Ulcia ma tu coś. Znam ludzi którzy zaczęli od mechanicznego powtarzania i z czasem napełnili to własną treścią. Ale znam też takich którzy powtarzają latami i nic się nie zmienia, bo nigdy się nie zatrzymali żeby zapytać po co. Nie ma jednej ścieżki.
trochę mi się pogubilłem w tej rozmowie 🙂 ale mam pytnaie bo ono gdzieś tu wisi - czy jeśli ktoś oczyszcza przedmiot znaleziony w lesie, to jest to potrzebne tak samo jak przy kupionym? Bo znaleziony nie miał przeciez właściciela (zakładam)
To zależy od czego oczyszczasz. Lasy bywają przestrzeniami z długą historią ludzkich działań - obrzędów, pochówków, ofiar, ale też zwykłego życia. "Brak właściciela" w ludzkim sensie nie znaczy brak historii. Znalezione w ziemi czy przy drzewie to nie jest to samo co kupione z fabrycznej linii.
Czekaj, ale Jarzebina - czy nie upraszczasz za bardzo? Bo jeśli kupujesz coś w sklepie gdzie tysiąc osób dotykało tego samego kamienia, to jest inna sytuacja niż znajdziesz coś w konkretnym miejscu gdzie byłeś sam. Historia miejsca znalezienia jest faktyczna, historia sklepowego kamienia jest... rozmyta? nie wiem jak to ująć.
Tu jest ciekawy problem metodologiczny którego nie da się łatwo ominąć. Jeśli zakładamy że historia przedmiotu ma znaczenie, to sklep ezoteryczny nie jest wcale lepszy od targu staroci - może być nawet gorszy, bo mamy gęstość interakcji z obcymi bez żadnego kontekstu. Targ staroci przynajmniej daje jakiś kontekst społeczny - rodzina, przeprowadzka, śmierć, sprzedaż. To są konkretne momenty.
nigdy tak o tym nie myślałam ale to ma sens. sklep ezoteryczny kojarzył mi się zawsze z "bezpiecznym" miejscem do kupowania, a tu nagle targ staroci brzmi jakby miał więcej do zaoferowania jeśli chodzi o historię. trochę przewraca do góry nogami moje myślenie.
to jest właśnie mój problem z całym tym tematem. wszystko brzmi logicznie w teorii, ale w praktyce nie mam żadnego sposobu żeby to sprawdzić. i trochę mam wrażenie że za dużo myślę zamiast po prostu... wziąć ten przedmiot i zobaczyć co się dzieje.
ale mam pytanie do całej dyskusji bo trochę się zgubiam - rozmawiamy cały czas o historii przedmiotu jakby była jednym bytem. A co jeśli różne warstwy historii działają różnie? Czyli coś co miało złą historię sto lat temu i przez ostatnie dwadzieścia leżało spokojnie w ziemi - to jest zły przedmiot czy neutralny po tych latach?
a co z przedmiotami które były robione z konkretną intencją przez kogoś innego? jak taki przedmiot trafi do ciebie, to ta intencja jest nadal "ważna" czy wygasa z chwilą kiedy ten ktoś przestał z nim pracować?
hej, wracam do tego co mówiłam o oczyszczaniu, bo teraz rozumiem trochę więcej po tej rozmowie. Jakby - czy jest sens oczyszczac przed każdym użyciem, nawet własnego przedmiotu który mam od dawna i go lubię? Czy to nie jest trochę bez sensu?
i chyba na tym właśnie polega różnica między przedmiotem znalezionym a kupionym w sklepie, wracając do tematu wątku. Przy kupionym masz czyste konto i możesz od razu zacząć pisać swoją historię. Przy znalezionym najpierw musisz wiedzieć co już jest zapisane - albo przynajmniej zdecydować czy chcesz to czytać czy zamalować.
to co napisałaś Tarotowa na koniec mocno zostało mi w głowie - że przy znalezionym musisz wiedzieć co już jest zapisane, a przy kupionym zaczynasz od czystego konta. Ale właśnie - czy to jest na pewno zaleta? Czyste konto brzmi trochę jak... brak kontekstu? Jakby kupiony przedmiot był anonimowy z założenia.
anonimowość nie jest wcale neutralna. W hermetycznej tradycji masz pojęcie "tabula rasa" jako stan pożądany przed pracą, ale to jest stan aktywnie tworzony, nie domyślny. Kupiony przedmiot z masowej produkcji nie jest tabula rasa - on po prostu nie ma historii która cię dotyczy, to nie to samo.
poczekajcie bo się trochę gubiłem i mam głupie pytanie - jak "czujesz" różnicę między pustym celowo a pustym przez brak historii? Co dokładnie czujesz? Próbuję to sobie wyobrazić i nie wiem czy to jest coś fizycznego, czy bardziej takie wiedzenie?
ja chyba rozumiem co Radek65 ma na myśli, bo miałam raz coś podobnego z biżuterią po babci. Nie wiedziałam nic o jej historii tej konkretnej bransoletki, ale było w niej coś co sprawiało że nie potrafiłam jej odłożyć jak kupionych rzeczy. Może to przez skojarzenie z osobą, nie wiem.
i to wraca do sedna tematu właściwie. Czy źródło ma znaczenie - tak, ale nie dlatego że "znalezione jest lepsze" albo "kupione gorsze". Tylko dlatego że źródło decyduje o tym co wnosisz do relacji z przedmiotem. Znalezione - często masz miejsce, okoliczności, własną historię. Kupione - zaczynasz od pytania czy w ogóle chcesz tę relację budować.
a właśnei to mnie zastanatwia - jeśli efekt jest podobny niezależnie od podejścia, to może sama historia przedmiotu też nie ma znaczenia? Jak czysto to pytam, bo trochę zgubilam się w całej tej rozmowie 🙂
mam wrażenie że wchodzimy w coraz głębsze warstwy tego tematu i to jest dobre, ale zastanawiam się czy nie pomijamy czegoś podstawowego. Czy wszystkie te rozważania - historia, intencja, relacja - dotyczą tylko przedmiotów które mają już jakąś formę magiczną, czy też zwykłych rzeczy które zaczynają pełnić taką rolę?
i tu wchodzimy w temat który mógłby być oddzielnym wątkiem - skąd biorą się te przekonania o "właściwych" materiałach. Bo część to jest stara tradycja, część to jest marketing sklepów ezo, a część to jest zbiorowe wyobrażenie które narosło przez ostatnie lata na forach i w grupach. Trudno to rozdzielić.
nie, oczywiście że jest rdzeń. Obsydian był używany przez aztekow, majów, wcześniej przez różne kultury euroazjatyckie - ale głównie jako materiał na ostrza i lustra rytualne, nie jako kamień "do noszenia". To że teraz sprzedają go jako coś do ochrony energetycznej to jest juz nowsza warstwa, nałożona na starszą historię.
myślę że kupujesz kamień. Stara historia nie jest gdzieś zaklęta w każdym kawałku obsydianu który wydobyto z ziemi. To jest materiał który był wybierany przez określone kultury z konkretnych powodów - właściwości fizyczne, dostępność, wygląd. Czy to automatycznie przechodzi na każdy fragment? Nie wiem.
a może pytanie jest źle postawione. Może nie chodzi o to czy historia "przechodzi" na kamień jak jakiś plik który można skopiować, ale o to że wybierając obsydian świadomie - znając choć trochę jego historię - sam wnoszisz tę warstwę do relacji. Nie dzieje się to bez ciebie.
to jest chyba klucz do całego tego wątku właściwie. Że przedmiot sam w sobie nie jest aktywny - to my jesteśmy tą stroną która coś wnosi. Czy się mylę? Bo jak tak to rozumiem, to źródło - znalezione, kupione, dostane - jest ważne głównie przez to co my o nim myślimy i wiemy?
a co z przedmiotami ktore zostały zrobione ze złymi intencjami? Mam na myśli nie klątwy i takie rzeczy, ale zwykłe - ktoś robił coś z nienawiścią, ze złością, w złych warunkach pracy. Czy to też zostaje w przedmiocie? Bo jeśli tak, to większość rzeczy które mamy powinna być problemem.
to jest dokładnie to co mnie zawsze blokowało przy tym temacie. Bo jak zaczynam myśleć o łańcuchu produkcyjnym jakiejkolwiek rzeczy - kto ją dotykał, w jakich warunkach, z jakim nastawieniem - to robi się z tego spirala. I albo stajesz się paranoikiem który nie może nic kupić, albo stwierdzasz że to nie ma znaczenia. Złoty środek jest tu możliwy?
ale Ulcia - jak odróżniasz że coś zostało "oczyszczone" od tego że po prostu przestałaś się tym przejmować? Bo może to jest właśnie ten moment - kiedy przestajemy myśleć o historii przedmiotu, on przestaje na nas działać w ten sposób?
a mnie to przypomina coś z zupełnie innej strony - mam kilka starych rzeczy po osobach które już nie żyją i nigdy ich nie "oczyszczałam", bo wydawało mi się to dziwne. Jakbym chciała wymazać tę osobę z rzeczy. Czy ktoś miał taki dylemat? Że oczyszczenie wydaje się jak zdrada?
