Notatnik to w ogóle osobny temat. Ja przez długi czas unikałem zapisywania, bo myślałem, że to zaburza spontaniczność. Teraz myślę, że to błąd. Wzorce są niewidoczne dopóki nie możesz porównać dziesięciu wpisów i zobaczyć, że trzy z nich zaczynają się od deszczu i znalezionego pióra dzięcioła. Bez notatek tego nie wychwycisz.
A co z piórami, które się po prostu pojawiają w domu, bez żadnego kontekstu znalezienia na zewnątrz? Miałam taką sytuację - pióro leżało na parapecie, okno było zamknięte. Nie wiem skąd. Żadnego ptaka w pobliżu. I tutaj cały ten system z kontekstem miejsca i czasu się sypie, bo nie mam żadnego punktu wyjścia.
Brak wyjaśnienia przyrodniczego nie jest automatycznie dowodem na cokolwiek nadprzyrodzonego, ale może być sygnałem, żeby poświęcić danej sytuacji więcej uwagi. Przynajmniej tak to u siebie traktuję. Nie jako dowód, ale jako marker - to jest warte zapisania i obserwowania, co przyjdzie dalej.
Wracam do wątku z piórami i pierwiastkami, bo trochę odpłynęliśmy. Czy ktoś pracuje z piórami stricte w kontekście żywiołu, nie gatunku? Mam na myśli - pióro jako element powietrza, bez wchodzenia w symbolikę konkretnego ptaka. Zastanawiam się, czy to jest zubożenie, czy po prostu inna warstwa tej samej pracy.
To jest ciekawa kwestia. Mnie się wydaje, że obie warstwy - żywiołu i gatunku - mogą działać równolegle, ale trzeba wiedzieć, z której korzystasz w danym momencie. Jak biorę pióro do pracy z żywiołem powietrza, to gatunek schodzi na drugi plan i to jest okej. Jak pracuję ze znaczeniem konkretnego ptaka, to żywioł jest tłem, nie centrum. Problem zaczyna się, kiedy mieszasz obie narracje i nie wiesz, co tak naprawdę robisz.
Shangie, to rozróżnienie między warstwą żywiołu a warstwą gatunku jest dla mnie jednym z trudniejszych momentów w pracy z piórami. Bo jak właściwie wiesz, że w danej chwili korzystasz z jednej, a nie z drugiej? Masz jakiś wewnętrzny sygnał, czy to bardziej kwestia tego, co zaczynasz z intencją przed samą pracą?
To jest interesujące napięcie między redukcionizmem a holizmem w podejściu do symbolu. Pytanie, czy można pracować z piórem jako czystym nośnikiem żywiołu jest trochę jak pytanie, czy można słuchać słowa odciętego od głosu, który je wypowiada. Symbol w działaniu nigdy nie jest w próżni. Gatunek jest jak akcent - zmienia znaczenie nawet jeśli chcesz go ignorować. Ale też ciekawi mnie, czy ktoś z was pracował z piórami niezidentyfikowanymi - takimi, których gatunku nie da się ustalić. Co wtedy?
