I to jest właśnie to o co pytałem wcześniej w kontekście ksiąg zakazanych. Jeśli są ostrzeżenia, to są po coś. Ktoś spróbował, coś poszło nie tak, ktoś to zanotował. Fraida wspominała fragmenty z PGM o wpływie na percepcję - czy w tych samych tekstach są jakieś opisy skutków ubocznych albo niepowodzeń?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie trochę z boku - czy ktoś z was miał sytuację gdzie ktoś próbował tego użyć na was? Pytam serio, bo to zmienia perspektywę. Łatwiej mówić o teorii kiedy jest się po stronie wykonawcy.
To co opisuje Energetyczka jest ważne bo pokazuje że ocena "czy ktoś coś zrobił" jest prawie niemożliwa bez dodatkowych danych. I to jest chyba jeden z powodów dla których dyskusja o magii zapomnienia jest tak śliska - bo nawet gdyby działała, efekty mieszają się z naturalnymi mechanizmami psychiki. Jak w ogóle rozróżnić?
A może właśnie na tym polega cała trudność tego tematu - że magia zapomnienia, jeśli w ogóle istnieje jako praktyka, działa dokładnie w tej samej przestrzeni co naturalne procesy psychiczne i dlatego jest tak trudna do zidentyfikowania, zbadania i opisania. To nie jest błąd tych tradycji że nie dały nam gotowej techniki - być może celowo zostawiły to jako obszar bez mapy.
"obszar bez mapy" - to mi się podoba jako sposób opisania tego. Ale to też oznacza że każdy kto tam wchodzi, wchodzi sam. Bez żadnej wiedzy o tym co go czeka. I może dlatego te ostrzeżenia w tekstach - nie tyle żeby odstraszać, ile żeby powiedzieć: tu nie ma przewodnika.
Ale to znaczy że tytuł tego wątku jest w pewnym sensie pytaniem bez odpowiedzi - i chyba wiedzieliśmy o tym od początku. Tylko że ta rozmowa dała mi więcej niż odpowiedź - bo rozumiem teraz dlaczego nie ma odpowiedzi i to jest chyba lepsze niż gdyby ktoś tu napisał konkretny rytuał.
To mi przypomina coś z zupełnie innej tradycji - w niektórych systemach voodoo louisianskiego praca na czyjejś pamięci jest klasyfikowana jako praca na duszy, nie na umyśle. I z tego powodu jest traktowana z podobną powagą co praca na śmierci albo zdrowiu. Nie dlatego że jest wyjątkowo groźna, ale dlatego że dotyka czegoś co jest nieoddzielne od tożsamości. Czyli pytanie "czy można wymazać komuś wspomnienie" jest w tym systemie równoważne pytaniu "czy można komuś zabrać kawałek tego kim jest". I to zmienia całą rozmowę o etyce - bo nie chodzi już o ingerencję w działanie, tylko w substancję osoby.
