Okej, świeca i myśl. Ale to jest medytacja, nie magia. Co sprawia, że jedno staje się drugim? Bo to brzmi jak rozróżnienie które jest albo kluczowe, albo w ogóle nie istnieje.
Ale to jest trochę unik, nie? 'Rób i zobaczysz' - to samo słyszę od miesięcy i jakoś nigdy nie ma konkretu co powinienem zobaczyć. Hortensja, ta świeca - to ma być codzienna praktyka, raz w tygodniu, przy nowiu? Czy to jest w ogóle istotne?
Ja mam pytanie trochę z innej beczki - co z osobami które są wrażliwe na pewne symbole, słowa, skojarzenia? Pytam dlatego że przy próbie jakichkolwiek rytuałów trafiałam na teksty które mnie po prostu blokowały - coś w sformułowaniu, jakiś ciężar. Czy da się to modyfikować czy lepiej szukać innych źródeł?
To jest bardzo realna kwestia i myślę że często pomijana. Teksty rytuałów które krążą po internecie to głównie tłumaczenia z angielskiego albo bardzo stare adaptacje, które mają ten właśnie słownik - rozkazujący, hieratyczny. Dla dużej części osób to tworzy dystans zamiast skupienia.
Ale jak modyfikować żeby nie zepsuć sensu? Skoro nie znam tradycji dobrze, to skąd wiem co jest kluczowe w danym tekście, a co można zmienić?
Hm, ale to też zakłada że tekst rytuału ma jakiś ugruntowany oryginał. Sporo z tych rzeczy które krążą online to są kompilacje z kompilacji, nikt już nie wie skąd pochodzi pierwotna wersja. Może w takim przypadku modyfikacja jest mniej problematyczna bo 'oryginał' i tak jest płynny?
Dobra, to wróćmy do Teofilki - jeśli słowa 'wzywam' i 'nakazuję' blokują, to co zamiast? Piszesz prośbę? Afirmację? Czy jest jakaś alternatywa która działa inaczej strukturalnie?
Z mojego doświadczenia - ta granica między rytuałem a afirmacją jest dużo mniej ostra niż nam się wydaje. Jeśli dodajesz do tego świecę, konkretny moment, może jakiś przedmiot - to jest rytuał. Słowa są tylko jednym elementem, nie całością.
To co Lelja pisze ma sens. Ale mam pytanie do tych co mają więcej praktyki - czy modyfikowanie gotowych tekstów to coś co robicie bez problemu, czy jest w tym jakieś wahanie? Bo sama czuję opór żeby zmieniać coś co ktoś napisał z konkretnym celem.
Ten opór jest ciekawy i chyba dość powszechny. Myślę że bierze się stąd, że traktujemy cudze teksty rytualne jak przepisy na lekarstwo - zmienisz proporcje i nie zadziała. Ale to nie jest właściwa analogia. Bliżej byłoby do wiersza który recytujesz - jak coś nie brzmi po twojemu, to tracisz skupienie i właśnie dlatego nie działa.
Dokładnie co Jarzab04 mówi. I dodam - jak czytasz historię magii ceremonialnej, to okazuje się że wielcy praktycy non stop modyfikowali, przepisywali, tworzyli nowe wersje. Crowley przepisywał Salomonowe teksty, Austin Osman Spare wymyślał własny system od zera. Przywiązanie do 'oryginalnego tekstu' to raczej współczesna neuroza niż tradycja.
Dobra, to wrócę do tego co Wiesław napisał o Crowleyu i Spare - bo to jest coś co mnie zatrzymało. Jeśli oni modyfikowali stare teksty, to znaczy że traktowali je jak materiał roboczy, nie jak świętość. Ale oni wiedzieli co zmieniają i dlaczego. My nie wiemy.
Dokładnie. I do tego - Crowley robił dużo głupich rzeczy. Nie ma co go stawiać jako wzór ostrożności. Bardziej bym patrzył na to co mówi tradycja, która przetrwała, nie na ekscentryczne eksperymenty jednej osoby.
Wracając do mojego pytania o słowa, bo trochę zgubiliśmy wątek - Lelja napisała że granica między rytuałem a afirmacją jest mniej ostra. To mi coś wyjaśniło, ale nadal nie wiem jak sprawdzić czy to co robię ma jakikolwiek sens, skoro nie czuję blokady, ale też nie czuję nic szczególnego.
To jest bardzo dobre pytanie do wszystkich, nie tylko do Teofilki. Bo ja sama nie wiem jak mam oceniać efekty. Mam zapisywać co robiłam i co potem się wydarzyło? To trochę brzmi jak tabela w excelu.
Dziennik magiczny jest zalecany w prawie każdej tradycji z jakiegoś powodu. Nie chodzi o tabelki, chodzi o to żeby po czasie widzieć wzorce, których w trakcie nie widać. Ale to co Teofilka opisuje - brak blokady i brak czegokolwiek wyraźnego - to zupełnie normalny etap.
Hm, a jak ten dziennik wyglądać? Piszecie co robiliście krok po kroku, czy bardziej co czuliście? Bo to są jednak dwie różne informacje.
Tylko że jak ktoś dopiero zaczyna bez mistrza, to skąd wie co jest warte zapisania a co nie? Ja bym na początku zapisywał chyba wszystko i utopiłbym się w notatkach.
Wiesław, ale to zakłada że mistrz który uczy ma rzeczywiście rację co jest ważne. Znam przykłady gdzie przekaz był trochę... selektywny. Osoba ucząca się skupiała na tym co nauczyciel uznawał za ważne, a nie na tym co dla ucznia rzeczywiście działało.
Dobra to ja spróbuję zacząć zapisywać, choćby w formie kilku zdań po każdej próbie. Ale mam jeszcze pytanie do Lelja - powiedziałaś że świeca plus konkretny moment to już jest rytuał. Co masz na myśli przez 'konkretny moment', czas dnia, faza księżyca?
To co Lelja opisuje przypomina mi pojęcie temenos - zamknięta przestrzeń symboliczna, oddzielona od codzienności. Nie wiem czy ktoś to tu poruszał, ale Jungowi był tym bardzo zainteresowany właśnie w kontekście tego jak psychika potrzebuje ram żeby coś przetwarzać.
to jest z psychologii czy z magii, bo nie rozróżniam?
Z obu na raz i to jest właśnie ciekawe. Jung czerpał z tradycji alchemicznych i hermetycznych, więc to nie jest przypadkowe że jego pojęcia pasują do praktyki magicznej. Ale to trochę inny wątek - wróćmy do Teofilki, bo jej pytanie o modyfikacje tekstów nadal jest otwarte.
Właśnie, wróćmy do Teofilki, bo to pytanie o modyfikacje tekstów jest naprawdę centralne dla całego tego wątku. Nie da się tego omijać. Jak ktoś pracuje bez przewodnika, to teksty są jedną z niewielu rzeczy które ma - i albo stosuje je dosłownie, albo modyfikuje, albo piszę własne. Każde z tych podejść ma swoje konsekwencje.
No właśnie o to chodzi. Znalazłam kilka gotowych tekstów do prostych rytuałów ochronnych i część z nich jest... no nie wiem jak to ująć... agresywna? Są tam słowa o 'wiązaniu', 'zamykaniu', 'zmuszaniu' i to mnie blokuje bardziej niż brak efektów. Jak mam to wypowiadać skoro samo brzmienie mi nie pasuje?
A czy to nie jest tak, że ta agresywność językowa w tekstach rytualnych była celowa - nie w sensie że miała kogoś skrzywdzić, ale że chodziło o wyraźne zarysowanie woli praktykanta? Że to nie prośba, a deklaracja? Pytam bo czytałam o tym w kontekście goetii i tam intencja 'rozkazywania' ma konkretne teologiczne uzasadnienie w strukturze relacji między operatorem a bytami.
Jarzab ma rację co do goetii, ale to jest bardzo specyficzny kontekst. Problem w tym że te teksty krążą w internecie oderwane od systemu w którym działały. Ktoś wklejał fragmenty Lemegeton na bloga, ktoś inny to przeczytał i teraz mamy Teofilkę z tekstem o wiązaniu bez żadnego zaplecza które by temu nadawało sens. To jest właśnie ta sytuacja kiedy forma bez struktury jest po prostu dziwna.
