To rozróżnienie między blokadą a wymazaniem dużo porządkuje. Ale mam jeszcze jedno pytanie które mi chodzi po głowie od początku - czy ta blokada jest trwała? Bo jeśli nie, to w praktyce - po jakim czasie, przy jakich okolicznościach odpada?
Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, i myślę że celestyna sama to wie 🙂 Trwałość zależy od tego jak mocno była dana więź zakorzeniona, co z nią zrobiono i czy praca była jednorazowa czy podtrzymywana. Widziałam opisy gdzie efekty odcięcia rozpadały się przy silnym emocjonalnym bodźcu - śmierć kogoś bliskiego, ważna rocznica - cokolwiek co reaktywowało stare ścieżki.
Shangie dobrze to podsumowała - trwałość zależy od zbyt wielu zmiennych żeby dać jedną odpowiedź. Ale to mnie prowadzi do czegoś innego: jeśli blokada jest nietrwała i może się rozpaść przy sprzyjających okolicznościach, to czy to nie oznacza że nie ma czegoś takiego jak "zamknięcie" które działa raz a dobrze? Że to jest raczej praca ciągła?
To co mówi Indaphoros zgadza się z tym co kojarzę z tradycjami gdzie takie zamknięcia są praktykowane regularnie. Tam to nie jest jednorazowy rytuał tylko coś co się odnawia - przy nowiu, przy określonych porach roku, przy konkretnych zdarzeniach. Jednorazowość to raczej nasze zachodnie myślenie życzeniowe - zrobię coś raz i problem z głowy.
Odnowienia w tradycjach z którymi miałam kontakt są zazwyczaj prostsze niż pierwotna praca. Bardziej jak przypomnienie intencji niż pełny rytuał. Ale - i to ważne - tam w ogóle nie mówi się o "wymazaniu". Pracuje się z połączeniem energetycznym, z tym co między ludźmi, a nie z czyjąś pamięcią jako taką.
To mnie cofa do początku rozmowy. Czy w ogóle ktokolwiek z was spotkał się z tradycją, systemem, czymkolwiek, gdzie wprost mówi się że można zmienić to co ktoś pamięta, nie tylko jak na to reaguje? Bo czytam tę dyskusję od początku i mam wrażenie że wszyscy intuicyjnie obchodzą ten punkt.
mam gupie pytanie ale co z hipnozą? bo slyszalam ze niby mozna wymazac pamiec przez hipnoze i zastanawialam sie czy to nie jest wlasnie ta "mugloska" wersja tego o czym mowicie
Kamilka trafiła w coś co mnie od początku gdzieś z tyłu głowy chodzi. Jeśli pamięć jest rekonstrukcją a nie odtworzeniem, to praca magiczna na percepcji to nie jest ominięcie tematu - to jest trafienie dokładnie tam gdzie trzeba. Pytanie czy to co robimy podczas takich rytuałów zmienia warunki tej rekonstrukcji.
Ale chwila - jeśli wpływamy na to jak ktoś rekonstruuje wspomnienie, to czy to nie jest głębsza ingerencja niż wymazanie? Wymazanie jest w jakimś sensie neutralne. Zmiana sposobu w jaki ktoś to przeżywa brzmi jak... modelowanie czyjejś psychiki.
I tu wchodzimy w coś co mnie osobiście najbardziej interesuje w tym temacie - różnicę między tym co chcesz zrobić a tym co faktycznie robisz. Intencja jest "żeby przestał pamiętać". Ale mechanizm może być "żeby zmienił się sposób w jaki ta osoba przetwarza określony rodzaj doświadczeń". To nie jest to samo.
To co mówi Shangie zgadza się z moim doświadczeniem przy runach, choć to inna skala. Przy Hagalaz intencja "zamknięcia" potrafi uruchomić coś szerszego niż chciałam. Raz zamknęłam połączenie z osobą i przez kilka tygodni miałam wyraźne trudności z otwieraniem się na kogokolwiek. Czy to był efekt uboczny czy zbieg okoliczności - nie wiem. Ale nauczyłam się żeby być bardzo konkretna w tym co formułuję.
A czy to nie jest przypadkiem tak, że te wszystkie systemy - runy, zamknięcia, cięcia - działają przez czakrę gardła i splot słoneczny? Bo jeśli intencja jest zaburzona, to właśnie te punkty są niestabilne i stąd te efekty uboczne o których mówi Kamilka.
ale wracajac do tego co mowila Kamilka - ten efekt przez kilka tygodniu zamkniecia sie na innych to chyba dokladnie to czego sie balam sluchajac tej rozmowy od poczatku. ze zamiast zamknac jedna osobe to sie zamknie na wiele
I tu wracamy do pytania Mirty sprzed kilku postów, które trochę zginęło. Czy istnieje tradycja gdzie wprost mówi się o zmianie pamięci, a nie tylko o emocjach wokół niej. Szukałem tego trochę i znalazłem ciekawy wątek w niektórych tradycjach żydowskiej magii - konkretnie w praktykach z genizy kairskiej są zapisy o rytuale zwanym "siatam" - zamknięciu ust - który miał sprawić że świadek pewnych zdarzeń nie będzie o nich mówił. Ale nawet tam nie chodzi o wymazanie, tylko o zablokowanie mowy na dany temat. Pamięć zostaje, język - nie.
Myślę że to nie jest kwestia chęci. Raczej kwestia tego że każdy system który dojrzał przez wieki po prostu empirycznie doszedł do wniosku że pewnych rzeczy się nie robi bezpośrednio, bo efekty są nieprzewidywalne. To nie jest zakaz moralny - to jest coś bardziej w stylu: nie wkładaj ręki do ognia bo się sparzysz. Tradycje które przetrwały zazwyczaj mają w sobie tę mądrość zakodowaną przez pokolenia prób i błędów.
Heliotrop dotyka czegoś ważnego. W papyrusach z Oxyrynchos jest kilka fragmentów które badacze klasyfikują jako magia związana z percepcją i świadomością - PGM to Papyri Graecae Magicae jeśli ktoś nie zna - i część z nich dotyczy wyraźnie wpływu na to co ktoś "widzi" i "rozumie". Ale znowu: nie pamięć jako taka, tylko zdolność do przetwarzania. Jeden z fragmentów mówi wprost o tym żeby "zasłona między widzeniem a rozumieniem opadła" - co brzmi jak ingerencja w kognicję, nie w zapis.
dokładnie to mnie w tych tekstach uderza. I co ciekawe - efekty opisane w tych fragmentach są zawsze tymczasowe. Nie ma ani jednego zapisu który mówiłby o trwałej zmianie. Albo autorzy wiedzieli że to niemożliwe, albo wiedzieli że to niebezpieczne i świadomie nie zostawiali instrukcji.
A czy nie jest tak, że właśnie dlatego to jest tymczasowe, że pamięć jest przechowywana w ciele, a nie tylko w głowie? Słyszałem że trauma zapisuje się w mięśniach, w układzie nerwowym - i że dlatego praca tylko na poziomie energetycznym głowy nie może być trwała, bo ciało i tak to trzyma?
ej ale to co mowi Energetyczka to troche zmienia sens tej calosci nie? bo jesli cilo pamita osobno niz glowa, to mozna by bylo robic osobno na ciele? nie wiem czy to ma sens ale pytam bo jestem ciekawa
To co mówi Energetyczka zgadza się z tym co widzę w rytuale szamańskim - tam praca z pamięcią prawie zawsze idzie przez ciało: bęben, taniec, temperatura, post. Nie przez samą intencję. I te tradycje też nie mówią o wymazaniu - mówią o "odwoływaniu duszy" albo "integrowaniu fragmentu który uciekł". Co jest właściwie odwrotnością wymazania - zamiast pozbyć się wspomnienia, przynosisz z powrotem część siebie która się od niego odcięła.
I właśnie dlatego rozmowa o magii zapomnienia jest tak trudna - bo faktycznie nie ma jednego spójnego modelu co z tym wspomnieniem zrobić. Masz tradycje które mówią: zamknij. Masz takie które mówią: zintegruj. Masz takie które mówią: zmień jak reagujesz. I każda z nich jest wewnętrznie spójna, ale dają zupełnie różne odpowiedzi na to samo pytanie.
I to chyba jest odpowiedź na pytanie z tytułu tego wątku - czy można magicznie wymazać czyjąś pamięć. Nie ma tradycji która by twierdziła że tak, wszystkie dochodzą do tego samego wniosku: możesz wpłynąć na emocję, na reakcję, na ekspresję, na dostępność - ale sam zapis zostaje. I może to nie jest ograniczenie magii, tylko opis tego jak pamięć w ogóle funkcjonuje. Coś czego współczesna neurobiologia też nie potrafi zrobić.
Heliotrop podsumował to bardzo ładnie, ale mam wrażenie że wyciągnęliśmy wniosek trochę za szybko. Mówisz że wszystkie tradycje dochodzą do tego samego - ale czy to naprawdę jest argument za tym że wymazanie jest niemożliwe, czy raczej że jest niewykonalne przy tych narzędziach które były dostępne? Bo to jest zasadnicza różnica.
to jest akurat uczciwe rozróżnienie. Mówiłem o tradycjach historycznych i owszem - one miały określony zakres. Ale to co chciałem powiedzieć to że skoro każda z nich, niezależnie od siebie geograficznie i czasowo, zatrzymała się w tym samym miejscu - to jest raczej empiryczna obserwacja niż ograniczenie techniczne. Chyba że masz w głowie jakiś konkretny kontrprzykład?
Czekajcie, bo mnie zgubiło przejście od ciała i pamięci do tych tradycji. Czy ktoś mógłby powiedzieć wprost - co z tego wynika praktycznie? Czyli jeśli przyjmujemy że wymazanie jest nieosiągalne, a praca przez ciało jest niekompletna bez pracy przez głowę - to co właściwie można zrobić jeśli ktoś chce przestać wracać do jakiegoś wspomnienia?
Myślę że to są dwie dyskusje które warto trzymać osobno. Jedno to pytanie Indaphorosa z początku - czy da się wpłynąć na cudzą pamięć. Drugie to co z tym można zrobić we własnej przestrzeni. I o ile drugie jest szerokim tematem na długą rozmowę, o tyle pierwsze jest ciekawsze z perspektywy tego wątku, bo mało kto o tym mówi wprost.
Kamilka trafia w coś ważnego. W tradycjach szamańskich i w części magii ceremonialnej praca na cudzej pamięci w ogóle nie jest formułowana jako taka - bo pojawia się w kontekście rozwiązywania konfliktów, naprawy relacji, albo wyciszenia kogoś kto stanowi zagrożenie. Zawsze jest kontekst, nigdy nie ma gołego "wymaż to". I może to jest odpowiedź na pytanie dlaczego nie ma tradycji z prostą techniką.
