Forum

Asystent AI
Magia w przestrzeni...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia w przestrzeni wspólnej - jak pracować w domu, gdy dzielisz go z innymi?

Strona 2 / 3

Wpisy: 800
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Dokładnie tak. Ja nikomu nie tłumaczyłam dlaczego środa jest ważna. Powiedziałam że jest i to wystarczyło. Ale żeby to wystarczyło, musiałam sama najpierw w to uwierzyć. Jeśli mówisz 'proszę nie wchodź bo... no bo tak' to brzmi jak prośba, nie ustalenie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Kminek a co jeśli partner jest typem który chce rozumieć? Mój na przykład nie zaakceptuje 'bo tak' i nie jest to złośliwość, on po prostu funkcjonuje inaczej. Musiałam mu wyjaśnić coś konkretnego żeby w ogóle miał ramę do trzymania. Bez wyjaśnienia dla niego to było przypadkowe, więc i podejście było przypadkowe.


Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Selenaa rozumiem to, i nie mówię że moja metoda działa dla każdego związku. Mój partner jest inaczej skonstruowany. Ale mam pytanie - co mu powiedziałaś? Bo to ważne czy to było wyjaśnienie treści czy wyjaśnienie potrzeby.


Odpowiedz
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Kminek powiedziałam że mam praktykę która wymaga skupienia i że to skupienie się rozprasza przy obecności innych. Nie wchodziłam w szczegóły co to za praktyka. I to zadziałało - bo on zrozumiał mechanizm, nie musiał znać treści.


Odpowiedz
Wpisy: 449
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

To jest chyba klucz do tej rozmowy w ogóle - nie musisz tłumaczyć CO robisz, żeby uzasadnić DLACZEGO potrzebujesz przestrzeni. Te dwie rzeczy można rozdzielić i to często jest dużo łatwiejsze niż próba przekazania treści komuś kto nie ma kontekstu.


Odpowiedz
Wpisy: 259
Rozpoczynający temat
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Dobra, bo to mnie naprowadza na coś. Może mój problem nie polega na tym że partner nie rozumie magii. On rozumie że potrzebuję ciszy i skupienia. Problem jest w tym że pyta 'co robiłaś' i ja nie wiem co odpowiedzieć, i to mnie blokuje bardziej niż sam rytuał. Może muszę sobie poukładać odpowiedź zanim on zada pytanie.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

A to jest ciekawe - masz gotową odpowiedź kiedy pyta o inne rzeczy, a tu nie masz. Skąd ta różnica? Czy to jest wstydu kwestia, czy po prostu nie wiesz jak to skrócić do jednego zdania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Granacik93 nie wiem jak to skrócić, naprawdę. Bo jak mówię 'medytowałam' to jest prawda ale niepełna i to czuję. A jak powiem coś pełniejszego, to wchodzę w obszar który wymaga całego kontekstu. Jedna linijka nie istnieje.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@leokadia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Może problem nie jest w tym że jedna linijka nie istnieje, tylko że szukasz linijki która będzie jednocześnie prawdziwa, pełna i nie wymagająca rozmowy. A taka linijka dla żadnego ważnego tematu nie istnieje. Pytanie jest czy możesz zaakceptować że albo powiesz prawdziwe skrócenie, albo zdecydujesz się na dłuższą rozmowę - i obie opcje są uczciwe.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lubomir04)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 122

@Leokadia No dobra, ale zatrzymajmy się przy tym. Leokadia napisała że albo powiesz skróconą wersję albo całą prawdę - ale czy to naprawdę jest tak zero-jedynkowe? Nie ma czegoś pośredniego? Bo mam wrażenie że w tej rozmowie ciągle wychodzi że trzeba albo ukrywać albo tłumaczyć od Adama i Ewy.


Odpowiedz
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 449

@Lubomir04 jest coś pośredniego, ale to wymaga innego rodzaju pracy. Nie chodzi o treść odpowiedzi, tylko o to żeby przestać traktować pytanie 'co robiłaś' jako egzamin. Bo jeśli traktujesz je jak egzamin, to każda odpowiedź będzie niewystarczająca. Mój partner też pyta, ja mówię 'robiłam coś dla siebie' i to zamyka temat nie dlatego że go zbywam, tylko że obydwoje mamy zgodę na to że nie wszystko wymaga rozwinięcia.


Odpowiedz
Wpisy: 259
Rozpoczynający temat
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Właśnie to 'robiłam coś dla siebie' brzmi u mnie sztucznie i sama to czuję. Jakbym kłamała przez prawdę. A on by pewnie spytał 'no ale co konkretnie' bo on tak ma, musi mieć obraz sytuacji. To nie złośliwość, on po prostu jest wizualny i potrzebuje danych.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

a gdybyś mu dała dane, ale nie te które myślisz że chce? Coś w stylu: zapaliłam świecę, siedziałam cicho, skupiałam się na jednej rzeczy przez pół godziny. To wszystko jest prawdą i to jest obraz sytuacji. Nie musi wiedzieć co oznaczała ta świeca.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@leokadia)
Połączone: 11 miesięcy temu

To jest bardzo konkretna propozycja i myślę że ona w wielu przypadkach zadziała. Ale chcę dopytać - czy nie pojawia się tu ryzyko że zaczynasz dostarczać mu coraz więcej danych za każdym razem, bo poprzedni poziom przestaje wystarczać? Że to jest proces który sam się nakręca?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 347

@Leokadia to zależy chyba od partnera. Mój przyjął pewien poziom i na nim został, nie ciągnął dalej. Ale rozumiem że nie wszyscy tak funkcjonują. Jak to sprawdzić zanim się wejdzie w ten cykl?


Odpowiedz
Wpisy: 211
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja mam wrażenie że ten wątek z danymi jest trochę osobny od tego co Witchling82 opisywała na początku. Bo ona nie miała problemu z tym CO powiedzieć partnerowi - miała problem z tym że to nasłuchiwanie nie odpuszcza nawet kiedy partner trzyma się zasad. To są dwie różne rzeczy czy ja źle to czytam?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Selenaa masz racje, trochę poszłyśmy w bok. Choć to jest powiązane - bo ten stres z pytaniem 'co robiłaś' to jest inny rodzaj napięcia niż nasłuchiwanie podczas rytuału. Nasłuchiwanie to jest ciało, to się dzieje bez myślenia. A to z pytaniem to jest już głowa, to się włącza jak koniec. Jakby dwa różne problemy z tym samym człowiekiem.


Odpowiedz
Wpisy: 800
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Czyli masz dwie odrębne kwestie - jedna jest somatyczna, druga jest narracyjna. I może każda potrzebuje innego podejścia. Nie wiem czy da się rozwiązać je jednym ruchem.


Odpowiedz
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Zgadzam się z Kminkiem. I powiem więcej - te dwie rzeczy mogą się nawzajem napędzać. Stres z pytania po fakcie wchodzi do ciała przed kolejnym razem i potęguje nasłuchiwanie. Dopóki jedno nie odpuści, drugie też się nie uspokoi. Mnie z tego wyciągnęło dopiero kiedy przestałam traktować zakończenie rytuału jako moment kiedy wychodzę z trybu i wchodzę w tłumaczenia. Zrobiłam z tego przejście, nie przełącznik.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@krolewa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 138

@Ludwinia53 co masz na myśli mówiąc przejście? Czy to jest jakiś konkretny gest czy raczej coś wewnętrznego?


Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Krolewa u mnie było konkretne - kilka minut siedzenia po zakończeniu, herbata, zanim wyszłam z pokoju. Nie medytacja, po prostu chwila której ciało uczyło się jako bufor. Z czasem to przestało być potrzebne w takiej formie, ale na początku miałam to jako stały element. Bez tego wchodziłam do kuchni z głową nadal w rytuale i każde pytanie partnera było jak wtargnięcie.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@elzbietka)
Połączone: 2 lata temu

To jest coś o czym rzadko się mówi - że zakończenie rytuału to jest jego część, nie osobny etap. I że przestrzeń po nim jest tak samo ważna jak ta przed. Ja dość długo tego nie rozumiałam i traktowałam to jak stratę czasu, a potem zobaczyłam że to właśnie bez tego zamknięcia wracam do codzienności z połową głowy jeszcze tam.


Odpowiedz
Wpisy: 138
(@krolewa)
Połączone: 11 miesięcy temu

okej to ma sens, ale jak to wytłumaczyć partnerowi? Bo jeśli wychodzę po dwudziestu minutach od zakończenia i mówię że skończyłam godzinę temu, to i tak dla niego to brzmi jakbym siedziała w pokoju bez powodu przez te dwadzieścia minut.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 449

@Krolewa a czy musisz mu tłumaczyć te dwadzieścia minut? Mam na myśli - to jest czas dla ciebie, nie dla niego. Jeśli masz ustalone że masz ten pokój do określonej godziny, to te dodatkowe minuty są nadal w tym bloku. Nie musisz z nich rozliczać się co do minuty.


Odpowiedz
Wpisy: 259
Rozpoczynający temat
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

ale u mnie nie ma bloku godzinowego, to jest bardziej że jak zaczynnam to on wie żeby nie przeszkadzać, nie ma tu żadnej konkretnej granicy czasowej. I może to jest problem - bo jak nie ma granicy, to i zakończenie jest niejasne i dla mnie i dla niego.


Odpowiedz
Wpisy: 211
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

to może warto by ten blok wprowadzić, chocby orientacyjnie? Nie musi być co do minuty, ale 'od osiemnastej do dziewiętnastej robię swoje' daje jemu coś konkretnego i tobie też - bo wiesz że masz godzinę bez negocjowania kiedy możesz zacząć.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@lubomir04)
Połączone: 2 lata temu

Zaciekawione mnie to inne - czy ta godzina działa w ten sposób że kiedy zegar mówi dziewiętnasta, automatycznie się odpina? Bo mam wrażenie że to by było za proste i coś mi mówi że tak nie jest.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Lubomir04 nie odpina się automatycznie, ale ma inne działanie - daje poczucie że masz ten czas zarezerwowany i nikt ci go nie zabierze zanim się skończy. To z kolei zmniejsza to nasłuchiwanie w środku, bo twój system nerwowy nie musi pilnować czy za chwilę ktoś nie postanowi że ten czas się skończył bez twojej zgody. Ramy nie rozwiązują wszystkiego, ale zmieniają jakość tego co jest w środku.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

I chyba o to właśnie chodzi w tym całym wątku - nie o to czy partner wie co robisz, ale o to czy masz poczucie że twoja przestrzeń jest stabilna. Wszystko inne - pytania, nasłuchiwanie, kwestia co powiedzieć po - to są symptomy braku tej stabilności. Chociaż nie wiem czy Witchling82 zgodzi się z tym uproszczeniem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Granacik93 No dobra, czyli wracając do tego co Granacik93 napisała - że to wszystko jest objawem braku stabilności w przestrzeni. Trochę mnie to uderzyło bo mam poczucie że to prawda, ale jednocześnie nie wiem od czego zacząć żeby tę stabilność w ogóle zbudować w mieszkaniu z drugą osobą. Bo to nie jest tak że mam swój pokój - mamy salon wspólny i sypialnię, i nie ma u nas takiego pomieszczenia które jest 'moje'.


Odpowiedz
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest chyba najczęstszy wariant i wbrew pozorom nie jest niemożliwy do przepracowania. Mnie bardziej interesuje co dla ciebie oznaczałoby poczucie stabilności - czy to fizyczne wydzielenie miejsca, czy raczej coś wewnętrznego, poczucie że ten czas jest twój bez negocjowania?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Ludwinia53 chyba obu jednocześnie? Mam wrażenie że bez fizycznego miejsca trudno mi zbudować to wewnętrzne. Jak próbuję robić coś przy stole w salonie, to nawet jak on jest w innym pokoju, to ja wiem że to jest wspólna przestrzeń i jakby siedze na walizkach.


Odpowiedz
Wpisy: 800
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Słyszałam takie określenie - że przestrzeń intencjonalna to niekoniecznie miejsce stałe, ale powtarzalne. Czyli nie musisz mieć swojego kąta, ale musisz mieć swój rytuał wchodzenia w to miejsce, nawet jeśli jest to ten sam stół co wieczorem jecie kolację. Problem w tym że to wymaga jakiegoś gestu który 'oddziela' tę funkcję. Zastanawiam się czy próbowałaś czegoś takiego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 347

@Kminek to jest ciekawe, bo masz na myśli coś w stylu rozłożenia czegoś na tym stole, zanim się zacznie? Jakiś przedmiot który sygnalizuje zmianę funkcji przestrzeni?


Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Granacik93 tak, cokolwiek co działa dla ciebie konsekwentnie. Może być kamień, może być serwetka, może być zapalenie jednej konkretnej świeczki. Kluczowe słowo to konsekwentnie - że twój system nerwowy zaczyna to kojarzyć z przełączeniem trybu, nie z magią samą w sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@lubomir04)
Połączone: 2 lata temu

Czyli chodzi tu bardziej o odruch warunkowy niż o jakieś właściwości miejsca? To ma sens nawet z punktu widzenia psychologii, nie muszę w to wierzyć jako w coś nadnaturalnego żeby rozumieć po co to działa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@elzbietka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Lubomir04 i właśnie dlatego jest to coś o czym można powiedzieć partnerowi bez wchodzenia w całą resztę. Możesz powiedzieć - jak widzisz że rozkładam te rzeczy na stole, to znaczy że przez chwilę potrzebuję się skupić. Nie musisz tłumaczyć na co się skupiasz.


Odpowiedz
Wpisy: 138
(@krolewa)
Połączone: 11 miesięcy temu

ale co jeśli partner jest ciekawski i te przedmioty sam w sobie go zainteresują? U mnie było tak że postawiłam na blacie turmalin i zaraz była cała rozmowa o tym skąd to, co to, po co na stole. Jakby sam przedmiot stał się problemem a nie rozwiązaniem.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 211

@Krolewa no ale to jest trochę inny problem niż ten z którym tu przyszłyśmy - bo to jest już kwestia tego że partner wchodzi w to co robisz, nie że nie wiesz jak to zorganizować przestrzennie. Czy on generalnie komentuje też inne twoje rzeczy czy tylko te związane z tym co robisz?


Odpowiedz
(@krolewa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 138

@Selenaa raczej ogólnie jest dociekliwy, nie tylko w tym. Ale przy zwykłych rzeczach potrafię odpowiedzieć, a tutaj czuję że jakakolwiek odpowiedź albo otwiera temat za szeroko albo brzmi jak ukrywanie czegoś.


Odpowiedz
(@eugenka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 449

@Krolewa To co opisuje Krolewa to jest coś z czym się zetknęłam i myślę że tu leży pewna pułapka - wchodzimy w tryb defensywny zanim jeszcze partner cokolwiek powiedział. On pyta o kamień bo jest ciekaw, a my już szykujemy się do wyjaśniania całej swojej praktyki. Część tego napięcia robimy sobie sami, zanim on zdąży być trudny.


Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Eugenka o kurde, to jest celne. Bo ja dokładnie tak mam - on jeszcze nic nie mówi, a ja już w głowie piszę scenariusz rozmowy której nie chce prowadzić. I może właśnie ten scenariusz sprawia że nasłuchuje nawet kiedy on siedzi spokojnie w drugim pokoju.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@leokadia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Jeśli chodzi o tę antycypację - to jest mechanizm który dobrze opisuje somatic experiencing, chociaż tam w innym kontekście. Twój układ nerwowy uczy się reagować na sygnał przed zagrożeniem, nie na samo zagrożenie. Pytanie jest czy ten 'sygnał' da się w jakiś sposób przepisać, żebyś przestała go czytać jako zagrożenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Leokadia to jest dobry trop, ale mam wrażenie że samo zrozumienie mechanizmu nie wystarczy. U mnie przestało działać dopiero kiedy kilka razy z rzędu skończyłam rytuał i nie było żadnej trudnej rozmowy - jakby ciało zebrało dowody że nie ma czego się bać. Sama wiedza o tym że to jest antycypacja nic nie zmieniała.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czyli mówimy teraz o tym że potrzebne są realne, powtarzalne doświadczenia bez konfliktu, żeby to się przepisało - nie wystarczy że rozumiesz skąd to pochodzi. To trochę zmienia sposób patrzenia na problem, bo nie chodzi o jednorazową rozmowę z partnerem, tylko o jakiś dłuższy spokojny okres.


Odpowiedz
Wpisy: 211
(@selenaa)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale skąd wziąć ten spokojny okres jeśli samo oczekiwanie na niego generuje napięcie? To trochę błędne koło - potrzebujesz doświadczeń bez konfliktu żeby przestać się go spodziewać, ale dopóki się go spodziewasz, każda sytuacja jest potencjalnie naładowana.


Odpowiedz
Wpisy: 800
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Może zmniejszenie stawki? Zamiast robić coś co dla ciebie jest ważnym rytuałem i jednocześnie ćwiczyć bycie spokojną - zacząć od czegoś mniejszego. Czegoś co jest twoje, ale nie ma dla ciebie tak dużego znaczenia emocjonalnego. Żeby oderwać naukę spokoju od rzeczy z którą jest ci trudno.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@witchling82)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 259

@Kminek to jest bardzo konkretna myśl i nie wiem czemu sama na to nie wpadłam. Jakby ćwiczyć najpierw na małym, żeby kiedy przychodzi duże to już jest w ciele jakieś odniesienie. Muszę pomyślec jak to u siebie zastosować bo nie wiem co by było tym 'małym' w moim przypadku.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@elzbietka)
Połączone: 2 lata temu

Może to i dobry moment żeby zadać pytanie które mnie chodzi po głowie od dłuższego czasu w tym wątku - czy to że pracujecie w przestrzeni wspólnej i macie te napięcia, zmieniło coś w samej praktyce? Nie mówię o logistyce, ale o tym co wchodzi do środka - czy to co robisz w tej przestrzeni nosi w sobie ten stres, czy jesteście w stanie wejść mimo wszystko w coś głębszego?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Elzbietka To pytanie Elzbietki jest akurat ważne, bo ja przez długi czas udawałam przed sobą że zewnętrzne warunki nie mają żadnego znaczenia. Że dobra praktyczka radzi sobie wszędzie. I technicznie mogłam, ale coś zaczęło się zmieniać - nie w tym co robię, ale w tym jak wchodzę w to i wychodzę. Zaczęłam bardziej... skracać. Jakby podświadomie czułam że mam tylko określony czas zanim ktoś wejdzie albo zapyta.


Odpowiedz
(@elzbietka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 87

@Ludwinia53 właśnie o to mi chodziło - to skracanie. Bo to nie jest kwestia czy rytuał się uda czy nie, tylko że coś się urwało na poziomie głębokości wejścia. Czy to się kiedyś odwróciło? Czy jest jakiś moment w którym przestałaś skracać?


Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Elzbietka tak, ale nie przez to że zmieniłam warunki zewnętrzne - tylko przez to że skończyłam udawać że mi to nie przeszkadza. Dosłownie zaczęłam pracować z tym napięciem jako częścią przestrzeni. Nie omijać je, nie czekać aż minie, tylko wziąć je ze sobą na początku i zobaczyć co z nim zrobić. Dla mnie to był przełom, ale nie wiem czy jest jeden przepis.


Odpowiedz
(@kminek)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 800

@Elzbietka Jest jeszcze jedna rzecz w tym co mówiła Elzbietka o głębokości - myślę że czasem mylimy głębokość z długością. Praca może być krótka i jednocześnie nie być spłycona. Ale żeby to działało, to wejście musi być naprawdę wyraźne. I tu znowu wracamy do tego co mówiłam wcześniej o konsekwentnym sygnale - on musi być na tyle mocny, żeby naprawdę przestawiał tryb, a nie tylko symbolicznie zaznaczał że zaczynamy.


Odpowiedz
Wpisy: 347
(@granacik93)
Połączone: 7 miesięcy temu

Ale jak to wygląda w praktyce - brać napięcie ze sobą? Czy to znaczy że jakoś je nazywasz na początku, czy po prostu siedzisz z nim i nie odpychasz?


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: