Forum

Asystent AI
Mapa drogi magiczne...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Mapa drogi magicznej - jak sama znaleźć swoją ścieżkę

Strona 1 / 2

Wpisy: 653
Rozpoczynający temat
(@gabka)
Połączone: 1 rok temu

Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, co chyba każdemu kiedyś siedzi w głowie — jak właściwie wybrać swoją ścieżkę, kiedy praktykujesz w grupie albo razem z kimś bliskim? Mam na myśli konkretnie to, że przez jakiś czas chodziłam na spotkania lokalnej grupy i każda osoba tam robiła coś innego. Jedna wchodziła w tradycję gardneryjską, druga siedziała w ceremoniale hermetycznym, trzecia mieszała wszystko z szamanizmem. I zamiast się czegoś nauczyć, czułam się jak na targowisku. Czy jest w ogóle sens szukania wspólnego mianownika, kiedy pracuje się z ludźmi o różnych podejściach? Bo mam wrażenie, że próbując dopasować swoją praktykę do grupy, zgubiłam gdzieś własny kierunek.


Odpowiedz
121 odpowiedzi
Wpisy: 1710
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

To jest jeden z trudniejszych momentów w każdej praktyce — ten punkt, kiedy zewnętrzna struktura zaczyna przysłaniać własne rozpoznanie. Pytanie, które zadajesz, dotyczy czegoś głębszego niż tylko dobór tradycji. Chodzi o to, czy w ogóle masz już wystarczająco dużo materiału z własnych doświadczeń, żeby odróżnić, co w tej grupie było twoje, a co zapożyczone z cudzej mapy. Jak długo działałaś razem z nimi i czy w tym czasie robiłaś cokolwiek równolegle, tylko dla siebie?


Odpowiedz
Wpisy: 1147
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Powiem szczerze — sam miałem podobny etap i myślę, że to jest wręcz klasyczna pułapka przy pracy grupowej. Grupy bardzo łatwo wytwarzają coś w rodzaju zbiorowego języka, własnych rytuałów i ram interpretacyjnych, i po jakimś czasie człowiek nie jest w stanie ocenić, co z tego naprawdę mu odpowiada, bo wszystko jest owiane tym grupowym klimatem. Gabka, a pamiętasz jakiś konkretny moment, kiedy poczułaś, że coś tam jednak działa na ciebie — niezależnie od reszty? Bo to często jest dobry punkt wyjścia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 653

@Czulu tak, był jeden rytuał z ziołami i ogniem, kompletnie niezwiązany z żadną konkretną tradycją — ktoś po prostu zaproponował coś improwizowanego. I wtedy coś zaskoczyło. Ale nie wiem, czy to był efekt grupy, miejsca, czy moich własnych intencji. To jest właśnie ten problem — przy pracy zbiorowej nie wiesz, co tak naprawdę uruchomiło coś w tobie.


Odpowiedz
Wpisy: 1710
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

właśnie to jest klucz. Ta niemożność przypisania źródła jest frustrująca, ale też informacyjna. Mówisz, że to była improwizacja — czyli brak sztywnej struktury. Zastanawiam się, czy twoja ścieżka nie jest po prostu bliżej magii naturalnej, gdzie schemat jest wyznaczany przez konkretne warunki i materiały, a nie przez doktrynę. Grupy ceremonialnych systemów mają swoje blaski, ale często przytłaczają osoby, które pracują bardziej intuicyjnie.


Odpowiedz
Wpisy: 1018
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Trochę inaczej to widzę. Mam wrażenie, że problem z mapą drogi nie polega na tym, że ktoś pracuje w grupie albo solo — polega na tym, że ludzie szukają gotowej ścieżki zamiast zacząć od pytania, co w ogóle chcą osiągnąć. Gabka pisze, że zgubiła kierunek — ale czy go w ogóle miała przed wejściem w tę grupę? Bo jeśli nie, to może ta grupa nie była przyczyną zagubienia, tylko ujawniła coś, co było niewyraźne od początku.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 653

@Taurus uczciwa uwaga. Chyba rzeczywiście wchodziłam do tej grupy z czymś bardzo mglistym — czułam, że coś tam jest, ale nie umiałam tego nazwać. Może faktycznie szukałam gotowej ramy zamiast zbudować coś własnego. Ale jak w ogóle zacząć budować własną mapę, skoro nie wiesz, jakich materiałów użyć?


Odpowiedz
Wpisy: 847
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie słyszę często i zawsze mówię to samo — zacznij od inwentaryzacji tego, co już robisz, niekoniecznie w kontekście magicznym. Jakie działania powtarzasz intuicyjnie? Co robisz kiedy chcesz się wyciszyć, kiedy chcesz coś rozwiązać, kiedy coś świętować? Niektórzy zapalają świeczkę, inni idą do lasu, jeszcze inni zapisują coś w dzienniku. Ścieżka magiczna to często coś, co jest już zarysowane przez nawyki, zanim ktokolwiek nazwie to magią.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@young)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 344

@Arbogi Hej, czytam i mam pytanie do Arbogia — a co jeśli ktoś nie ma takich intuicyjnych nawyków? Znaczy, ja na przykład nie mam wyraźnego poczucia, że cokolwiek z tego, co robię, ma wymiar magiczny. Czy to znaczy, że po prostu nie mam do tego predyspozycji, czy że jeszcze tego nie rozpoznaję?


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 847

@Young raczej to drugie, ale żeby być fair — trzeba też dopuścić możliwość, że nie każdy pracuje w tym samym trybie percepcji. Są osoby, które rozpoznają swoją praktykę przez efekty, nie przez odczucia w trakcie. Czy masz jakiś przykład sytuacji, w której miałeś poczucie, że coś zadziałało — cokolwiek — w sposób, którego nie potrafisz wyjaśnić liniowo?


Odpowiedz
Wpisy: 1147
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do kwestii grupowej synchronizacji, bo mi się to kręci w głowie od początku wątku — jest taka praktyka w niektórych tradycjach, gdzie zanim grupa w ogóle przystąpi do pracy, spędza czas na wzajemnym rozpoznaniu się energetycznym. Nie mówię tu o żadnych ezoterycznych technikach, tylko o czymś bardzo prostym: siedziecie razem w ciszy, każdy skupia się na własnym oddechu, a potem ktoś prowadzi obserwację tego, co się w przestrzeni zmienia. Brzmi banalnie, ale różnica w jakości późniejszej pracy jest wyraźna. Gabka, czy wasza grupa robiła cokolwiek podobnego przed rytuałami?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 653

@Czulu nie, raczej nie. Zwykle było tak, że przychodziło kilka osób, rozmawiało przez chwilę o czymkolwiek, a potem ktoś oznajmiał, że zaczynamy. Bez żadnego przejścia. Może stąd te wrażenia chaosu — każdy wnosił swoją codzienność i nikt tego nie wyrównywał.


Odpowiedz
Wpisy: 699
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujesz, Gabka, to jest bardzo częsty błąd w grupach, które nie mają wyraźnie określonej roli kogoś, kto pilnuje struktury spotkania. Nie chodzi o lidera w sensie hierarchicznym, ale o kogoś, kto wie, kiedy zamknąć jeden etap i otworzyć następny. Bez tego każda praca grupowa jest de facto serią równoległych solowych aktywności w tej samej przestrzeni. Synchronizacja to nie jest coś, co się dzieje automatycznie — to jest coś, o co trzeba aktywnie zadbać i to jest praca sama w sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 544
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

A jak ta rola koordynatora działa w praktyce? Rozumiem, że ktoś pilnuje struktury, ale czy to nie wprowadza jakiejś nierównowagi? Że jedna osoba ma większy wpływ na to, co się dzieje, i reszta trochę idzie za jej wizją zamiast wnosić swoją?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Lalik dobre pytanie, bo ta nierównowaga jest realna. Zależy od tego, jak ta rola jest rozumiana. Jeśli koordynator traktuje swoje zadanie jako pilnowanie procesu, a nie jako wyznaczanie treści — to działa. Problem pojawia się, gdy ktoś miesza jedno z drugim i zaczyna kierować nie tylko rytmem, ale i tym, czego grupa ma doświadczyć. To jest też jedna z przyczyn, dla których wiele grup się rozpada albo staje się personalnym projektem jednej osoby.


Odpowiedz
Wpisy: 917
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy problem z mapą drogi, o którym pisze Gabka w pierwszym poście, nie jest w dużej mierze kwestią tego, że ludzie zaczynają od szukania tradycji albo grupy, zamiast od eksperymentu. Tradycja to mapa zrobiona przez kogoś innego, na podstawie czyjejś drogi. Może być użyteczna jako punkt odniesienia, ale staje się pułapką, kiedy traktujesz ją jak instrukcję. Sam przez kilka lat próbowałem przykładać różne systemy do własnych doświadczeń i zawsze gdzieś coś nie pasowało. W końcu odwróciłem kolejność.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Ballen a co to znaczy odwrócić kolejność? Masz na myśli, że zacząłeś od praktyki bez żadnego systemu i dopiero potem próbowałeś to jakoś opisać, nazwać? Bo widzę tu potencjalny problem — bez jakiejkolwiek ramy człowiek może chodzić w kółko latami i nie wiedzieć, czy w ogóle coś robi, czy tylko się bawi.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 917

@Sauwak dokładnie tak to rozumiem. I zgadzam się, że jest ryzyko kręcenia się w kółko — ale to ryzyko jest symetryczne. Przy zbyt wczesnym przywiązaniu do systemu człowiek może równie dobrze chodzić w kółko, tyle że w obrębie cudzej struktury i przez długi czas tego nie zauważać, bo ma poczucie postępu. Chodzi mi o to, że warto mieć wystarczająco dużo własnego materiału zanim sięgnie się po gotowe nazwy. Nawet dwa, trzy miesiące prowadzenia dziennika bez żadnej nomenklatury daje inny fundament niż zaczęcie od lektury.


Odpowiedz
Wpisy: 953
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wątek o dzienniku mnie zatrzymał. Bo to jest chyba jedna z niewielu rzeczy, co do których w bardzo różnych tradycjach panuje konsensus — zapisywanie jest bazą. Nie dlatego, żeby mieć dowód na cokolwiek, ale dlatego, że pisanie zmusza do sformułowania, a sformułowanie to już jest jakiś wybór, pewien kierunek. Dla mnie osobiście praca w grupie nabrała sensu dopiero wtedy, gdy zaczęłam porównywać notatki — nie po to, żeby zobaczyć, czy doświadczyłyśmy tego samego, ale żeby zobaczyć, co się rozchodzi. To rozchodzenie jest często bardziej mówiące niż zbieżności.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 1710

@Gebda to jest naprawdę ciekawe — to co mówisz o tym, że różnice są bardziej informacyjne niż podobieństwa. Myślę, że przy mapowaniu własnej ścieżki w grupie to jest kluczowa obserwacja. Jeśli wszyscy opisują to samo doświadczenie dokładnie tak samo, to albo jest bardzo silna sugestia zbiorowa, albo ktoś formuje narrację po fakcie pod to, co usłyszał od innych. Ale jak ty to robisz w praktyce — porównywacie notatki zanim, czy dopiero po rozmowie?


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Hellan zdecydowanie po — najpierw każda z nas pisze osobno, potem rozmawiamy. Próbowałyśmy kiedyś odwrotnie i zamieniło się to w zbiorowe konstruowanie jednej wersji zdarzenia, co jest kompletnie bezużyteczne z perspektywy indywidualnej praktyki. A wracając do kwestii, z której zaczął się ten wątek — myślę, że mapa drogi magicznej w grupie jest możliwa tylko wtedy, kiedy każda osoba ma najpierw jakiś zarys własnej mapy. Inaczej synchronizacja energii to tylko unisono, a nie harmonia.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Gebda To co Gebda mówi o zapisywaniu mnie zatrzymało, bo ja przez lata miałem dokładnie odwrotny nawyk — w głowie wszystko. I przez długi czas byłem przekonany, że to wystarczy. Dopóki nie zacząłem porównywać dwóch różnych períodów pracy i okazało się, że mam zupełnie sprzeczne wspomnienia tego samego rytuału. Nie dlatego, że coś zapomniałem — po prostu pamięć skonstruowała wersję spójną z tym, co wtedy chciałem osiągnąć. To jest trochę przerażające, jak bardzo wewnętrzny komentarz nadpisuje to, co się faktycznie wydarzyło.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Sauwak o tym właśnie mówię. Pamięć jest narracyjna, nie archiwalna. I co ciekawe, w pracy grupowej ten efekt jest zwielokrotniony, bo do własnej narracyjnej pamięci dochodzi presja grupowej spójności. Chciałam zapytać — jak to wyglądało u ciebie, zanim zacząłeś zapisywać? Czy miałeś jakiś system, czy naprawdę czyste zaufanie do pamięci?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1587

@Gebda czyste zaufanie, żeby nie powiedzieć — pycha. Serio. Byłem przekonany, że intensywność doświadczenia gwarantuje dokładność zapamiętania. A to jest chyba jeden z bardziej mylących mechanizmów w tej pracy — im mocniejsze przeżycie, tym bardziej zniekształcone wspomnienie, bo emocja wchodzi głębiej niż fakty.


Odpowiedz
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 507

@Gebda Wróćcie na chwilę do tego, co Gebda mówiła wcześniej o różnicach zamiast podobieństw. Bo w grupie, w której byłam, zawsze szukaliśmy tego, co wspólne. Żeby potwierdzić, że pracowaliśmy na tym samym. A teraz myślę, że może to był błąd — że wszyscy wychodziliśmy z tego z poczuciem sukcesu, ale każde z nas miało zupełnie inną wersję tego sukcesu.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Galia to jest jeden z tych momentów, gdzie struktura spotkania naprawdę robi różnicę. Jeśli po pracy grupowej dzielicie się tym, co każde przeżyło — osobno, bez porównywania — a dopiero potem zestawiacie, to masz informację o tym, gdzie naprawdę była zbieżność, a gdzie każdy szedł własnym torem. Szukanie wspólności od razu zniekształca cały obraz.


Odpowiedz
Wpisy: 544
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Czytam o tym dzienniku i mam pytanie może głupie, ale — jak długo trzeba prowadzić dziennik, żeby zaczął dawać jakieś użyteczne informacje? Bo wyobrażam sobie, że przez pierwsze tygodnie to będzie głównie chaos.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 1710

@Lalik nie ma jednej odpowiedzi, ale z tego co obserwuję — wzorce zaczynają być widoczne mniej więcej wtedy, kiedy masz materiał z wystarczająco różnych stanów i okoliczności. To nie jest kwestia tygodni, raczej miesięcy. I co ważniejsze, chaos w dzienniku jest często bardziej informacyjny niż pozorna spójność. Jeśli przez miesiąc piszesz chaotycznie, a potem nagle przez tydzień bardzo klarownie — to jest informacja o czymś.


Odpowiedz
Wpisy: 1018
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

A czy ktoś w ogóle pracował w grupie, gdzie te różnice były świadomie używane jako część praktyki? Nie jako problem do rozwiązania, ale jako zasób? Bo słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że zawsze traktujemy rozbieżność w grupie jako usterkę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1147

@Taurus tak, i to był jeden z bardziej interesujących eksperymentów. Chodziło o to, żeby każda osoba po wspólnej pracy opisała to, co przeżyła, a potem zestawiano te opisy nie szukając zbieżności, tylko mapując, gdzie każdy poszedł w swoim kierunku. Wychodzi z tego coś w rodzaju wielowymiarowej mapy jednego zdarzenia. Problem jest taki, że to wymaga od grupy sporego zaufania i braku ego — bo nie każdy chce słyszeć, że był gdzie indziej niż reszta.


Odpowiedz
Wpisy: 344
(@young)
Połączone: 1 rok temu

Dobra, ale to jest dla mnie trochę abstrakcyjne. Jak to wygląda praktycznie? Czy siedzicie i dosłownie porównujecie opisy, czy to jest bardziej luźna rozmowa?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1147

@Young w wersji, którą znam — każda osoba pisze krótki opis, może pięć, dziesięć zdań, bez konsultowania się z innymi. Potem ktoś zbiera te opisy i czyta na głos — i wtedy dopiero zaczyna się rozmowa. Różnica między tym a spontanicznym dzieleniem się jest taka, że nikt nikogo nie nadpisuje w trakcie — bo każdy już ma swoje słowa na papierze i ciężko od nich uciec.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 653

@Czulu To słyszę i myślę, że gdyby nasza grupa robiła cokolwiek z tego, co tu pada, to może miałabym inną historię do opowiedzenia. Bo to co opisuje Czulu — to jest coś, co mogłoby mi dać informację o tym, czy w ogóle jestem w miejscu, gdzie moja praktyka ma sens, czy się po prostu ginam w cudzych strukturach. A wracając do pytania, które rzuciłam na początku, o budowanie własnej mapy — słuchając tej rozmowy coraz bardziej myślę, że mapa nie powstaje z przemyślenia, tylko z porównania tego, co się zrobiło z tym, co się dostało w odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 847
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Gabka dotknęła czegoś, o czym rzadko się mówi wprost. Mapa drogi to nie jest plan na przyszłość — to jest rekonstrukcja tego, co się już zrobiło. Większość ludzi podchodzi do niej jak do przewodnika, który ma wskazywać kolejne kroki, a ona działa raczej jak GPS, który pokazuje, gdzie byłeś i skąd wychodziłeś. Dopiero potem można wyznaczyć kierunek.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 917

@Arbogi ale jest ryzyko w tym podejściu. Jeśli mapa jest tylko rekonstrukcją przeszłości, to co z osobami, które dopiero zaczynają i nie mają jeszcze czego rekonstruować? Young pytał o to wcześniej — co jeśli ktoś nie ma intuicyjnych nawyków, nie czuje magicznego wymiaru w tym, co robi? Czy musi czekać, aż zbierze materiał? Bo to trochę paradoks.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 847

@Ballen nie, nie musi czekać — ale musi zacząć gdzieś celowo, nawet jeśli to będzie nieudany eksperyment. Chodzi o to, żeby mieć cokolwiek do zapisania. Pierwszy wpis w dzienniku może być całkowicie banalny. Ważne, że jest. Bo rekonstrukcja zaczyna się od pierwszego zdarzenia, które masz nazwane. Paradoks polega na tym, że nie wiesz, co to zdarzenie będzie, dopóki go nie przeżyjesz.


Odpowiedz
Wpisy: 544
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

A co jeśli komuś ciągnie do konkretnej tradycji, ale nie do grupy? Pytam, bo cały czas słyszę o pracy grupowej jako jakimś uzupełnieniu albo sprawdzianie praktyki solo, a co z osobami, które po prostu lepiej pracują samodzielnie i nie chcą żadnej grupy?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 1710

@Lalik to jest chyba równorzędna ścieżka, a nie gorsza wersja. Praca solo ma swoje specyficzne ograniczenia — brak zewnętrznego odniesienia, echo chamber własnych przekonań — ale ma też coś, czego praca grupowa nie daje: czysty sygnał. Nie wiesz, co pochodzi z ciebie, a co z dynamiki grupy. W pracy solo to jest prostsze, bo wszystko jest twoje. Dobre i złe.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Hellan powiedział coś, do czego chcę się odnieść — ta kwestia echa chamber w pracy solo. Bo prowadzę dziennik od lat i jedna z rzeczy, którą zaobserwowałam, to że bez żadnego zewnętrznego kontaktu z cudzą praktyką zaczęłam powtarzać te same pytania i dochodzić do tych samych odpowiedzi. Nie dlatego, że to były złe pytania — ale dlatego, że nikt mi nie zadał pytania spoza mojego układu. Nie potrzebowałam grupy rytualnej, ale potrzebowałam rozmowy.


Odpowiedz
Wpisy: 1018
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

I to chyba jest najuczciwsza wersja odpowiedzi na pytanie z początku wątku — jak znaleźć własną ścieżkę. Nie chodzi o to, żeby wybrać między solo a grupą, między tradycją a improwizacją. Chodzi o to, żeby wiedzieć, czego ci brakuje na danym etapie. Czasem potrzebujesz struktury, żeby mieć się od czego odbić. Czasem potrzebujesz rozmowy, żeby wyjść z własnej bańki. A mapa powstaje z tego, jak odpowiadasz na te braki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 653

@Taurus, chyba po raz pierwszy od początku tego wątku mam poczucie, że to jest kierunek, który coś mi daje. Bo cały czas szukałam odpowiedzi na to, jaką ścieżkę wybrać — a może powinienem zamiast tego patrzeć na to, czego mi brakuje teraz. To jest inne pytanie. I myślę, że to jest pytanie, na które mogę odpowiedzieć sama.


Odpowiedz
Wpisy: 1147
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Gabka dotarła do miejsca, od którego chyba warto by zacząć cały ten wątek. Ale jest jedna rzecz, o której nikt jeszcze nie powiedział wprost — skąd wiedzieć, że to, czego ci brakuje, to rzeczywiście brak, a nie po prostu opór przed czymś, co byłoby dobre, ale trudne? Bo te dwa stany potrafią wyglądać identycznie z zewnątrz i od środka.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@young)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 344

@Czulu to pytanie Czulu zadał na końcu — skąd wiedzieć, że to brak, a nie opór — mnie też siedzi w głowie. Bo jak ja patrzę na siebie, to nie umiem odróżnić tych dwóch rzeczy. Jak mam wiedzieć, że czegoś mi brakuje, skoro nie wiem, co to jest?


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 1710

@Young Opór zazwyczaj ma pewną charakterystykę — pojawia się wobec czegoś konkretnego i cofa się, kiedy okoliczności się zmieniają. Brak działa inaczej — zostaje, niezależnie od nastroju, dnia, kontekstu. Ale żeby to zobaczyć, trzeba rzeczywiście mieć dłuższy zapis. Young pyta o coś, na co odpowiedź nie przychodzi od razu.


Odpowiedz
(@young)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 344

@Hellan okej, to brzmi logicznie, ale jak mam zacząć zbierać ten materiał, skoro nie wiem, na co patrzeć? Co powinienem zapisywać?


Odpowiedz
Wpisy: 953
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

A może to jest w ogóle złe pytanie? Znaczy, nie złe — ale może za wcześnie postawione. Zanim zaczniesz rozróżniać brak od oporu, musisz mieć jakiś materiał do analizy. Jeśli nie masz historii, niczego do porównania, to każde wewnętrzne tarcie będzie wyglądało tak samo.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Gebda ale właśnie — co jest tym materiałem? Dziennik? Doświadczenie z grupą? Bo różni ludzie mówią o różnych rzeczach i mam wrażenie, że to nie jest jedno narzę... znaczy, jedna metoda dla wszystkich.


Odpowiedz
Wpisy: 847
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

To jest pytanie, które słyszę regularnie i za każdym razem odpowiedź jest ta sama: zapisuj to, co cię zatrzymało. Nie to, co zrobiłeś. Nie efekty. To, przy czym coś w tobie stanęło — obojętnie czy to był opór, ciekawość, dyskomfort, czy dziwna ulga. To są sygnały, które potem budują mapę.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 507

@Arbogi a co jeśli nic cię nie zatrzymuje? Pytam serio, bo przez długi czas robiłam rzeczy mechanicznie i nie pamiętam, żebym czuła jakieś wyraźne zatrzymanie. Dopiero z perspektywy widzę, że coś nie grało.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Galia To co mówi Galia to jest ważny punkt — mechaniczność w praktyce nie jest neutralna. To też jest informacja. Jeśli ktoś robi coś przez dłuższy czas i nie ma żadnego zatrzymania, żadnego tarcia, to albo praktyka jest idealnie dopasowana, albo — i to częstszy przypadek — jest za mało wymagająca.


Odpowiedz
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 544

@Kobalt ale czy to nie jest trochę pułapka? Że zawsze znajdziesz coś, co nie gra, i nigdy nie będziesz wiedział, czy rzeczywiście czegoś brakuje, czy po prostu szukasz dziury w całym?


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1147

@Lalik to jest uczciwe zastrzeżenie. Ale jest różnica między szukaniem problemu a obserwowaniem tego, co jest. Kiedy prowadzisz dziennik, żeby znaleźć braki, to faktycznie możesz je fabrykować. Kiedy prowadzisz go, żeby zobaczyć wzorzec — i on sam z siebie wyłazi — to już inna historia.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 653

@Arbogi Wracając do tego, co mówiłam wcześniej — o tym, że szukałam odpowiedzi, jaką ścieżkę wybrać. Słuchając teraz tej rozmowy o opór kontra brak, zastanawiam się, czy moje wychodzenie z grupy nie było właśnie oporem, a nie brakiem. Bo było konkretne, pojawilo się wobec jednej osoby, i może gdybym miała wtedy ten dziennik Arbogi, tobym to zobaczyła.


Odpowiedz
Wpisy: 917
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Gabka powiedziała coś, co chcę rozwinąć, bo to się pojawia częściej niż myślimy. Opór wobec jednej osoby w grupie to nie jest to samo co opór wobec pracy grupowej jako takiej. Ale bardzo łatwo je pomylić i wyciągnąć złe wnioski — że praca solo jest "dla mnie", kiedy tak naprawdę problem był gdzie indziej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Ballen i odwrotnie też działa — można trwać w grupie, która zupełnie ci nie służy, bo mylisz opór wobec stylu pracy z oporem wobec konkretnych ludzi. Mapa drogi nie ma sensu, jeśli nie rozróżniasz tych poziomów.


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Taurus To rozróżnienie, o którym mówi Taurus, jest chyba jedną z trudniejszych rzeczy. Bo emocje w grupie są naładowane i bardzo ciężko je obserwować bez zaangażowania. Sama miałam sytuację, gdzie byłam pewna, że odejście z konkretnej grupy to była decyzja podjęta z jasnej głowy — a dopiero po czasie zobaczyłam, że uciekłam przed czymś, co było mi potrzebne.


Odpowiedz
Wpisy: 344
(@young)
Połączone: 1 rok temu

A skąd to zobaczyłaś? Po czasie — ale co konkretnie Cię do tego doprowadziło? Jakiś zewnętrzny bodziec czy właśnie ten dziennik?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Young u mnie to była rozmowa z kimś poza tym środowiskiem — osoba zupełnie niezaangażowana, która zadała pytanie tak naiwne, że nagle zobaczyłam odpowiedź, której sama przed sobą nie widziałam. Ale tak, miałam też zapis i to on pozwolił mi to potwierdzić, a nie tylko poczuć.


Odpowiedz
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

Wpisy: 1710

@Gebda To co mówi Gebda jest ważne — zewnętrzne pytanie od kogoś spoza systemu. Nie od kogoś z tradycji, nie od kogoś kto rozumie kontekst, ale właśnie od kogoś, kto nie wie, co zadaje. Czasem właśnie to rozbija blind spoty, które dziennik sam z siebie nie pokazuje.


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 847

@Hellan to ciekawy paradoks — żeby zobaczyć swoją mapę, czasem trzeba kogoś, kto mapy w ogóle nie ma. Bo ktoś z tej samej tradycji będzie widział ten sam horyzont co ty i żadne z was nie zobaczy, że horyzont jest ustawiony zbyt nisko.


Odpowiedz
Wpisy: 1147
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

I to może być argument za tym, żeby od czasu do czasu świadomie szukać rozmów poza własnym kręgiem. Nie po to, żeby testować, czy ktoś "w to wierzy", ale żeby usłyszeć pytania, których sami sobie nie zadajemy. Mapa drogi robi się ciekawa dopiero wtedy, kiedy ktoś z zewnątrz wskazuje miejsca, o których zapomniałeś, że istnieją.


Odpowiedz
Wpisy: 699
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Dobra, ale to wszystko działa tylko wtedy, kiedy ktoś już wie, że szuka mapy. A co z sytuacją, w której ktoś — jak na początku tego wątku — jest w miejscu, gdzie nie wie jeszcze, że czegoś szuka? Że po prostu robi swoje i tyle?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 544

@Kobalt i to jest chyba najszczersze pytanie w tym wątku. Bo ta cała rozmowa zakłada jakiś poziom samoświadomości, który nie przychodzi sam z siebie. Nie każdy zaczyna od "szukam ścieżki". Część ludzi po prostu trafia na jakiś rytuał, coś im siedzi, robią to dalej — i to wszystko.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 653

@Lalik Dokładnie. Ja sama przez długi czas nie wiedziałam, że buduję coś, co można by nazwać ścieżką. Robiłam różne rzeczy, bo czułam, że chcę, i dopiero znacznie później zobaczyłam, że to ma jakiś kształt. Pytanie do Kobaltu jest więc zasadne — czy mapa możliwa jest tylko wtedy, gdy ktoś jej szuka świadomie?


Odpowiedz
Wpisy: 1710
(@hellan)
Połączone: 6 lat temu

To jest pytanie o to, czy mapa musi być intencjonalna, żeby istniała. Myślę, że nie. Można mieć ścieżkę bez nazywania jej ścieżką. Problem pojawia się wtedy, kiedy brak świadomości oznacza też brak wyboru — czyli że idziesz, bo tak się potoczyło, nie dlatego, że coś w tym kierunku cię prowadzi.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@young)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 344

@Hellan ale jak odróżnić jedno od drugiego? Skąd mam wiedzieć, że idę, bo chcę, a nie dlatego, że tak po prostu wyszło?


Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 847

@Young to pytanie nie ma odpowiedzi, którą można podać z zewnątrz. Ale jest jeden test, który mi kiedyś zaproponowano i który uważam za uczciwy: czy gdybyś miał teraz powiedzieć, dlaczego robisz to, co robisz — miałbyś coś do powiedzenia? Nie musi to być filozofia. Wystarczy jedno zdanie, które jest twoje, a nie zapamiętane skądś.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 1018

@Arbogi Dodam do tego, co mówi Arbogi — to zdanie nie musi być stałe. Moje przez lata się zmieniało i zmiana była zawsze sygnałem, że coś się przesunęło. Mapa drogi to też historia tych zmian, nie tylko aktualny punkt.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 699

@Hellan Wracam do tego, co powiedział Hellan o braku wyboru. Mam pytanie, bo to mnie zatrzymuje: czy brak świadomego wyboru to w ogóle problem? Są tradycje, które zakładają, że ścieżka sama cię wybiera i twoja rola polega głównie na tym, żeby nie stawiać oporu. Czy w tej perspektywie szukanie mapy nie jest trochę sztucznym nakładaniem struktury na coś, co struktury nie potrzebuje?


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 953

@Kobalt znam to podejście i rozumiem jego logikę, ale praktycznie rzecz biorąc — widzę, że ludzie, którzy opierają się wyłącznie na "ścieżka sama prowadzi", bardzo często kręcą się w kółko. Nie dlatego, że ścieżka ich nie wybrała, ale dlatego, że nie mają żadnego punktu odniesienia, który pozwoliłby im zobaczyć, czy w ogóle się ruszają.


Odpowiedz
(@ballen)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 917

@Gebda To co mówi Gebda jest bliskie temu, co obserwuję od lat. Pasywność jest wygodna, bo zwalnia z odpowiedzialności za kierunek. I nie mówię, że jest zła sama w sobie — ale jest różnica między "pozwalam się prowadzić, bo mam zaufanie do procesu" a "nie zastanawiam się nad kierunkiem, bo to wymaga wysiłku".


Odpowiedz
(@galia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 507

@Ballen a jak rozróżnić te dwie postawy u siebie? Bo z zewnątrz wyglądają bardzo podobnie, a wewnątrz też chyba trudno to ocenić.


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1147

@Galia właśnie tutaj wraca dziennik. Nie jako rejestr działań, ale jako możliwość zobaczenia, czy coś się zmienia. Jeśli czytasz to, co pisałaś kilka miesięcy temu, i nie widzisz żadnej różnicy — ani w pytaniach, ani w tym, co cię zatrzymuje — to jest sygnał. Nie wyrok, ale sygnał.


Odpowiedz
Wpisy: 544
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Okej, ale nie każdy prowadzi dziennik i nie każdy chce. Czy naprawdę nie ma innego sposobu na to, żeby zobaczyć, czy się ruszasz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 847

@Lalik dziennik to jeden z wielu sposobów. Inne, które znam z praktyki: regularne rozmowy z kimś, kto cię od jakiegoś czasu obserwuje i może powiedzieć, co się zmieniło. Albo powrót do rytuału, który robiłeś dawno — i sprawdzenie, jak teraz na ciebie działa w porównaniu z tym, co pamiętasz. Ciało pamięta więcej niż myślisz.


Odpowiedz
Wpisy: 653
Rozpoczynający temat
(@gabka)
Połączone: 1 rok temu

Ten powrót do starego rytuału to coś, co mi się zdarzyło przypadkowo i bardzo mnie zaskoczyło. Wróciłam do praktyki, którą robiłam kilka lat wcześniej i którą porzuciłam, bo "wyrosłam z niej" — i okazało się, że teraz działa zupełnie inaczej. Nie wiem, czy to ja się zmieniłam, czy moje rozumienie tej praktyki, czy jedno i drugie.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: