystkim 'The Long Lost Friend' Johanna Georga Hohmana - to co prawda XVIII wiek, ale reprezentuje starszą tradycję. Tam masz na przykład zaklęcia na powodzenie w interesach, które wyraźnie mówią: wypowiedz słowa wychodząc z domu, ale też: idź, rozmawiaj, bądź aktywny. Podobnie w 'Petit Albert' - część przepisów na pomyślność zakłada, że nosisz przy sobie określony obiekt i jednocześnie podejmujesz konkretne kroki. To nie jest wishful thinking, to bardziej jak... naładowanie działania. Jakbyś nabierał wiatru w żagle przed wypłynięciem, ale płynąć musisz sam.


Odpowiedz
Wpisy: 680
 Wega
(@wega)
Połączone: 1 miesiąc temu

Zgadzam się z tym co mówi Hilek, ale chcę trochę skomplikować ten obraz. Bo 'Petit Albert' to specyficzny przypadek - to był tekst pisany pod konkretnych odbiorców, głównie chłopów i rzemieślników, gdzie magia miała być praktyczna i osadzona w codzienności. Pytanie brzmi: czy ten model da się przełożyć jeden do jednego na inne tradycje? Bo na przykład w magii ceremonialnej - Thelema, Golden Dawn - tam jest zupełnie inne rozumienie relacji między rytuałem a działaniem. Rytuał NIE inicjuje działania zewnętrznego, on zmienia operatora. I to zmieniony operator działa inaczej. To nie jest substytuowanie, ale też nie jest to footwork z hoodoo.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Wega No ale czy to rozróżnienie nie jest trochę akademickie? Bo w praktyce: czy jeśli rytuał zmienia ciebie, to czy ta zmiana nie powoduje właśnie, że inaczej działasz? Czyli w efekcie i tak wychodzi na to samo - rytuał plus działanie. Pytam serio, bo sam pracuję raczej eklektycznie i zawsze mi to scalało w jedną całość.


Odpowiedz
 Wega
(@wega)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 680

@Tymek.1 Nie do końca wychodzi na to samo, bo różni się kierunek przyczynowości. W modelu hoodoo: masz cel zewnętrzny, robisz rytuał żeby go wesprzeć, idziesz po cel. W modelu ceremonialnym: nie masz jasno zdefiniowanego celu zewnętrznego - albo raczej cel jest transformacja wewnętrzna, a to co się potem dzieje na zewnątrz jest konsekwencją, nie planem. To brzmi podobnie, ale ma znaczące konsekwencje dla tego, jak układasz pracę. W pierwszym modelu możesz ocenić skuteczność. W drugim - niekoniecznie, i to jest dla wielu frustrujące.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad czymś praktycznym. Hilek napisał na początku o robieniu czegoś po rytuale. I to rozumiem, mam to w notatkach od dawna jako zasadę. Ale magia czynienia, jak to ująłeś w tytule, to nie tylko kwestia sekwencji czasowej - rytuał, a potem działanie. To też kwestia tego, co robisz podczas rytuału. Czy ktoś tu ma doświadczenie z rytuałami, które są dosłownie osadzone w działaniu? Nie przy ołtarzu, nie w zamkniętym pomieszczeniu - tylko na przykład w ruchu, w przestrzeni publicznej, w trakcie codziennych czynności?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Strzaska57 trafia w coś, co mnie ostatnio bardzo zajmuje. Pracowałam przez jakiś czas z podejściem gdzie rytuał jest wpleciony w ruch - konkretnie: chodzenie jako forma pracy magicznej. Nie labirynty (choć to pokrewne), ale zwykłe przemieszczanie się po mieście z określoną intencją zakodowaną w sposobie poruszania się. Brzmi dziwnie, ale to ma długą historię - od pielgrzymek, przez techniki zen kin-hin, po współczesną psychogeografię. I tu pojawia się coś ciekawego, bo takie działanie z definicji odbywa się w przestrzeni publicznej. Nikt wokół nie wie co robisz.


Odpowiedz
(@idalka95)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 248

@Gituska To co Gituska opisuje - chodzenie jako praktyka - znam z zupełnie innej strony, bo trafiłam na to przez medytację w ruchu, nie przez magię. I rzeczywiście jest coś w tym, że kiedy ciało jest zaangażowane, inaczej się zapamiętuje intencję. Ale mam pytanie do Gituski albo do Hilka: jak się to ma do skuteczności? Czy chodzi o to, że taki rytuał 'w ruchu' jest skuteczniejszy, czy że jest po prostu możliwy tam, gdzie zamknięty rytuał nie wchodzi w grę?


Odpowiedz
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Idalka95 Moim zdaniem to nie jest kwestia skuteczności w sensie porównawczym, bo trudno to mierzyć. Chodzi raczej o dostępność i o to, że zmusza cię do innego rodzaju koncentracji. W zamkniętym rytuale możesz budować stan przez czas - kadzidło, muzyka, symbolika. W przestrzeni publicznej nie masz tych wspomagaczy. Musisz utrzymać stan wewnętrznie, bez zewnętrznych podpórek. Część tradycji uważa to za wyższy poziom trudności, który jednocześnie hartuje uwagę. Nie wiem czy 'wyższy' - ale na pewno inny.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@koperek73)
Połączone: 11 miesięcy temu

Czytam i próbuję to ogarnąć. Czyli ten rytuał 'w ruchu w mieście' - czy to ma jakiś konkretny kształt? Bo rozumiem ideę, ale nie bardzo wiem jak miałoby to wyglądać w praktyce. Czy masz na przykład zaplanowaną trasę, czy to bardziej spontaniczne?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Koperek73 Różnie to bywa, zależy od celu. Czasem trasa jest zaplanowana i każdy jej odcinek ma znaczenie - na przykład przechodzisz przez konkretne miejsca, które kojarzysz z określonymi energiami albo symbolami. Czasem chodzi się bardziej intuitywnie, gdzie decyzje przy skrzyżowaniach są podejmowane na zasadzie: 'co czuję w tej chwili'. To drugie jest bliższe temu co Debord opisywał jako dérive - dryfowanie po mieście. W kontekście magicznym dryfowanie może być formą pytania do przestrzeni, szukaniem znaków, budowaniem relacji z miejscem. Ale żeby to nie brzmiało zbyt abstrakcyjnie: konkretna forma, z którą pracowałam to przypisanie poszczególnym kierunkom geograficznym konkretnych znaczeń i chodzenie po mieście z tym mapowaniem w głowie.


Odpowiedz
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Gituska To co Gituska opisuje z kierunkami geograficznymi - to mi trochę przypomina feng shui w wersji mobilnej 🙂 ale rozumiem o co chodzi. Mam pytanie bardziej przyziemne: jak sobie radzisz z tym, że jesteś w przestrzeni publicznej i wokół są ludzie, hałas, bodźce? Bo mnie to zawsze rozbija koncentrację. Próbowałam kiedyś robić coś podobnego i po prostu odpływałam co trzy kroki na rozmowę telefoniczną kogoś obok.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Willowa96 To jest dokładnie to, co trzeba przepracować i szczerze - nie ma na to jednego sposobu. Dla mnie kluczowe było zmienienie stosunku do rozproszenia: zamiast traktować bodźce z zewnątrz jako przeszkodę, zaczęłam traktować je jako część rytuału. Ten telefon, który słyszysz, ten człowiek który przechodzi - mogą być znakami, mogą być 'szumem', który musisz przefiltrować. To wymaga innego rodzaju uwagi niż medytacja w ciszy. Bardziej aktywnej. Ale przyznam, że przez pierwsze kilka prób to faktycznie nie działało tak jak chciałam.


Odpowiedz
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Gituska Wchodzę tu z innego kąta, bo mi się skojarzyło coś konkretnego. Czytałem kiedyś o praktykach z tradycji taoistycznej - nie pamiętam teraz dokładnej nazwy - gdzie adept miał wykonywać pewne wewnętrzne ćwiczenia właśnie w tłumie, na targu, w miejscu gdzie jest dużo ludzi. I chodziło o to, że tylko wtedy naprawdę wiesz czy twój stan jest stabilny, bo łatwo być skupionym w ciszy. To brzmi podobnie do tego co mówi Gituska. Magia czynienia w przestrzeni publicznej jako test, nie tylko jako metoda.


Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Tymek.1 Tak, to blisko temu co opisujesz są ćwiczenia w tradycji Czuang-Tsy, ale też w niektórych nurtach sufi - spacer jako zikr, pamiętanie o boskości w ruchu. Ale wiesz co mnie bardziej interesuje w tym co tu piszemy? To że zaczęliśmy od pytania o magię czynienia kontra życzenia, a doszliśmy do przestrzeni publicznej jako miejsca praktyki. I to mi się wydaje naprawdę ważne połączenie: magia czynienia MUSI być publiczna w jakimś sensie, bo dzieje się w świecie, nie tylko w głowie. Nawet jeśli nikt wokół tego nie widzi.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

Chcę dorzucić coś, co mnie ciągnie od początku tej rozmowy, bo obserwuję ją i mam jedno zastrzeżenie do sposobu w jaki to ujmujemy. Cały czas mówimy o rytuałach w przestrzeni publicznej jakby to była specyficzna kategoria. Ale historycznie przez większość czasu magia NIE była domeną zamkniętych pomieszczeń - to jest względnie nowy wynalazek, powiedzmy ostatnie trzysta lat, i to raczej w kulturze zachodniej. Cunning folk pracowali w domach, na polach, na rozstajach dróg, w lasach. Znachorzy pracowali przy chorym w izbie pełnej rodziny. Szamanizm syberyski często odbywał się publicznie przy całej wspólnocie. Więc pytanie brzmi: czy nie romantyzujemy 'przestrzeni publicznej' jako czegoś wyjątkowego, skoro to była po prostu norma?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Cykoria60 Dobra uwaga, ale myślę że jest pewna różnica między pracą przy wspólnocie, która wie co robisz i rozumie kontekst, a pracą w przestrzeni publicznej gdzie otaczają cię zupełnie niezwiązani ludzie. W pierwszym przypadku masz symboliczne wsparcie zbiorowej świadomości. W drugim - działasz wbrew tłumowi, który jest skupiony na zupełnie innych rzeczach. To inne wyzwanie energetyczne, powiedziałbym. Nie twierdzę, że jedno lepsze od drugiego, ale nie sądzę, żeby te dwa konteksty były tożsame.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Słuchajcie, mam pytanie które może trochę sprowadzić na ziemię: czy ktoś ma konkretne przykłady rytuałów lub działań magicznych, które wykonywał w przestrzeni publicznej i które dają się opisać tak, żeby ktoś inny mógł to powtórzyć? Bo rozmawiamy dużo o filozofii i historii, co jest świetne, ale brakuje mi w tym wszystkim jednego: jak to wygląda krok po kroku, kiedy stoisz na przykład na przystanku autobusowym i chcesz wykonać coś sensownego.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Bogumil O to mi też chodziło wcześniej. Mam w notatkach jedną rzecz, którą robiłam świadomie w miejscach publicznych i mogę opisać: pracę z progami. Każde wejście do pomieszczenia, każde przekroczenie drzwi - traktowałam jako moment rytuału, z konkretnym słowem lub obrazem mentalnym przypisanym do przejścia. Trwało to ułamek sekundy, wyglądało na zewnątrz jak nic, ale budowało przez cały dzień pewien stan. To może być dobry punkt wyjścia, bo nie wymaga żadnych rekwizytów, nie wygląda dziwnie, a jest bardzo starą formą - przekraczanie progu jako akt magiczny masz w tradycjach od Mezopotamii po słowiańskie obrzędy.


Odpowiedz
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Bogumil Progi to świetny przykład bo są wszędzie i nic nie musisz ze sobą nosić. Ale Bogumil pytał o coś powtarzalnego - i tu mam pytanie do Strzaski: czy robiłaś to przez dłuższy czas, jak długo zanim poczułaś że coś rzeczywiście buduje? Bo mnie interesuje ta ciągłość. Jednorazowy rytuał to jedno, ale codzienna mikropraktyka rozłożona w czasie to chyba co innego.


Odpowiedz
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Willowa96 pytała o ciągłość - robiłam to przez kilka tygodni, codziennie, i przez długi czas nie czułam nic szczególnego. Dosłownie: wchodzę, mówię w myślach słowo, wychodzę. Ale po jakimś czasie zauważyłam, że progi zaczęły mi robić coś z uwagą - jakby wymuszały chwilę zatrzymania, której wcześniej w ogóle nie było. Nie wiem czy to 'wynik' w jakimkolwiek magicznym sensie, ale stało się czymś strukturalnym w dniu. Każde przekroczenie drzwi stało się cięciem, oddzieleniem. I to wpłynęło na to jak kończę rzeczy i jak zaczynam.


Odpowiedz
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Strzaska57 To ciekawe, że mówisz o cięciu - bo ja jak próbowałam czegoś podobnego, to bardziej myślałam o progach jako połączeniu, przejściu. I może dlatego mi nie 'zaskoczyło', bo miałam inną ramę? Czy od początku miałaś to konkretne słowo, które powtarzałaś, czy ono się zmieniało?


Odpowiedz
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Strzaska57 Dobra, to jest coś konkretnego. Czyli: jeden krótki akt mentalny, powtarzany w kontekście fizycznym, który z czasem zmienia relację do przestrzeni. Mam pytanie - czy to słowo było związane z celem, który wtedy miałaś, czy bardziej neutralne, takie czysto operacyjne?


Odpowiedz
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Bogumil Na początku próbowałam z celem - i to nie działało tak dobrze, bo za każdym razem wchodziłam do innego pomieszczenia z innym kontekstem i słowo przestawało mieć sens. Przeszłam na coś neutralnego, bardziej procesowego - coś w rodzaju 'obecna' albo 'tutaj'. Cel mam gdzie indziej, nie w progu.


Odpowiedz
Wpisy: 584
Rozpoczynający temat
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Słucham Strzaski i myślę, że ona nieświadomie opisuje coś, o czym mówił Gordon White w kontekście sigil magic - że najlepiej działające znaki to te, które nie są 'ładowane' za każdym razem, ale są wbudowane w ruch. Próg jako sigil aktywowana przez gest, nie przez intencję na żądanie. To inny model niż ceremonialny, ale bardziej przystaje do życia w mieście.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Czekaj, bo chcę to dobrze zrozumieć. Mówisz, że próg jest jak sigil - czyli nośnik zakodowanej intencji, która nie wymaga świadomego przywoływania za każdym razem? To by tłumaczyło dlaczego Strzaska mówi, że działa dopiero po czasie, kiedy wejście samo zaczyna coś 'robić'.


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

To co Hilek mówi o wbudowaniu w ruch - to jest dokładnie serce tej praktyki chodzenia, o której pisałam wcześniej. Nie chodzi o to żeby przy każdym kroku świadomie 'robić magię', ale o to żeby ruch sam w sobie stał się nacechowany. I dlatego przestrzeń publiczna nie jest problemem - ona jest materiałem.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@koperek73)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Gituska Przepraszam, że przerywam ten wątek filozoficzny, ale chcę wrócić do czegoś praktycznego bo się zgubiłam. Strzaska mówiła o progach, Gituska o chodzeniu, Hilek o sigilach w ruchu - czy to są trzy różne praktyki, czy one gdzieś się łączą? Bo nie wiem od czego zacząć jeśli chciałabym spróbować czegoś konkretnego w przestrzeni publicznej.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Koperek73 Łączą się w tym sensie, że wszystkie opierają się na tym samym - na nadaniu znaczenia czemuś co i tak robisz. Próg przekraczasz zawsze. Chodzisz zawsze. Różnica jest tylko w tym, że zaczynasz to robić z pewną warstwą znaczenia. Gdybym miała powiedzieć od czego zacząć - wybrałabym właśnie progi, bo są konkretne i mają wyraźną granicę.


Odpowiedz
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Gituska Ja bym dodała do tego co Gituska mówi, że progi mają też tę zaletę, że nikt nie widzi co robisz. Możesz stać przez sekundę przed drzwiami i nic nie wskazuje, że to jest cokolwiek innego niż pauza przed wejściem. To jest chyba kluczowe w kontekście tego tematu - jak pracować publicznie bez eksponowania się.


Odpowiedz
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Gituska Willowa porusza coś ważnego - tę kwestię niewidoczności. Ale mam pytanie do Gituski, bo jej praktyka chodzenia była bardziej rozbudowana: czy zdarzało ci się, że ktoś zauważył coś specyficznego w twoim zachowaniu? Albo że byłaś w sytuacji, gdzie zamierzone działanie się posypało przez kontakt z przechodniem?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Bogumil Tak, kilka razy. Raz szłam z konkretną trasą zaplanowaną wzdłuż pewnych budynków i ktoś zaczął do mnie mówić - normalny przypadkowy kontakt. I przez jakiś czas traktowałam to jako przerwę, wychodzenie z rytuału. Ale potem zmieniłam podejście i zaczęłam traktować nieplanowane spotkania jako element, a nie zakłócenie. To wymaga innego rodzaju uwagi - bardziej płynnej.


Odpowiedz
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Gituska To co Gituska mówi o nieplanowanych kontaktach jako elemencie rytuału - to jest dla mnie najtrudniejsza część. Bo żeby tak to traktować, musisz mieć na tyle silną ramę, że przypadkowe zdarzenie możesz wchłonąć zamiast się z niej wyrzucić. Jak ty to budujesz przed wyjściem? Jest jakieś otwarcie, coś co ustawia ten tryb?


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

Mam tu pewien opór. Rozumiem tę logikę - powtarzalność buduje nacechowanie, ciało zapamiętuje. Ale czy nie ma tu ryzyka, że to co traktujemy jako 'wbudowanie intencji w ruch' jest po prostu wytworzeniem nawyku, który daje poczucie sprawczości bez żadnego realnego komponentu magicznego? Pytam bez ironii, bo rozróżnienie między rytuałem a nawykiem mentalnym wydaje mi się tu nieostre.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Cykoria60 A czy to rozróżnienie jest dla ciebie w ogóle konieczne do tego żeby praktyka działała? Serio pytam, bo wielu pracujących w tradycjach animistycznych nie robi tego rozróżnienia - nawyk i rytuał to to samo, różni je tylko stopień świadomości.


Odpowiedz
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 201

@Mistique94 Dla mnie osobiście - tak, jest konieczne. Bo jeśli to jest nawyk, to pracuję z psychologią. Jeśli to rytuał, pracuję z czymś co wykracza poza moje wzorce mentalne. I te dwa podejścia wymagają różnych rzeczy ode mnie jako praktykującego.


Odpowiedz
Wpisy: 248
(@idalka95)
Połączone: 2 lata temu

Cykoria dotyka czegoś, co mnie też od dawna kręci. Ale mam wrażenie, że to rozróżnienie może być bardziej gradientem niż binarnym wyborem. Kiedy zaczynam medytację i 'ustawiam intencję', to psychologia czy magia? W pewnym momencie to pytanie przestaje być pomocne i zaczyna blokować praktykę.


Odpowiedz
Wpisy: 223
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę tu, bo Tymek pyta o coś co mnie też interesuje - ten próg przed progiem, że tak powiem. Widziałam różne podejścia: jedno to szczegółowe przygotowanie, drugie to właśnie 'wychodzę z intencją bycia otwartym na to co jest'. I nie wiem które jest skuteczniejsze, bo zależy to mocno od osoby. Gituska, jak to wygląda u ciebie konkretnie?


Odpowiedz
Wpisy: 584
Rozpoczynający temat
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Chcę tu dorzucić perspektywę, która może być kontrowersyjna. Ta cała rozmowa o 'wchłanianiu zakłóceń' - to jest piękna idea, ale zakłada, że masz wystarczająco dużo doświadczenia żeby odróżnić, kiedy coś jest częścią rytuału, a kiedy jest po prostu rozproszeniem które udajesz że planowałeś. I myślę, że to jest miejsce gdzie ludzie się nabierają na własną narrację. Nie mówię że to zły kierunek, ale że wymaga uczciwości wobec siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

To jest ważna uwaga i nie wiem jak z tym dyskutować, bo sam problem jest nieuchwytny - skąd wiem kiedy racjonalizuję, a kiedy naprawdę integruję? Ale mam wrażenie, że po czasie zaczynasz to czuć. Nie wiem jak to lepiej opisać, ale jest różnica w jakości uwagi - kiedy coś naprawdę wchodzi w rytuał, a kiedy tylko sobie mówisz, że wchodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

Strzaska mówi, że po czasie zaczynasz to czuć - i rozumiem co ma na myśli, tylko mam problem z tym jako kryterium. Bo 'czucie różnicy w jakości' brzmi dokładnie tak jak coś, co mózg produkuje po wytworzeniu oczekiwania. To nie jest zarzut, naprawdę. Ale jak wy sami odróżniacie w praktyce - czy to jest coś cielesnego, jakiś konkretny sygnał fizyczny, czy bardziej zmiana w interpretacji tego co się dzieje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Cykoria60 U mnie to jest zmiana w tym, jak szybko myśl się pojawia i znika. Kiedy racjonalizuję, to jest pewien wysiłek - jakby konstruowanie uzasadnienia po fakcie. Kiedy integuruję, to przychodzi bez nakładu. Nie wiem czy to pomaga, bo też można powiedzieć, że to tylko wyćwiczony mechanizm rozpoznawania wzorców.


Odpowiedz
Wpisy: 584
Rozpoczynający temat
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wchodzę do tej rozmowy z innej strony - mnie interesuje nie tyle jak odróżnić racjonalizację od integracji, ale dlaczego w ogóle zakładamy, że to są dwie różne rzeczy. W tradycji Quimbanda, którą trochę studiowałem, nie ma pojęcia 'zakłócenia rytułu' - jest tylko to co przychodzi i to co z tym robisz. Cisną się do mnie myśli z wcześniejszej rozmowy o Gituskowym chodzeniu. Ona mówiła o wchłanianiu przypadkowych kontaktów, ale nie powiedziała jak buduje tę ramę przed wyjściem. Strzaska, Gituska - czy wy w ogóle macie jakiś element przygotowawczy, zanim wchodzicie w przestrzeń publiczną?


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Mam, ale jest bardzo krótki. Kilka sekund przed wyjściem z domu coś w rodzaju mentalnego przełącznika - nie wizualizacji, nie afirmacji, bardziej ustawienie jakości uwagi. Próbowałam różnych rzeczy przez lata i to co mi działa najlepiej, to nie 'załadowanie intencji' przed wyjściem, tylko coś odwrotnego - opróżnienie. Wychodzę z mniejszą ilością oczekiwań co do efektu, z większą otwartością na to co jest w przestrzeni.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@koperek73)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Gituska Przepraszam, że znowu przerywam z podstawowym pytaniem, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. To 'opróżnienie' przed wyjściem - to jest coś co robisz w myślach, fizycznie, oddechem? Bo słyszę różne osoby mówiące o podobnych rzeczach, ale każda inaczej to przeprowadza i nie wiem czy to są odmiany tego samego czy kompletnie różne praktyki.


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Koperek73 Willowa ma rację, to jest kwestia języka. Dla mnie fizycznie - oddech, jeden długi wydech, dosłownie. I coś w rodzaju decyzji, że to co zaplanowałam jest tylko propozycją, a nie scenariuszem. Tyle.


Odpowiedz
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Gituska Koperek, z mojego doświadczenia - to są odmiany tego samego. Różnica jest w tym jakim językiem ktoś pracuje. Gituska mówi 'opróżnienie', ktoś inny powie 'uziemienie', ktoś jeszcze powie 'intent setting'. Mechanizm wydaje się podobny - chodzi o to żeby nie wchodzić w przestrzeń z głową pełną planów co do tego co ma się wydarzyć. Ale Gituska niech sama odpowie, bo nie chcę za nią mówić.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

U mnie inaczej niż u Gituski - ja mam krótką sekwencję, bardzo konkretną. Nie wchodzę w szczegóły bo to prywatne, ale jest w tym element słowny i element fizyczny. I właśnie ten element fizyczny - dotknięcie konkretnego miejsca na dłoni - jest tym co potem powtarzam w terenie kiedy coś wytrąca. Czyli to przygotowanie i to co dzieje się w przestrzeni są połączone tym samym gestem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Strzaska57 To jest bardzo konkretne i przydatne. Czyli ten gest jest jakby kotwicą - łączy stan z przygotowania ze stanem w terenie. Mam pytanie: czy ta kotwica słabnie z czasem, tzn. czy musisz ją od czasu do czasu 'odświeżać', czy utrzymuje się sama?


Odpowiedz
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Bogumil Tak, słabnie. I to jest coś o czym rzadko się mówi. Po kilku tygodniach bez świadomego użycia jest nadal, ale jakby przytłumiona. Odświeżam przez powrót do tej sekwencji przygotowawczej, ale w spokojnym miejscu, bez presji przestrzeni publicznej.


Odpowiedz
Wpisy: 248
(@idalka95)
Połączone: 2 lata temu

To co Strzaska mówi o słabnięciu kotwicy - to jest coś co widzę też w pracy z czakrami. Żaden stan nie jest trwały, wszystko wymaga podtrzymywania. Ale mam pytanie do całej rozmowy, bo to mnie kręci od jakiegoś czasu: czy wy robicie jakiś zapis po takiej sesji w terenie? Strzaska mówiła wcześniej że prowadzi notatki - czy to jest systematyczne, czy raczej kiedy coś się wyróżniło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Idalka95 Mam notatnik i raczej zapisuję kiedy coś wyróżniło. Próbowałam systemu, ale u mnie nie działa - za bardzo myślę o tym co zanotuję zamiast być w przestrzeni. Więc teraz notuję po, czasem kilka godzin później, kiedy coś zostało.


Odpowiedz
Wpisy: 223
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę z czymś co może być niepopularne. Ta cała dyskusja o przygotowaniu, kotwicach, notatkach - to wszystko brzmi bardzo sensownie, ale zastanawiam się czy nie robimy z czegoś prostego czegoś skomplikowanego. Znam praktyki, w których wyjście na miasto z intencją jest dosłownie tym - wychodzisz, masz intencję, działasz. Bez protokołu. I skuteczność nie jest mniejsza.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Mistique94 Nie jestem przekonany, że to jest sprzeczność. Protokół jest dla tych, którzy go potrzebują żeby wejść w odpowiedni stan. Dla kogoś kto już tam jest - może rzeczywiście nie trzeba. Ale to jest kwestia tego gdzie kto startuje, nie tego który system jest lepszy.


Odpowiedz
Wpisy: 156
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Mistique, ale to co mówisz zakłada, że 'wychodzisz z intencją' jest czysto mentalnym aktem bez wsparcia fizycznego. Czy tak to u ciebie działa? Bo mnie interesuje jak to wygląda w praktyce u osoby która nie potrzebuje żadnego protokołu - czy to naprawdę jest zero przygotowania, czy tylko nie ma widocznej formy zewnętrznej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Tymek.1 Dobre pytanie i odpowiem szczerze - prawdopodobnie jest forma zewnętrzna, tylko tak wbudowana że jej nie zauważam. Sposób w jaki zakładam buty, moment kiedy sięgam po klucze. Może cała różnica jest tylko w tym, że jedni to świadomie kodują a drudzy mają to nieuświadomione.


Odpowiedz
Wpisy: 201
(@cykoria60)
Połączone: 2 lata temu

To co Mistique właśnie powiedziała jest dla mnie ważne i chciałabym rozwinąć jeden wątek. Jeśli nieuświadomiony rytuał działa tak samo jak świadomy - to po co w ogóle uświadamiać? I odpowiem sobie sama, bo myślę, że tu jest sedno: świadomość daje możliwość korekty. Możesz zmienić kotwicę kiedy przestaje działać, możesz zmodyfikować trasę, możesz zdecydować że dzisiaj nie. Nieświadomy rytuał jest mniej plastyczny.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Cykoria dotyka czegoś o czym myślę od początku tej rozmowy. Plastyczność jako argument za świadomą praktyką - to jest przekonujące. Ale mam dodatkowe pytanie do tych którzy pracują w terenie: czy zdarzało wam się świadomie przerwać praktykę w połowie, powiedzieć 'nie, dziś nie', i co się wtedy dzieje? Czy to zakłóca coś, czy jest neutralne?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Bogumil Miałam kilka takich momentów i za każdym razem było inaczej. Raz przerwałam bo miejsce zaczęło się czuć źle - i po tym miałam poczucie że dobrze zrobiłam, że to była decyzja zgodna z tym czego szukałam. Raz przerwałam bo po prostu byłam zmęczona i to zostawiło jakiś niedokończony ślad, wracałam myślami przez kilka dni. Więc u mnie zależy od przyczyny.


Odpowiedz
Wpisy: 148
(@koperek73)
Połączone: 11 miesięcy temu

Willowa, to 'niedokończony ślad' który opisujesz - to jest coś co rozumiem, bo miałam podobnie, ale nie z magia w terenie tylko z pewnym rytuałem domowym który przerwałam w środku bez zamknięcia. Czy to jest to samo, czy zupełnie co innego? I jeśli to samo - to jak się domknęłaś, wróciłaś do tego miejsca?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@willowa96)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 205

@Koperek73 Myślę, że to jest jednak coś innego niż niedokończony ślad w terenie. W rytuale domowym masz wyraźniejszy 'kontener' - przestrzeń jest bardziej zdefiniowana, wiesz gdzie się zaczyna i kończy. Kiedy przerywasz bez zamknięcia, to jest bardziej dosłowne zostawienie czegoś otwartego. W terenie publicznym granice są z natury rozmyte, więc 'przerwanie' też jest mniej wyraźne. Ale mam wrażenie że mechanizm jest podobny - chodzi o to, że świadomość coś zaczęła i nie dostała sygnału zakończenia.


Odpowiedz
(@koperek73)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 148

@Willowa96 Okay, to rozumiem. Ale co to znaczy 'sygnał zakończenia' w terenie publicznym? Bo w domu wiem jak to zamknąć - jest konkretny gest, zdanie, zgaszenie czegoś. A jak to robisz kiedy jesteś na przykład na środku rynku albo w metrze?


Odpowiedz
Wpisy: 1657
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Koperek pyta o coś, co mnie też zajmowało przez długi czas. Zamknięcie w terenie jest niewidoczne z zewnątrz, ale musi być tak samo realne. U mnie to jest coś bardzo prostego - jeden wydech, bardzo świadomy, i myśl w stylu 'skończone'. Żadnej ceremonii. Ale ten wydech musi być naprawdę intencjonalny, nie mechaniczny.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@tymek-1)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 156

@Gituska Jeden wydech - to brzmi za prosto żeby działać, ale jednocześnie rozumiem dlaczego może działać. Mam pytanie: czy to zamknięcie robisz zawsze w tym samym miejscu gdzie pracowałaś, czy możesz to zrobić już po wyjściu z tej przestrzeni?


Odpowiedz
(@gituska)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 1657

@Tymek.1 Dobre pytanie. Próbowałam różnie. Zamknięcie 'w miejscu' jest mocniejsze, ale nie zawsze możliwe - bo pociąg odjeżdża, tłum się przesuwa, dzieje się coś co wymaga uwagi. Kilka razy zamykałam już po wyjściu, idąc, i to też działa, ale jest jakiś inny smak tego - jakby składanie rzeczy do torby w biegu. Działa, ale wolę nie.


Odpowiedz
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Gituska To co Gituska opisuje o zamknięciu 'w miejscu' kontra 'po wyjściu' - to jest coś co mnie przekonuje, że praca w terenie publicznym wymaga jednak dużo większej elastyczności niż praca w warunkach kontrolowanych. I wracam do swojego wcześniejszego pytania, które zostawiłem trochę bez odpowiedzi: czy ktoś świadomie przerywał pracę z powodów praktycznych, nie energetycznych - tzn. po prostu zaczął padać deszcz albo ktoś zaczął zagadywać - i co się z tym zrobiło potem?


Odpowiedz
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Bogumil Miałam raz dokładnie taką sytuację. Pracowałam na ławce w parku, ktoś usiadł obok i zaczął rozmawiać przez telefon bardzo głośno. Nie mogłam go zignorować. Przerwałam, ale nie zamknęłam - za dużo się działo. Wróciłam do domu z takim poczuciem niedokończenia. Nie wiem jak to nazwać inaczej. Wieczorem zrobiłam zamknięcie w domu i to pomogło, ale coś i tak zostało.


Odpowiedz
(@mistique94)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 223

@Strzaska57 To 'coś zostało' które opisujesz - mam hipotezę, może trochę niepopularną. Zastanawiam się czy to nie jest po prostu twoja własna uwaga, która była rozbita i się nie zebrała, a nie jakaś zewnętrzna pozostałość. Mówiąc inaczej: czy to energetyczny ślad, czy po prostu niezaspokojone poczucie porządku?


Odpowiedz
(@strzaska57)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 513

@Mistique94 Uczciwie - nie wiem. I to jest chyba właśnie ten punkt gdzie nie da się rozstrzygnąć bez dużo dłuższej obserwacji własnej praktyki. Ale powiem tyle: to poczucie niedokończenia miało realny wpływ na to jak funkcjonowałam do wieczora. Czy to 'energetyczne' czy 'psychologiczne' - może nie ma znaczenia jeśli efekt jest taki sam.


Odpowiedz
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 584

@Bogumil Wracam do czegoś co Bogumil zapytał wcześniej, bo mi to chodzi po głowie. Przerwa wymuszona zewnętrznie - deszcz, rozmowa, hałas - to jest w sumie idealny test na to jak bardzo praktyka jest 'wbudowana' a ile jest zależna od okoliczności. Jeśli jeden głośny telefon rozrywa całość, to może znak że pracuje się bardziej na powierzchni niż w głąb. Ale nie mówię tego jako krytykę Strzaski - mówię to jako obserwację, która mnie też dotyczy.


Odpowiedz
Wpisy: 584
Rozpoczynający temat
(@hilek79)
Połączone: 9 miesięcy temu

Strzaska i Mistique dotykają czegoś, o czym myślę od dawna. To rozróżnienie na 'energetyczne' i 'psychologiczne' jest moim zdaniem fałszywą dychotomią w kontekście praktyki w terenie. W większości tradycji z którymi miałem kontakt - te dwie warstwy są nierozłączne. Ciało jest w przestrzeni, umysł jest w intencji, a przestrzeń odpowiada na oba jednocześnie. Kto tu decyduje co jest 'realne'?


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: